La Liga

Zmarnowane talenty w FC Barcelonie #2

Aleksandra Karczewska @INeysiI

Fot: Ayman.antar7, CC 4.0

Tagi

Barcelona

Tydzień temu opisałam pierwszą piątkę z mojej osobistej listy największych niewypałów La Masii. Nadszedł więc czas na następną.

Zawodnicy, o których chcę dzisiaj napisać to bardzo trudne przypadki, które ciężko jest zrozumieć. O całej piątce cały czas z czystym sumieniem mogę napisać, że są to rzadko spotykane talenty. Zacznijmy od pierwszego z Panów.

Jonathan Dos Santos 

Człowiek, do którego mam w pewnym sensie sentyment. Przez cztery lata można było porównać jego relacje z pierwszą drużyną do flirtu. Czasami był, czasami nie. Nikt nie chciał traktować go poważnie. Wpadał przez te cztery lata nie więcej niż osiem razy na sezon w odwiedziny i wracał do rezerw.

Tak miała się rzecz do czasu kiedy stery objął Tito Vilanowa. Dał on Jonathanowi możliwość nakładania koszulki z numerem 12, i tym samym zwiększenia swojej roli w klubie.

Bajka nie mogła trwać zbyt długo. Pod koniec roku 2013 meksykanin doznał poważnej kontuzji. Pamiętam, że bardzo mu kibicowałam, żeby nie okazało się, że to coś poważnego. Chłopak przecież się rozkręcał. Niestety uraz był zbyt poważny żeby móc na niego liczyć w kwestii pomocy kolegom z boiska. Jego brak szybko musiał zostać zapełniony i wiadome było, że nie będzie miał do czego wracać. Wtedy na pomoc przyszedł Villareal. Potem o Jonathanie stawało się coraz ciszej. Teraz gra w Los Angeles Galaxy. Nie jest to już taki sam prestiż jak piłka europejska. Trudno byłoby mu teraz wrócić na sam szczyt, na co zasługuje, dlatego musiał znaleźć się na tej liście.

Martin Montoya

Jak dla mnie człowiek zagadka, i to ogromna. Z jednej strony idealny zamiennik dla Daniego Alvesa, któremu kibice ufali, a przynajmniej ja tak miałam. Spotykał się z pozytywnym odzewem od fanów i nikomu nie przeszkadzał. Z drugiej strony nie przeszkadzanie czasami może okazać się niewystarczające. Dani odwalał kawał dobrej roboty więc nikt nie zważał na to, że na prawej stronie obrony coś może nie grać. Martin od czasu do czasu wchodził, w mało znaczących momentach i jego błędy, większe czy mniejsze, nie miały żadnego znaczenia.

Zasługuje na miano „wiecznego rezerwowego”, chociaż talent ma ogromny i gdyby miał nad sobą silną rękę i nie byłby w cieniu kolegi to jego kariera mogłaby potoczyć się inaczej. W 2014 roku oznajmił swoją chęć odejścia po tym jak Barcelona sprowadziła Douglasa, no bo kto nie bałby się konkurować z Douglasem?

Na koncie Martin ma takie kluby jak Inter, Betis czy Valencia. Obecnie zasila szeregi Brighton & Hove Albion F.C, z którego raczej długa droga żeby wrócić na szczyt.

Sandro Ramirez

Czy jest na sali kibic Barcelony, który słysząc imię Sandro Ramireza nie pomyśli równocześnie o Munirze? Nie? To dobrze. O Sandro nie da się wspomnieć nie mówiąc przy okazji o Haddadim. Był moment, w którym zdrowa rywalizacja między tą dwójką stawała się tak piękna, że nie pozostawiała kibiców obojętnymi. Niemal każdy opowiedział się po któreś ze stron. Jedni mieli nadzieję, że to Munir zostanie w pierwszej drużynie, ponieważ wprowadzał świeżość, i mimo swojej niezdarności, nie bał się próbować, co często owocowało w radość, którą nam sprawiał. Drudzy z całych sił kibicowali Sandro bo wzbudzał większe zaufanie i wydawał się być konkretniejszym.

Okazało się, że to Munir miał rację wykorzystując swoją młodość na błędy, z których się uczył bo to właśnie on poradził sobie o wiele lepiej od Ramireza, któremu w Maladze szło bardzo dobrze, ale gdzieś po drodze jego zapał mijał. W Premier League słuch po nim zaginął.

Cristian Tello

Kolejna z tajemniczych postaci, które miały wszystko, ale sobie nie poradziły. U tego zawodnika zawinić mogło to, że nie było dla niego miejsca. Mimo ogromnego talentu, kiedy musisz walczyć o miejsce z Messim, Neymarem, Suarezem czy Deulofeu, zrozumiałe jest, że szanse nie są za wielkie. Dlatego Tello został wypożyczony do Porto i Fiorentiny. Z czasem nastała cisza. Kariera ustała, a raczej cofnęła się.

Teraz gracz wspomaga Real Betis, który kupił go za dwa razy mniejszą kwotę niż początkowo oczekiwali Katalończycy.

Tak samo jak Betis, Tello ma ogromny potencjał i dlatego nie zdziwię się jeśli za jakiś czas będę o nim pisać już nie jako o niewypale a o konkretnym grajku, który sobie radzi w swoim klubie. Fajerwerków tutaj już nie oczekuję.

Sergi Samper

To moja ulubiona postać z dzisiejszej listy. Kolejny „drugi Xavi”. Przyznaję się bez bicia, że swojego czasu sama dałam się na to nabrać. Ten niepozorny chłopak potrafi zauroczyć swoim stylem gry. Mówimy tutaj o zawodniku, który mając siedemnaście lat cieszył się poważnym zainteresowaniem ze strony Manchesteru City. Niestety jego kariera nie potoczyła się tak jak oczekiwano. Mimo tego, że oficjalnie wciąż jest w klubie to ciągle bywa na wypożyczeniach. Obecnie leczy kontuzje i nie zbiera się na to żeby miał okazję zagościć w pierwszej drużynie. 


Aleksandra Karczewska

@INeysiI

Na co dzień koneserka talentu Jordiego Alby i Bojana Krkicia. Fanka FC Barcelony flirtująca ze Stoke City.

Komentarze