Piłka nożna

6 meczów chwały fińskiego futbolu- HJK Helsinki w Lidze Mistrzów

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: urheilumuseo.fi, urheilumuseo.fi

Tagi

HJK Finlandia Historia Liga Mistrzów Liga Europy

Reprezentacja Finlandii niczego nie osiągnęła w seniorskiej piłce. Z Krainy Tysiąca Jezior wypłynęło w świat zaledwie kilku piłkarzy, którzy zawojowali europejskie boiska. Jariego Litmanena czy Samiego Hyypię powinien kojarzyć każdy fan piłki nożnej. Futbol nie jest mocną stroną Finów, którzy jako jedyny kraj skandynawski nie awansował na Mistrzostwa świata czy Europy. Piłka klubowa w tym północno-wschodnim kraju miała swoje 5 minut, a raczej sześć meczów chwały. Było to jesienią 1998 roku. Właśnie wtedy HJK Helsinki jako pierwsza i jedyna fińska drużyna zagrała w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Droga do elity z pozoru trudna, okazała się przyjemna jak na fińskie warunki. W I rundzie drużyna ze stolicy Finlandii pokonała 5-0 w dwumeczu FC Erewan. Na drodze do fazy grupowej Champions League stanął sensacyjny wicemistrz Francji, FC Metz. Pojedynek w drugiej rundzie pokazał, jak słabą drugą drużynę Ligue 1 miał wtedy Wielki Naród. W pierwszym meczu HJK wygrało 1-0 po golu Akiego Riihilatiego. Drugie spotkanie również znakomicie rozpoczęło się dla podopiecznych Anttiego Muurinena, gdy po golu Vesy Vasary objęli prowadzenie. Metz wyrównał po 10 minutach, ale niczego to nie dało. Liga Mistrzów po raz pierwszy w historii zagościła w Finlandii.

HJK trafiło do grupy F wraz z mistrzem Niemiec, 1.FC Kaiserslautern i wicemistrzami Holandii i Portugalii, PSV Eindhoven i Benficą Lizbona. Drużyna z Helsinek skazana była na pożarcie. Zwycięstwo, a nawet remis uznano by w Finlandii za sukces. Pomimo iż w Finlandii większą wagę przykłada się do sportów zimowych, hokeja i wszelakich sportów samochodowych, mecze HJK cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Frekwencja na meczach HJK nigdy nie zeszła poniżej 20000 kibiców. Najwięcej fanów przyszło na mecz z PSV Eindhoven 25 listopada 1998 roku, bo nieco ponad 34000. Najmniej było na spotkaniu z Roten Teufel, bo zaledwie 21200. Fani wytrwale towarzyszyli HJK w przeżyciu przygody życia. W pierwszym meczu, zawodnicy Anttiego Muurinena zmierzyli się z PSV. Tomasz Iwan i spółka liczyli na łatwą wygraną. Jednak po pierwszej połowie to mistrzowie Finlandii byli bliżej wygranej. W 32 minucie Mika Kottila szczupakiem pokonał Ronalda Waterrusa. Klub Philipsa wyrównał 12 minut po przerwie. Gola na 1-1 strzelił Andre Ooijer. HJK mogło zremisować, lecz fatalny błąd w doliczonym czasie gry popełnił golkiper, Tommi Koivistoinen. Fatalne wyjście bramkarza wykorzystał wprowadzony pół godziny wcześniej Arnold Bruggink. Zespół z Krainy Tysiąca Jezior w głupi sposób stracił punkty, lecz odważną grą postraszył Kaiserslautern i Benfikę. W drugim, bardzo wyrównanym spotkaniu ulubiona drużyna Tomasza Hajty nie dała rady dzielnym Finom. Bezbramkowy remis był pierwszym, historycznym punktem HJK w Champions League. To, co się stało później jest najpiękniejszym momentem tej przygody. 27000 kibiców, zgromadzonych na Stadionie Olimpijskim w Helsinkach obejrzało, jak mali Finowie dwoma strzałami zabijają wielkiego Orła z Lizbony. Najpierw strzałem z rzutu karnego w 20 minucie ugodził go Mika Lehkosuo, zaś 50 minut później (nie wliczając przerwy) dzieła zniszczenia dopełnił Kottila. Na półmetku rywalizacji w Grupie F, ekipa prowadzona przez Muurinena zajmowała drugie miejsce z dorobkiem czterech punktów, tuż za mistrzami Niemiec! Runda rewanżowa znakomicie rozpoczęła się dla Finów. Już w 5 minucie meczu z Benficą, HJK pomógł jeden z piłkarzy, pochodzących z brytyjskiego zaciągu Orłów, Scott Minto. Obrońca lizbończyków samobójczym strzałem pokonał Michela Preud'homme'a. Wynik 1-0 utrzymywał się do 77 minuty. W ciągu 180 sekund podopieczni Greame'a Sounessa dwukrotnie pokonali Koivistoinena. Najpierw uczynił to Nuno Gomes, zaś później pięknym uderzeniem, dającym prowadzenie popisał się Jose Antonio Calado. Mistrzowie Finlandii nie poddali się. Cztery minuty później bramkę dającą remis, zdobył wprowadzony parę sekund wcześniej Luiz Adriano. Pierwsze miejsce było nierealne, lecz druga pozycja wciąż była w zasięgu HJK.

25 listopada 1998 roku. O tej porze fińscy kibice zwykle szykują się do kibicowania Janne Ahonenowi i spółce w Pucharze Świata. To był czas, gdy Finowie jeszcze coś znaczyli w skokach narciarskich. Tymczasem 34416 kibiców zgromadzonych na Stadionie Olimpijskim w Helsinkach oraz fani przed telewizorami dopingowali HJK w przedostatnim meczu fazy grupowej. Zawodnicy Anttiego Muurinena podejmowali PSV. Piękny sen trzykrotnie przerwał im Ruud Van Nisterlooy. Gospodarze próbowali nawiązać walkę. W 70 minucie Mika Lehkosuo trafił z jedenastu metrów. Van Nisterlooy załatwił sprawę na osiem minut przed końcem meczu, ustalając wynik spotkania. Szansą na godne pożegnanie się z Ligą Mistrzów był wyjazdowy mecz z Kaiserslautern. Zaczęło się bardzo dobrze. W 29 minucie dobre podanie Aarno Turpeinena wykorzystał Jari Ilola. Radość nie trwała długo. Tuż przed przerwą wyrównującą bramkę strzelił bowiem Uwe Roesler. Wynik pozostawał sprawą otwartą, jednak dla gości szybko się zamknął. Cztery minuty po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę, gola na 2-1 strzelił Olaf Marschall. Dwanaście minut później do siatki znów trafił Roesler. HJK próbowało złapać kontakt w 68 minucie. Andreasa Reinkego pokonał bohater z Lizbony, Luiz Antonio. Na 10 minut przed końcem Roten Teufel załatwili sprawę. Hat-tricka skompletował Roesler, zaś wynik na 5-2 podwyższył wprowadzony na początku drugiej połowy Juergen Rische. Ostatecznie HJK zakończyło zmagania na ostatnim miejscu w Grupie F z dorobkiem pięciu punktów. Łącznie strzeliło osiem goli, straciło dwanaście.

O sukcesie HJK przesądziła znakomita generacja fińskich piłkarzy. Trener Antti Muurinen potrafił ich doskonale zgrać toteż nie mieli problemów w walce o fazę grupową Champions League. Piłkarskiej klasie nie dorównywali Jariemu Litmanenowi, ale wielu z nich zabukowało sobie bilet do Europy. Najbardziej znani piłkarze tamtej drużyny to Shefki Kuqi, Aki Riihilahti, Hannu Tihinen i Mikael Forssell. Warto dodać, iż ważną częścią tamtego zespołu był również obecny trener helsińczyków Mika Lehkosuo. Wszyscy wymienieni zawodnicy (może poza Lehkosuo, który rozegrał tylko 17 meczów w kadrze) stali się później ważną częścią reprezentacji Finlandii. Kuqi brylował w angielskiej Championship. W Premier League rozegrał 50 meczów dla Blackburn Rovers, Fulham i Newcastle United, strzelił 7 goli. W reprezentacji Krainy Tysiąca Jezior rozegrał 63 mecze, siedmiokrotnie pokonując bramkarzy rywali. Riihilahti po przygodzie z Valerengą Oslo, przeszedł do Crystal Palace, z którym grał w Premiership w sezonie 2004/05. Do HJK wrócił w 2009 roku po nieudanych występach w Kaiserslautern i Djurgardens Sztokholm. To właśnie w klubie ze stolicy Finlandii trzy lata później zakończył karierę. W reprezentacji rozegrał 69 spotkań i zdobył aż 11 goli. Znakomity wyczyn, biorąc pod uwagę jakość fińskiej kadry oraz pozycję defensywnego pomocnika, na której grał Riihilahti, z kolei dla Hannu Tihinena występ z HJK w Champions League odcisnął piętno w dalszym etapie kariery. Po transferze do Vikingu Stavanger i wypożyczeniu do West Hamu, trafił do Anderlechtu. Wraz z Michałem Żewłakowem i spółką grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 2003/04 (rok później nie został włączony do kadry) i 2005/06. W pierwszej kampanii przyczynił się do jednego z dwóch zwycięstw Anderlechtu w fazie grupowej, strzelając jedynego gola w meczu z Olympique Lyon. Do elity wrócił po czterech latach przerwy, tym razem jako zawodnik FC Zurich. Doświadczenie, zdobyte m.in. w pamiętnym sezonie 1998/99 pomogło jego niedoświadczonym kolegom bić się z Realem Madryt, Milanem i Olympique Marsylia. Podobnie jak kilka lat wcześniej, Tihinen także brał udział w zwycięstwie swojej drużyny. Środkowy obrońca reprezentacji Suomi strzelił jedynego gola w spotkaniu z ekipą Rossonerrich. Jak się okazało, było to ostatnie zwycięstwo Szwajcarów w fazie grupowej Champions League. Tihinen nie zmarnował tego, co zaczął w Helsinkach. Wszystko to okrasił 78 występami w kadrze, w których strzelił 5 goli. Przez wiele lat tworzył zgrany duet środkowych obrońców z Samim Hyypią, lub Petrim Pasanenem.

Teoretycznie najwięcej z tej czwórki osiągnął Forssell. Fakt, zaliczył 86 meczów w kadrze Suomi (29 goli), aczkolwiek mógł osiągnąć więcej w piłce klubowej. Był członkiem drużyny HJK, gdy ta grała w Champions League, mimo iż miał zaledwie 17 lat. Dostał pół godziny od Muurinena w zremisowanym 2-2 meczu z Benficą, zaś w meczach z Roten Teufel oraz PSV zagrał łącznie przez kwadrans. Jeszcze w tym samym sezonie dołączył do triumfatorów Pucharu Zdobywców Pucharów z poprzedniego sezonu, Chelsea Londyn. Tam nie przebił się do pierwszego składu. Łącznie dla The Blues zagrał 42 razy (z czego najwięcej w sezonie 2001/02, bo 26 meczów we wszystkich rozgrywkach). Strzelił zaledwie 5 goli. Mimo to może sobie zapisać mistrzostwo Anglii za sezon 2004/05, bowiem wystąpił w przedostatnim ligowym meczu (wygrana 1-0 z Charltonem po golu Claude'a Makelele po dobitce, ze spudłowanego wcześniej karnego. Dla defensywnego pomocnika Les Blues był to pierwszy gol po czteroletniej przerwie). Fin zagrał 23 minuty i było to zarazem jego pożegnanie z Chelsea. Realizował się na wypożyczeniach. Najpierw w Crystal Palace, później w Borussii Moenchengladbach. Najwięcej osiągnął jednak w Birmingham City. W sezonie 2003/04 siedemnastokrotnie trafił do siatki. Klub z Birmingham zdecydował się wykupić Fina, ale nie był już tak skuteczny jak na wypożyczeniu. Dziewięć goli w 30 meczach w sezonie 2007/08 nie uchroniły Birmingham od spadku i Forssell odszedł do Hannoveru 96. Drużynie Jacka Krzynówka i Dariusza Żurawia przydał się tylko przez jeden sezon, gdy siedmiokrotnie trafił do siatki, zaliczając przy tym dziewięć asyst. Potem było już tylko gorzej. Leczył kontuzje, albo siedział na ławce. Po nieudanej przygodzie z Leeds United wrócił do HJK, gdzie przypomniał sobie, jak się strzela. Nie licząc wypożyczenia do Vfl Bochum w sezonie 2014/15, nieprzerwanie gra w ojczyźnie. Karierę skończył na początku 2018 w barwach z innego klubu ze stolicy Finlandii, IFK.

Warto wspomnieć też o jednym, a może i najważniejszym współautorze największego sukcesu fińskiego futbolu. Niemal od razu fińska federacja zatrudniła Muurinena, powierzając mu stery seniorskiej reprezentacji. Muurinen był selekcjonerem kadry Suomi przez pięć i pół roku. Zrezygnował po porażce 0-4 z Holandią w eliminacjach do Mistrzostw świata w Niemczech. Po prawie dwuletniej pracy z zespołem FC Lahti, znów objął HJK. W ciągu pięciu lat poprowadził ekipę ze stolicy w dwustu spotkaniach, zdobywszy dwa mistrzostwa Finlandii w sezonie 2008/09 i 2010/11. Ostatnio pracował w IFK Helsinki, gdzie współpracował ze wspomnianym wcześniej Mikaelem Forssellem, a także innym wybitnym reprezentantem Finlandii, Miką Vayrynenem.


Nigdy później HJK nie osiągnęło takiego sukcesu, jak w ostatniej dekadzie minionego stulecia. Regularnie brała udział w eliminacjach Ligi Mistrzów, Pucharu UEFA, a później Ligi Europy, lecz odpadała w drugiej lub w trzeciej rundzie. W sezonie 2014/15 coś jednak drgnęło. Po porażce w dwumeczu z APOEL-em Nikozja w III rundzie kwalifikacji do Champions League, zmierzyli się z Rapidem Wiedeń w decydującym boju o udział w fazie grupowej pucharu pocieszenia. HJK prowadzony przez Mikę Lehkosuo, członka drużyny z sezonu 1998/99 pokonał faworyzowanych wiedeńczyków, wygrywając 2-1 u siebie oraz remisując 3-3 na stadionie im. Ernsta Happela. Mistrzowie Finlandii trafili do grupy z FC Kopenhagą, FC Brugge i Torino. W pucharze pocieszenia zaprezentowała się nieco lepiej niż 16 lat wcześniej w Lidze Mistrzów. Można by jednak rzec, co to za pocieszenie. Dwa zwycięstwa (po 2-1 z Torino i Kopenhagą) i cztery porażki to bilans lepszy niż jedna wygrana i dwa remisy, a trzecie miejsce zawsze, zostawiając w tyle mistrzów Danii powinno cieszyć fińskich kibiców, którzy praktycznie nigdy nie mogą cieszyć się z sukcesów piłkarzy. Ten sukces jest jednak niczym w porównaniu z sezonem 1998/99. Drużyna HJK z sezonu 2014/15 nie miała prawie żadnych młodych zdolnych piłkarzy, jakimi dysponował Antti Muurinen. Jedynym piłkarzem, który wypromował się dzięki występom w Lidze Europejskiej jest Robin Lod. Pomocnik reprezentacji Finlandii jest dziś reżyserem gry Panathinaikosu Ateny. Wydatnie pomógł zespołowi bić się w dwumeczu (gol w zwycięskim meczu z Rapidem) i fazie grupowej (trzy asysty). Mika Lehkosuo postawił na graczy z przeszłością. Bramki bronił wychowanek Betisu Sevilla, 34-letni Toni Doblas, środek pomocy tworzyli były reprezentant Ghany, próbujący się odbudować po nieudanej przygodzie w Schalke 04 i Osasunie Pampeluna, Anthony Annan. Partnerował mu równie doświadczony, znakomity fiński defensywny pomocnik, z przeszłością w AJ Auxerre, czy Tottenhamie, który kończył karierę w HJK, Teemu Tainio. Za rozgrywanie akcji odpowiedzialni byli wspomniany wcześniej Lod i Mika Vayrynen. Za strzelanie goli odpowiadał podróżnik z Burkina Faso, Aristide Bance. Taka filozofia składu miała swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. Trener Mika Lehkosuo przede wszystkim postawił na doświadczenie i piłkarzy, mających najlepsze lata kariery dawno za sobą. Teoretycznie wypadł lepiej na tle historycznej drużyny, jednak fiński futbol zyskał na tym niewiele. Dzięki temu osiągnięciu wypromował się tylko jeden piłkarz, a dla reszty był to najpiękniejszy moment, albo udane zwieńczenie kariery.

Pomimo odkrycia i wypuszczenia na świat kilku porządnych zawodników, sukcesy HJK Helsinki w europejskich pucharach należy traktować jako jednorazowe wybryki, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Podopieczni Miki Lekhosuo odzyskali prymat w Veikkausliidze, jednak nadzieja na podobny "cud", jak choćby trzy lata temu (o sezonie 1998/99 nie ma nawet co wspominać) jest równa zeru. W drużynie nie ma wyróżniających się młodych, fińskich piłkarzy, trzon drużyny stanowią doświadczeni piłkarze po lub przed trzydziestką. Nie ma się co dziwić, że w eliminacjach do UEFA Youth League regularnie dostają baty. Dwa lata temu ulegli w dwumeczu 1-6 z Celticowi, a rok temu frajersko przegrali z Cork City (0-1 w dwumeczu). Kiepsko grającą młodzież, futbolowego rzemiosła ma uczyć Mikael Forssell.

Fiński futbol jest w kryzysie. Reprezentacja Suomi po raz kolejny straciła szansę na awans do dużej imprezy. Wspomnijmy, że w grupie eliminacyjnej do mundialu w Rosji traci aż 10 punktów (!) do czwartej Ukrainy, zdobywając w sumie tylko jeden punkt (remis z Kosowem na inaugurację). Na piłkę klubową także nie ma co liczyć. HJK trzy lata temu pechowo odpadła z Astaną w III rundzie eliminacji do Champions League, tracąc czwartą bramkę w ostatniej sekundzie meczu. Klub z Helsinek mógł wtedy ponownie awansować do fazy grupowej Ligi Europy, ale w decydującym boju przegrał z FK Krasnodar (1-5 w dwumeczu). Teraz klub ze stolicy Finlandii ponownie wziął udział w eliminacjach Ligi Mistrzów. Po wyeliminowaniu Mistrza Wysp Owczych, Vikingur Gota (5-2 w dwumeczu), odpadł w 2.rundzie z BATE Borysów (1-2 w dwumeczu). HJK dostało jeszcze szansę w Lidze Europy, lecz poległ w 3.rundzie z Olimpiją Ljubljana, strzelając w dwumeczu tylko jednego gola, tracąc aż siedem.

Jeżeli HJK nie przypomni sobie największych sukcesów, jak również nie pojawią się w najlepszej fińskiej drużynie piłkarze pokroju Forssella, Riihilahtiego, czy Tihinena, piłka nożna w Krainie Tysiąca Jezior, podobnie jak skoki narciarskie, definitywnie upadnie. Póki co, czekający na dobrą grę piłkarzy, kibice Suomi mogą sobie włożyć płytę DVD do odtwarzacza i obejrzeć, jak to HJK rywalizowało w fazie grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Albo raczej kasetę VHS. Ta druga opcja będzie znacznie lepszym wyborem.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze