Piłka nożna

Co nam przyniósł 2018 rok?

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Łukasz Skwiot, Creative Commons

Tagi

podsumowanie polska piłka Mistrzostwa Świata AMP Futbol Arkadiusz Milik Robert Lewandowski

Koniec roku, to czas wszelkich podsumowań, także tych piłkarskich. W związku z tym ja również postanowiłem takowego dokonać. W myśl powiedzenia, że bliższa koszula ciału zająłem się tylko i wyłącznie polską piłką. Co zatem będziemy wspominać z kończącego się właśnie roku?

Największe polskie zwycięstwo i najlepsza drużyna: Reprezentacja Polski w AMP Futbolu. Nie wygrali wprawdzie swojego turnieju (odpadli w ćwierćfinale Mistrzostw Świata), ale pokazali charakter, siłę, wolę walki i niezwykły hart ducha. Relację z Mundialu w AMP Futbolu śledzili wszyscy, polski Twitter aż roił się od ciekawostek, wyników, wywiadów z naszymi reprezentantami. To miła odmiana po tym, jak zaprezentowała się pierwsza reprezentacja na Mistrzostwach w Rosji.

Najlepszy prezes klubu: Cezary Kulesza. Bezapelacyjnie najlepszy klubowy prezes w Polsce. Jagiellonia pod jego wodzą dołączyła do ścisłej czołówki ligowej, regularnie zdobywa medale MP, nie słychać też o niej w kontekście jakichkolwiek skandali, czy opóźnień w wypłatach. Do tego nowy, ładny stadion, przemyślane transfery i perspektywiczny sztab szkoleniowy. Wszystko to jest zasługą Kuleszy, który w mojej ocenie powinien rozważyć kandydowanie w następnych wyborach na prezesa PZPN. Nie jest tak medialny jak Boniek, nie załatwi też dużych turniejów w Polsce. Ale sądzę, że pod jego wodzą przeciętna federacja, mająca przeciętnych piłkarzy może się odrodzić i za kilka lat doskoczyć do europejskiej czołówki. Skoro na skalę kraju Kulesza zrobił coś takiego z Jagą, to dlaczego miałby nie zrobić z całą polską piłką?

Najlepszy polski piłkarz: Robert Lewandowski. Wciąż bezapelacyjny zwycięzca. Na własnych plecach wniósł polską reprezentację na Mistrzostwa Świata w Rosji. Tam już mu nie poszło tak dobrze, ale po turnieju udało mu się odzyskać niezłą dyspozycję. Jeśli Jerzy Brzęczek ma wiązać nadzieję na lepsze jutro z jakimkolwiek piłkarzem, to jest to właśnie kapitan reprezentacji. Niekwestionowany lider tej drużyny. To pod niego trzeba ustawiać resztę zespołu. Długo nie będziemy mieli w Polsce piłkarza tego formatu. Wypadałoby mu stworzyć warunki do tego, żeby wreszcie coś wygrał.

Największe zaskoczenie: Krzysztof Piątek. Przyznam, że spodziewałem się, że ten zawodnik we Włoszech będzie strzelał. Ale w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że tyle. Nigdy nie sądziłem, że napastnik przeciętnej Genoi będzie w stanie skutecznie rywalizować o koronę króla strzelców z samym Cristiano Ronaldo. A el Pistolero skutecznie wywiera presję na Portugalczyku i nie jest bez szans w rywalizacji o tytuł Capocannoniere. Już mówi się o zainteresowaniu Piątkiem czołowych drużyn europejskich. Jeśli były piłkarz Cracovii utrzyma dyspozycję, to drzwi do tego największego świata futbolu będą stały przed nim otworem.

Największe rozczarowanie: Występ Polaków na MŚ w Rosji. Oczekiwania były spore, wielu ekspertów pompowało ten balonik do granic możliwości. Tymczasem proste błędy w meczu z Senegalem i fatalna taktyka połączona z jeszcze gorszą postawą piłkarzy w meczu z Kolumbią sprawiły, że odżyły demony z czasów Engela i Beenhakkera. Zagraliśmy mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor (w którym ten honor wątpliwie uratowaliśmy). Trzy spotkania, dwie kompromitacje i do domu. Nie tak większość z nas wyobrażała sobie ten turniej.

Najlepszy trener: Ireneusz Mamrot. Każdy z polskich szkoleniowców miał w mijającym roku wzloty i upadki. Nawałka zaliczył poważną wtopę w MŚ. Stokowiec najpierw wyleciał z Zagłębia, potem cudem się utrzymał z Lechią i dopiero od jesieni zaskakuje. Brzęczek miał dobrą końcówkę sezonu w Wiśle Płock, ale w reprezentacji idzie mu fatalnie. Pogoń Runjaicia znowu zaczęła sezon beznadziejnie. Wreszcie Stolarczyk jest trenerem dopiero od tego sezonu, więc trudno jeszcze go oceniać. Wszyscy kandydaci mieli więc lepsze i gorsze momenty. Poza Mamrotem. Jego drużyna punktowała równo przez cały rok. Zdobyła medal Mistrzostw Polski. Niektórych zaskoczyła nawet w eliminacjach do Ligi Europy pokonując Rio Ave. Dzisiaj jest na trzecim miejscu w tabeli z szansami na poprawienie swojej pozycji. A wszystko to pomimo braku gwiazd w zespole, pomimo urazów, z którymi borykali się zawodnicy klubu z Podlasia. Mamrot już w Chrobrym udowodnił, że jest dobrym trenerem, a w Jagiellonii tylko to potwierdził.

Największy progres: Filip Mladenović. W końcówce ubiegłego sezonu wyraźnie przegrywał rywalizację na lewej obronie z Jakubem Wawrzyniakiem. W bieżących rozgrywkach jest najlepszym lewym obrońcą ligi i wraz z Lukasem Haraslinem tworzy najbardziej zabójczy duet na ekstraklasowych boiskach. Tak szybki awans z głębokich rezerw na czołowego piłkarza nie tylko swojego klubu, ale całej Ekstraklasy musi zostać zauważony i doceniony. I stąd to wyróżnienie.

Największy zjazd: Carlitos. Były Wiślak kończył sezon 2017/18 w glorii i chwale. Najlepszy zawodnik, najlepszy strzelec, najlepszy obcokrajowiec. Po odejściu Ofoe z Legii dziennikarze szybko znaleźli sobie nowy obiekt westchnień. I słusznie, bo też Carlitos ze wszech miar na nie zasługiwał. Jego postawa zaowocowała transferem do Legii. W Warszawie oglądamy jakby innego piłkarza. Hiszpan już nie czaruje na boisku, rzadko nawiązuje do swojej dyspozycji z Krakowa.

Powrót roku: Arkadiusz Milik. Jego historia zasługuje na ekranizację. Dwie poważne kontuzje w ciągu dwóch lat. Rzesza krytyków, fala pomyj wylanych na niego w internecie po słabym występie na Mistrzostwach Świata. Tymczasem wychowanek Rozwoju Katowice konsekwentnie robił swoje i wrócił do świetnej formy. Kibice Napoli coraz częściej słyszą na swoim stadionie spikera skandującego słynne „Arkadiuszooo”. Milik ma w tym sezonie Serie A już 10 bramek w 16 spotkaniach i rusza w pogoń za Piątkiem i Cristiano. Niektórzy wieszczyli mu odejście z Neapolu do słabszej drużyny, ale on się nie poddał i w 2019 roku będzie walczył o wygranie Ligi Europy. Czego mu z całego serca życzę.

Na koniec jeszcze jedna kategoria. Najbardziej dramatyczny serial. Chodzi oczywiście o sytuację w Wiśle Kraków. Czarne chmury nad tym klubem zbierały się od dawna. Nie od dzisiaj wiadomo, że kibice nie powinni rządzić klubami. Historia pokazuje, że to się nigdy dobrze nie kończy. Tak też było w przypadku Wisły. Promyk nadziei miał wlać w krakowskie serca tajemniczy inwestor z Kambodży, ale póki co jest tylko źródłem memów. Nie tak to powinno wyglądać. Wisła to bardzo zasłużony klub i jego miejsce jest w Ekstraklasie. Jeśli jednak jej problemy mają spowodować pozbycie się z polskiej piłki niektórych osób, to niech i tak będzie. Wisła nigdy nie zginie. Oby nie musiała się wygrzebywać z niższych lig.

To już koniec mojego podsumowania mijającego właśnie roku w polskiej piłce. Niektórzy cieszą się, że się kończy, bo mają nadzieję na lepsze jutro. Inni tego jutra wyglądają z niepokojem. Gdybym miał powiedzieć jaki był to rok to powiedziałbym, że jednak rozczarowujący. Wszystkie polskie drużyny osiągnęły wyniki poniżej oczekiwań na arenie międzynarodowej. Liga wcale nie jest ciekawsza. Jednak indywidualnie dla niektórych zawodników jest to rok obiecujący, który pozwala mieć nadzieję. I ja tę nadzieję mam. I Wam również jej życzę.


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze