Reprezentacje

Awans mamy pewny? Na chłodno po losowaniu

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: sportowefakty.wp.pl, sportowefakty.wp.pl

Tagi

Losowanie EURO 2020 Brzęczek Austria Izrael Macedonia Słowenia Łotwa

Los był dla nas łaskawy. Czy aby na pewno? Reprezentacja Polski w eliminacjach do EURO 2020 zagra z Austrią, Izraelem, Słowenią, Macedonią i Łotwą. Teoretycznie grupa wymarzona. Ale i bardzo wyrównana. Awans sam się nie wywalczy.

Jerzy Brzęczek chciał uniknąć najmocniejszych drużyn. Udało się. Remisem z Portugalią wywalczyliśmy sobie rozstawienie w losowaniu eliminacji do EURO 2020. Grupa wymarzona. Jednak z takich grup odpadaliśmy, lekceważąc rywali. Tak było chociażby w kwalifikacjach do mundialu w RPA. Za rywali mieliśmy Czechów, Słowaków, Słoweńców, Irlandczyków z północy oraz San Marino. Jak się skończyło? Po frajerskich porażkach ze Słowacją i Irlandią Północną straciliśmy szanse na awans do afrykańskiego turnieju. Dzieła zniszczenia dopełniła klęska ze Słowenią w Mariborze, po której zwolniony został Leo Beenhakker. Jak się skończyły eliminacje, nie trzeba przypominać. W grupie wyprzedziliśmy tylko San Marino. Z tego zestawienia została tylko Słowenia, którą znów prowadzi Matjaz Kek. Ojczyzna Petera Prevca jest jednak pozbawiona wielkich gwiazd. Od roku w kadrze nie gra Jan Oblak, jeden z najlepszych golkiperów na świecie, zaś równie znakomity Samir Handanović trzy lata temu zakończył karierę reprezentacyjną. Słoweńcy wciąż mają jednak kilku solidnych piłkarzy. Szefem defensywy jest Miha Mevlja z Zenita St. Petersburg, za kreowanie gry odpowiadają 22-letni Miha Zajc i 30-letni Josip Ilicić- kreator gry Atalanty Bergamo, zaś za strzelanie goli odpowiada Robert Berić z Saint-Etienne, a w odwodzie jest jeszcze syn Zlatko Zahovicia, Luka, powoli wchodzący do pierwszej kadry. Warto dodać, że w kadrze Słowenii znajdziemy dwóch piłkarzy Jagiellonii Białystok, Nemanję Mitrovicia oraz Romana Bezjaka, jak również byłego piłkarza Cracovii Andraża Strunę. Słowenia wydaje się solidną ekipą, ale mogącą sprawić problemy, o czym przekonaliśmy się chociażby 2016 roku w towarzyskim meczu, zremisowanym 1-1.

Najsilniejszą ekipą w tym zestawieniu wydaje się Austria. Podopieczni Franco Fody mają solidną ekipę. Największą gwiazdą jest oczywiście David Alaba, który powoli staje się legendą Bayernu Monachium. Oprócz Alaby Austriacy dysponują solidnym środkiem obrony, gdzie występują Martin Hinteregger z Augsburga i Aleksandar Dragović z Bayeru Leverkusen. Najgorzej prezentuje się środek pomocy, gdzie występują Stefan Ilsanker i Xaver Schlager z Red Bull Salzburg. Dobrze zapowiada się 22-letni pomocnik Herthy Berlin Valentino Lazaro. Linię ataku tworzą Marko Arnautović z West Hamu, grający na przemian z Michaelem Gregoritschem z Augsburga. Całość dopełnia Guido Burgstaller z Schalke. Ostatni raz graliśmy z Austriakami podczas pamiętnego meczu na EURO 2008. Warto jednak wspomnieć o dwóch zwycięstwach Biało-czerwonych z Austrią w eliminacjach MŚ 2006. Oba spotkania były emocjonujące, ale dwa razy górą była Polska. Najpierw Biało-czerwoni dzięki golom Radosława Kałużnego, Jacka Krzynówka i Tomasza Frankowskiego pokonali Austriaków 3-1 na ich terenie, zaś w rewanżu na Stadionie Śląskim dzięki bramkom Ebiego Smolarka, Kamila Kosowskiego i Macieja Żurawskiego ekipa Pawła Janasa zwyciężyła 3-2. Do końca było jednak ciężko, bowiem dwukrotnie Polaków postraszył późniejszy kolega Przemysława Kaźmierczaka i Rafała Grzelaka z Boavisty Porto Roland Linz. Austria to kraj bliski selekcjonerowi Polaków Jerzemu Brzęczkowi. Brzęczek spędził w Austrii 11 lat (z krótką przerwą) i dwukrotnie zdobywał Mistrzostwo Kraju wraz z Tirolem Innsbruck w latach 2000-2002. W sezonie 2002/03 grał z kolei w Sturmie Graz, prowadzonym przez obecnego trenera Austriaków. Tym bardziej liczy więc na udaną wyprawę do Austrii.

Najciekawiej zapowiada się starcie z Izraelem. I nie chodzi tu o czysto sportową rywalizację. Stosunki polsko-izraelskie w ostatnim czasie są bardzo napięte i zwycięstwo którejś z drużyn może więc mieć nacechowanie polityczne. Dla Jerzego Brzęczka mecz z Izraelem też będzie podróżą w czasie. Przez półtora roku grał bowiem w Maccabi Haifa. Szkoleniowcem Izraela jest z kolei legenda austriackiej piłki Andreas Herzog. Izraelczycy nie mają przynajmniej jednego piłkarza, wybijającego się ponad przeciętność, ale tworzą zgrany kolektyw. To ekipa solidnych wyrobników. Kreatorem gry jest wieloletni piłkarz CSKA Moskwa, obecnie Olympiakosu Pireus Bibras Natcho, zaś za strzelanie goli odpowiada Munas Dabbour z Red Bull Salzburg. W kadrze Izraela znajdziemy też dwa polskie akcenty. Napastnik Ben Sahar mający przeszłość w Chelsea ma matkę Polkę, zaś Tomer Hemed, również napastnik ma obywatelstwo naszego kraju dzięki dziadkowi, który w latach 50. przybył z Polski do Izraela. Z tą reprezentacją po raz ostatni Polacy mierzyli się w 2005 roku, w towarzyskim turnieju im. Walerego Łobanowskiego, gdzie furorę zrobił Grzegorz Rasiak. Biało-czerwoni wygrali 3-2 po bramkach Mirosława Szymkowiaka i Rasiaka. O punkty obie ekipy walczyły dwukrotnie, w pamiętnych eliminacjach EURO 1996. W Tel-Avivie wygrali Izraelczycy po dwóch golach Ronena Haraziego, zaś w rewanżu to Polacy byli górą. Podopieczni Henryka Apostela wygrali aż 4-3, a gola już w pierwszej minucie zdobył Piotr Nowak. O ekipie z Azji na tą chwilę wiemy bardzo niewiele, w końcu po raz ostatni mierzyły się ze sobą 13 lat temu.

Po raz pierwszy o punkty Biało-czerwoni zmierzą się z Macedonią. Do tej pory obie ekipy ścierały się ze sobą trzykrotnie, za każdym razem towarzysko. Bilans jest korzystny dla Biało-czerwonych. Trzy mecze, dwa zwycięstwa, jeden remis. Po raz ostatni do rywalizacji doszło sześć lat temu. Wtedy ekipa prowadzona przez Waldemara Fornalika rozbiła Macedonię 4-1, a gole strzelali m.in. dwaj obecni kadrowicze, Arkadiusz Milik i Artur Jędrzejczyk, zaś pozostałe dwa trafienia padły udziałem Waldemara Soboty i Szymona Pawłowskiego. Macedonia to przede wszystkim Goran Pandev. Czy aby na pewno? Zdobywca Ligi Mistrzów z Interem Mediolan w sezonie 2009/10 wciąż jest powoływany do kadry, ale powoli oddaje pole do popisu młodszym graczom. A nowa generacja Macedońskich piłkarzy prezentuje się naprawdę dobrze. Bramki strzeże golkiper Rayo Vallecano Stole Dimitrievski, zaś w obronie wyróżnia się podstawowy prawy obrońca Sportingu Lizbona Stefan Ristovski. Dobrze wypadają także linia pomocy. Tu dominują klubowy kolega Damiana Kądziora z Dinama Zagrzeb Arijan Ademi, a także przyszłość macedońskiego futbolu 19-letni Eljif Elmas z Fenerbahce Stambuł. Znakomicie wygląda lewe skrzydło. Może tam grać podstawowy zawodnik Leeds United, kompan Mateusza Klicha z drugiej linii Ezgjan Alioski, a także Enis Bardhi, największy kapitał Macedonii na przyszłość, gwiazda Levante. Całość dopełnia były piłkarz Legii Ivan Trickovski. Za strzelanie odpowiada Ilia Nestorovski, czasem wspomagany Aleksandarem Trajkovskim. Obaj z Palermo, doskonale znają więc Polaków, pomijanych przez Jerzego Brzęczka, Radosława Murawskiego, Przemysława Szymińskiego, a także Pawła Dawidowicza, który w zeszłym sezonie grał w zespole z Sycylii. Na powtórkę z zimowych sparingów, 4-1 z 2012 i 3-0 z 2003 roku nie ma więc co liczyć.

No i na koniec Łotwa. Rywal teoretycznie najsłabszy. Nie ma jednak co mówić, że to przeciwnik pokroju Andory, czy San Marino. Na temat tego rywala powinien przede wszystkim wypowiedzieć się Zbigniew Boniek. To właśnie po meczu z Łotwą w Warszawie, przegranym 0-1 po golu Jurisa Laizansa zza pola karnego obecny prezes PZPN całkowicie zraził się do pracy trenerskiej. Niesieni sensacyjnym zwycięstwem z Polską, jak burza przeszli przez eliminacje, wyprzedzając Biało-czerwonych, ustępując tylko Szwecji. Po zwycięstwie w barażach z Turcją awansowała do EURO 2004. To materiał na filmową historię, ale teraz Łotysze o takiej drużynie mogą tylko pomarzyć. W kadrze prowadzonej przez Mikkę-Mattiego Paatelainena ciężko znaleźć naprawdę solidnych piłkarzy, których miał Aleksandrs Starkovs. Tamta drużyna w większości wywodziła się z nieistniejącego dzisiaj Skonto i rywalizowała jak równy z równym w eliminacjach Ligi Mistrzów z Barceloną (więcej przeczytacie TU). Dziś kadra Łotwy to zbieranina przeciętniaków, żaden nie jest piłkarzem pokroju Mariansa Paharsa, Marisa Verpakovskisa, Igorsa Stepanovsa, czy Artjomsa Rudnevsa. Najlepszy, Davis Ikaunieks, będący kiedyś obiektem zainteresowania Legii gra ogony w czeskim FK Jablonec, a jego rok młodszy brat Janis walczy z kontuzjami. Z drużyny łotewskiej spokojnie można utworzyć jedenastkę, która grała, bądź gra w Polsce. Czy gra w naszej lidze jest więc wyznacznikiem jakości? Raczej nie. Biało-czerwoni powinni więc poradzić sobie z pozbawioną atutów reprezentacją Łotwy.

Wszyscy są zgodni. Z tej grupy nie da się nie wyjść. Czy aby na pewno? Wyrównany zestaw ekip może uśpić czujność kadry Jerzego Brzęczka. Tak było m.in. w eliminacjach EURO 2004, czy wspomnianych wcześniej kwalifikacjach do MŚ 2010. Każdy zakładał awans z drugiego miejsca do baraży, lecz wszystkich zadziwiła reprezentacja Łotwy, która oprócz wygranej z Biało-czerwonymi, męcząc się wcześniej niemiłosiernie z San Marino odprawiła potem Węgrów, a w ostatnim meczu grupowym pokonała Szwecję na Rasundzie. W podobnym tonie wypowiada się również Zdzisław Kręcina, były sekretarz generalny PZPN-u. Kręcina mówi wprost, że nie mamy żadnych szans na awans. Kręcina pisze, że wolałby jednego mocniejszego rywala, niż taką wyrównaną stawkę. Trudno się więc nie zgodzić, bo w mentalności polskiej reprezentacji zakorzenione jest to, że mecze z teoretycznie łatwymi przeciwnikami same się wygrają. Jerzy Brzęczek i jego drużyna muszą sobie uzmysłowić, że do wygrania trzeba dobrych 90 minut. W przeciwnym razie nawet Andrzej Woźniak swoimi układami i układzikami nie będzie w stanie niczego zrobić.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze