La Liga

Riqui Puig – Złota kariera, loading …

Aleksandra Karczewska @INeysiI

Fot: tbrfootball.com, tbrfootball.com

Tagi

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć pewną piękną historię, która jak mało opowieści w dzisiejszych czasach, ma prawdziwe zadatki na zakończenie się happy endem. Nie będzie ona o księżniczce, chociaż główny bohater jest przystojnym młodzieńcem. Historia nie ma miejsca za górami za lasami, ale bardzo niedaleko nas. Niestety muszę Was zmartwić tylko jedną rzeczą. Życie długo i szczęśliwie nie będzie tutaj oznaczało sielankowego małżeństwa do końca życia. Zapraszam!

Dawno, dawno temu, a konkretnie dziewiętnaście lat temu, był sierpniowy, wakacyjny piątek. W około wiele osób skupione było na tym żeby ich drogi nie przebiegł żaden kot, albo żeby nagle nie spadł im żyrandol na głowę, ewentualnie żeby nie wywali na siebie kawy pomimo tego, że ich koordynacja jest na najwyższym poziomie. Był to bowiem piątek trzynastego.

Nie brakowało ludzi skupiających się w takim dniu na przesądach, ale była też kobieta, która miała na głowie o wiele ważniejszą sprawę. Nie było to może czekanie na rycerza, który uratuje ją z wieży, ani nie chodziło tym bardziej o przywrócenie lata w Arendel. Nasza bohaterka była zwyczajnie w ciąży. Mieszkała w malowniczej gminie Matadepera, na terenie Katalonii. Dla niej ten dzień nie był pechowy bo to właśnie w tym dniu przyszło jej wydać na świat pięknego, rumianego chłopca. Nadała mu na imię Ricard „Riqui” Puig Marti. Proszę nie mylić z Rickyim Martinem, bo owy młodzieniec ma przed sobą jeszcze bardziej świetlaną przyszłość.

Mały Katalończyk urodził się w rodzinie, w której zakorzeniona była tradycja hokeja na trawie. Kiedy jednak już był kilkuletnim chłopcem częściej można go było zobaczyć z piłką przy nodze niż z kijem w ręku. Od swoich dziecięcych lat wiedział co kocha. Jego marzeniem stało się granie na Camp Nou.

Z czasem marzenia zaczęły stawać się coraz bliższe wykonania. Riqui wyrósł na chłopaka, który mierzy 169 centymetrów wzrostu, jego technika staje się z dnia na dzień coraz lepsza. Młodzieniec ma wszystko co sprawia, że jest idealny dla swojego wymarzonego klubu, spryt, technikę, inteligencję boiskową i wrodzoną miłość do asystowania. Do tego cechuje go skromność i dobre wychowanie. To wszystko musiało przyczynić się do tego, że marzenie o zagraniu dla dziesiątek tysięcy ludzi na Camp Nou się spełniło.

Po swoim oficjalnym debiucie w pierwszej drużynie wrócił do zespołu rezerw i pomógł swoim kolegom wygrać 2:1 przeciwko Badalong.

„Tak jak mówi mój ojciec, trzeba twardo stąpać po ziemi. Nie jest łatwo radzić sobie z tym wszystkim i jednego dnia grać na Camp Nou przy siedemdziesięciu sześciu tysiącach ludzi, a następnego dnia na stadionie Badalony. Musimy jednak wiedzieć, jak znosić takie sytuacje, a jeśli nam się to udaje, stajemy się lepszymi piłkarzami.”


Słowa Riquiego po jego debiucie. Osoba tak rozsądna nie mogła nie zdobyć miłości ludu.

Wchodząc na szczyt i spełniając marzenie człowiek może mieć wrażenie, że ma wszystko czego chce na wyciągnięcie ręki. Potem następuje krok w tył. Człowiek wraca tam gdzie był do tej pory i odczuwa niepewność, czy kiedykolwiek znowu mu się uda czy to już jest maksimum jego możliwości. Z całą pewnością nie chce do siebie dopuścić myśli, że marzenie, które przed chwilą się spełniło nie spełni się ponownie. To kwestia uzależnienia od szczęścia. Grunt w takiej sytuacji to umieć nad sobą zapanować i mieć kogoś kto w czas pokaże właściwy tok myślenia. Bez wątpienia egzamin mogą wtedy zdać rady dane przez rodziców.

Riqui rozkochał w sobie ludzi jeszcze bardziej podczas spotkania z Cultural Leonesa. Miłość zarówno fanów jak i mediów zdobył swoją asystą podarowaną Denisowi. Co powiedział złapany przez entuzjastycznych dziennikarzy w zatłoczonej strefie mieszanej po meczu?

„Zasnę spokojnie tej nocy. Teraz idę z moimi rodzicami na kolację, żeby świętować ten moment. Potem pójdę do łóżka, a jutro będzie nowy dzień.”

Młodzieniec od początku trzeźwo patrzył na sytuację i zamiast popaść w samo zachwyt i bujać w obłokach rozmarzając się o tym jak będzie wyglądało jego życie kiedy teraz na stałe trafi do pierwszej drużyny, on myślał już o pomocy kolegom z Barcelony B.

Jak to w każdej bajce, znajdzie się i czarny charakter. Stary dobry przyjaciel, Everton. Dochodził z Barceloną do porozumienia wiele razy, przy sprawie Gerarda Deulofeu, Lucasa Digne, Yerryiego Miny czy Andre Gomesa. Teraz jednakże chce wykupić przyszłego króla barw Blaugrany i chce pozostawić Dumę Katalonii bez dziedzica.

Czy młody książe z aspiracjami na koronę się na to zgodzi? Jeśli nie, i weźmie przykład ze swojego starszego „brata” Sergiego Roberto i wykaże się wytrwałością to będzie żył na Camp Nou długo i szczęśliwie.  


Aleksandra Karczewska

@INeysiI

Na co dzień koneserka talentu Jordiego Alby i Bojana Krkicia. Fanka FC Barcelony flirtująca ze Stoke City.

Komentarze