Serie A

Jestem słownym człowiekiem, czyli historia wiecznego Piłkarza

Dawid Paluch @PawidDaluch

Fot: Urban Isthmus, CC BY 2.0

Tagi

Francesco Totti Serie A AS Roma

Dla niego kibice zostawali dłużej w więzieniach. Ukochany syn Rzymu, który dla wielu był ważniejszy od papieża. Cesarz rzymski, którego docenili nawet fani Lazio. Wielki piłkarz nigdy nie był najlepszym. Został jednak legendą. Taka jest historia Francesco Tottiego, dzisiejszego solenizanta.

Wielu ludzi pytało mnie: dlaczego spędziłeś całe życie w Rzymie? Rzym to moja rodzina, moi przyjaciele, ludzie, których kocham. Rzym jest żółto-czerwony. Rzym - dla mnie - jest całym światem. Ten klub i to miasto jest całym moim życiem. Zawsze.

Dawaj, wpuść chłopaka

Tymi słowami rozpoczęła się wielka historia Tottiego. Sinisa Mihajlović powiedział tak do Vujadina Boskova, trenera AS Romy. Był 28.marca 1993 roku. Końcówka meczu Brescii Calcio z Romą. Rzymianie prowadzą 2:0, choć cały sezon grali poniżej oczekiwań. Do końca spotkania pozostało tylko 5 minut.

- Rozgrzewaj się, byś mógł od razu wejść na boisko - wykrzyczał Boskov. 16-letni wówczas Fancesco nie ruszył się. Obok siedział inny napastnik, 22-letni Roberto Muzzi. - Hej - wykrzyczał Muzzi - on mówił do ciebie. Ruszaj się!

Tak swój debiut wspominał Totti: - ruszyłem z ławki, rozgrzewałem się 10 sekund i wszedłem na boisko. Dotknąłem piłkę tylko kilka razy. Byłem zbyt podekscytowany i zbyt szczęśliwy.

Po tym było jeszcze ponad 750 występów w żółto-czerwonych barwach. Tak naprawdę, historia rozpoczęła się jednak kilka lat wcześniej.

300 milionów lirów nie wystarczyło

Via Vetulonia to malutka uliczka na południe od Koloseum. Stare, powojenne blokowisko. Okolica, w której każdy zna każdego. To tam mały Francesco, syn Lorenzo i Fiorelli uczył się kopać piłkę. W wieku 4 lat, gdy obejrzał już setki meczów, dawał o sobie znać jego talent.

Gdy rodzina Tottich pojechała na wakacje, ojciec Enzo zobaczył, że na plaży grają 8-letni chłopcy. Spytał się ich, czy może z nimi zagrać Francesco. - Jest za mały, moglibyśmy go poturbować - odpowiedzieli. Lorenzo nalegał, by pozwolili jego czterolatkowi zagrać. Wreszcie, gdy zaczął kiwać starszych od siebie chłopców i tańczyć między nimi z piłką, wszyscy wpadli w osłupienie. Talent się narodził.

Mało brakło, a ta romantyczna historia nigdy nie miałaby miejsca. Silvio Berlusconi i Adriano Galliani widzieli młodziana w składzie niezwyciężonego Milanu Fabio Capello. Szefowie Rossonerich oferowali 300 milionów lirów za Tottiego. - W tamtym czasie "nie" powiedziała moja mama. To kobieta starej daty, dość zaborcza. Tata pracował do późnych godzin wieczornych, dlatego to mama zawsze była obok mnie. Nie chciała, żebym opóścił rodzinny dom. Chciała mnie dla siebie - opowiedział o tamtej ofercie Francesco.

Dlaczego więc Roma? - Kiedy jesteś dzieckiem w Rzymie, są tylko dwie możliwe opcje: albo jesteś niebieski, albo czerwony. Lazio, lub AS Roma. W mojej rodzinie była tylko jedna możliwa opcja - dodał Totti.

Charakter złotego chłopca

Totti spełnił swoje dziecięce marzenie i spełniał je przez niemal 25 lat. Jak z wszystkim, co dobre, kariera Il Capitano również musiała się skończyć. Ostatnie lata były bardzo różne. Nie brakowało sporów z trenerami i narzekań na brak uznania. Luis Enrique zrezygnował z wystawiania Tottiego w wyjściowej jedenastce. Hiszpan stracił pracę w wiecznym mieście, bo jego drużynie brakowało inwencji, umiejętności technicznych i nieprzewidywalności. Spaletti też nie mógł sobie ułożyć stosunków z kapitanem.

Chyba najlepiej rolę, jaką powinien pełnić Francesco w zespole, zdefiniował Fabio Capello w 2001 roku: nie przestawać go używać. Pozwolić mu być sobą, bo Totti jest unikalny. Zrobić z niego punkt centralny ofensywy i pozwolić dźwigać mu brzemię strzelania bramek.

Totti byl nieprzewidywalny. Potrafił wybuchać na boisku, zdarzały mu sie głupie czerwone kartki. Nikt mu jednak nie mógł odmówić geniuszu. Potrafił stworzyć coś z niczego, uderzał równie dobrze obiema nogami, jego wykończenie było perfekcyjne, a pewność siebie wręcz legendarna. Ot, choćby jego Panenka przeciwko Holandii na Euro 2000. Poza boiskiem nigdy nie był uważany za genialny umysł, na boisku jednak zawsze widział wszystko wcześniej.

Trudno też zdefiniować rolę Tottiego. Postrzegany jako perfekcyjna "10", która najlepiej czuje się za plecami napastnika i produkuje, kreuje, dostarcza. Tylko, jeśli myślimy o trequartistach, przychodzą nam do głowy Pirlo, Ozil, czy David Silva. Każdy z nich kreuje i ma dużo asyst, żaden z nich nie zdobywał tyle bramek. Francesco często był wystawiany na szpicy - roli, w której odnajdywał się równie dobrze. Może to właśnie było jego największym atutem i przekleństwem dla defensorów - brak przypisania do konkretnej pozycji.

Zmierzch legendy

784 mecze w barwach Romy, 618 w Serie A, 307 bramek - bilans imponujący. 28.maja 2017 roku po raz ostatni wybiegł na Stadio Olimpico w Rzymie. Roma wygrała z Genoą 3:2 i zapewniła sobie wicemistrzostwo. "Tylko" wicemistrzostwo. Czy historia nie byłaby piękniejsza, gdyby Rzymianie wygrali ligę?

Tego właśnie brakowało karierze Tottiego. Wiecznie o nim mówiono: nic nie wygrał. Jest to jednak zbyt brutalne, bowiem wielu zawodników chętnie zamieniłoby się z Il Capitano trofeami: mistrzostwo świata w 2006 roku (w dużej mierze dzięki niemu), mistrz Włoch z 2001 roku, Puchar Włoch 2007 i 2008, król strzelców Serie A 2007 i wiele, wiele innych. Mimo wszystko jest jednak wrażenie, że niedosyt pozostał.

Totti nigdy nie dostał takiego uznania, na jakie zasłużył. W głosowaniu na Złotą Piłkę najwyżej był piąty, choć było wiele głosów, ze powinien ją wygrać. Platini twierdził, że to geniusz nawet większy od Zidane'a, Arrigo Sacchi uważał go za jednego z najlepszych piłkarzy, jakich widział, Marcelo Lippi określił go monumentem włoskiej piłki, a Diego Maradona i Pele nazwali go (bardzo rzadko im się zdarza w czymś zgadzać) najlepszym piłkarzem świata.

Po ostatnim występie wyszedł do kibiców. Z głośników leciała muzyka z "Gladiatora", a Stadion Olimpijski był wypchany w pełni. Każdy przyszedł by pożegnać legendę, a Curva Sud (najbardziej zagorzali fani Romy) utworzyła specialną choreografię z napisem: TOTTI JEST RZYMEM. Nie obyło się bez wruszenia, niemal każdy z 70 tysięcy kibiców uronił łzę, żegnając legendę. To był ich kapitan. Jeden, jedyny, jakiego znali. Drugiego takiego już nigdy nie będzie. Ten, który zawsze dotrzymywał słowa. Może najlepiej będzie spuentować historię Francesco słowami listu anonimowego chłopaka z południa Rzymu:

Mogę jedynie podziękować tobie za wszystko, co dla mnie zrobiłeś, za to, jak wazny byłeś w moim życiu, za to, co dla mnie znaczyłeś i będziesz znaczyć! Jesteś moim superbohaterem i jeśli kiedykolwiek mój syn poprosi mnie, bym opowiedział mu historię miłosną, powiem mu twoją, w zasadzie naszą, ponieważ nigdy nie będzie niczego bardziej prawdziwego. Dziękuję za wszystko, Francesco. Dziękuję, MÓJ KAPITANIE. Kocham cię! Francesco Totti na kolejne 1000 lat!

Tanti auguri, Il Capitano.


Dawid Paluch

@PawidDaluch

Wykształcony jako dziennikarz, na życie zarabia jako copywriter. Uwielbia pisać i kłócić się z innymi. Teraz we Wrocławiu, w przyszłości we Włoszech.

Komentarze