Piłka nożna

40 (?) lat minęło

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: sportowefakty.pl, sportowefakty.pl

Tagi

Olisadebe Polska reprezentacja Polonia Warszawa Panathinaikos Engel

Dziś rozpaczamy, bo Robert Lewandowski nie znajduje się w czołowej dziesiątce najlepszych piłkarzy świata. 17 lat temu sukcesem było 29.miejsce człowieka, który dał nam mundial po 16 latach posuchy. Pierwszy naturalizowany i w dodatku czarnoskóry piłkarz w reprezentacji Polski, który był bohaterem narodowym, a jednocześnie odebrał nadzieję polskim kibicom na powrót do Ligi Mistrzów.

Polski futbol opanowany jest dzisiaj przez Roberta Lewandowskiego, Wojciecha Szczęsnego, Piotra Zielińskiego, Krzysztofa Piątka, czy Arkadiusza Milka. Na przełomie wieków, kiedy to Jerzy Engel obejmował drużynę Biało-czerwonych, w drużynie reprezentacji Polski nie było wielkich gwiazd, sami wyrobnicy. Engel nie najlepiej zaczął przygodę z kadrą. W pierwszych czterech meczach, na szczęście towarzyskich Polacy nie strzelili ani jednego gola, tracąc cztery. Co prawda porażki z 0-3 z Hiszpanią i 0-1 z Francją jeszcze da się wytłumaczyć, ale po bezbramkowych remisach z Węgrami i Finlandią kibice mogli odczuwać niezadowolenie. 17.lipca prezydent Aleksander Kwaśniewski dzięki staraniom Engela oraz Zbigniewa Bońka (inicjatorem tego pomysłu miał być jednak Paweł Zarzeczny) w przyśpieszonym tempie przyznał polskie obywatelstwo Emmanuelowi Olisadebe.

Nigeryjczyk od trzech lat grał w Polonii Warszawa. Z Czarnymi Koszulami zdobył Mistrzostwo Polski i Puchar Ligi w sezonie 1999/2000, strzelając w 24 meczach 12 goli. Wcześniej nie zachwycał, bo w dwóch poprzednich sezonach zdobył zaledwie 5 bramek w 29 meczach. Właśnie wiosną 2000 roku, pojawiły się coraz śmielsze głosy o powołaniu Emsiego do kadry. Wtedy to na stadionie Zagłębia w Lubinie, kibice obrzucili Oliego bananami. Nie wpłynęło to jednak na grę napastnika. Już miesiąc po otrzymaniu obywatelstwa Engel powołał go na mecz towarzyski z Rumunią. Polska zremisowała 1-1, a Oli strzelił gola. Najważniejsze były jednak eliminacje do MŚ. I tu Olisadebe pokazał na co go stać. Strzelił osiem goli. Rozpoczął od dwóch bramek w starciu z Ukrainą w Kijowie. Gospodarze z Olegiem Luzhnym z Arsenalu, Serhiim Rebrovem z Tottenhamu i przede wszystkim z gwiazdą Milanu, Andriyem Shevechenką przecierali oczy ze zdumienia, kiedy Emsi w 3. i 32.minucie pokonał urodzonego na Kubie bramkarza Vyacheslava Kernozenkę.

Na dwóch golach ze wschodnimi sąsiadami Olisadebe zakończył strzelanie w kadrze w 2000 roku. Wrócił w styczniu 2001 roku, w wygranym 4-0 meczu ze Szwajcarią, zdobywając bramkę i asystę. Dał się jednak zapamiętać jako kat Norwegów. W Oslo dwukrotnie pokonał Thomasa Myhrego w wygranym 3-2 spotkaniu, zaś w Chorzowie strzelił gola i zanotował dwie asysty. To właśnie dzięki wygranej 3-0 ze Skandynawami jako pierwsza drużyna z Europy Biało-czerwoni zapewnili sobie udział w MŚ w Korei i Japonii. Oprócz meczów z Norwegią, Oli trafiał w meczach z Walią, Armenią oraz w ostatnim meczu eliminacji, zremisowanym 1-1 z Ukrainą. Kwalifikacje do MŚ rozpoczynał jeszcze jako gracz Polonii, a kończył jako snajper Panathinaikosu Ateny.

