Piłka nożna

Piłka nożna w mniej kolorowych barwach

Sebastian Warowny @S_Warowny

Fot: Public domain

Tagi

Piłka nożna łączy się z rywalizacją, emocjami, ale czasem ma też swoje czarne barwy. Chciałbym przybliżyć kilka tragedii z przeszłości, które miały miejsce na stadionach piłkarskich, a o których piłkarski świat nie zapomni nigdy.

Przejdę najpierw do początków XX wieku, kiedy to piłka nożna zaczęła się prężnie rozwijać w Europie i stała się dyscypliną olimpijską od 1900 roku. Tragedia na Ibrox Park miała miejsce 5 kwietnia 1902 roku podczas meczu między Szkocją oraz Anglią w ramach turnieju British Home Championship. W 51 minucie meczu górna trybuna stadionu, który kosztował 20 tysięcy funtów, a na którym przebywało nawet 80 tysięcy widzów nie wytrzymała. Kibice zajmujący tam miejsca spadli z wysokości 12 metrów. Zginęło 20 osób a 517 zostało rannych.

Ćwierćfinałowy mecz Pucharu Anglii 9 marca 1946 roku na stadionie Burnden Park rozgrywały zespoły Bolton Wanderers i Stoke City. Widzowie nie kupowali wówczas biletów w kasach, tylko w bramkach przy wejściu na stadion. Szacuje się, że na stadion weszło około 85 tysięcy kibiców. Gdy organizatorzy spostrzegli, że jest ich za dużo, zamknęli jedną z bram od strony torów. Ludzie, mimo to przechodzili przez ogrodzenie i bramę, aby dostać się na trybunę. W pewnym momencie, najbardziej przeludniona trybuna zawaliła się, gdyż barierki nie wytrzymały siły nacisku. Ludzie na rękach przenosili rannych, a ciała zabitych układali za linią końcową boiska. Zginęły 33 osoby a 400 zostało rannych.

Derby Glasgow zawsze cieszyły się wielkim zainteresowaniem, tak również było 2 stycznia 1971 roku na Ibrox Stadium, kiedy to zmierzyły się ze sobą drużyny Rangersów i Celticu. Do 89 minuty nic szczególnego się nie działo, nie było żadnych bramek. Wtedy goście niespodziewanie objęli prowadzenie. Pogodzeni z porażką kibice gospodarzy opuszczali stadion. Nie trwało to jednak zbyt długo, gdyż minutę później stan meczu się wyrównał. W akcie radości i szału ze schodów numer 13 na trybunie wschodniej zaczęli staczać się kibice, wciągając tym samym kolejnych. Aby wydostać się ze stadionu trzeba było przejść na górę po schodach, a później z nich zejść. Natomiast ucieczkę kibicom na dole utrudniały barierki na schodach przez, które nie dało się uciec od "spadającego domina". Zginęło 66 osób a 144 zostało rannych.

Tragiczne wydarzenia miały również miejsce na stadionie Valley Parade 11 maja 1985 roku, gdzie swój mecz rozgrywała drużyna Bradford City z Lincoln City. Już przed samym meczem pojawiały się pogłoski, ze stadion nie spełnia wymogów bezpieczeństwa, jednak kibice żyli wywalczonym awansem do drugiej ligi i przekonaniem, że po ostatnim meczu sezonu stadion zostanie przebudowany, a w miejsce drewnianej trybuny stanie zadaszony, betonowy sektor dla kibiców. Los nie był taki łaskawy. Historia 12-letniego wówczas Martina Fletchera, który poszedł na mecz z całą rodziną cieszyć się z awansu, a wyszedł z niego bez młodszego brata, ojca, dziadka i wujka mrozi krew w żyłach. W 44 minucie na północnym krańcu trybuny głównej pojawił się ogień, prawdopodobnie od niedopałka papierosa, który spadł na stertę zalegających od lat śmieci pod drewnianą trybuną stadionu. Ludzie z początku zaczęli się przemieszczać na środek boiska nie siejąc paniki, jednak gdy ogień zaczął się bardziej rozprzestrzeniać na inne sektory rozpoczęła się walka o życie. Ludzie płonęli żywcem, a niektórzy "kibice", zachowujący się jak zwierzęta cieszyli się z "atrakcji" na stadionie. Zginęło 56 osób a 265 zostało rannych.

Ledwo 18 dni później na stadionie Heysel w Belgii miał się odbyć finałowy mecz Pucharu Europy między Liverpoolem oraz Juventusem Turyn. Decyzją UEFA mecz się odbył, ale został przyćmiony wydarzeniami sprzed meczu. Półtorej godziny przed meczem angielscy kibice zaczęli obrzucać Włochów butelkami i kawałkami betonu. Gdy Włosi odpowiedzieli odwetem, kibice Liverpoolu ruszyli w ich stronę wyrywając metalowe barierki. Po drugiej stronie ludzie wpadli w panikę i starali się uciec z zagrożonego sektora, jednak napierający tłum sprawił, że zawalił się mur. Część osób została przygnieciona elementami konstrukcji muru, natomiast inni zostali stratowani przez tłum ludzi. Zginęło 39 osób a 400 zostało rannych.

W trakcie półfinałowego meczu Pucharu Anglii 15 kwietnia 1989 roku na stadionie Hillsborough pomiędzy Liverpoolem a Nottingham Forest miała miejsce tragedia, która wstrząsnęła całym piłkarskim światem. Przed meczem dla kibiców "The Reds" otwarte zostały tylko dwie bramy prowadzące na mniejszą trybunę. Większa została otwarta dla kibiców Nottingham mimo, że ich miało być mniej. Po rozpoczęciu spotkania tłum ludzi zaczął napierać na bramy. Ostatecznie, gdy otwarto trzecią bramę, trybuna zaczęła się przeludniać. Pod wpływem masy ludzi runęła jedna z trybun odgradzająca trybunę od boiska. Kibice zaczęli się tratować, czego efektem było zadeptanie bądź uduszenie. Tragiczna była postawa policji, która ratowanie własnego życia odebrała jako wybryki chuligańskie i nie pozwoliła kibicom na przedostanie się na murawę. Zginęło 96 osób. Dopiero po 27 latach sąd w Warrington uznał lokalną policję i służby ratunkowe winne za nieumyślne zabójstwa przez zaniedbanie. Następstwa tragedii w Sheffield zrewolucjonizowały standardy dla działań w zakresie bezpieczeństwa na obiektach piłkarskich w całej Europie. 


Sebastian Warowny

@S_Warowny

Głównie Serie A i Premier League. Sympatyk Lecha, Realu i Milanu. Nieobojętny na inne ligi czy dyscypliny sportowe.

Komentarze