Reprezentacje

Moim zdaniem. Atmosfera na meczach reprezentacji.

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Mateusz Włodarczyk, CC 3.0

Tagi

Reprezentacja Słonecznik Siatkówka Skoki narciarskie Doping Atmosfera

Każdy oglądany przeze mnie mecz reprezentacji Polski w piłce nożnej skłania mnie do refleksji. Bynajmniej nie nad taktyką, czy stylem gry, ale nad brakiem dopingu na tychże spotkaniach. Przecież stadiony przy okazji spotkań naszych Orłów wypełniają się po brzegi, a dopingu nie ma w ogóle. O co chodzi? Dlaczego tak się dzieje? Postaram się wyjaśnić. 

Jakiś czas temu zabrałem mojego teścia na mecz ligowy Lechii Gdańsk. Przeciwnik nie był jakiś specjalnie atrakcyjny, Biało – Zieloni spokojnie wygrali. Po spotkaniu zapytałem czy się teściowi podobało i zdziwienie moje wywołał fakt, że największą uwagę zwrócił nie na totalne zdominowanie rywala, ale na to, że przez 90 minut meczu trwał nieustanny doping. Przekaz medialny jest przecież inny. Przekleństwa, wyzwiska i kiepski poziom. Tymczasem okazało się, że można przez cały mecz zdzierać gardło dopingując swoją drużynę. Dlaczego zatem skoro 10 czy 15 tysięcy kibiców może sprawić kolosalne wrażenie na kimś niezwiązanym z piłką, to dlaczego na wypełnionym po brzegi stadionie, na którym występuje aktualnie reprezentacja jest cisza, kilka razy przerywana tylko jakimś zrywem kilku osób?

W moim mniemaniu pomniejszych przyczyn może być kilka, ale u podstaw wszystkiego leży moda. Właściwie od czasów Euro 2012 w naszym kraju można zaobserwować wzmożone zainteresowanie piłką reprezentacyjną. Duży turniej, na którym wprawdzie polska reprezentacja się skompromitowała, spowodował, że do Polski napłynęły rzesze kibiców z różnych krajów, którzy pokazali, że piłka nie musi kojarzyć się z burdami i awanturami, a może z kolorowym tłumem roześmianych młodych ludzi. Pamiętam taką scenę – ostatni mecz grupowy Polaków z Czechami, Gdańsk, jeden z tymczasowych barów na Targu Węglowym. Wynik dla nas wybitnie niekorzystny, wszyscy już wiedzieli, że nie mamy szans na wyjście z grupy. Spośród cichego tłumu wyróżniał się jeden Irlandczyk śpiewający „Polska, Biało – Czerwoni”. Kiedy z nim chwilę pogadałem nie mógł wyjść z podziwu nad tym, że my nie dopingujemy swoich piłkarzy. Przecież oni zostawiają zdrowie na boisku i chociażby za to należy im się szacunek. I faktycznie. Przecież irlandzka reprezentacja ze swojej grupy również nie wyszła, a w pamięci wszystkich zachowały się obrazki kibiców w zielonych koszulkach śpiewających „Fields of Athenry”. I to w 89 minucie, przy wyniku 0:4! A u nas cisza i wychodzenie ze stadionu. Dlaczego?

Jak wspomniałem, po Euro 2012 zaczęła się moda na chodzenie na mecze reprezentacji. Podsyciły ją jeszcze umiarkowane sukcesy za kadencji Adama Nawałki (zwycięstwo z Niemcami, ćwierćfinał Euro 2016). To wszystko spowodowało, że chodzenie na kadrę zaczęło być powodem do chwalenia się. Można to było zauważyć w mediach społecznościowych, które zalewane były zdjęciami ze stadionów, na których uśmiechały się osoby w biało – czerwonych barwach. Te same osoby zimą wrzucały zdjęcia z konkursu skoków narciarskich w Zakopanem, a w międzyczasie jeszcze z hali, w której aktualnie występowali polscy siatkarze, bądź (rzadziej) piłkarze ręczni. Sęk w tym, że o ile na arenach siatkarskich, czy pod skocznią dopingiem kierują wynajęci wodzireje, o tyle na stadionach piłkarskich tego sterowania nie ma. A rzekomi kibice polskiej reprezentacji piłkarskiej, to osoby w dużej części dość przypadkowe, niezainteresowane na co dzień piłką nożną. Przychodzą na mecze, bo jest taka moda. Ponadto stosunkowo wysokie ceny biletów na mecze reprezentacji sprawiają, że niektórzy mogą mieć poczucie elitarności. To wszystko powoduje, że osoby zasiadające na trybunach podczas spotkań Biało – Czerwonych, to w rzeczywistości głównie konsumenci. Tak pogardzani przez „prawdziwych kibiców” pożeracze słonecznika. Barwni, głośni na ulicach i w barach, ale podczas meczu skupieni bardziej na oglądaniu popisów piłkarzy, niż na wspieraniu ich dopingiem. Zapłacili za obejrzenie meczu, więc chcą go obejrzeć. Nie są podatni na okrzyki w stylu „cały stadion odpowiada!”. Do podniesienia głosu jest ich w stanie zmusić jedynie składna akcja podbramkowa.

W żadnym wypadku nie chciałbym potępiać takiego zachowania. Poza granicami Polski zarówno na meczach reprezentacyjnych, jak i ligowych można znaleźć przykłady różnego kibicowania. Są kraje, w których doping jest nad wyraz żywiołowy (Grecja, Turcja, czy Argentyna), a są też takie, w których jest właśnie moda na konsumpcyjny styl dopingu (widać to zwłaszcza w Hiszpanii, czy na niektórych angielskich stadionach). Dziwi jednak fakt, że jest tak duży rozdźwięk pomiędzy tym, co dzieje się na polskich stadionach ligowych, a na meczach polskiej reprezentacji. Ja preferuję kibicowanie na ligowym poziomie. Słoneczniki zostawiam dla innych. 


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze