Premier League

CZY Z TEJ GLINY JESZCZE COŚ BĘDZIE? – CZYLI O OBECNEJ SYTUACJI GARNCARZY

Aleksandra Karczewska @INeysiI

Fot: BBC, all rights reserved

Tagi

Stoke City do niedawna zasługiwało na miano konkretnego średniaczka z górnej części tabeli Premier League. Niestety od początku trwającego obecnie sezonu, The Potters rozgrywają swoje mecze na boiskach drugoligowych. Jak sobie na nich radzą?

Osobiście życzyłam dobrze Garncarzom od kiedy tylko dane mi było poznać ten zespół. Nie mogę nazwać się zagorzałą fanką, ale dorywczym kibicem na pewno. Kiedy niedawno z ciekawości sprawdziłam jak sobie radzą nie kryłam zdziwienia. Jak to możliwe, że solidny średniak pierwszej ligi stał się równie solidnym średniakiem, ale w Championship?! Byłam pewna, że powrót na salony będzie kwestią czasu. Zresztą całe to spadnięcie od początku było dla mnie jakąś abstrakcją.

Jak sytuacja ma się teraz? Siedem wygranych, dziewięć (!) remisów i pięć przegranych. Czyli trzydzieści punktów na koncie, które sprawiają, że żeby zagrać w meczach barażowych, będą musieli przegonić Middlesbrough, które jest na szóstym miejscu ze swoimi trzydziestoma sześcioma punktami.

Walka o to bywa ciężka i czasami owiana różnymi niedorzecznościami. Jak na przykład historia z meczu przeciwko Derby Country, który odbył się stosunkowo niedawno, bo osiemnastego listopada. Joe Allen został wtedy ugryziony w ramię po czym sam został ukarany żółtą kartką. Zapewne zobaczył ją tylko i wyłącznie dlatego, że sędzia uznał za taktowne ukarać obu Panów skoro na boisku zrobił się chwilowy chaos.

Po chwili Garncarze zmuszeni byli grać w dziesiątkę po tym jak z boiska wyrzucony został Oghenekaro Etebo. Nie przeszkodziło im to jednak w zdobyciu wygranej. Widniejący na tablicy wynik końcowy wynosił 2:1, a ze sprawiedliwości, po raz kolejny, stała się zadość.

Ciekawe jest to jak szkoleniowiec Stoke, Garry Rowett, widzi całą tą sytuację. „Rozmawiałem z Joe Allenem. Powiedział, że to nie było nic bardzo problematycznego. To był po prostu moment gry, który chyba wyglądał gorzej, niż był w rzeczywistości.” – powiedział.

Ta wypowiedź sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad tym dlaczego Allen chciał tymi słowami załagodzić sytuację, i czy było to dobre posunięcie? Z jednej strony może rzeczywiście nic się nie stało i nie chciał robić afery o nic i pogarszać złej atmosfery między drużynami. Jednakże, z drugiej strony nie dobrze jest zamiatać problem gryzących piłkarzy pod dywan. Jest to ewidentnie powtarzający się fenomen, który woła o zwrócenie uwagi na problemy stresu i zdrowia psychicznego zawodników.

Do jednego z ciekawszych spotkań można zaliczyć również to wczorajsze przeciwko Ipswich Town. Wcześniej obie drużyny mierzyły się ze sobą dwudziestego trzeciego lutego w dwa tysiące ósmym roku. Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla Stoke, a gola strzelił wtedy Lawrence. Zrobił to dzień po tym jak według Roryiego Delapa „jego strzelanie na treningu dzień wcześniej było okropne”.

Stoke miało wtedy dwanaście spotkań do końca sezonu i było pierwsze w tabeli. Prowadziło jednym punktem nad Bristol City. Koniec końców, sezon zakończył się dla nich na drugim miejscu co dało im pewny awans do Premier League.

Wczorajszy mecz również nie poszedł źle. Zawodnicy Ipswich dawali z siebie co mogli. Lmbert zachował na początku taką samą „jedenastkę” jaką wprowadza już od czterech spotkań. Szkoleniowiec Ipswich z kolei zrobił pięć zmian. Jedna z nich odbiła się na pozycji Bartosza Białkowskiego, którego zastąpił Dean Gerken.

Gospodarze wygrywali już przed przerwą dzięki Ince. Niedługo po przerwie, bo w równo sześćdziesiątej minucie, strzelił Joe Allen i tym samym ustanowił wynik, który utrzymał się do końca.

Następna w kolejce, już za tydzień, będzie Aston Villa, która obecnie znajduje się na ósmym miejscu w tabeli. Wygrana z takim rywalem dała by Garncarzom nie tylko komplet punktów, ale również motywacje na realne wznoszenie się ku górze tabeli.

Powrót do pierwszej ligi może się okazać bardzo trudny. Pokład opuścili wspaniali gracze zarówno technicznie jak i mentalnie tacy jak Shaqiri czy Arnautović. Inni, uwielbiający grę fantazyjną i mogącą wiele zdziałać przy dobrych sterach, tacy jak Bojan, siedzą na ławce i nie dostają szans. Czy marzenia o angielskiej tiki tace w wykonaniu garncarzy poszły w zapomnienie wraz z odejściem Marka Hughsa, który przed paroma laty rozkochał w Stoke City nie jednego kibica dzięki takiej grze, tego nie wiemy. Wiadome jest jednak, że obserwując brak jakiejkolwiek stabilności w sytuacji The Potters, ciężko jest wyobrazić sobie jak prześcigają od tak, takie zespoły jak Aston Villa, West Brom, Leeds czy Norwich. Każdy z obecnie znajdujących się wyżej niż Stoke zespołów zasługuje na to żeby grać w pierwszej lidze. Co więcej, każdy z tych zespołów jest bardzo dobrze znany z tego, że może sobie świetnie radzić w Premier League. Dlaczego więc awansować miałoby akurat Stoke? Ja nie umiem odnaleźć żadnych argumentów. Czekam aż zaczną ich nam dostarczać na tyle wystarczająco żebyśmy mogli być pewni, że to właśnie oni na to zasługują, a kiedy już dokonają „misji niemożliwej” mieć satysfakcję a nie niesmak, że na ten awans zasługiwał ktoś inny.


Aleksandra Karczewska

@INeysiI

Na co dzień koneserka talentu Jordiego Alby i Bojana Krkicia. Fanka FC Barcelony flirtująca ze Stoke City.

Komentarze