Ekstraklasa

W Trójmieście bez zmian!

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Jakub Jabłoński, Jakub Jabłoński

Tagi

Lechia Gdańsk Arka Gdynia derby Trójmiasta

Wczorajsze piłkarskie derby Trójmiasta zakończyły się zwycięstwem Lechii. Można by rzec, że to tradycyjny wynik, bo Arka z rywalem zza między nie wygrała już od 11 lat. Byłoby to jednak niesprawiedliwe wobec podopiecznych Zbigniewa Smółki, którzy wyszli na to spotkanie z mocnym postanowieniem zmiany tej statystyki. Lechia ma jednak w swoich szeregach Flavio Paixao, który nie dość, że swoją bramką dał Lechii kolejne derbowe zwycięstwo, to jeszcze wprowadził ją na fotel lidera Lotto Ekstraklasy.

Nie ma co się oszukiwać. Nie było to porywające spotkanie. Wprawdzie obie drużyny oddały w tym meczu aż 29 strzałów, ale tylko 8 z tych uderzeń było celnych. Widać było w Arce wpływ trenera Smółki. To pierwszy derbowy mecz od lat, kiedy zespół z Gdyni zdecydował się grać w piłkę nożną, a nie w jakąś odmianę rugby. Arkowcy nie polowali na kości rywali, tylko na składne akcje. Dobrze grała ofensywa, solidnie obrona. Z kolei Lechia wyglądała długimi fragmentami tak, jakby nie bardzo miała pomysł na sforsowanie defensywy silnie umotywowanych rywali. Było to jednak spowodowane taktyką trenera, który już przed meczem zapowiadał, że jego zespół będzie grał cierpliwie i spokojnie.

Pierwsze pięć minut spotkania toczyło się pod dyktando gospodarzy, ale później, coraz wyraźniej do głosu zaczęli dochodzić goście, którzy zaczęli atakować z coraz większym rozmachem. Najpierw mocno z dystansu uderzał Nalepa. Chwilę później Arka strzeliła nawet gola, wykorzystując błąd Alomerovica, ale strzelec bramki – Jankowski znajdował się na spalonym. Jeszcze jedną dobrą okazję miał po chwili Kolev, ale tym razem bramkarz Lechii doskonale się zachował i nie pozwolił się przelobować. Kiedy wydawało się, że gol dla Arki jest tylko kwestią czasu bramkę strzeliła Lechia. Z rzutu rożnego dośrodkował Mladenović, a piłkę do bramki plecami skierował Augustyn. Gospodarze, mając korzystny rezultat, próbowali trochę dłużej utrzymywać się przy piłce, ale dość niespodziewanie zostali skarceni. Znowu głównym winowajcą był Błażej Augustyn. 10 minut po strzeleniu bramki w dość niegroźnej sytuacji pozwolił, żeby długo lecąca piłka spadła mu na rękę. Sędzia tego spotkania nie miał innego wyjścia, jak po konsultacji z VAR wskazać na 11 metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Michał Janota i wyrównał wynik spotkania.

Remis najwyraźniej pasował gościom, bo teraz to oni zaczęli bardziej szanować piłkę. I również niewiele zabrakło aby to tym razem oni zostali skarceni. W końcówce pierwszej połowy świetne dośrodkowanie w pole karne zagrał Haraslin, a Patryk Lipski stojąc sam na jedenastym metrze nie potrafił skierować piłki do bramki. W pomeczowym wywiadzie przyznał, że gra głową to jego pięta achillesowa i to właśnie nad tym elementem piłkarskiego rzemiosła musi pracować najbardziej.

Druga połowa była również nie stała na wysokim poziomie. Arkowcy wyglądali tak, jakby remis ich zadowalał, a Lechia nadal niespecjalnie potrafiła zawiązać składnej akcji. Gospodarzom pomógł Tadeusz Socha. W 65 minucie sfaulował w środku pola wychodzącego do kontrataku Lukasa Haraslina. Otrzymał za to żółtą kartkę, a że był to jego drugi kartonik w tym spotkaniu jego udział w tym meczu się zakończył i zawodnik ze łzami w oczach udał się do szatni. Od tej pory Arka cofała się coraz głębiej, a Lechia coraz bardziej atakowała. Dużo dało zwłaszcza wejście na plac gry Rafała Wolskiego, który rozruszał niemrawą ofensywę gdańszczan i posłał kilka groźnych dośrodkowań w pole karne, jednak napastnicy Lechii strzelali albo niecelnie, albo świetnie interweniował Steinbors. Kiedy już wydawało się, że mecz zakończy się sprawiedliwym w sumie podziałem punktów nastąpił jeszcze jeden błysk Lechii. W pole karne dośrodkował Joao Nunes idealnie na głowę Jakuba Araka, który zgrał futbolówkę do Flavio Paixao, a Portugalczyk w swoim setnym występie w barwach Lechii strzelił swoją szóstą derbową bramkę. Kibice, którzy przez cały mecz głośno dopingowali swoich pupili po tym strzale wpadli w ekstazę. Doping stał się wręcz ogłuszający, a radość nieopisana. Arka próbowała jeszcze odwrócić losy tego spotkania, ale jej piłkarze wyglądali na nieco oszołomionych ciosem, który zadał im Flavio i to Lechia była bliżej podwyższenia rezultatu, ale drybling Wolskiego w polu karnym gdynian został w końcu powstrzymany.

Zbigniew Smółka po meczu zmienił nieco ton swoich wypowiedzi. Przez cały tydzień opowiadał o tym, że chciałby grać mecze derbowe częściej, zwłaszcza teraz, kiedy jego drużyna jest lepsza od lokalnego rywala. Po zakończeniu spotkania stwierdził jednak, że jest dumny ze swoich zawodników, bo dopóki grali w pełnym składzie nie odstawali od Lechii. Podkreślił także, że nie ma pretensji do Tadeusza Sochy, zwłaszcza w kontekście tego, że piłkarz nie był w rytmie meczowym i pewne błędy musiały mu się przydarzyć. Z kolei podopieczny Smółki – Michał Nalepa uznał, że jego drużyna z przebiegu spotkania zasłużyła na zwycięstwo, bo była zespołem zdecydowanie lepszym, a sędzia tego meczu wcale nie musiał pokazywać jego koledze drugiej żółtej kartki. Po spotkaniu oczywiście najszczęśliwszy był Flavio Paixao, który przyznał, że ma kilka powodów do świętowania. Po pierwsze jego tata miał wczoraj urodziny, po drugie rozegrał właśnie setne spotkanie w biało – zielonej koszulce, które okrasił bramką, no a po trzecie to kolejne wygrane derby, które dodatkowo pozwoliły Lechii zasiąść w fotelu lidera. Słowa uznania popłynęły również w kierunku kibiców Lechii. Piotr Stokowiec stwierdził, że ten zryw w końcówce meczu to przede wszystkim zasługa świetnego dopingu. „Dzisiaj, to nasi fani mogą zapisać na swoje konto dwa punkty, bo bez nich nie wygralibyśmy tego meczu” - powiedział.

Dzisiaj temperatura w Trójmieście powoli opada. Po raz kolejny lepsza okazała się Lechia i to jej kibice do następnych derbów będą mogli chodzić z dumnie podniesionym czołem. Obie drużyny czekają teraz inne wyzwania. Lechia jedzie do Rzeszowa na mecz w Pucharze Polski, a potem do Poznania, gdzie nie wygrała już od ponad 50 lat. Z kolei Arka we wtorek zagra z Huraganem Morąg, a już w piątek podejmie u siebie rozpędzającą się Pogoń Szczecin. Jeśli oba zespoły utrzymają dobrą dyspozycję, to wiosną może się okazać, że będą nas czekać jeszcze jedne trójmiejskie derby, tym razem w grupie mistrzowskiej. I to chyba dobrze, bo takie spotkania dodają naszej lidze kolorytu.


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze