Reprezentacje

Wielki triumf sprzed 12 lat. Polska - Portugalia 2-1

Paweł Grzywacz @GrzywkaFutbol

Fot: Zbigniew Luchciński, CC-BY-SA-3.0,2.5,2.0,1.0

Tagi

Reprezentacja Polski Reprezentacja Portugalii Euzebiusz Smolarek

Dziś historia zatoczy koło. Na Stadionie Śląskim w Chorzowie Polska zmierzy się z Portugalią. Dokładnie 12 lat temu w „Kotle Czarownic” doszło do meczu, który śmiało można nazwać najlepszym spotkaniem polskiej kadry za kadencji Leo Beenhakkera.

Polsce nie dawano w tamtym meczu zbyt wielu szans. Do Chorzowa przyjeżdżał zespół, który 3 miesiące wcześniej zajął 4 miejsce na mundialu, a w 2004 roku został wicemistrzem Europy. Przeciwko nim stawała drużyna, która dopiero co skompromitowała się na mundialu, przegrywając z Niemcami i Ekwadorem, a na początku eliminacji do Euro ulegli średniej reprezentacji Finlandii w Bydgoszczy 1-3. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że remis będzie dla Polaków sukcesem.

Warto przyjrzeć się temu jak wyglądała wtedy reprezentacja Polski. Jej potencjał w porównaniu z obecną, to jakby porównywać siłę Lechii Gdańsk i Bayernu Monachium. W bramce Wojciech Kowalewski - solidny bramkarz, grający wówczas w Spartaku Moskwa, dalej Paweł Golański z Korony Kielce, Arkadiusz Radomski z Austrii Wiedeń, Jacek Bąk z katarskiego Al-Rayyan i Grzegorz Bronowicki z Legii Warszawa, przed nimi z prawej strony boiska grał Jakub Błaszczykowski – wtedy gracz Wisły Kraków. To właśnie Jakub jest jedynym zawodnikiem, który wystąpił w tamtym meczu i za razem mający szansę zagrać dzisiaj. Idąc dalej, na środku pomocy mieliśmy występującego w Szachtarze, gwiazdora tamtej kadry, a dziś trenera Zagłębia Lubin - Mariusza Lewandowskiego, obok niego grającego w bardzo mocnej Wiśle Kraków - Radosława Sobolewskiego i występującego wówczas w będącej średniakiem Bundesligi Borussii Dortmund - Euzebiusza Smolarka. Duet napastników tworzyli zaś Grzegorz Rasiak z Southampton i Maciej Żurawski z Celticu Glasgow. Z ławki pojawili się - Jacek Krzynówek z Vfl Wolfsburg i Radosław Matusiak z GKS-u Bełchatów.

Przeciwko nim wyszła napakowana gwiazdami drużyna z piłkarzami Realu Madryt, Barcelony czy Manchesteru United – Deco, Ricardo Carvalho, Ricardo, Simao, Nuno Gomesem i będącym już wtedy gwiazdą Cristiano Ronaldo.

Jest 9 minuta meczu, Polacy rozkręcają akcję niedaleko pola karnego, Żurawski dośrodkowuje, Smolarek uderza, Ricardo broni, ale Ebi zdążył dobić. Trybuny szaleją, z głośników telewizorów dobiega wspaniały okrzyk radości z ust Dariusza Szpakowskiego. Polacy nie dość, że dyktują Portugalczykom warunki, to na dodatek strzelają gola dającego prowadzenie.

Mija kolejnych 9 minut. Polacy atakują, piłka trafia do Rasiaka ten podaje do wychodzącego na czystą pozycję Smolarka, a ten strzela nie do obrony, lobując Ricardo. Portugalski bramkarz nie wierzy w to co się dzieje, do kibiców też ciągle nie może to trafić. Po niespełna 20 minutach prowadzimy 2-0 z Portugalią. Magia „Kotła Czarownic” działa, Polacy się rozkręcają, ale nie strzelają już więcej bramek.

W doliczonym czasie gry Portugalczycy strzelili jeszcze honorową bramkę. Simao Sabrosa wyprzedził Bronowickiego i podał do stojącego blisko Nuno Gomesa, który skierował futbolówkę do siatki, bezradnymi czyniąc Jacka Bąka i Wojciecha Kowalewskiego. Chwilę później mieliśmy też nieprzyjemną, zakończoną żółtą kartką sytuację, gdy Wojciech Kowalewski nie chciał oddać piłki Nuno Gomesowi i Cristiano Ronaldo, szarpiąc się z przyszłą gwiazdą futbolu.

Ten mecz miał dwóch bohaterów. Pierwszym był Euzebiusz Smolarek, strzelec dwóch bramek w tamtym starciu, a drugim Grzegorz Bronowicki. Smolarek w tamtym meczu został pełnym liderem naszej reprezentacji, którym był przez całe eliminacje do Euro 2008. Zagrał jak profesor, spisał się fenomenalnie, oprócz strzelenia dwóch goli, mógł dołożyć jeszcze dwa. Bronowicki zaś zagrał wtedy mecz życia, tak naprawdę w pojedynkę zatrzymał Cristiano Ronaldo i Simao Sabrosę, obaj skrzydłowi Portugalii z trudem mijali ówczesnego defensora Legii.

Dariusz Szpakowski opowiadał, że po meczu poszli wraz z Grzegorzem Mielcarskim do szatni Portugalczyków, po autograf Cristiano Ronaldo, tam do Mielcarskiego podszedł Deco z którym grał on w Porto i zapytał tylko, czy to ten sam zespół który dopiero co męczył się z Kazachstanem. Gdy Mielcarski zaczął gwieździe Barcelony tłumaczyć, że tak - ten nie potrafił uwierzyć.

Ten mecz był punktem zwrotnym dla tamtej kadry. Pod pewnymi względami podobnym z wygranym starciem z Niemcami przed czterema laty. Tamto spotkanie przywróciło kibicom wiarę w reprezentację, która wtedy podupadła po nieudanym niemieckim mundialu. Jeżeli zaś chodzi o kwestie typowo sportowe, to od tamtego starcia zaczęła rozpędzać się maszyna, która gdy nabrała rozpędu, okazała się dać nam historyczny, pierwszy awans na mistrzostwa Europy. Wiemy jak to się skończyło, na austriackich boiskach zaliczyliśmy kompletną porażkę. Jednakże w tamtym momencie mogliśmy być dumni, odnieśliśmy wielki sukces, a w Polsce zaczynała panować lekka „Smolarkomania”.

Czy dzisiaj znów zobaczymy magię Stadionu Śląskiego i 11 października? Ta data i ten stadion wielokrotnie przynosiły wielką radość Polakom. Czy dziś będzie tak samo? Przekonamy się wieczorem.


Paweł Grzywacz

@GrzywkaFutbol

Fan przede wszystkim Ekstraklasy. Z zagranicy Liverpool i Real. Poza tym interesuje się żużlem, skokami narciarskimi, siatkówką i sportami motorowymi.

Komentarze