Piłka nożna

Moim zdaniem. Trudny przypadek Marko Vesovica

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Lasy, GNU

Tagi

Legia Pogoń Ricardo Sa Pinto Adam Hlousek Artur Jędrzejczyk Marko Vesović

Wcześniej zapowiadałem, że dzisiejszy tekst będzie o kibicach i ich stadionowych ekscesach. Jednak muszę swoje plany przełożyć, bo nie potrafię przejść obojętnie wobec takiego chamstwa i buractwa, jakie zaprezentowali Legioniści w piątek w Szczecinie. Nie jestem w stanie zrozumieć co kierowało Sa Pinto, Hlouskiem, czy przede wszystkim Vesovicem i dlaczego zachowali się właśnie tak. Ale od początku.

Bieżący sezon nie jest wymarzonym dla sympatyków warszawskiej Legii. Ich drużyna zajmuje dopiero trzecie miejsce w lidze, z europejskich pucharów odpadła już dawno, a w PP cudem uniknęła rewelacyjnie spisującego się Rakowa Częstochowa. Jednak dopiero po ostatniej kolejce Lotto Ekstraklasy fani stołecznej drużyny powinni się wstydzić tego, jacy ludzie reprezentują ich klub. W piątkowy wieczór Legia grała w Szczecinie z Pogonią i spotkanie to przegrała. Właściwie ani przez moment mistrzowie Polski nie wyglądali jakby mieli ten mecz wygrać. To Portowcy mieli więcej klarownych sytuacji, strzelali piękne bramki (Kozulj!!!!) i sprawiali wrażenie drużyny zdecydowanie bardziej dojrzałej. Olbrzymia w tym zasługa dwóch osób – trenera Runjaica i pomocnika Tomasza Podstawskiego. Pierwszy znowu tchnął w swój zespół ducha i sprawił, że Pogoń po fatalnym początku da się teraz oglądać z zaciekawieniem. Drugi, to generał środka pola, który sprawił, że ataki Portowców wyprowadzane są z takim rozmachem. Na drugim biegunie w piątek znaleźli się Legioniści – trener Sa Pinto i obaj boczni obrońcy – Hlousek i Vesović.

Szkoleniowiec warszawskiego zespołu niejako na własne życzenie osłabił swoją drużynę. Do tej pory żelazny środek pola tworzyli u niego Andre Martins i Cafu. Wydawało się, że to od tej dwójki Sa Pinto powinien rozpoczynać ustalanie składu. Tymczasem spotkanie w Szczecinie Cafu rozpoczął na ławce rezerwowych. Jego miejsce na placu gry zajął Antolić, który pokazał, że nie umie biegać. Wyższą prędkość sprintu zmierzono nawet bramkarzowi Legii. Chyba w żadnej lidze na świecie takie rzeczy się nie zdarzają. Ale to jest Ekstraklasa. Po meczu trener Legii nie szukał usprawiedliwienia porażki w swoich błędach, a w błędach sędziego. Kamery Canal+ nagrały go jak po spotkaniu udzielał Danielowi Stefańskiemu reprymendy. „Pogoń robiła co chciała, to nie jest piłka nożna”. Na konferencji prasowej stwierdził zaś, że Portowcy uczynili z tego spotkania mecz walki. Przyznam szczerze, że być może niezbyt dokładnie przyglądałem się poczynaniom piłkarzy w ten piątkowy wieczór, ale widziałem w życiu kilka bardziej nudnych spotkań, które określiłbym mianem meczu walki. Pogoń grała dobrze, a Legia nie i to nie za sprawą fauli, a przyjętej taktyki.

Jeszcze w trakcie trwania zawodów podopieczni trenera Sa Pinto bardzo często podchodzili do arbitra z wyraźnymi pretensjami w większości przypadków nie mając racji, ale bardzo próbując zmienić decyzję arbitra. Przodowali w tym Jędrzejczyk (zwłaszcza, kiedy próbował wymusić rzut karny za rzekomą rękę Matyni), Hlousek (który najpierw ostro faulował rywali, a potem udawał niewiniątko) i Vesović, któremu przez cały mecz coś nie pasowało. Uwagę swoją chciałbym skupić zwłaszcza na ostatnim wymienionym przeze mnie delikwencie. Otóż po zakończonym spotkaniu postanowił on udowodnić, że gdyby skakał z poziomu swojego ego, na swój poziom piłkarski to z pewnością takiego upadku by nie przeżył. Otóż prawy obrońca Legii krzyczał do arbitra w te słowa:

„ja jestem mistrzem, a ty nie i nigdy nie będziesz”. Gdybyście przeczytali tylko ten cytat, to w waszej opinii który zawodnik mógłby wykrzyczeć takie słowa? Zlatan Ibrahimović. I pewnie jeszcze kilku zawodników, prezentujących jednak wyższy poziom gry od Vesovica.

Nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem talentu i pracy Daniela Stefańskiego. Ale przyznać mu trzeba, że sobotni mecz sędziował naprawdę poprawnie. Nie popełnił żadnego rażącego błędu, nie wypaczył wyniku spotkania. W kilku momentach mógł się pokusić o jedną, czy dwie kartki więcej, ale to drobiazgi. Dlaczego więc Vesović akurat tego dnia postanowił pokłócić się z sędzią? Dlaczego nie protestował, kiedy sędziowie w meczu Legii z Górnikiem Zabrze zamiast wyrzucić z boiska Artura Jędrzejczyka postanowili pozwolić mu grać dalej? Pomyślałem sobie, że może Vesović ma za sobą jakąś barwną karierę, która mi po prostu umknęła? Sprawdziłem. Gość faktycznie jest mistrzem. Ma na koncie tytuł wywalczony z Legią w Polsce i w Chorwacji z HNK Rijeka. Niezbyt imponujące tytuły, ale jednak. No to może Liga Mistrzów? W fazie grupowej nigdy nie zagrał. W eliminacjach zagrał w sumie dziesięciokrotnie. Bez gola, czy asysty. Zaliczył za to dwie żółte kartki. W jednym spotkaniu. Ktoś powie, że taki Daniel Stefański też Ligi Mistrzów nie sędziował. I należałoby się z takim twierdzeniem zgodzić. Różnica jest taka, że co roku w LM gra (a mówiąc ściślej – jest zgłoszonych do rozgrywek) ośmiuset piłkarzy i niespełna czterdziestu sędziów głównych. No nie potrafię sobie wytłumaczyć skąd u Vesovica takie słowa. Nie o to chodzi jednak, że Czarnogórzec nie wykazał się bystrością umysłu. W całym tym moim wywodzie chodzi o coś zupełnie innego.

Piłkarze i trenerzy (nie tylko Legii) mają zakodowane, że w naszej lidze można nie szanować sędziów. Bo słabi, bo stronniczy, bo ślepi itd. Wymówek można znaleźć mnóstwo. W wielu przypadkach tak jest, że sędziowie popełniają mniejsze, bądź większe błędy. Nie chce mi się wierzyć, że robią to celowo (choć czasem tak to wygląda). Niemniej jednak oni wykonują na boisku swoją pracę. Konstruktywna krytyka sędziego jest wręcz wskazana. Ale robić mu karczemną awanturę (w dodatku używając tak głupich argumentów) za to, że sędziował dobrze? Tego nie rozumiem. Ja wiem, że najłatwiej jest zrzucić niepowodzenie na kogoś innego. Sam wielokrotnie obwiniałem arbitrów za porażki moich ulubionych zespołów. Ale czym innym było to, że pomruczałem sobie pod nosem w domu, ewentualnie wrzuciłem kilka komentarzy w internecie, a czym innym jest deprecjonowanie całego zawodowego dorobku sędziego. Vesović ma na koncie dwa tytuły wywalczone w podwórkowych ligach, a nie uginające się półki w szafce z trofeami. Tym bardziej dziwne jest to, że próbuje obrażać innych. Co więcej nie spodziewam się, że Czarnogórzec zostanie w jakikolwiek sposób ukarany. I tutaj, w mojej ocenie, należy upatrywać zasadniczego błędu. Przyjeżdża do naszej ligi bardzo przeciętny w skali światowej zawodnik, niczym specjalnym się nie wyróżnia i obraża sędziów. Jego brak szacunku do arbitrów, to brak szacunku dla całej ligi. A jeśli pozwalamy sobie na lekceważenie nas przez piłkarzy pokroju Vesovica, to nie dziwmy się potem, że we weszlkich rankingach Lotto Ekstraklasa szoruje po dnie. 


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze