Piłka nożna

Legia płakała jak sprzedawała...

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: hungarytoday.hu, hungarytoday.hu

Tagi

Nikolić Legia Chicago Fire król strzelców Węgry Ekstraklasa

Dziś 31 lat kończy "super strzelec, idol palestyńskich snajperów i maszynka do strzelania goli". Tak można przeczytać na fejkowym profilu byłego trenera Legii Stanisława Czerczesowa. Tego Pana nie trzeba przedstawiać.

Nikolics Nemanja. Bo tak po węgiersku nazywa się Nemanja Nikolić. Urodzony w Serbii reprezentant Węgier jest bez wątpienia najlepszym transferem Legii w XXI wieku. Został ściągnięty jako zastępca dla portugalskiego snajpera Orlando Sa. Jednokrotny reprezentant Portugalii po sezonie 2014/15, w którym strzelił 13 goli w lidze odszedł za 1,5 mln do Reading. W jego miejsce ściągnięto dwóch napastników. Za 375 tys. euro z tureckiego Bolusporu przyszedł Aleksandar Prijović, a za darmo przyszedł król strzelców węgierskiej Nemzeti Bajnoksag Nikolić. Bogusław Leśnodorski, Maciej Wandzel i Dariusz Mioduski zrobili interes życia, sprowadzając Niko na Łazienkowską. W ciągu 5,5 roku strzelił 108 goli Videotonu, trzykrotnie zdobywając tytuł najlepszego strzelca węgierskiej ekstraklasy. Oprócz sezonu 2014/15, w którym trafił do siatki 21 razy, notując przy tym 7 asyst, był również najskuteczniejszym snajperem NB 1. w sezonie 2013/14 (18 goli) i 2009/10. W tamtej kampanii strzelał dla dwóch klubów. 8 bramek zdobył dla Videotonu, zaś dziesięciokrotnie trafił dla Kaposvari Rakoczi FC. W sumie w lidze węgierskiej strzelił 117 goli w 197 meczach. Oznacza to, że Niko statystycznie pokonywał bramkarzy przeciwników prawie w każdym meczu ligowym.

W Legii także się nie zatrzymywał. W rundzie jesiennej sezonu 2015/16 strzelił 21 goli! Węgier potrzebował pół sezonu, by zdobyć więcej bramek niż król strzelców Ekstraklasy w poprzednim sezonie, Kamil Wilczek. Napastnik Piasta zgromadził w sumie 20 trafień. 21 bramek zdobył Nikolić dla Videotonu w całym poprzednim sezonie! Rekord Henryka Reymana z 1927 roku zawisnął na włosku. Legendarny snajper Wisły Kraków 37-krotnie pokonywał wówczas golkiperów drużyny przeciwnej. Wiosna nie była już jednak tak udana w wykonaniu Węgra. Nikolić zaczął się zacinać. Mimo to rundę wiosenną zaczął bardzo dobrze. W walentynki obdarzył wielką miłością Bartłomieja Drągowskiego. Bramkarzowi Jagiellonii Białystok wbił dwa gole, w wygranym 4-0 meczu. Reprezentant Węgier zrobił sobie miesięczną przerwę od strzelania. Wrócił w odpowiednim dla Legii spotkaniu. Wbił dwa gole Lechowi w Poznaniu. Potem znów zawiesił się na miesiąc. Zaliczył wielki come back w starciu z Cracovią na Łazienkowskiej. Podopieczni Stanisława Czerczesowa wygrali 4-0, a Niko najpierw miał asystę przy bramce Prijovicia, a potem sam pokonał Grzegorza Sandomierskiego. Potem był już łaskawszy dla bramkarzy rywali. Trafiał w co drugim meczu, tylko po razie. Oszczędził golkiperów Zagłębia i Lechii, był za to bezlitosny dla Jakubów. Szmatuły i Słowika. Ostatecznie Nikolić zakończył sezon z 28 golami na koncie. Był to najlepszy wynik od sezonu 2004/05, w którym 25 bramek zdobył Tomasz Frankowski. Wynik Nikolicia jest także trzecim najlepszym wynikiem strzeleckim w powojennej historii Ekstraklasy. 27-krotny reprezentant Madziarów znajduje się obecnie na najniższym stopniu podium najskuteczniejszych królów strzelców w historii Ekstraklasy. O jedno trafienie wyprzedza go Marek Koniarek- najlepszy w sezonie 1995/96, zaś o trzy trafienia wygrywa z nim Józef Kohut, który w 1948 zgromadził na swoim koncie 31 trafień. Jeden sezon wystarczył do tego, by po węgierskiego goleadora zaczęły się zgłaszać mocniejsze kluby. Ku ogromnemu zaskoczeniu największym zainteresowaniem wykazywały się kluby indyjskie i chińskie. Azjatycki kierunek jest atrakcyjny pod względem finansowym, ale raczej nie sportowym. Nikolić nie nazywa się jednak "Adrian Mierzejewski" i ostatecznie został w stolicy. Ku rozczarowaniu kibiców Legii tylko pół roku.

Nikolić do spółki z Prijoviciem pomogli jednak Wojskowym osiągnąć upragniony awans do fazy grupowej Champions League. Niko w sześciu meczach eliminacji do LM pięciokrotnie trafił do siatki. Trzy razy upokorzył bramkarza Zrinjski Mostar, jego gol zadecydował o wyeliminowaniu Trencina, zaś w decydującym dwumeczu z Dundalk zdobył pierwszą bramkę w wygranym 2-0 wyjazdowym spotkaniu. O wiele gorzej było jednak w fazie grupowej. Niko zaledwie raz trafił do siatki w pięciu meczach. Pokonał Romana Weidenfellera w pamiętnym meczu na Signal Iduna Park, który skończył się wynikiem 8-4 dla Borussii Dortmund. Potwierdziła się teza, że w europejskich pucharach Nikolić jest cieniem zawodnika, katującego ekstraklasowych bramkarzy. W sezonie 2015/16 w fazie grupowej Ligi Europy ani razu nie trafił do siatki. Nieco lepiej było za to w kwalifikacjach, bowiem dwukrotnie zdobył gola, w spotkaniach z FC Botosani i FK Kukesi. Nie najlepszy początek drugiego sezonu miał w lidze. W pierwszych pięciu meczach nowego sezonu nie trafił ani razu! Besnik Hasi postanowił skupić się na Lidze Mistrzów i Legioniści przegrali 0-1 z Górnikiem Łęczna i Arką Gdynia. Ten drugi mecz Niko obserwował z trybun stadionu przy Łazienkowskiej. Wrócił jednak w wielkim stylu. Legioniści pokonali w Chorzowie Ruch 2-0, a Węgier zdobył bramkę i zanotował asystę. Postanowił nadrobić zaległości w dorobku strzeleckim. Strzelił gola Bruk-Betowi Termalice Nieciecza. Ponownie zrobił sobie przerwę od strzelania. Tym razem w meczach z Zagłębiem Lubin i Wisłą Kraków. Ponownie trafił z Lechią w debiucie trenerskim Jacka Magiery. Wojskowi wygrali 3-0, a Niko dobił Biało-zielonych. Potem z wyjątkiem meczu z Pogonią, strzelał gola w wygranych meczach z Lechem, Koroną i Cracovią. Zrobił sobie niespełna miesięczną przerwę od strzelania. Najlepsze zostawił sobie na grudzień. Jak się okazało, był to również jego ostatni miesiąc w barwach Legii. 1, 2, 3! To nie odliczanie, to liczba goli, jakie zdobywał kolejno: w spotkaniu z Wisłą Płock, Piastem i Górnikiem Łęczna. Starcie z Zielono-czarnymi w Warszawie było pięknym zakończeniem przygody Nikolicia z Legią. Jak nakazuje tradycja, po strzeleniu hat-tricka napastnik zabiera piłkę z meczu do domu. Tak stało się i tym razem. Nikolić zabrał piłkę do Chicago. Nie Chiny, nie Indie, a USA stało się kolejnym krajem, który miał podbić Węgier.

Za 3 mln euro odszedł do Chicago Fire, najbardziej polskiego klubu w Major League Soccer. W drużynie ze "stolicy" amerykańskiej Polonii grali m.in. Roman Kosecki, Jerzy Podbrożny, Piotr Nowak, Tomasz Frankowski, czy Krzysztof Król. Tu również Niko nie zatrzymuje się. W pierwszym sezonie w MLS strzelił 24 gole w 34 meczach i wydatnie pomógł Strażakom w zdobyciu 3.miejsca za sezon 2017, a sam zgarnął tytuł króla strzelców. Warto przy okazji wspomnieć, że 12 goli w 19 meczach rundy jesiennej sezonu 2016/17 przez długi czas pozwoliło utrzymać się Nikoliciowi na szczycie klasyfikacji strzelców Ekstraklasy, pomimo iż już w niej nie występował! Ten sezon zakończył z dorobkiem 15 trafień. Odbiło się to również na pozycji w tabeli zespołu z Illinois. Strażacy zajęli 10.miejsce, wyprzedzając jedynie Orlando City SC.

Nikolić w wydaniu reprezentacyjnym nie jest jednak tak skuteczny. Można powiedzieć, że sprawa ma się podobnie, jak w przypadku Krzysztofa Warzychy, czy Artjomsa Rudnevsa, najlepszych strzelców Ekstraklasy z sezonu 1988/89 i 2011/12. Legenda Ruchu Chorzów i Panathinaikosu Ateny, w kadrze była cieniem samego siebie. Na przestrzeni lat 1984-1997 Gucio w 50 meczach w koszulce z orzełkiem na piersi strzelił zaledwie 9 goli, co powoduje, iż statystycznie trafiał niespełna co pięć-sześć meczów. Rudnevs przebija jednak obu. Postrach Juventusu w kadrze Łotwy zagrał 38 razy i strzelił... 2 gole! Trafia więc co 19 mecz! Tragedia. Nieco lepiej jest w przypadku Nikolicia, który w 27 spotkaniach, zdobył dla Madziarów 5 bramek. Pojechał na EURO 2016, gdzie zagrał w dwóch meczach, łącznie 39 minut. W zremisowanym 1-1 pojedynku z Islandią zanotował nawet asystę. Ostatni raz zagrał dla kadry w marcu, w przegranym 0-1 towarzyskim starciu ze Szkocją. Po raz ostatni trafił dla kadry w listopadzie 2017 roku w wygranym 1-0 sparingu z Kostaryką. Jeśli utrzyma dobrą formę z Chicago i wreszcie pokaże, iż kadra potrzebuje go, pogra jeszcze kilka lat.

Dobra wiadomość dla kibiców Legii. Kontrakt Nikolicia z Chicago Fire kończy się za rok, więc prezes Dariusz Mioduski powinien zatroszczyć się o kibiców i sprowadzić ich ulubieńca z powrotem na Ł3. Będzie miał już wtedy 32 lata. Dziś jednak kończy 31 i przed sobą ma jeszcze jeden sezon w MLS. Wszystkiego najlepszego, Niko!


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze