Piłka nożna

Przez Rosję do reprezentacji. Rzecz o Krzysztofie Łągiewce

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: sport.pl, sport.pl

Tagi

Łągiewka Premier Liga Rosja Skonto Ryga Jagiellonia Arka reprezentacja Polski Beenhakker EURO U16 1999

Mógł grać w reprezentacji Gruzji. Rozważał przyjęcie rosyjskiego obywatelstwa. Ostatecznie trafił jednak do reprezentacji swojego ojczystego kraju, jednak pomimo powołań ani razu w niej nie wystąpił. O kim mowa? O piłkarzu, który 12 lat temu był jednym z czołowych stoperów w lidze rosyjskiej, a także o wicemistrzu Europy do lat 16.

Kto to? Krzysztof Łągiewka. Piłkarz-zagadka. Zawodnik, który ani razu nie zagrał w Ekstraklasie, 22-krotny reprezentant Polski w dwóch kategoriach wiekowych (18 meczów dla kadry U16 i 4 dla U19) i niedoszły reprezentant drużyny seniorskiej. Wraz z ekipą Michała Globisza, w której byli także późniejsi kadrowicze Leo Beenhakkera zdobył wicemistrzostwo Europy do lat 16 w 1999 roku w Czechach. Był jednym z tych piłkarzy tamtej ekipy, którzy poradzili sobie także w seniorskiej piłce. Pierwsze szlify w zawodowym futbolu zbierał w Jagiellonii Białystok. Pomimo młodego wieku był podstawowym graczem Dumy Podlasia. W ciągu dwóch sezonów uzbierał liczbę 64 meczów, do których dołożył 2 gole. W sezonie 2001/02 wraz z Jagą grał na zapleczu Ekstraklasy, jednak po spadku postanowił odejść. Szukał zatrudnienia m.in. w klubie z Premier League, Southampton. Ostatecznie trafił do najlepszej łotewskiej drużyny, hegemona Virsligi, Skonto Rygi, stając się tym samym pierwszym Polakiem, który zagrał w lidze łotewskiej. Zamiast grać w jednej drużynie z Mariansem Paharsem, trafił do klubu, w którym Pahars się wypromował. Łągiewka spędził w stolicy Łotwy półtora roku. Zagrał raptem w 12 spotkaniach. Mało, jeżeli weźmiemy pod uwagę nie najwyższy poziom łotewskiej ligi. Warto jednak zwrócić uwagę, kto wówczas stanowił o sile defensywy Skonto. Byli to sami reprezentanci Łotwy, ci sami, będący członkami kadry na EURO 2004, Aleksandrs Isakovs, Mihails Zemlinskis i Arturs Zakresevskis, wspomagani Litwinem, także etatowym reprezentantem swojego kraju Ignasem Dedurą. Wszyscy ci gracze (poza Dedurą i Isakovsem) byli po trzydziestce, z bagażem doświadczeń na koncie. Łągiewka mógł się więc tylko uczyć od łotewskich wyjadaczy. W styczniu 2004 roku w końcu trafił do Rosji. Za 150 tys. euro zasilił szeregi Shinnika Yaroslavl. Spędził tu dwa lata. Do Yaroslavla trafił wspólnie Radostinem Stanevem i Jarosławem Tkoczem. Stanev przeszedł do Shinnika z Legii, zaś Tkocz, dziś współpracownik Adama Nawałki trafił do Rosji z GKS-u Katowice. Z tej trójki grał tylko Łągiewka. W ciągu dwóch sezonów rozegrał 44 mecze we wszystkich rozgrywkach, dokładając trzy bramki. Wraz z Shinnikiem grał również w Pucharze Intertoto. Yaroslavl zrobił się dla niego za ciasny i za 400 tys. euro trafił do średniaka Premier Ligi Krylii Sowietow Samara. Pierwszy sezon w drużynie z Samary miał znakomity. Wraz z Matthew Boothem, reprezentantem RPA stworzył skuteczną parę stoperów. Także pod bramką przeciwnika. Obaj zdobyli trzy po trzy gole w sezonie. To wtedy zainteresował się nim nowy selekcjoner reprezentacji Polski. Został powołany na mecze z Kazachstanem, Portugalią i Belgią. Wszystkie te mecze Biało-czerwoni wygrali, lecz Łągiewka nie wystąpił w nich ani razu. Holenderski szkoleniowiec nie zrezygnował jednak z usług piłkarza, grającego w Premier Lidze. Powołał go również na zgrupowanie przed meczem ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, jednak choroba uniemożliwiła mu dotarcie na nie. Potem Beenhakker przestał powoływać Łągiewkę. Ten jednak wciąż utrzymywał dobrą dyspozycję. Sezon 2007 zakończył z dorobkiem 28 ligowych meczów, okraszonych jednym golem. Jego sytuacja zmieniła się wraz z przyjściem Leonida Slutskiego. Były selekcjoner reprezentacji Rosji przed przyjściem do Samary prowadził nieistniejący dzisiaj klub FK Moskwa. Tam zetknął się z Mariuszem Jopem i Damianem Gorawskim, etatowymi reprezentantami Polski za czasów Pawła Janasa. Slutski w stosunku do Polaków prezentował postawę typowego rosyjskiego zaborcy z czasów XIX wieku. Gorawski głośno powiedział co myśli o Slutskim przy całym zespole. To samo zrobił Łągiewka, który u Slutskiego zagrał tylko 20 minut, a potem przestał grać. Trafił do Kubania Krasnodar za 300 tys. euro, klubu z zaplecza Premier Ligi. Tu także nie był podstawowym zawodnikiem. Zagrał jednak w 9 meczach, niepełnego sezonu 2008. Pomimo braku gry został w zespole z Krasnodaru, gdy ten awansował do elity, jednak teraz grał jeszcze mniej. Wystąpił tylko w trzech ostatnich meczach sezonu 2009. Wrócił do Krylii, choć w zasadzie nie miał po co. Spędził 9 miesięcy w Klubie Kokosa, przy okazji walcząc z kontuzją. Odszedł w styczniu 2011 roku. Przez pół roku był na bezrobociu. Mógł zostać w Rosji i grać dla Wołgaru-Gazprom Astrachań, jego usługami już od dłuższego czasu zainteresowany był także jego macierzysty klub, Jagiellonia, ale do transferu ostatecznie nie doszło. Trafił do spadkowicza z Ekstraklasy, Arki Gdynia. Wraz z Omarem Jarunem miał stworzyć duet środkowych obrońców nie do przejścia, który pomoże Żółto-niebieskim w powrocie do elity. Ostatecznie Łągiewka wystąpił w 12 meczach Arki (10 w lidze, dwa w Pucharze). Rozwiązał kontrakt po niespełna pół roku, po czym odszedł do Stanów Zjednoczonych. Nie wybrał jednak klubu z MLS, ani nawet z NASL, gdzie grał potem Tomasz Zahorski, 13-krotny reprezentant Polski określany przez Beenhakkera "International level". Przeszedł do...Vistuli Garfield. Polonijnego klubu, którego drugi człon nazwy kojarzy się wszystkim z grubym, leniwym, lubiącym lasagne kotem z komiksów Jima Davisa. Warto jednak zaznaczyć, że w tej drużynie grał chociażby Franciszek Smuda. Łągiewka spędził tu półtora roku, po czym zakończył karierę w wieku zaledwie 30 lat.

Krzysztof Łągiewka miał papiery na zrobienie wielkiej kariery. W Rosji parę lat budował swoją pozycję. W Jagiellonii zbierał boiskowe doświadczenie, zaś na Łotwie uczył się od graczy, którzy pokonali jego ojczysty kraj w październiku 2002 roku, a potem pojechali na EURO 2004. Był czołowym obrońcą Premier Ligi, młodzieżowym wicemistrzem Europy. Do tego zabrakło mu chociażby jednego występu w reprezentacji Polski.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze