Piłka nożna

Jose Mourinho nie oczarował Teatru Marzeń

Piotr Dutka @PietroDutka

Fot: getty, getty

Tagi

 Prośby większości kibiców Manchesteru United zostały wysłuchane. Po ponad dwóch latach z funkcją opiekuna ,,Czerwonych Diabłów" pożegnał się Jose Mourinho. Pomimo  krytyki jaka cały czas spływa na portugalskiego trenera, nic nie jest w stanie podważyć jego wpływu oraz umniejszyć jego zasług dla światowej piłki. Podsumowując jego przygodę na Old Trafford nie można zapominać o pozytywnych chwilach, jednak większość czasu spędzonego w hrabstwie Greater Manchester lekko nadwyrężyło obraz  ,,The Special One" jako zwycięzcy. 

Pamiętam ten dzień jakby to było dziś. 27 maj 2016 roku był dla mnie bardzo udany. Egzaminy Maturalne miałem z głowy, pogrążony w błogim lenistwie przywitałem dzień wraz z informacją kto został nowym trenerem mojego ukochanego klubu. Mourinho, nazwisko to widniało w każdym newsie, pasku informacyjnym, tweecie. Zdjęcie wybitnego Portugalczyka wyrażało więcej niż tysiąc słów. Nadchodziło nowe, zarówno pod względem personalnym jak i taktycznym. Szare, nieciekawe czasy LVG odeszły bezpowrotnie. W głębi serca pamiętałem wygrany finał Pucharu Anglii, czy też pamiętną ,,wywrotkę" wiekowego Holendra w spotkaniu z Arsenalem, jednak jako kibic myślami byłem zupełnie w innym miejscu. Wraz z Jose snułem mocarne wizje silnego, niepokonanego, jednym słowem ,,starego, dobrego" United, gdzie zawodnicy grają z zaangażowaniem chociażby w minimalnym stopniu zbliżonym do Nemanji Vidicia czy Roy'a Keana. Gdy formacja ofensywna znów zaczyna być postrachem ligi, a wpadki ze słabszymi rywalami czy grupowe blamaże odchodzą do lamusa.

Zaczęło się pięknie. Powrót Paula Pogby na Old Trafford był wydarzeniem bezprecedensowym. Medialny jak i w założeniu sportowy sukces miał być wysokooktanowym paliwem na cały sezon. Przybył również Zlatan Ibrahimović, który po bardzo udanym okresie w PSG poszukiwał nowych wyzwań. Osoba Mourinho była powodem dla którego takie persony chciały zawitać na Old Trafford. Prestiż klubu zdecydowanie zmalał od czasów Sir Alexa Fergusona. Zespoły takie jak Manchester City, Chelsea, PSG czy nawet Juventus były zdecydowanie lepszymi kierunkami niż klub nie mogący poradzić Sobie z odejściem jednej z najważniejszych osób w historii klubu. Postać ,,Mou" skutecznie zachęcała świetnych graczy, była pewnego rodzaju wabikiem, który miał skutecznie poprowadzić ekipę z Manchesteru ku ponownym sukcesom.
 
Zwycięstwo 2:1 z Leicester w spotkaniu o Tarcze Wspólnoty było pierwszym trofeum zdobytym przez nowego menadżera. W Premier League dyspozycja również była względnie wysoka. Passa trzech kolejnych wygranych została przerwana w Derbach Manchesteru. Porażka skutecznie zdemoralizowała drużynę, która 8 dni później zanotowała dotkliwą klęskę na Vicarage Road z Watfordem, aż 3:1. Doszły do tego niezwykle stresujące spotkania w fazie grupowej Ligi Europy w której to ekipa ,,Czerwonych Diabłów" do końca musiała drzeć o awans do fazy pucharowej. Sezon 2016/2017 obfitował w trofea, aczkolwiek trzeba rozliczyć go po stronie strat. Dopiero szósta lokata w ligowej tabeli, kiepski styl zespołu opierającym się w głównej mierze na Zlatanie, nie zostały zapomniane pomimo zwycięstwa w Carbao Cup czy ,,historycznego" triumfu w Lidze Europy. 

Nowy sezon 2017/2018 miał być nowym otwarciem. Mistrzowskie aspiracje nie zostały przez Jose porzucone ani na moment. Wielkie ego oraz chęć udowodnienia całemu światu, że to on jest najlepszy, napędzała go do działania. To właśnie rywalizacja nadawała sens jego zawodowemu życiu. Wielkie pieniądze, głośne nazwiska były tylko częścią jego planów. Romelu Lukaku, Victor Lindelof czy wymieniony za Henrika Mychitaryana, Alexis Sanchez mieli skutecznie uzupełnić luki oraz zagwarantować nową jakość, dzięki której Manchester United miał znów wkroczyć na ścieżkę zwycięstw oraz trofeów. I po raz kolejny zaczęło się bardzo obiecująco. Kilka naprawdę przekonywujących ligowych zwycięstw skutecznie wyparło z pamięci porażkę w starciu z Realem Madryt w Superpucharze Europy. Zwycięstwa z West Hamem oraz Swansea oba po 4:0, czy triumf w meczu z Tottenhamem, wlały w serca kibiców nową nadzieję. Umocniły pozycje ,,Mou" oraz zagwarantowały mu zaufanie, którego potrzebował. Łatwa grupa w Lidze Mistrzów była idealnym poligonem doświadczalnym. Rywali pokroju CSKA, Benfiki czy FC Basel ciężko zaliczać do piłkarskich mocarzy, aczkolwiek mecze z nimi zapewniały nam kibicom wiele emocji.

Kampania 2017/2018 charakteryzowała się dużą ilością wpadek. Porażka z Bristol City w ćwierćfinale Carbao Cup była niezwykle bolesnym doświadczeniem. Każdy sympatyk United po cichu liczył, że obrona tego trofeum jest możliwa, i każdy chętnie powiększyłby klubową gablotę o kolejny puchar, nawet ten o wdzięcznej nazwie Pucharu ,,Myszki Miki". W Lidze Mistrzów, porażka z Sevilla 1:2 na własnym stadionie, przelała czarę goryczy. Ten blamaż skutecznie zmienił optykę pracy Jose Mourinho. W tamtym momencie, każda osoba sympatyzująca z Manchesterem United chciała ,,głowy" Mou. Portugalczyk o dziwo utrzymał stanowisko i otrzymał jeszcze szerszą autonomię w sprawach transferowych. Dzięki cierpliwości działaczy, portugalski szkoleniowiec może w swoim opasłym CV dopisać wicemistrzostwo Anglii, które dla wielu menadżerów byłoby wynikiem ponad stan. Dla takiego klubu jak Manchester United liczą się jednak tylko zwycięstwa więc w trzecim sezonie tylko one mogły zagwarantować bezpieczną posadę portugalskiemu trenerowi.

Minęło już kilka dni odkąd Jose Mourinho zakończył swoją przygodę w Teatrze Marzeń. Teatrze który obnażył wszystkie jego słabości. W którym pomimo swojej wielkości oraz zasług dla trenerskiej sceny, nie sprostał najważniejszej roli swojego życia. Nie wszedł w buty wielkiego Sir Alexa Fergusona. Nikt nawet go o to nie prosił. Żaden z sympatyków United nie wymagał tego od popularnego ,,Mou". Wszyscy sądzili jednak, że nawiąże do wielkich czasów. Powróci na zwycięską ścieżkę oraz zagwarantuje stabilność oraz trofea. Obraz był zgoła inny. Kiepska atmosfera w szatni, prywatne ,,wojenki" z piłkarzami podkopały jego autorytet powodując utratę resztek szacunku. Można zadać Sobie pytanie. Co poszło nie tak? Gdzie tak wybitny taktyk popełnił błąd. Można stwierdzić, że zginął z własnej broni . Arogancja, butność, pycha. To one sprawiły, że piłkarze odwrócili się od niego. Zbyt otwarta krytyka niektórych zawodników wpłynęła na nich demotywująco. Sytuacje z szatni United są bliźniaczo podobne do wydarzeń z czasów drugiego epizodu w Chelsea,kiedy to miał przeciwko Sobie praktycznie całą drużynę. Rozbicie mentalne nigdy nie powoduje pozytywnych efektów, wręcz przeciwnie demotywuje oraz rozbija dobrą atmosferę, która na Old Trafford ponoć właśnie z powodu ,,Mou" nie należała do najlepszych. 

 Podsumowując kadencje Jose na Old Trafford nie można zapominać o ,,małych wielkich" rzeczach których dokonał. Na początku swojej przygody z ,,Czerwonymi Diabłami'' wlał w serca fanów nadzieję na to, że czasy wielkiego United wkrótce nadejdą. Można powiedzieć wiele złych rzeczy na temat Mourinho, jednak nie można odmówić mu zaangażowania, oraz serca, które codziennie wkładał w prowadzenie Manchesteru United. Były kiepskie chwile, zbyt defensywna, nieefektywna gra. Były afery, kary, pamiętne konferencje prasowe. Jednym słowem, Jose nigdy nie był człowiekiem jednowymiarowym. Pewne jest to, że od czasów Chelsea czy Realu nie zmienił się ani trochę pod każdym względem. I to zdecydowało, że spotkanie z Liverpoolem było ostatnim aktem w jego przygodzie na Old Trafford. Nie potrafił zmodyfikować swojej taktyki, cały czas polegał na kilku sprawdzonych schematach. Zamknięty w latach swojej świetności sprzed 10 lat nie był w stanie skutecznie walczyć z genialną drużyną Manchesteru City czy też ,,wesołą ferajną" pod batutą Jurgena Kloppa. Zadanie odbudowy Manchesteru United zdecydowanie przerosło ,,The Special One". Miejmy jednak nadzieje, że szybko zobaczymy go na trenerskiej ławce, ponieważ nadaje on piłce nadzwyczajnego kolorytu oraz jest jedną z bardziej zasłużonych postaci w świecie futbolu. 


Piotr Dutka

@PietroDutka

Fanatyk Manchesteru United z bardzo długim stażem mający wielką słabość do włoskiej Serie A oraz Ligue 1. Ogromny kibic talentu Cristiano Ronaldo.

Komentarze