Ekstraklasa

Zapowiedź piłkarskich derbów Trójmiasta.

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: własne, własne

Tagi

derby Trójmiasto Lechia Gdańsk Arka Gdynia Paweł Buzała Piotr Wiśniewski Luka Vucko Marcin Wachowicz Grzegorz Niciński Przemysław Trytko Krzysztof Sobieraj Piotr Stokowiec Zbigniew Smółka

Oto nadszedł ten dzień! W Trójmieście od dawna w pracy, w SKM-ce, w tramwaju, czy w trolejbusie można było usłyszeć rozmowy na temat dzisiejszego meczu, w którym Lechia Gdańsk podejmie na własnym stadionie Arkę Gdynia. Dzisiaj jednak w Trójmieście nie mówi się o niczym innym. Na dalszy plan schodzą wybory, rodzinne spotkania, urodziny, czy chrzciny. Dzisiaj jest dzień derbowy. Zapraszamy na zapowiedź tego spotkania pisaną z samego centrum wydarzeń.

Według Wikipedii Trójmiasto, to policentryczny ośrodek metropolitalny, obejmujący trzy połączone miasta: Gdańsk, Gdynię i Sopot. Położony w północnej Polsce, nad Zatoką Gdańską, obejmuje obszar o powierzchni 414,38 kilometrów kwadratowych. Dzisiaj jednak jest to miejsce spotkania dwóch klubów, których kibice są ze sobą zwaśnieni jak to tylko możliwe. To mecz o prymat, który od lat dzierży Lechia Gdańsk. Ostatnie spotkanie derbowe w lidze Arka wygrała 11 lat temu, w ówczesnej II lidze. Bramkę strzelił Grzegorz Niciński, a czerwoną kartkę obejrzał wtedy bramkarz Lechii Paweł Kapsa. Rok później, w 2008 Żółto – Niebiescy wygrali dwa mecze w Pucharze Ekstraklasy (lub, jak wolał były selekcjoner – Franciszek Smuda – „Pucharze Pasztetowej”). Od tamtej jednak pory trwa pasmo sukcesów Lechii. Kibice, piłkarze i trenerzy Arki chcą to jednak zmienić. Trener gdynian – Zbigniew Smółka – zapowiada, że jedzie do Gdańska po trzy punkty i żaden inny wynik go nie interesuje. Dodaje również, że chciałby derby rozgrywać co tydzień i ma nadzieję, że 25 tysięcy kibiców w Gdańsku będzie jego i jego piłkarzy obrażać. Wydaje się to być grą nieco pod publiczkę, bo Smółka nie ma prawa znać derbowej atmosfery ani jako trener, ani jako piłkarz. Inaczej jest ze szkoleniowcem Lechii, który prowadził Biało – Zielonych już w dwóch zwycięskich pojedynkach z gdyńskim zespołem i wie jak podchodzą do tych spotkań kibice i na co może liczyć w przypadku kolejnych zwycięstw (po wygranym meczu w Gdyni w poprzednim sezonie, kiedy drużyna w nocy przyjechała do Gdańska Stokowiec całą drogę od autokaru do szatni przebył niesiony na rękach przez kibiców, podobnie jak kilku zawodników).

Bilans spotkań we wszystkich rozgrywkach jest korzystny dla Lechii Gdańsk (15 zwycięstw, 14 remisów, 11 porażek), ale szalę na swoją korzyść przechyliła ona meczami w Ekstraklasie (9 – 2 – 0). Lechia jest również wyżej od lokalnego rywala w tabeli wszech czasów najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce (16 miejsce, 760 punktów, przy 27 pozycji i 428 punktach Arki). Niemniej jednak „derby rządzą się swoimi prawami” (ufff, mamy ten slogan już za sobą) i liczy się tylko to co dzieje się tu i teraz. A dzieje się sporo. Arka zaczęła sezon dość przeciętnie, ale z meczu na mecz się rozkręca. Gdynianie pod wodzą Zbigniewa Smółki starają się grać piłkę przyjemną dla oka i choć nie zawsze im wychodzi, to są zespołem groźnym dla każdego. Najjaśniejszymi postaciami gdynian w tym sezonie są odrodzony Michał Janota, nietuzinkowy drybler Luka Zarandia i tradycyjnie już bramkarz Pavels Steinbors. To na nich opiera się ciężar wyników gdyńskiego zespołu. Z kolei w Lechii nastroje są umiarkowanie optymistyczne. Drużyna od początku sezonu, dość niespodziewanie, znajduje się w czubie tabeli i jeżeli dzisiaj wygra, to powróci na fotel lidera Ekstraklasy. Na papierze Lechia wydaje się mieć lepszych zawodników, ale jak pokazał mecz z Piastem w Gliwicach najważniejszą postacią jest w Gdańsku Lukas Haraslin. Piotr Stokowiec na Słowaka dmucha i chucha, daje mu odpocząć po meczach w kadrze, a wszystko dlatego, że wie jak ważnym zawodnikiem w jego układance jest ten piłkarz. Reprezentant słowackiej młodzieżówki wreszcie solidnie przepracował okres przygotowawczy, omijają go urazy i w końcu pokazuje na co go stać. W Gdańsku kibice już przerzucają się kwotami za jakie Haraslin zostanie sprzedany i modlą się, żeby stało się to jak najpóźniej. W jednym kibice Lechii są zgodni. Jeśli za Sebastiana Szymańskiego Legia chciała 7 milionów Euro, to Lechia za Haraslina powinna dostać minimum 10.

Najnowsza historia derbowych pojedynków w Trójmieście wykreowała wiele postaci – symboli, które na zawsze z tymi meczami będą się kojarzyć. Po Biało – Zielonej stronie Trójmiasta swego czasu wznoszono okrzyki „Buzała na prezydenta” (wydrukowano nawet kilka plakatów wyborczych). Zawsze dobrze w spotkaniach derbowych prezentował się Piotr Wiśniewski, który swój najlepszy mecz w Lechii zagrał chyba w 2009 roku w Gdyni (może poza tym, kiedy zdobył hattricka przeciwko Piastowi). Nie strzelił wprawdzie bramki, ale nie miał chyba ani jednej straty, a udanych dryblingów zaliczył tyle, ile niejeden ligowiec w czasie całej swojej kariery. Luka Vucko za strzelenie wyrównującego gola w najbardziej dramatycznym meczu w Gdyni. Wszystko to jednak blednie wobec dokonań braci Paixao, a zwłaszcza Flavio. Plotki mówią, że dopóki w Lechii jest którykolwiek z portugalskich bliźniaków drużyny nie trzeba specjalnie motywować do spotkań przeciwko Arce. Skąd się to wzięło? Prawdopodobnie od jednej ze scysji z Krzysztofem Sobierajem, ale to niepotwierdzone informacje. Fakt jest taki, że przynajmniej jeden z braci Arkę zawsze ustrzelił, a Flavio za hattricka z poprzedniego sezonu będzie miał kiedyś w Gdańsku pomnik. A przynajmniej swoje miejsce w Alei Gwiazd na obiekcie przy Traugutta. Kogo wykreowały najnowsze derby po gdyńskiej stronie? Siłą rzeczy tych symboli jest mniej. Najjaskrawiej chyba rysuje się postać Przemysława Trytki, który po przegranym spotkaniu twierdził, że i tak Arka rządzi w Trójmieście, czym zasłużył sobie na wulgarną przyśpiewkę przy okazji kolejnego meczu. Pałeczkę prowokujących wypowiedzi od Trytki przejął wspomniany Sobieraj, ale jemu prowokowanie braci Paixao nie przyniosło niczego dobrego. Z pozytywnych postaci w Arce należy wymienić przede wszystkim Grzegorza Nicińskiego i Marcina Wachowicza. Obaj potrafili strzelać Lechii bramki i to oni byli najgroźniejszymi postaciami Żółto – Niebieskich w najnowszej historii derbowych pojedynków w Trójmieście. Dlaczego ciągle piszę o tych „najnowszych” pojedynkach? Z dwóch powodów. Po pierwsze mecze derbowe miały długą przerwę, która trwała aż 9 lat. Kłopoty organizacyjne Lechii i dobra postawa Arki (choć nielegalnie wspomagana) sprawiły, że drużyny te grały w różnych klasach rozgrywkowych i pomiędzy rokiem 1998, a 2007 nie miały możliwości spotkania się na poziomie ligowym, a w Pucharze Polski jakoś na siebie nie trafiły. Drugim powodem jest to, że od wspomnianego 2007 roku wszystkie mecze derbowe widziałem już na własne oczy, czy to na stadionie, czy to w TV, nie muszę więc polegać na relacjach osób trzecich, czy niewyraźnych filmikach w serwisie Youtube.

Kto zatem wygra dzisiejszy pojedynek? Wydaje się, że wytypowanie dzisiejszego zwycięzcy to najtrudniejsze zadanie od dawna. W normalnych warunkach faworytem byłaby Lechia, ale Arka wydaje się być w lepszej formie. Za gośćmi przemawia chęć przerwania niechlubnej serii, która z kolei daje na wstępie przewagę psychiczną gospodarzom dzisiejszego meczu. Z wypowiedzi trenerów można się spodziewać, że Lechia wyjdzie na ten mecz z zadaniem jego kontroli. Z kolei Arka miała za poprzedniego szkoleniowca problem z przemotywowaniem i wydaje się, że tak też może być i tym razem. Na papierze lepszym składem dysponuje Lechia, ale w gdyńskim zespole jest kilku zawodników, którzy sami potrafią wygrać mecz. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki nie da się jednoznacznie wskazać faworyta tego spotkania i o to chyba chodzi w wyświechtanym sloganie o derbach rządzących się swoimi prawami. 


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze