Ekstraklasa

Dziennik pokładowy z tonącego okrętu Wisła Kraków S.A.

Hubert Duplaga @DuplagaHubert

Fot: Piotr Tomaszewski, fly4pix.pl (CC 4.0)

Tagi

Postanowiłem podsumować ostatnie wydarzenia, jakie miały miejsce w Wiśle Kraków. Przedstawiam wam zapis z całego tygodnia, ułożony chronologicznie z dynamicznie rozwijającą się sytuacją 13-krotnego mistrza kraju.

Czy jest bardziej ciekawa sprawa w polskiej piłce niż obecna sytuacja Wisły Kraków? Klub jest już od kilku lat puszką pandory. To co wyprawia się przy Reymonta to na prawdę gorący temat. Klub, który powstał 7 lutego 1910 roku najprawdopodobniej utraci licencje na grę w Ekstraklasie. Co za tym idzie nie dokończy sezonu - swoją drogą ciekawe co na to stacja NC+, która posiada prawa do transmisji meczów Białej Gwiazdy. Straty z tego tytułu szacowane są na miliony, a taka liczba zwykle jeszcze podkręca atmosferę.

Dług zostawiony przez „pseudo właścicieli” jest o wiele bardziej zawiły w swej czystko rachunkowej nomenklaturze, niż mogło by się na początku wydawać. Wszyscy wokół zdają się grać w zabawę pt. „piłka parzy” i przerzucają się nawzajem odpowiedzialnością za rzekome niedociągnięcia.

07.01 - Przede wszystkim biznes.

Tak naprawdę wszystkie informacje dotyczące klubu czerpiemy tylko z doniesień prasowych, nie mieliśmy bezpośredniego kontaktu z władzami klubu. Nie wiemy, kto jest teraz oficjalnie właścicielem Wisły, kto zasiada na stanowisku prezesa i kto zarządza klubem.

To oficjalne stanowisko PZPN-u na 3. Stycznia br. Aktualnie Wisła ma tymczasowo zawieszoną licencje na grę w Ekstraklasie. Wiemy natomiast, że właścicielem Wisły nie jest już Towarzystwo Sportowe. Wisła S.A. czeka na szczęśliwe zdarzenie losu. Kolejni rzekomi inwestorzy odmawiają odmawiają udziału w tej hucpie – nikt nie chce kupić kota w worku. Bo piłka dla nich to przede wszystkim biznes, musi się opłacać.

08.01 - Z perspektywy kibica.

Minął już okres prześmiewczy z wybitnie nietrafionych zapowiedzi Michała Probierza, że prowadzone przez niego Pasy zdobędą tytuł. Rzeczywistość szybko zweryfikowała Cracovię – a nierówna forma pozwala jedynie walczyć o utrzymanie. Wiślaccy kibice już odsyłali rywala z Kałuży 1 do pierwszej ligi, gdy tymczasem PZPN w ostatnim czasie odsyła Białą Gwiazdę w niezbadany i bliżej nieokreślony stan kosmicznego niebytu. W obecnej sytuacji czwarta liga była by opcją bardzo kuszącą.

Miny na pewno są nietęgie – ale komu nie przeszkadza obecna sytuacja klubu? Zdecydowanie beneficjentem całego zamieszania jest była pani prezes, Marzena Sarapata. Wspomniana Pani niedawno pobrała na odchodne 90% swojej pensji i zamknęła drzwi. Ciekawe tylko na jak długo – bo raczej przypadkiem rzadkim jest w ciągu połowy sezonu, żeby z klubu zniknęło 40 mln. Zniknęło to złe słowo. Ktoś te pieniądze przytulił czule do serca i kocha tak mocno, że pewnie nie będzie chciał oddać. Pozostaje pytanie, które wydaje mi się wyjątkowo niesmaczne: czy pani Sarapata była tak bezmyślna, że nie zauważyła ubytku tej sumy czy nie chciała jej widzieć?

Spojrzenie Andrzeja Iwana jest nadzwyczaj trzeźwe:

„Trzeba rozliczyć Sarapatę, uprzykrzyć jej życie”.

Mam mocne podejrzenia, że są to dzisiaj jedyne parlamentarne słowa, które można przytoczyć. Jadąc krakowskim tramwajem można usłyszeć wiele epitetów, które nie nadają się do publikacji – ale najzwyczajniej w pełni oddają obraz tego, czego jesteśmy świadkami. Trzynastokrotny mistrz Polski pewnym krokiem, w metrum ¾ krakowiaka maszeruje do czwartej ligi.

Cofnijmy się na moment kilka dni wstecz: we wtorek, tj. 07.01 br. - w godzinach porannych – osiemdziesięciu funkcjonariuszy policji przeszukało biura T.S. Wisła Kraków i Wisła Kraków S.A. Zabezpieczone zostały dokumenty i sprawozdania w siedzibach kluby. Nakaz wydał, jak zwykle w takiej sprawie prokurator okręgowy. Cała sytuacja jest o tyle kuriozalna, że jeszcze w lecie ubiegłego roku papiery przesłane przez klub do PZPN-u nie były niczym wzbudzającym sensacje. Ot, zwykła formalność by uzyskać licencje. Dziś całość wygląda jak dobrze sfingowane papiery przedstawione do związku tylko po to, by dalej, sukcesywnie wydoić klub na kolejne miliony.

Dla mnie, jako kibica pomimo iż zdaje sobie sprawę, że futbol to dla wielu biznes i ewidentnie nie przyświeca im maksyma joga bonito – cała ta sprawa jest zwyczajnie przykra. A najsmutniejszym jest fakt, że Wisły nie ma kto pozbierać, a ta upadła i nie bardzo potrafi wstać o własnych siłach.

Z perspektywy PZPN-u winny jest zarząd klubu. Od połowy grudnia przestali odpowiadać na wiadomości, nie odbierali telefonów – zero kontaktu, jak gdyby klub nie istniał. Już to zapowiadało burzę, która przypomina rollercoaster. Z jednej strony milczące kierownictwo, następnie informacje o wielu nieprawidłowościach w papierach i długu rzędu 40 mln. Uciekający do USA Vanna Ly, przed którym ostrzegał prezes Boniek. Zastanawiam się czy ten pan istnieje, czy może jest to wyjątkowo perfidna intryga ludzi z otoczenia byłej pani prezes czy pana Pietrowskiego żeby znów dzielić i rządzić klubem.

Jeszcze w połowie grudnia ci, którzy chcieli wyłożyć pieniądze choćby na doraźna pomoc Wiśle – odprawiani byli z kwitkiem. Niedawno pan Hartling – jeden z dwójki rzekomych właścicieli klubu – twierdzi, że Towarzystwo chce zniszczyć klub nie uznając tego, że obaj inwestorzy-wydmuszki(Ly i Hartling) są właścicielami. Przy okazji zwyzywał wszystkich od słów na g… - zapomniał obrazić jedynie papieża. Nawet jeśli w świetle prawa to on miałby 40% udziałów to przy całym jego buractwie lepiej dla Wisły żeby szybko zniknął i przestał już mącić. Jego zachowanie przypomina chochoła z Wesela Wyspiańskiego. Naprawdę nie myślałem, że kiedyś przyjdzie mi do głowy porównanie tego kalibru. A na pewno nie w odniesieniu do niedoszłego (oby) właściciela Wisły Kraków – klubu z 109-letnią historią!

09.01 - Krakowiacy.

Na duch podnosi mnie fakt, że inicjatywę by podnieść Wisłę z kolan podejmują ludzie związani z Krakowem, a nie sam PZPN. W T.S.-ie sami nawarzyli piwa, oddając klub ludziom „Miśka”, będącego aktualnie na wypożyczeniu w budynkach polskiego więziennictwa. Tak więc – pokuszę się o to prostackie porównanie – ich psim obowiązkiem jest teraz ocalić trwającą niemal sto lat i dekadę historię. Pierwsze manewry zostały już wykonane. Klubem dosyć poważnie zainteresowany jest Zbigniew Jakubas. Ma niewątpliwie jedną istotną zaletę – istnieje. Forbes ostatnio uplasował go na 18. pozycji wśród najbogatszych Polaków. Poza tym ma jeszcze szereg innych pozytywnych cech: biznes, pieniądze i jest poważnie zainteresowany wsparciem klubu.

Byłoby to nowe rozdanie, a te doniesienia zdaje się potwierdzać eks-kapitan reprezentacji, Jakub Błaszczykowski, który pojawił się na treningu Wisły w Myślenicach. Przyjechał w otoczeniu starego, dobrego znajomego, Marcina Wasilewskiego i Pawła Brożka. Co można z tego wywnioskować? Że w klubie na poważnie rozważają różne opcje i żadną z nich nie jest relegacja do czwartej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Jest nowy prezes Rafał Wisłocki. Co by nie zrobił i tak będzie lepszy od poprzedniczki. W zasadzie gorszy okazać mógłby się tylko Jose Mourinho, który w ostatnich latach koncertowo partaczy wszystko czego się dotknie. W ramach nowo wybranego prezesa i ludzi z jego otoczenia pojawiła się wyjątkowo pozytywna twarz. Wisła nawiązała współpracę z Bogusławem Leśnodorskim i prawdopodobnie to jest najlepszy ruch klubu w tym oknie transferowym.

10.01 - Nowe twarze.

Nowy nabytek zaczyna z wysokiego C i rozmawia z potencjalnymi nowymi właścicielami. Doskonale zdaje sobie sprawę, że liczy się każdy dzień.

„Wisła nie ma już czasu, żeby wybierać inwestorów. Teraz musi działać szybko i ustabilizować sytuację.”

Trudno nie przyznać mu racji, bo Ekstraklasa rusza już na początku lutego, a z klubu tylnymi drzwiami uciekają kolejni zawodnicy. Klub zalega z pensjami, a to namnaża dodatkowych kłopotów. Jeśli nie znajdą się fundusze na najpilniejsze potrzeby, to sam Jakub Błaszczykowski będzie musiał grać za jedenastu, bo tylko on ma kontrakt na symboliczną kwotę (de facto gra za darmo).

Ekstraklasa rusza na początku lutego, a przy Reymonta pensje piłkarzy opłaca pospolite ruszenie. Warto o tym wspomnieć. Warto przede wszystkim wspomnieć o pomysłodawcy tego projektu – Jarosławie Królewskim. "Proszę traktować mnie jako dobrego ducha, ale nie robić ze mnie gwiazdy. Lubię wyzwania i projekty, które są społecznie istotne. Ten dla mnie jest." Akcja nosi tytuł „50 tys. Dla Wisły” ale sam zainteresowany uważa, że kwota ta przekroczy równowartość stawki co najmniej sześciokrotnie.

Jeszcze nie dawno sytuacja wydawała się tak patowa, jak tylko to możliwe. Każdy ruch wydawał się krokiem w przepaść. Pomimo tego, że futbol to biznes – w Krakowie znaleźli się ludzie, którzy swoją odpowiedzialnością i umówmy się, działaniem czysto charytatywnym, mają zamiar uchronić klub przed losem Widzewa Łódź czy Polonii Warszawa. Jest to o tyle istotne, że tak ideowe działanie ma nieczęste miejsce w świecie piłki, którzy rządzi się swoimi, często finansowymi, prawami. Oby Ci, którzy zamierzają utrzymać Wisłę w najwyższej klasie rozgrywkowej okazali się tymi dobrymi, dokopali tym złym, a przy Reymonta nie trzeba było by wykręcać ostatnich żarówek.

11.01 - Dzień ostatnich rozwiązań.

O 14:30 ma dojść do spotkania władz klubu z Komisją Licencyjną PZPN. Już na godzinę później jest zaplanowana konferencja z udziałem przewodniczącego komisji Krzysztofa Rozena. Pozostaje nam „usiąść wygodnie w fotelach, zapiąć pasy” i czekać jakie wnioski wyciągną gruby ryby, za równo ze strony PZPN-u jaki i Wisły Kraków S.A.

12.01 - Bałkański (kambodżański?) kocioł.

Wszystkie plany wyjścia z kryzysu może pogrzebać status prawny Wisły Kraków S.A. Problemem jest to, że „nikt nie może stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, kto jest teraz właścicielem Wisły Kraków S.A”. Jest to cytat Krzysztofa Rozena, a problem jak widać jest wielki. Skoro nie wiadomo, to nie wiadomo również, kto miałby powołać nowy zarząd. Skoro nie mamy przekonania, czy zarząd na czele z Rafałem Wisłockim został powołany zgodnie z prawem, to Wiśle nikt nie może przywrócić licencji. Wobec tego, sytuacja wydaje się być jeszcze bardziej patowa niż na początku. Teraz starania panów takich jak Jakub Błaszczykowski, Jarosław Królewski czy Rafał Wisłocki mogą okazać się bezcelowe. A w najgorszym wypadku może okazać się, że spłacają oni długi za Mr Hartlinga i Mr Vanna Ly. Akcji ciąg dalszy już niebawem, a wiślaccy kibice przecierają oczy ze zdumienia, bo sami chyba nie wierzą w ten iście hollywoodzki scenariusz. To co wyprawia się przy Reymonta przejdzie do historii.


Hubert Duplaga

@DuplagaHubert

Komentarze