Wszechateńskie Koniczynki kupiły Emsiego za dużą wówczas kwotę 3 mln euro. W Atenach partnerował w ataku legendzie Koniczynek, Krzysztofowi Warzysze. Nie spotkał się jednak z drugim Polakiem, występującym wówczas w Atenach, bowiem Igor Sypniewski odszedł do OFI Kreta. W ciągu pół roku rozegrał 8 meczów ligowych, w których czterokrotnie pokonywał bramkarzy przeciwników. Dużo lepszy był kolejny sezon. Olisadebe i spółka zagrali w Lidze Mistrzów, a Emsi wpakował gole Arsenalowi i Schalke z Tomaszami Hajto i Wałdochem w składzie. Rok 2001 był najlepszy w karierze Olisadebe. Nie dość, że znalazł się w plebiscycie Złotej Piłki na 29.miejscu, to został najlepszym piłkarzem Panathinaikosu, wyprzedzając Warzychę, Paulo Sousę, czy Gorana Vlaovicia, to został Piłkarzem Roku wg. tygodnika "Piłka Nożna", a w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca Polski zajął 4.miejsce.

Potem prezentował się nieco gorzej. Szczególnie w reprezentacji, gdzie od meczu z Ukrainą nie mógł trafić do siatki. Błyszczał za to w Panathinaikosie. W 19 meczach A' Ethniki strzelił 9 goli. To pozwoliło marzyć polskim kibicom o dobrym wyniku na mundialu. Niestety, Biało-czerwoni odpadli już w fazie grupowej. Olisadebe błysnął na koniec, zdobywając bramkę w wygranym 3-1 meczu z USA. Oli pewnie jeszcze nie wiedział, że gol z Amerykanami będzie zarazem jego ostatnim w Biało-czerwonych barwach. Po nieudanych MŚ zagrał jeszcze sześć razy w koszulce z orzełkiem na piersi. Po raz ostatni za Pawła Janasa, w 2004 w zremisowanym bezbramkowo towarzyskim starciu z Irlandią. Z dobrej strony pokazywał się jeszcze w klubie. Szczególnie w Pucharze UEFA. W sezonie 2002/03 Koniczynki doszły do ćwierćfinału tych rozgrywek. Duża w tym zasługa Emsiego, który zdobył cztery bramki w 9 meczach, w tym jedną w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z późniejszymi triumfatorami, FC Porto. Ateńczycy w pierwszym meczu pokonali Smoków, 1-0, lecz w rewanżu polegli w 0-2 po dogrywce.

To był ostatni dobry sezon Emsiego. Coraz częściej zaczęły go łapać kontuzje. Rok później rozegrał już tylko 13 meczów we wszystkich rozgrywkach (liga, puchar, Liga Mistrzów oraz Puchar UEFA), czterokrotnie trafiając do siatki. O wiele gorszy był jednak sezon 2004/05. W 16 spotkaniach (A' Ethniki+Champions League) tylko raz trafił do siatki. Ale nie byle komu. Znów przypomniał się Kanonierom. W fazie grupowej strzelił gola, dającego remis 2-2. Urazy powodowały, że grał coraz mniej. Nie zapomniał jednak jak się strzela. W sezonie 2005/06 walnie przyczynił się do wyeliminowania po dramatycznym dwumeczu Wisły Kraków w decydującej rundzie o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Białą Gwiazdę prowadził wtedy... Jerzy Engel! "I Ty, Emsi przeciwko mnie" pomyślał Engel, kiedy Olisadebe strzelił jedynego gola dla Koniczynek w przegranym 1-3 meczu w Krakowie, zaś w Atenach mógł rozstrzygnąć o wyeliminowaniu Mistrzów Polski z Ligi Mistrzów. Oli strzelił na 2-0, jednak kontaktowy gol Radosława Sobolewskiego dał dogrywkę, w której Wiślacy stracili gola na 5 minut przed końcem spotkania. Architekt awansu Koniczynek nie zagrał po raz kolejny w Champions League, bowiem za pół miliona euro został sprzedany do klubu, kojarzonego się z najprzeciętniejszą z przeciętnych drużyn w Premier League, a może i w Europie, Portsmouth. W Premier League rozegrał raptem dwa spotkania, po czym wrócił do Grecji. Trafił do kolejnego przeciętniaka, Skody Xanti. Tu grał z dwoma Polakami, znanym dziś z Legii, Arkadiuszem Malarzem oraz Tomaszem Wisio, jedynym Polakiem, który wystąpił w barwach RB Lipsk. Tu również nie błysnął. Rozegrał 9 meczów (liga, puchar, Puchar UEFA), nie strzelając gola i notując tylko jedną asystę. Odszedł do ligi cypryjskiej, do kolejnego średniaka, APO Kinyras. Tu w 17 meczach, sześciokrotnie trafił do siatki. Zdecydował się na zmianę otoczenia. Trafił do... Chin. Można powiedzieć, że grał w Chinese Super League zanim to stało się modne. Wybór padł na Henan Jianye. Klub ten do dzisiaj gra w chińskiej ekstraklasie. Olisadebe grał tam w latach 2008-2010, stając się jedną z gwiazd ligi chińskiej. W 63 meczach strzelił 24 gole, co jak na zawodnika, który przez prawie 3 lata nie miał formy i trapiły go kontuzje jest bardzo dobrym wynikiem. Mówiło się, że Oli może wrócić do Polski. Zamiast tego zdecydował się na półroczny rozbrat z futbolem. Wrócił do Grecji, ale nie zagrał już w A'Ethniki. Pół roku grał w Vyzas, zaś drugą połowę kończył jako piłkarz drugoligowej PAE Verii. Miał wrócić do Polski. Przebywał na testach w Lechii Gdańsk, jednak nie zdecydował się podpisać kontraktu. Ostatecznie zakończył karierę w wieku niespełna 34 lat.

Jak traktowany był Olisadebe w reprezentacji i jakie miał stosunki z innymi kadrowiczami? Opisuje to m.in. Radosław Kałużny w swojej autobiografii zatytułowanej "Powrót Taty". -Bardzo szybko go zaakceptowaliśmy. Choć nie wyglądał jak klasyczny Polak, nie daliśmy mu tego odczuć. Rasistowskie dowcipy były zakazane. Musiał mieć przekonanie, że drużyna traktuje go jak swojego członka. Czasami związało się to z przyjęciem norm, panujących w naszym kraju. Tu jest Polska i tu się pije- nasz czarnoskóry kolega doskonale o tym wiedział. Hołdował tej zasadzie, starał się z całych sił. Dla jego zdrowia nie był to najlepszy pomysł. Brakowało mu zahartowania w piciu dużej ilości wódki. Nie chciał odstawać od reszty, więc szybko lądował pod stołem. Potem trzeba było go odnosić. Każda impreza kończyła się tak, że nieśliśmy Emsiego jak denata. Po polsku mówił lepiej niż pił. Dbaliśmy o Olisadebe. Był nam potrzebny. Strzelał sporo bramek, a w kluczowych momentach potrafił przetrzymać piłkę. Zawsze można było ją kopnąć w stronę chorągiewki, by mógł się ścigać z obrońcami. Na dwudziestu metrach potrafił pokonać wszystkich. Nie dość, że szybki, to jeszcze silny. Kiedy chcieliśmy złapać oddech, wystarczyło puścić lagę do Oliego. Pewnie dlatego miał miejsce w składzie- pisze Kałużny. No właśnie, jak to było z językiem polskim u Emsiego? Wiadomo, że ożenił się z Polką, Beatą Smolińską w 2001 roku. W nagraniach z Olim, dostępnych na YouTube, nie mówi jednak po polsku ani razu. Tłumaczył, że ma problemy z językiem, jednak wiele z niego rozumie. Zbigniew Boniek uparcie twierdził, że Olisadebe bardzo dobrze mówi po polsku.

Wokół Olisadebe jest wiele kontrowersji. Najsłynniejsza z nich to ta, jakoby miał być co najmniej pięć lat starszy, niż ma wpisane w papierach. Nigdy nie zostało to jednak potwierdzone. Poza piłką nożną brał udział w akcji stowarzyszenia "Nigdy więcej" "Wykopmy rasizm ze stadionów", którego to rasizmu sam był wcześniej ofiarą. Był również ambasadorem Mistrzostw Świata dla Dzieci z Domów Dziecka. Obecnie mieszka w Nigerii, do której wrócił po rozwodzie z żoną i zajmuje się biznesem.

Choćby Oli kończyłby dziś 45, czy 50 lat ma dożywotnie miejsce w panteonie sław polskiego futbolu. Nigdy nie zapomnimy mu goli z Ukrainą, czy Norwegią, bo to dzięki niemu polscy kibice na początku XXI wieku wreszcie przeżyli chwile radości. Wszystkiego najlepszego, Emsi!


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze