Premier League

Podsumowanie derbowej niedzieli

Mateusz Użarowski @Uzio02

Fot: Własne

Tagi

Ostatnia niedziela dla fanów Premier League była czymś specjalnym. Wszystkie spotkania rozgrywane tego dnia były derbami. Zapraszamy do krótkiego podsumowania.

Na pierwszy ogień mieliśmy derby dzielnicy Fulham, czyli pojedynek Chelsea z „The Cottagers”. Od początku piłkarze ze Stamford Bridge dominowali, co przypieczętowali w czwartej minucie bramką Pedro. Gospodarze nie oddali inicjatywy nawet na chwilę, przez Fulham nie miało okazji na odrobienie straty. Gwoździem do trumny ostatniej drużyny w tabeli był gol Rubena Loftus-Cheeka, po świetnej, kombinacyjnej akcji „The Blues”. Nawet nowy trener Fulham, znany wszystkim bardzo dobrze – Claudio Ranieri nie był w stanie zatrzymać Chelsea. Widać, że przed nim i jego piłkarzami czeka ciężka walka o utrzymanie w Premier League.

Następne derby wydawały się jeszcze ciekawsze. Mowa o wojnie o północny Londyn. Zarówno Arsenal jak i Tottenham znajdowali się w wyśmienitej formie. Mecz zapowiadał się naprawdę pasjonująco. Zaczęło się od szybkiego wyjścia na prowadzenie Arsenalu, jednak 20 minut później Spurs przeprowadziło 2 szybkie ciosy i na tablicy widniał wynik 2:1 dla gości. Po przerwie do siatki trafiali już tylko gracze Kannonierów. Po jednej bramce zdobył Pierre-Emerick Aubameyang, Alexandre Lacazette i Lucas Torreira. W końcówce drugą żółtą kartkę otrzymał Jan Vertonghen, przez co Tottenham kończył mecz w dziesiątkę. Obejrzane widowisko najlepiej mógłby opisać cytat Andrzeja Twarowskiego „Rollercoaster przy tym to jest jakaś hulajnoga”, bo emocji było co niemiara. Po tym spotkaniu na swoje ulubione, czwarte miejsce przesunął się Arsenal, wyprzedzając właśnie swojego odwiecznego rywala – Tottenham.

Ostatnim meczem rozgrywanym w niedziele były derby Merseyside. Od początku spotkania oba zespoły z miasta Beatlesów prezentowały wyrównany poziom o czym świadczą statystyki. W drugiej połowie inicjatywę jednak przejęła drużyna Liverpoolu. Mimo wszystko do 90. minuty nie padły żadne bramki. Prawdziwa historia napisała się w piątej, doliczonej minucie. Ze środka boisko Alisson podał krótko do Alexandera-Arnolda, który dalekim, diagonalnym dośrodkowaniem skierował piłkę do kapitana „The Reds” – Virgila van Dijka. Ten kompletnie skiksował i kopnął piłkę w powietrze, która jednak opadła na poprzeczkę i po podwójnym odbiciu o nią, spadła pod nogi Divocka Origiego. Belg z najbliższej odległości skierował piłkę do siatki. Przy tej bramce zawinił bramkarz Evertonu – Jordan Pickford, który popełnił fatalny błąd, przez co Liverpool należy teraz do „The Reds”.


Mateusz Użarowski

@Uzio02

16-letni maniak Premier League. Fan Lechii Gdańsk i Borussii Dortmund.

Komentarze