Ekstraklasa

Pogoń Zagłębia w Gdańsku! Świetne zmiany Lewandowskiego.

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: własne, własne

Tagi

Lechia Gdańsk Zagłębie Lubin Mariusz Lewandowski Piotr Stokowiec Artur Sobiech Lukas Haraslin Filip Starzyński

Hitowo zapowiadał się mecz Lechii Gdańsk z Zagłębiem Lubin. Wobec porażki liderującej Wisły Kraków obie drużyny miały szansę zasiąść na fotelu lidera najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Jak się zapowiadał taki też był. Kto po tym szalonym spotkaniu może być bardziej zadowolony?

Oprócz wysokiej stawki mecz ten miał jeszcze dodatkowy smaczek. Kilku piłkarzy obu drużyn (Kubicki, Matras, Tuszyński) i niemal cały sztab trenerski Lechii dawniej reprezentowało barwy dzisiejszego rywala. Poza tym do tego spotkania zespoły przystępowały w różnych nastrojach. Lechia chciała zrehabilitować się za porażkę 5:2 w Krakowie, natomiast Zagłębie przyjechało opromienione czterobramkowym zwycięstwem w derbowym meczu ze Śląskiem. Trenerzy dokonali kilku zmian w składach swoich drużyn. Część z nich była wymuszona, bo za kartki pauzowali Tosik, Mladenović i Lipski. Ale w pierwszej jedenastce Zagłębia pojawił się również chociażby Pakulski, który dał dobrą zmianę w poprzedniej kolejce w derbowym meczu ze Śląskiem.

Napisać, że pierwsza połowa należała do Lechii, to nic nie napisać. To był koncert gry Biało – Zielonych, a zwłaszcza dwóch piłkarzy. Artur Sobiech pokazał, że wrócił do żywych, natomiast Lukas Haraslin po raz kolejny udowodnił, że zaczyna przerastać tę ligę. Ale od początku. Lechia objęła prowadzenie w 8 minucie spotkania. Akcję z lewego skrzydła do środka złamał Lewandowski, podał na prawą stronę do Fili, w końcu piłka trafiła do Flavio, a Portugalczyk perfekcyjnym dośrodkowaniem obsłużył Sobiecha, który nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem piłki w bramce. Ten sam piłkarz swojego drugiego gola strzelił w 15 minucie gry, ale lepiej chyba napisać, że to wspomniany Haraslin strzelił gola Sobiechem. Słowak najpierw wywalczył piłkę zgrywaną piętą przez Wolskiego, potem tuż przy linii końcowej na pełnej szybkości minął Pakulskiego i będąc już w polu karnym świetnie wypatrzył stojącego na piątym metrze napastnika Lechii, któremu pozostało już tylko dołożyć nogę. Klasycznego hattricka były napastnik Hannoveru skompletował w 25 minucie gry. Najpierw Wolski wyszedł do prostopadłego podania w pole karne, ale nieco wyrzucił się ze światła bramki. Postanowił więc z ostrego kąta lobować Hładuna. Nie udało się, ale wyszło z tego dobre dośrodkowanie do Kubickiego, którego strzał został zablokowany, do bezpańskiej piłki dopadł Sobiech i skierował ją do pustej bramki. Napastnik ten miał jeszcze jedną szansę po akcji Karola Fili, ale zabrakło kilku centymetrów do tego, żeby sięgnął piłki. Trzeba przyznać, że 3:0 do przerwy, to najniższy wymiar kary. Zagłębie wyszło w ustawieniu z trójką obrońców i to dało dużo swobody wspomnianemu już Haraslinowi, który na boisku się po prostu bawił. Drybling, dośrodkowanie, siatka założona rywalowi, wychodziło mu w pierwszej połowie meczu wszystko. Do tego należy wspomnieć również dobre spotkanie w wykonaniu wracającego po długiej kontuzji Wolskiego i mieliśmy receptę na wysokie prowadzenie. To było z pewnością najlepsze 45 minut Lechii w tym sezonie.

W przerwie obaj szkoleniowcy dokonali zmian personalnych. W Lechii kontuzjowanego Łukasika zastąpił Borysiuk, z kolei w zespole gości pojawili się Bohar i Sirotov w miejsce Dziwniela i Slisza. I trzeba przyznać, że lepszy skutek przyniosły roszady wśród gości. W 61 minucie Damjan Bohar wykorzystał świetną akcję Filipa Starzyńskiego i strzelił gola na 3:1. Warto dodać, że był to drugi strzał Zagłębia w tym meczu. W pierwszej połowie Miedziowi nie oddali ani jednego uderzenia na bramkę strzeżoną przez Dusana Kuciaka. 10 minut po pierwszej bramce Zagłębie strzeliło drugą. Sędzia Przybysz po konsultacji z VAR uznał (słusznie), że Błażej Augustyn celowo zagrał piłkę ręką we własnej szesnastce i wskazał na 11 metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Filip Starzyński i na boisku zrobiło się nerwowo. Nadzieję w serca kibiców Lechii znowu wlał arbiter, który podyktował jedenastkę za zagranie ręką Balicia. Kolejna konsultacja z VAR i okazało się jednak, że obrońca Miedziowych był jednak poza polem karnym. Rzut wolny haniebnie zmarnował Borysiuk, który strzelił lekko i obok bramki. W kolejnych minutach Zagłębie coraz bardziej naciskało, a Lechia coraz gorzej się broniła, ale wynik się nie zmieniał. Wreszcie w doliczonym czasie gry po rzucie rożnym wykonywanym przez Starzyńskiego powstało zamieszanie pod bramką gospodarzy, w którym najlepiej odnalazł się Jakub Mares wyrównując stan meczu. Odrobienie strat tak mocno rozochociło piłkarzy przyjezdnych, że w ostatniej minucie doliczonego czasu gry mieli jeszcze jedną dobrą okazję do strzelenia gola, ale tym razem na posterunku był Dusan Kuciak.

Szalony mecz. Klasyczne spotkanie dwóch różnych połów. Pochwalić należy trenera gości za to, że pomógł swojemu zespołowi zmianami. Dwóch zawodników wprowadzonych po przerwie strzeliło bramki. Z tego Mariusz Lewandowski z pewnością może być zadowolony. Ponadto warto zwrócić uwagę, że olbrzymią cegłę do tak niesamowitego powrotu (ostatni raz pogoń z 0:3 na 3:3 to widziałem chyba w pamiętnym finale LM w Stambule) dołożył Filip Starzyński. Pomocnik Zagłębia był najlepszym piłkarzem swojej drużyny w poprzedniej kolejce w derbowym meczu ze Śląskiem i dzisiaj zaliczając gola i asystę był jednym z architektów tak ciężko wywalczonego punktu. Z kolei w Lechii można wyróżnić zawodników tylko za pierwszą połowę. W drugiej ani Haraslin, ani Sobiech, ani Wolski nie dali sygnału do ataku, nie wzięli na siebie ciężaru gry. Zmianami nie pomógł trener, a widoczne były również braki w przygotowaniu fizycznym. Odpowiadając zatem na pytanie zadane na początku tego tekstu odpowiedź jest jedna. Z pewnością z tego meczu bardziej zadowoleni mogą być piłkarze i trenerzy Zagłębia Lubin. I to pomimo tego, że ten punkt dał Lechii powrót na fotel lidera Ekstraklasy.


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze