Ekstraklasa

Wisła płynie. Ale jakby wolniej.

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Bartek23ef, CC BY-SA 4.0

Tagi

Wisła Płock Jerzy Brzęczek Dariusz Dźwigała Arkadiusz Reca Jose Kante Ricardinho

W poprzednim sezonie Lotto Ekstraklasy postawa Wisły Płock była jedną z największych pozytywnych niespodzianek. Dobrą grę Nafciarzy docenił PZPN mianując ich trenera – Jerzego Brzęczka na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Jednak pomimo niewielkich zmian kadrowych w tym sezonie płocka drużyna w tym sezonie rozczarowuje i nie zmienia tego szczęśliwa wygrana z Lechią Gdańsk w 10 kolejce Lotto Ekstraklasy. Czy jest to tylko wina zmiany na stanowisku pierwszego trenera zespołu?

W minionych rozgrywkach na tym etapie zmagań Wisła Płock miała na swoim koncie 14 punktów i cztery wygrane spotkania. Biorąc pod uwagę powszechną opinię, że drugi sezon na najwyższym szczeblu rozgrywkowym jest dla zespołu trudniejszy, niż pierwszy trzeba przyznać, że był to dorobek dość znaczny. W bieżących rozgrywkach Nafciarze zdobyli 10 punktów i w piątek wygrali dopiero po raz drugi. Dość szczęśliwie zresztą. Co może być przyczyną słabszej dyspozycji płocczan w tym sezonie? Wytłumaczeń takiego stanu rzeczy może być kilka. Nie wszystkie jednak tak naprawdę mają sens.

W porównaniu do poprzedniego sezonu widać w składzie Nafciarzy brak dwóch ważnych ogniw. Po zakończeniu poprzedniego sezonu z klubem pożegnali się Jose Kante (odszedł do Legii Warszawa) i Arkadiusz Reca (został sprzedany do Atalanty Bergamo). Oczywiście ruchów kadrowych było więcej (o niektórych za chwilę), ale te dwa były najbardziej spektakularne. Po pierwsze dlatego, że obaj zawodnicy byli piłkarzami pierwszej jedenastki. Po drugie dlatego, że ich odejście spowodowało duże zmniejszenie siły ognia płockiej drużyny. Gdyby policzyć dorobek tych graczy, to wyszłoby na to, że byli odpowiedzialni aż za 18 bramek płockiego zespołu (9 bramek i 1 asysta Kante, 3 gole i 5 asyst Recy). To jest w sumie 1/3 dorobku całej drużyny. Odejście takich piłkarzy nie mogło nie odbić się na formie zespołu. Przy czym trzeba jednak przyznać, że Wisła znalazła następców. W mojej ocenie wcale nie gorszych. Formację ofensywną wzmocnił gracz, który już w Płocku występował – Ricardinho i w pierwszych 10 kolejkach strzelił już 6 goli. Z kolei na lewą obronę sprowadzono z Arki Gdynia Marcina Warcholaka, który w poprzednim sezonie grał naprawdę nieźle. Nie wykazuje on może takiego potencjału w ataku, ale za to lepiej od Recy broni. Czy słabszą formę płocczan można więc wytłumaczyć odejściem dwóch zawodników z pierwszego składu? Moim zdaniem nie, ponieważ ich następcy wcale nie są gorsi.

Pomimo szerokiej, aż trzydziestoosobowej kadry w Wiśle Płock brakuje klasowych zmienników na poszczególnych pozycjach. Wobec kontuzji pierwszego bramkarza – Thomasa Daehne Dariusz Dźwigała sprawdza młodych golkiperów. Między słupkami płockiej bramki widzieliśmy już Marcela Zapytowskiego i Bartłomieja Żynela. Wydaje się, że póki co właśnie ten drugi – zwycięzca Młodzieżowej Ligi UEFA z zespołem Red Bull Salzburg powinien być pierwszym wyborem trenera, przynajmniej do powrotu do zdrowia dotychczasowego pierwszego bramkarza. Podobnie rzecz ma się na skrzydłach. W poprzednim sezonie ważnym ogniwem zespołu był Konrad Michalak. Wobec tego, że ten piłkarz jest już dzisiaj zawodnikiem Lechii Gdańsk pole manewru na skrzydłach w Płocku mocno się ograniczyło. Tak naprawdę nominalnych skrzydłowych zostało tam trzech. Merebashvili, Varela i Łukowski. Owszem, można na bok przesunąć Ricardinho, ale wówczas powstaje dziura w ataku, bo Karol Angielski (pomimo bramki zdobytej w ostatnim meczu) jest jednak piłkarzem dużo słabszym od Brazylijczyka. Z konieczności na skrzydło bywał nawet przesuwany Mateusz Szwoch, ale to jest zawodnik o innych predyspozycjach i powinien grać w środku pola.

Problemem Wisły może być również przepis ograniczający liczbę zawodników spoza Unii Europejskiej, którzy mogą jednocześnie przebywać na boisku w rozgrywkach Lotto Ekstraklasy. Najbardziej pokrzywdzony przez ten przepis na dziś wydaje się być Semir Stilić. Bośniak, który w poprzednim sezonie strzelił 4 gole i zaliczył aż 8 asyst w bieżącej kampanii najczęściej spotkania zaczyna na ławce rezerwowych, z której zdarza mu się nawet nie podnosić. Dzieje się tak dlatego, że niepodważalną pozycję mają w tej chwili wspomniani już Ricardinho, i Giorgi Merebashvili., którzy najczęściej wychodzą w pierwszym składzie. Choć Gruzin w dwóch ostatnich ligowych spotkaniach akurat nie zagrał. Stilić swojej szansy nie wykorzystał. Z Cracovią zagrał wprawdzie całe spotkanie, ale już z Lechią wszedł na plac gry dopiero na ostatni kwadrans. Nie od dziś wiadomo, że Bośniak lubi czuć zaufanie trenera i wówczas odwdzięcza się dobrą grą. Jego słabsza dyspozycja w tym sezonie (bez gola, ani asysty) może wynikać właśnie z tego, że Dariusz Dźwigała go takim kredytem zaufania nie obdarza.

Czas zatem wziąć pod lupę samego szkoleniowca Wisły. Dariusz Dźwigała to trener bez większych sukcesów. Doskonale zatem wpisuje się w trend, który daje się zauważyć gdy przeanalizować poprzednich szkoleniowców Nafciarzy. Ani Jerzy Brzęczek, ani jego poprzednik – Marcin Kaczmarek przed przyjęciem posady w Płocku nie mogli się pochwalić bogatą kolekcją trofeów zdobywanych jako szkoleniowcy. Różnica jednak jest taka, że obaj poprzednicy obecnego trenera sprawiali, że ich zawodnicy grali na maksimum swoich możliwości. Brzęczek przesunął Recę ze skrzydła na lewą obronę i sprawił, że ten piłkarz swoją grą na tej pozycji zapracował na transfer do Serie A. Klasowym zawodnikiem pod okiem Kaczmarka stał się Jacek Góralski, który niedawno grał w reprezentacji Polski na Mundialu. U Dźwigały takich spektakularnych sukcesów w prowadzeniu zawodników w Płocku nie ma. Nawet najlepszy piłkarz Nafciarzy w tym sezonie – Ricardinho też jakby z czasem przygasł. Pozostali zawodnicy, którzy grali dobrze w poprzednich rozgrywkach grają jakby na zaciągniętym ręcznym. Sztab szkoleniowy Wisły albo gdzieś popełnił błąd w przygotowaniach, albo po prostu ich koncepcja się wyczerpała i czas sprawdzić nową.

Podsumowując. Na słabszą postawę Wisły wpływ ma kilka czynników. Transfery, brak zmienników, źle skonstruowany skład i brak formy u kluczowych zawodników poprzedniego sezonu. Jeśli Nafciarze chcą w tej kampanii walczyć o coś więcej, niż tylko utrzymanie w lidze muszą szybko znaleźć receptę na ten ostatni punkt, a pozostałe poprawić zimą. Czy pod wodzą Dariusza Dźwigały? Czas pokaże.


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze