Ekstraklasa

Piotr I Odnowiciel? Co się zmieniło w Lechii za panowania Piotra Stokowca?

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: własne, własne

Tagi

Piotr Stokowiec Dusan Kuciak Jarosław Kubicki Daniel Łukasik Joao Nunes Flavio Paixao

Po pierwszych kolejkach nowego sezonu Lotto Ekstraklasy Piotr Stokowiec dorobił się wśród gdańskich kibiców przydomka „Odnowiciel”. Po beznadziejnym poprzednim sezonie w bieżących rozgrywkach gdański klub spisuje się naprawdę dobrze. Co takiego wydarzyło się w Gdańsku podczas przerwy w rozgrywkach i czy na pewno ma to związek z Piotrem Stokowcem?

Przygotowanie fizyczne

Lechia jest najwięcej biegającą (wspólnie z Górnikiem Zabrze) drużyną w lidze. Średnia meczowa drużyny to 113,4 km. Niektórzy eksperci mogą się z tego terminu śmiać, ale prawda jest taka, że w polskiej lidze wystarczy odpowiednio dużo biegać, żeby osiągać niezłe wyniki. Co więcej, zarówno podczas spotkań LM, jak i niedawnych Mistrzostw Świata można było zaobserwować trend, że najlepsze drużyny biegają mniej więcej 110 – 115 km w czasie spotkania, więc Lechia się w tę statystykę idealnie wpisuje. Wśród wszystkich zawodników gdańskiego zespołu najwięcej biega Jarosław Kubicki. Środkowy pomocnik Biało – Zielonych jest dosłownie wszędzie. Do niego należy rekord przebiegniętych kilometrów w tym sezonie (13,18 km w meczu z Jagiellonią Białystok). Flavio Paixao do niedawna dzierżył tytuł najszybszego piłkarza tego sezonu Ekstraklasy (34,87 km/h w meczu z Miedzią). To wszystko pokazuje, że przynajmniej na razie, piłkarze z Gdańska są przygotowani do sezonu wręcz wyśmienicie. Biegają dużo, biegają szybko i to przynosi wyniki. Jakże inna to sytuacja od tej z poprzedniego sezonu, gdzie niemal w każdym meczu rywale biegali więcej od Lechii. Niewątpliwie kibice Biało – Zielonych są zadowoleni z postawy swoich pupili. Doświadczenie jednak uczy, że piłkarzom Piotra Stokowca zdarza się „puchnąć”. Z pewnością w Grodzie nad Motławą mają nadzieję, że nie stanie się tak w tym przypadku.

Defensywa

Lechia Gdańsk straciła, póki co, jedną bramkę w tym sezonie ligowym. Przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie. Po pierwsze – powrót do formy Dusana Kuciaka. Słowak jest w tym sezonie zdecydowanie najlepszym bramkarzem Ekstraklasy. Obronił aż 94,4% strzałów na bronioną przez siebie bramkę. Szczególnie zapamiętają go pewnie zawodnicy Górnika Zabrze i Miedzi Legnica (zwłaszcza Peteri Forsell), którzy oddali sporo strzałów w kierunku bramki Lechii, ale wszystkie obronił Słowak. Kuciak pewnie nie miałby takich statystyk, gdyby nie to, że Stokowiec duży nacisk kładzie na grę obronną. Michał Nalepa i (zwłaszcza) Błażej Augustyn w poprzednim sezonie nie błyszczeli formą. W tym sezonie regularnie znajdują się w jedenastkach kolejki Lotto Ekstraklasy. Augustyn prezentował formę wręcz reprezentacyjną. W kilku spotkaniach z rzędu nie przegrał ani jednego pojedynku. Aż szkoda, że z gry wyeliminował go uraz. Miałby szansę na powołanie do kadry. Do tej dwójki należy jeszcze dodać Daniela Łukasika. Były piłkarz Legii rozgrywa na razie swój najlepszy sezon w lidze. Mecz z Miedzią Legnica rozpoczął od kilku takich przerzutów, o które podejrzewalibyśmy raczej Ariela Borysiuka. Łukasik w poprzednim sezonie był szóstym najlepiej odbierającym piłkę piłkarzem ligi. W tym sezonie statystyki chyba jeszcze poprawił, a dodał do tego jeszcze grę do przodu, z której wcześniej raczej nie słynął. To wszystko powoduje, że Lechia ma w tej chwili najlepszą obronę w lidze, co jest dla gdańskich kibiców miłą odmianą po poprzednim sezonie, w którym więcej bramek stracił tylko spadkowicz z Niecieczy.

Taktyka

Piotr Stokowiec nie eksperymentuje z ustawieniem. Od początku tego sezonu stawia na czterech obrońców, trzech środkowych pomocników, dwóch skrzydłowych i jednego napastnika. W polskich realiach jest to bodaj optymalne ustawienie. Co więcej, piłkarze Lechii zdają się dobrze pracować na treningach, ponieważ potrafią realizować postawione przed nimi zadania. Na prawej obronie zagrało już trzech piłkarzy (Stolarski, Nunes i Fila) i każdy zagrał przynajmniej dobrze. Flavio Paixao grał już na dwóch pozycjach (środek ataku i prawe skrzydło) i na każdej strzelał bramki. W meczu z Górnikiem Zabrze wspomnianego już Błażeja Augustyna zastąpił Steven Vitoria i nie było widać utraty jakości. Każdy piłkarz Lechii jest w tym sezonie w formie i każdy realizuje swoje zadania w stopniu wystarczającym do tego, że Lechia jest jedyną niepokonaną w tym sezonie drużyną w lidze. Podstawą tego jest właśnie odpowiednie ustawienie piłkarzy. Piotr Stokowiec zdążył na tyle poznać swoich zawodników, że dobrał do nich odpowiednią taktykę, która sprawdza się wręcz perfekcyjnie. Odpowiednio rozdzielił zadania na boisku, co pozwala na zdobywanie punktów w każdym spotkaniu.

Dyscyplina

Jest to chyba największa różnica pomiędzy Stokowcem, a jego dwoma poprzednikami. Były szkoleniowiec Zagłębia Lubin rządzi zespołem twardą ręką. Nie ma oporów przed tym, żeby odsunąć od drużyny jej najlepszego strzelca (casus Marco Paixao). Nie widzi nic niestosownego w przesunięciu do rezerw doświadczonych Grzegorza Wojtkowiaka i Milosa Krasicia. Sławomir Peszko za swój wybryk w meczu z Jagiellonią został podobno ukarany odebraniem swojej miesięcznej pensji. To pokazuje, że u Stokowca nie ma świętych krów. Mogłeś sobie grać w Juventusie, Koeln, czy TSV, ale jeśli podpadniesz, to nie możesz liczyć na taryfę ulgową. To jest chyba postawa, za którą trener Lechii zyskał najwięcej pochwał wśród kibiców. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, że wraz z końcem poprzedniego sezonu pozbył się z drużyny grupy piłkarzy, o których mówiło się, że niekoniecznie przykładają się do treningów (taki Sebastian Mila dwa miesiące po zakończeniu kontraktu w Lechii zaczął się… odchudzać). Wygląda więc na to, że w pierwszym zespole Biało – Zielonych zostali piłkarze, którzy rzeczywiście chcą w nim grać i chcą coś osiągnąć.

Minusy

Żeby nie wyszło, że ten tekst, to laurka dla Piotra Stokowca należy wrzucić kilka kamyczków do jego ogródka.

Po pierwsze trener nie do końca ma wpływ na transfery w Lechii. Wprawdzie chciał pozyskać Konrada Michalaka do swojego zespołu, ale nie kosztem Pawła Stolarskiego. Po zakończeniu poprzedniego sezonu trener wspominał, że chciałby zostawić w drużynie Joao Oliveirę, ale Lechia nawet nie podjęła rozmów z jego macierzystym klubem w sprawie przedłużenia wypożyczenia, albo wykupienia skrzydłowego. To pokazuje, że współpraca między szkoleniowcem, a prezesem gdańskiego klubu nie do końca chyba układa się tak jak powinna.

Prawego obrońcę Lechii „trzeba było” sprzedać, bo za niespełna rok kończył mu się kontrakt. W podobnej sytuacji jest choćby Joao Nunes i nie wiadomo co z nim będzie. Ani Stokowiec, ani prezes klubu, ani sam zainteresowany nie wypowiadają się w kwestii przedłużenia umowy. A w styczniu zawodnik będzie mógł podpisać nowy kontrakt z innym klubem. Transparentność wyboru zawodników do drużyny należałoby poprawić.

Biorąc pod uwagę bilans rzeczy dobrych i złych, które zrobił w Lechii trzeba Stokowcowi przyznać, że wychodzi „na plus”. A przecież nie wspomniałem o tym, że zaczął wprowadzać do zespołu młodych zawodników (jak choćby Fila). Jego drużyna lepiej broni, więcej biega, charakteryzuje się lepszą dyscypliną i zdefiniowaną taktyką. W tym kontekście plotki o tym, że Stokowiec mógł zostać trenerem polskiej kadry nie wydają się tak nieprawdopodobne. 


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze