Premier League

Piłkarski Tragizm - Adrian Doherty

Jonatan Niepogoda @Niepogodny

Fot: skysports.com, skysports.com

Tagi

Ciężko jest znaleźć pechowca takiego jakim był Adrian Doherty. Wszystko na początku układało się fantastycznie. Miał talent, a sam Sir Alex Ferguson uważał go za najbardziej perspektywicznego z całej ‘’the class of ‘92’’. Co mogło więc pójść nie tak? Jak się okazuje wszystko... Zapraszam na historię ciekawą w swym tragizmie.

Adrian Doherty pochodził z Derry w Irlandii Północnej, gdzie grał w młodzieżowej drużynie jednego z obecnych tam klubów. Już od najmłodszych lat można w nim było dostrzec nieprawdopodobny talent, co nie umknęło uwadze skautów najlepszych klubów na Wyspach Brytyjskich. Kiedy Alex Ferguson ujrzał go w akcji od razu zauroczył się jego grą, a potrzebował na to zaledwie kilku minut. Uważał, że trafiła mu się prawdziwa piłkarska perełka.

Przeprowadził się więc do Anglii, dołączając do akademii Manchesteru United. Miał wtedy dopiero 16 lat, a już wtedy był uważany za ogromny talent, nawet był już porównywany do George’a Besta. Już w juniorach poznał chociażby Ryana Giggsa czy Paula Scholesa, a względem talentu ponoć nawet ich przewyższał.

Ciekawą opinią może być także ta wygłoszona przez Tony’ego Parka- autora książki ‘’Sons of United’’ dotyczącej młodzieżówek ‘’Czerwonych Diabłów’’, który tak napisał o zawodnikach z ‘’the class of ‘92’’:

– Najbardziej zaskoczyło mnie, że Gary Neville zaszedł tak daleko. Bo z tamtego rocznika, pewniaków do wielkiej kariery mieliśmy trzech: Giggs, Scholes, Doherty. Giggs miał świetną lewą nogę i szybkość. Scholes był obunożny, sprytny, choć brakowało mu dynamiki. Doherty? Doherty miał wszystko.

Co takiego stało się, że ten ostatni nie zrobił kariery? Nie alkohol, imprezy, czy narkotyki zepsuły mu wszystko jak większości zmarnowanych talentów w tych czasach, lecz pechowa kontuzja której doznał. Doherty podczas meczu z rezerwami Carlisle United- 23 lutego 1991 r. zerwał więzadła. Teraz jest to kontuzja z którą o wiele łatwiej się uporać niż kiedyś, kiedy to medycyna nie była tak zaawansowana.

Gdyby nie to, to już na początku marca zadebiutowałby najprawdopodobniej wraz z Ryanem Giggsem w starciu z Evertonem. Niestety piękny sen został brutalnie przerwany przez kontuzję. Sam Doherty powrócił po kontuzji, jednak nie był już tym samym zawodnikiem co kiedyś. Brakowało mu pewności siebie, przez co bał się dryblować, odstawiał nogę, nie miał tego ‘’gazu’' co kiedyś, technicznie też odstawał. Kontuzja go zniszczyła, przez co odszedł z United do Derry City, gdzie zdobył jedyną bramkę w seniorskiej karierze, a następnie skończył z piłką, a także zatrudnił się w fabryce czekolady w Preston.

Co ciekawe, pomimo tego że Irlandczyk z Północy kochał piłkę, to miał także inne pasje. Za pieniądze zarobione kupił maszynę do pisania i gitarę, gdyż kochał pisać i grać na tymże instrumencie. Bardzo często pojawiał się w knajpkach, w których młodzi artyści prezentowali swoje utwory. Co bardzo ciekawe, zdarzało się że szedł z gitarą do centrum miasta by śpiewać, przede wszystkim kawałki Boba Dylana, którego uwielbiał. Robił to wszystko nie dla pieniędzy, lecz z pasji, gdyż muzyka i literatura interesowała go w tym samym stopniu co piłka nożna.

W 2000 roku postanowił zasmakować życia w Holandii, gdzie przeprowadził się by pracować w firmie meblarskiej. Zginął tragicznie w 2000 roku, gdy spiesząc się do pracy poślizgnął się i wpadł do kanału. Jak na złość panicznie bał się on wody, przez co także nie umiał pływać. Z kanału został już wyciągnięty nieprzytomny, po czym został przewieziony do szpitala, gdzie spędził miesiąc w śpiączce, z której nigdy się nie wybudził... Zmarł w wieku 27 lat, dzień przed swoimi 28 urodzinami.

Historia Adriana Doherty’ego pokazuje jak łatwo może zostać złamana piłkarska kariera, jak łatwo można po prostu wypaść z karuzeli wielkiej, globalnej machiny jaką są wielkie kluby piłkarskie. Adriana spotkało w życiu tyle nieszczęść, na które po prostu nie zasłużył. Według relacji każdego kto go znał, był to pogodny, uśmiechnięty, wrażliwy, skromny i pomocny chłopak.

Może, aż zbyt dobry i wrażliwy na grę w piłkę. Od kilkunastu lat kładzie się ogromną presję na jeszcze nieopierzonych nawet nie tyle piłkarsko, co życiowo chłopaków, a wielu z nich nie radzi sobie z presją, znajdując ukojenie w imprezach, czy też używkach.

Bardzo symboliczna może być też sytuacja z pogrzebu Adriana, kiedy to jego brat zagrał piosenkę Boba Dylana, której tytułem chciałbym zakończyć ten tekst, gdyż także świetnie opisuje on samego Doherty’ego. ‘’Forever Young’’ Adrian Doherty.


Jonatan Niepogoda

@Niepogodny

Kibic Liverpoolu, przede wszystkim oglądający Premier League i Serie A, choć nie gardzący żadnym dobrym meczem, niezależnie od poziomu rozgrywkowego.

Komentarze