Reprezentacje

Na kłopoty... Błaszczykowski.

Łukasz Wąchała @luk_wac

Fot: Łukasz Grochala, Łączy Nas Piłka

Tagi

Jakub Błaszczykowski Kuba Liga Narodów Polska

Jakub Błaszczykowski to prawdziwa legenda polskiej reprezentacji. W ostatnim czasie spotkało go wiele krytyki ze strony kibiców, jednak w meczu z Portugalią udowodnił, że wciąż może być wartościowym zawodnikiem dla narodowej drużyny.

W biało-czerwonych barwach debiutował 28 marca 2006 roku w meczu z Arabią Saudyjską. Selekcjonerem był wówczas Paweł Janas. Od tamtego dnia minęło ponad dwanaście lat, a dzięki pojawieniu się na boisku w miniony czwartek, w starciu przeciwko Portugalii, Kuba stał się rekordzistą naszej kadry pod względem liczby występów – ma ich aż 103. Strzelił w nich dwadzieścia jeden bramek i zanotował dwadzieścia asyst. Od wielu lat był filarem reprezentacji. W czasach, gdy oglądanie gry naszej drużyny doprowadzało kibiców do załamania nerwowego, Błaszczykowski swoim zaangażowaniem wielokrotnie dostarczał nam powodów do radości.

Jak wiemy, wieku nie da się oszukać. W połączeniu z wrażliwością na kontuzje, nasz skrzydłowy w ostatnich latach miewał coraz poważniejsze problemy z regularnymi występami. Chcąc stosować zasadę mówiącą, że kto nie gra w klubie nie powinien otrzymywać powołań, wydawałoby się, że dla Błaszczykowskiego nie ma miejsca w reprezentacji. Takiego zdania był w 2016 roku chociażby Grzegorz Lato, który mówił:

Żeby być w kadrze, trzeba grać w klubie, a ja go na boisku jako ostatnio nie widziałem.

Selekcjoner Adam Nawałka nie sugerował się jednak słowami byłego prezesa PZPN-u i powołał ówczesnego piłkarza Fiorentiny do składu, który pojechał na finały Mistrzostw Europy we Francji. Wszyscy wiemy, że była to świetna decyzja – Kuba asystował przy jedynym golu dla Polski w meczu otwarcia z Irlandią Północną, a potem swoimi bramkami zapewnił nam zwycięstwo z Ukrainą i remis ze Szwajcarią (z tego starcia ostatecznie wyszliśmy zwycięsko po serii rzutów karnych). W ćwierćfinale z Portugalią co prawda nie wykorzystał rzutu karnego, ale pamiętajmy, że nie znaleźlibyśmy się tam gdyby nie Kuba, ponadto z jedenastek nie trafiali najwięksi piłkarze w historii, więc nie jest to ujma dla skrzydłowego.

Przed Mundialem w Rosji sytuacja Kuby znacznie się pogorszyła. Borykał się on z poważną kontuzją, i przez wiele miesięcy nie grał w swoim klubie. Adam Nawałka zdecydował się jednak powołać Błaszczykowskiego, pokazując, że regularne występy nie są konieczne by otrzymać miejsce w reprezentacji (oprócz Kuby na Mistrzostwa Świata pojechał chociażby Arkadiusz Milik, który również rozegrał niewielką ilość minut w sezonie). Niestety charyzmatycznemu skrzydłowemu nie udało się po raz kolejny zaskoczyć wszystkich. Jego występ na Mundialu ograniczył się do 45 minut z Senegalem. Z Kolumbią nie powąchał murawy, a w ostatnim meczu grupowym miał wejść na boisko, ale wskutek haniebnego antyfutbolu prezentowanego zarówno przez Polaków jak i Japończyków nie dostał szansy na pojawienie się na placu boju nawet na kilka chwil.

Po Mistrzostwach Świata na całą reprezentację spadła fala krytyki, z posadą selekcjonera rozstał się Adam Nawałka, a jego następcą został wybrany Jerzy Brzęczek. Oczywiście uwadze polskich kibiców nie uszedł fakt, że nowy sternik okrętu o nazwie „Reprezentacja Polski” jest wujkiem Jakuba Błaszczykowskiego. Miłośnicy polskiej piłki mieli nadzieje, że rodzinne sympatie zostaną odsunięte na dalszy tor, a Kuba otrzyma powołanie tylko i wyłącznie w sytuacji, w której będzie na to zasługiwał. Pierwsze wybory Jerzego Brzęczka były odważne – nie wahał się on bowiem odsunąć od drużyny Kamila Grosickiego, który nie grał w Hull City. Na zgrupowanie pojechał jednak Błaszczykowski, który również nie mógł pochwalić się występami w swoim klubie. Krytyka skrzydłowego wzmogła się po tym, jak w meczu z Włochami sprokurował rzut karny, przez który straciliśmy prowadzenie, którego już do końca spotkania nie odzyskaliśmy i musieliśmy zadowolić się jednym punktem.

Selekcjoner postanowił jednak w dalszym ciągu wierzyć w swojego siostrzeńca. W spotkaniu z Portugalią Kuba pojawił się na boisku w 63 minucie i zdecydowanie wpłynął na obraz meczu. Co prawda nie udało się wygrać tego starcia, jednak po pojawieniu się Błaszczykowskiego poprawie uległa gra reprezentacji, ponadto skrzydłowy zdobył piękną bramkę, która w ostatecznym rozrachunku nic nam nie dała, jednak był to wyraźny sygnał wysłany przez Kubę, o treści: „mogę się tutaj jeszcze przydać”.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Niestety nasza kadra nie jest w sytuacji „klęski urodzaju”, gdzie powołań nie wystarcza dla każdego zawodnika, który prezentuje wysoki poziom, tak jak jest to chociażby we Francji. Wręcz przeciwnie, można u nas znaleźć piłkarzy, którzy normalnie nie trafiliby do reprezentacji, ale… czy jest ktoś lepszy? Powtarzam tutaj, za selekcjonerem Brzęczkiem, który pytany o powoływanie Błaszczykowskiego odpowiada krótko:

Proszę podać czterech lepszych od niego zawodników, którzy mogą grać na tej pozycji.

Nie mamy takiego potencjału kadrowego jak wspomniani Francuzi, lub chociażby Niemcy czy Brazylijczycy. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie możemy sobie pozwolić na odrzucenie tak doświadczonego i oddanego ojczyźnie wojownika, jakim niewątpliwie jest Kuba. Nie twierdzę, że powinien on być ciągle powoływany niezależnie od sytuacji w jakiej się znajduje, jednak jestem zdania, że taki piłkarz jak on wciąż ma wiele do zaoferowania polskiej drużynie. Niekoniecznie jako członek pierwszego zespołu, ale na przykład w roli rezerwowego, który swoim wejściem da impuls i zagrzeje do walki swoich kolegów – Jakub Błaszczykowski wciąż jest dla nas cennym zawodnikiem.


Łukasz Wąchała

@luk_wac

Studiuję ekonomię. W wolnym czasie uwielbiam czytać książki (głównie fantasy) i oczywiście oglądać mecze. Jestem koneserem rodzimej Ekstraklasy. Z zagranicznych klubów kibicuję FC Barcelonie i Liverpoolowi.

Komentarze