Premier League

To jest ten sezon?

Łukasz Wąchała @luk_wac

Fot: Ben Sutherland CC 2.0

Tagi

Liverpool Gerrard Salah Shaqiri Klopp

Kibice Liverpoolu na zdobycie tytułu Mistrza Anglii czekają dwadzieścia osiem lat. Obecny rok „The Reds” kończą na fotelu lidera krajowej ligi. W ostatnich latach ten kto zajmował pierwsze miejsce w tabeli Premier League w czasie świąt Bożego Narodzenia, zostawał mistrzem kraju. Na ostatnie dziesięć sezonów tylko dwukrotnie ta reguła się nie sprawdziła – gdy z pozycji lidera w czasie świąt cieszył się… Liverpool. Czy drużyna z Anfield przełamie „klątwę”?

„This is this season” – słowa te stały się swoistym hasłem kibiców Liverpoolu. Powtarzane przy okazji startu rozgrywek ligowych w Anglii, wypowiadane z nadzieją, że będzie to faktycznie TEN sezon – zwieńczony zdobyciem jakże upragnionego tytułu mistrza kraju. Dwadzieścia osiem lat oczekiwania na triumf w lidze, to dla tak wielkiego i uznanego klubu istna wieczność. Cztery lata temu „The Reds” byli o krok od zdobycia tytułu…

Nie tylko kibice Liverpoolu, ale wszyscy fani angielskiej (i nie tylko) piłki nie zapomną słynnego meczu z londyńską Chelsea, który miał miejsce 27 kwietnia 2014 roku. Aby w pełni oddać co czuli wówczas sympatyzujący z drużyną z Anfield, należy się cofnąć trochę bardziej, dokładnie o dwa tygodnie. Do 13 kwietnia, kiedy do miasta „Beatlesów” przyjechał zespół Manchesteru City.

Liverpool miał wówczas serię ośmiu kolejnych wygranych meczów z rzędu. Spotkanie przeciwko podopiecznym Manuela Pellegriniego rozpoczęło się dobrze – do przerwy „The Reds” prowadzili 2:0. Gorąco zrobiło się w drugiej połowie, kiedy w ciągu pięciu minut „obywatele” doprowadzili do wyrównania. Ostatecznie jednak spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy, gdy wynik meczu na 3:2 ustalił w 78 minucie Philippe Coutinho. Po końcowym gwizdku radość piłkarzy i kibiców Liverpoolu była ogromna – oto pokonali głównego rywala w walce o mistrzostwo, sprawiając, że wymarzony tytuł był na wyciągnięcie ręki. To właśnie po meczu z Manchesterem City kapitan „The Reds”, Steven Gerrard wygłosił płomienną przemowę do swoich kolegów z drużyny:

This does not f*cking slip now.
This does not f*cking slip now.
Listen. Listen. This is gone.
We go to Norwich. Exactly the same.
We go again. Come on!

Doprawdy życie potrafi być pełne ironii. Wróćmy do pamiętnego 27 kwietnia 2014 roku.

Liverpool podejmował u siebie Chelsea, będąc w świetniej formie. Seria dziesięciu kolejnych wygranych meczów ligowych napawała entuzjazmem wszystkich sympatyków klubu z Anfield. Kibice byli w stanie zapłacić każde pieniądze za bilet na mecz. Wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku - do czasu. Do feralnej końcówki pierwszej połowy spotkania, gdy Steven Gerard nie przyjął podania od Sakho, po czym… poślizgnął się otwierając drogę do bramki napastnikowi rywali. Demba Ba pomknął w kierunku Simona Mignoleta i pokonał golkipera Liverpoolu. Napisałem, że życie potrafi być pełne ironii. Oto bowiem człowiek, który po jakże emocjonującej wygranej z Manchesterem City krzyczał „to już się nam nie wyślizgnie! To się nam nie wyślizgnie!”… poślizgnął się, wskutek czego jego drużyna straciła bramkę. Ostatecznie „The Reds” przegrali 0:2, a w połączeniu z remisem z Crystal Palace w następnej kolejce zajęli drugie miejsce w lidze. Mistrzem Anglii został Manchester City. Jako ciekawostkę dodam, że w pamiętnym meczu przeciwko Chelsea, w drużynie gości 60 minut rozegrał Mohamed Salah, który obecnie jest jednym z filarów Liverpoolu.

To właśnie w osobie sympatycznego Egipcjanina kibice doszukują się lidera ofensywy zespołu. Tego, który ma prowadzić klub do upragnionego triumfu w lidze. W obecnym sezonie „Momo” zaliczył 19 ligowych występów, w których zdobył 12 bramek i zanotował 7 asyst. Nie można jednak powiedzieć, że Liverpool to tylko i wyłącznie Salah. Drużyna Jürgena Kloppa stanowi prawdziwy kolektyw. Począwszy od formacji defensywnej, w której znaleźć można zawodników prezentujących najwyższy światowy poziom, takich jak Alisson Becker, czy Virgil van Dijk. W pomocy panuje prawdziwe bogactwo, odkąd w letnim okienku drugą linię wzmocnili Naby Keïta i Fabinho. W połączeniu z nazwiskami takimi jak Henderson, Wijnaldum, czy James Milner (którego, nie ukrywam, jestem fanem) trener Klopp ma w kim wybierać. Nie zapominajmy tutaj o innych pomocnikach „The Reds”, czyli chociażby o kontuzjowanym obecnie Oxlade-Chamberlainie. Ofensywa Liverpoolu już rok temu wyglądała imponująco za sprawą świetnego trio Mané-Firmino-Salah. W lecie za śmieszne pieniądze – bo zaledwie 15 milionów euro – do zespołu dołączył sympatyczny Xherdan Shaqiri, który zdążył już zdobyć serca kibiców, głównie za sprawą dwóch bramek zdobytych w starciu z Manchesterem United.

Jak wspomniałem na wstępie tego tekstu – tylko dwukrotnie w ciągu ostatnich dziesięciu sezonów zdarzyła się sytuacja, w której drużyna znajdująca się na szczycie tabeli podczas świąt Bożego Narodzenia, nie zdobywała Mistrzostwa Anglii. W obu przypadkach był to Liverpool. W obecnie trwającej kampanii to właśnie „The Reds” znajdują się obecnie na fotelu lidera, z sześcioma punktami przewagi nad drugim Tottenhamem.

Do trzech razy sztuka? Czy to jest TEN sezon? Wierzę, że tak i czekam na ligowy triumf zespołu obfitującego w jakże sympatyczne postaci. Można bowiem mówić wiele, ale wspomnianych w tym artykule Jürgena Kloppa, Mohameda Salaha, czy Xherdana Shaqiriego po prostu nie da się nie lubić.

This is this season!


Łukasz Wąchała

@luk_wac

Studiuję ekonomię. W wolnym czasie uwielbiam czytać książki (głównie fantasy) i oczywiście oglądać mecze. Jestem koneserem rodzimej Ekstraklasy. Z zagranicznych klubów kibicuję FC Barcelonie i Liverpoolowi.

Komentarze