Ekstraklasa

Wisła Kraków zwycięża po szalonym spotkaniu

Arkadiusz Warchał @a_warchal

Fot: Piotr Tomaszewski, fly4pix.pl (CC 4.0)

Tagi

wisła kraków Ekstraklasa biała gwiazda

Wisła Kraków po bardzo słabym występie z Piastem Gliwice chciała jak najszybciej się zrehabilitować. W spotkaniu z Zagłębiem Lubin od razu starała się narzucić swój styl gry, ale Miedziowi doszli do głosu. Wtedy na boisko wszedł "On" - Paweł Brożek.

Prawie dwa miesiące czekali kibice Wisły Kraków aż ich ulubieńcy zdobędą komplet punktów w starciu na własnym boisku. Ostatnim razem stało się to bowiem 15 września w pojedynku z Lechią Gdańsk, gdzie Wiślacy pokonali gdańszczan aż 5-2 i mogli wygrać jeszcze wyżej, ale Maciej Sadlok nie zdołał wykorzystać rzutu karnego. Wczorajsze zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo zawodnikom prowadzonym przez Macieja Stolarczyka. Mimo, że po pierwszej połowie prowadzili 2-0, to o wynik musieli drżeć do samego końca.

Można powiedzieć, że piłkarze krakowskiego klubu sami są sobie winni. Biorąc pod uwagę liczbę sytuacji, jakie mieli Oni na zdobycie kolejnych bramek podczas pierwszych 45 minut, można śmiało stwierdzić, że dwubramkowe prowadzenie po pierwszej części gry, to najniższy wymiar kary, jaki mogli wyrządzić zawodnicy Białej Gwiazdy swojemu rywalowi.

W czternastej minucie spotkania, już przy stanie 1-0 dla Wisły, swoją szansę na bramkę miał Martin Kostal. Został świetnie obsłużony podaniem przez Jesusa Imaza, a przed nim był tylko bramkarz gości. Niestety - dla gospodarzy - Kostal zaledwie trafił w słupek, po czym piłka została wybita przez obrońców Zagłębia Lubin.

W czterdziestej drugiej minucie meczu, kiedy Biała Gwiazda wygrywała już 2-0, Dawid Kort znalazł się w sytuacji sam na sam z Dominikiem Hładunem, ale nie potrafił tego wykorzystać. Polak strzelił wprost w golkipera Miedziowych. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić - to powiedzenie miało w tym spotkaniu swoje odzwierciedlenie...

Druga minuta pierwszej połowy i dobra akcja Zagłębia zakończona dośrodkowaniem w pole karne Wisły. Tam do piłki wyskoczył Marcin Wasilewski i zdaniem sędziego zagrał piłkę ręką, więc arbiter wskazał na 11 metr. Jak się później okazało, niesłusznie. Piłkarz Wisły wybijał piłkę głową, więc w świetle przepisów wszystko było poprawne. Nic to jednak nie zmieniło. Arbiter nie skorzystał z wideoweryfikacji, a Zagłębie za sprawą Filipa Starzyńskiego strzeliło bramkę kontaktową.

W pięćdziesiątej trzeciej minucie znowu swoją szansę mieli Wiślacy. Zdenek Ondraszek ładnie przyjął piłkę w polu karnym rywala i oddał silny strzał, który zatrzymał się jednak na poprzeczce bramki strzeżonej przez Hładuna. Na dwadzieścia minut przed końcem meczu, Marcin Wasilewski niefortunnym zagraniem skierował piłkę do własnej bramki i z 2-0 dla Białej Gwiazdy zrobiło się 2-2.

I kiedy wydawało się, że nic w tym meczu nie może się już zmienić, kiedy kibice powoli wstawali z miejsc, by podążać w stronę wyjścia ze stadionu, piłkę przejął Paweł Brożek. Była 95 minuta spotkania. Ostatnia akcja tego meczu. Świetne dośrodkowanie w stronę napastnika Wisły, idealne przyjęcie Brożka i silny strzał na bramkę Hładuna. Nagle szał radości - Paweł Brożek zdobywcą trzeciej bramki dla Wisły w tym meczu. Obrońcy Zagłębia sygnalizowali zagranie ręką zawodnika 13-krotnego Mistrza Polski, ale po konsultacji z VAR-em, sędzia wskazał na środek boiska. To była ostatnia akcja tego meczu. Wisła po horrorze zwyciężyła z Zagłębiem Lubin 3-2.


Arkadiusz Warchał

@a_warchal

Fan piłki nożnej

Komentarze