Ekstraklasa

Miedź w kryzysie. Czy widać światełko w tunelu?

Dawid Paluch @PawidDaluch

Fot: Maciej Matwej, Standardowa

Tagi

Miedź Legnica Dominik Nowak Ekstraklasa Anton Kanibołocki Juan Camara Łukasz Garguła Andrzej Dadełło

Miedź Legnica na początku zachwycała stylem. Klub z Dolnego Śląska był chwalony za szybką, otwartą grę. Punktów z tego nie było wiele, ale efekty wizualne były naprawdę dobre. Choć styl gdzieś się rozmył, punktów dalej nie ma. Miedź wylądowała już w strefie spadkowej. Czy legnicki klub po sezonie wróci do 1. Ligi?

Za nami już półmetek sezonu zasadniczego. 13 punktów po 15 kolejkach piłkarskiej Ekstraklasy - tyle punktów zdobyła Miedź Legnica. Po rundzie jesiennej Miedź plasuje się na 15. miejscu i wyprzedza w tabeli tylko beznadziejne Zagłębie Sosnowiec. Drużyna z Dolnego Śląska ostatnim razem w rozgrywkach Ekstraklasy wygrała drugiego września (2:0 z Zagłębiem Lubin). Skąd taka zapaść w Legnicy?

Zbyt krótka ławka

Miedź ma przede wszystkim problem z ławką rezerwowych. Na początku rozgrywek w legnickim klubie brylowali pomocnicy Rafał Augustyniak i Omar Santana, a w defensywie zabezpieczał wszystko Tomislav Bozić.

Żaden z tych zawodników nie jest do dyspozycji trenera Dominika Nowaka. Augustyniak jest kontuzjowany od meczu z Legią Warszawa. Jeszcze dłużej, bo od meczu z Zagłębiem Lubin, niedysponowany jest Santana. Bozić wypadł kilka tygodni temu.

Kontuzje w Miedzi są dużym problemem. Jeszcze większym kłopotem jest brak wartościowych zmienników. Trener Nowak w ostatnim meczu wystawił w wyjściowym składzie Łukasza Gargułę, który - delikatnie to ujmując - najlepsze lata ma już za sobą. Z niemal 38-letnim pomocnikiem w wyjściowej jedenastce trudno zawojować polską ligę.

Na środku obrony? 33-letni Grzegorz Bartczak. Jak na obrońcę nie tak znowu stary. Były zawodnik Zagłębia Lubin jest jednak przede wszystkim bocznym obrońcą. Do tego tylko rezerwowym, bowiem w normalnych warunkach przegrywa rywalizację z Pawłem Zielińskim, który sam broni dość słabo (za to nieźle gra w ofensywie).

Na bramce stoi Anton Kanibołocki. Ukraiński bramkarz został prawdopodobnie sprowadzony do Legnicy za swoje CV. Golkiper ten kilkukrotnie brał udział w meczach Ligi Mistrzów. Co prawda, więcej siedział na ławce, niż grał, ale udział swój miał. Żeby być sprawiedliwym, trzeba oddać, że zagrał dwa pełne mecze w tych rozgrywkach, tracąc dwie bramki.

Wszyscy jednak wiemy, że Ekstraklasa jest znacznie trudniejszą ligą. Kanibołocki zagrał 8 meczów, tracąc 15 bramek. Na początku Ukrainiec pokazywał, ze ma problem z grą na przedpolu. Nieźle wyglądał jednak na linii. W ostatnich kolejkach udowodnił jednak, że refleks i gra między słupkami też nie jest jego mocną stroną.

Anton ma jedną dużą zaletę, dzięki której ciągle gra: Łukasza Sapelę na ławkę. Polski golkiper jest prezentuje się jeszcze słabiej niż jego ukraiński odpowiednik. Sapelę pamiętamy z występów w GKS-ie Bełchatów i raczej nie chcemy pamiętać z występów w Miedzi.

Czy jest z nami lekarz?

Andrzej Dadełło, właściciel Miedzi Legnica nie traci jednak nadziei. W wywiadzie dla 2x45.info powiedział: - Wyniki i gra zespołu w ostatnich tygodniach pozostawiają wiele do życzenia, ale kibice dają nam w tym momencie niesamowite wsparcie. Miedź ma najlepszych kibiców! Jestem pewny, że z takimi kibicami przezwyciężymy trudne momenty. Zrobimy wszystko, by znów cieszyć się wspólnie z dobrej gry i zwycięstw Miedzi.

Dadełło ma też pomysł na zimowe wzmocnienia. Uważa on, że zespół najbardziej się wzmocni, kiedy kontuzjowani zawodnicy wrócą do składu. - Już teraz wiemy, że zimą będziemy mieli cztery wzmocnienia – gdy wyzdrowieją Santana, Marquitos, Augustyniak i Bożić. Ci zawodnicy przyjdą z gabinetów rehabilitacyjnych. Oprócz tego dokonamy jeszcze delikatnych korekt, bo sytuacja tego wymaga. Musimy razem przezwyciężyć ten kryzys - dodał właściciel Miedzi.

Gdybyśmy byli złośliwi, dodalibyśmy, że może warto zainwestować w rozbudowę sztabu medycznego, zamiast sprowadzać hurtowo dziwne wynalazki z Hiszpanii. Ponieważ jednak nie chcemy się tutaj wyżywać, powiemy tylko, że wiemy dlaczego Juan Camara nie przebił się w Barcelonie.

Problem z Miedzią jest taki, że wszystkie ich transfery na papierze wyglądają co najmniej dobrze. Camarę Barcelona sprowadziła do siebie, a to znaczy, że ktoś w katalońskim klubie go chciał. Nie często ktoś z katalońskiego klubu chce jakiegoś zawodnika. Dominik Nowak poszedł więc tym tropem i też chciał Camarę. Ten póki co nie pokazał absolutnie niczego, co by przekonało choćby działaczy Lecha Poznań ( a przecież wszyscy wiemy, ja władze Lecha lubią przepłacać za Hiszpanów / Portugalczyków). Dotychczas Juan zagrał w Miedzi 5 meczów. W ciągu 198 minut zanotował jedną asystę. Jak na gościa odpowiedzialnego za kreację, liczby nie powalają.

Nieco więcej szans na grę dostaje Borja Fernandes. Środkowy pomocnik spędził na murawie 692 minuty w dziesięciu meczach. 0 asyst, 0 goli.

Przed sezonem został sprowadzony jeszcze Fran Cruz. Trudno jednak oceniać jego transfer pozytywnie, skoro z nim składzie (7 meczów, 5 w pełnym wymiarze czasu) obrona straciła 19 bramek. Tylko raz defensywa z Cruzem w składzie zagrała na 0 z tyłu: w starciu z Cracovią.

Wizjoner, a może hochsztapler

Pisząc o kryzysie w zespole, nie sposób nie wspomnieć o kapitanie tego statku. Dominik Nowak, który na początku malował się na prawdziwego wizjonera, gościa, który chce przede wszystkim grać w piłkę. Przyznacie, że nie jest to częste zjawisko w naszej piłce.

Od pewnego czasu Nowak jest nieco inaczej postrzegany w środowisku. Po ostatnich wypowiedziach, w których szkoleniowiec Miedzianki nie miał za wiele sobie do zarzucenia, nikt nie był pewien, czy Nowak na pewno oglądał "popisy" swoich podopiecznych.

Trener Nowak po meczu ze Śląskiem (0:5) bronił zawodników, mówiąc, że nie można odmówić im zaangażowania i to przecież ten zespół awansował do Ekstraklasy. Po meczu z Arką (0:4) zaczął swoja wypowiedź tak: - Wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania.

My jednak mamy wrażenie, że wygrana Arki czterema bramkami dość jasno odzwierciedla obraz spotkania.

Słabe światełko, ale ciągle świeci

Nikt jeszcze nie spisuje Miedzi na straty. Jeszcze dużo meczów przed nami, a są drużyny w tej lidze ze znacznie mniejszym potencjałem kadrowym. Oczywiście nie jest łatwo, jeśli na treningu masz do dyspozycji 15 zawodników (tak było dzisiaj).

Uważamy jednak, że Miedź długo walczyła i długo szła do Ekstraklasy. W tym czasie klub przygotował się na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Ciekawy pomysł na akademię, rozwój młodzieży. Oddani kibice, którzy raz za razem wypełniają niewielki stadion im. Orła Białego. Zawodnicy, którzy potrafią grać w piłkę i trener, który daje im grać w piłkę, a nie karze tylko kopać się po czołach. To wszystko sprawia, że byłoby cholernie szkoda, gdyby Miedź wróciła do 1.Ligi. Miejmy więc nadzieję, że kontuzjowani zawodnicy szybko wrócą do gry, a klub znajdzie sposób na zażegnanie kryzysu.


Dawid Paluch

@PawidDaluch

Wykształcony jako dziennikarz, na życie zarabia jako copywriter. Uwielbia pisać i kłócić się z innymi. Teraz we Wrocławiu, w przyszłości we Włoszech.

Komentarze