Piłka nożna

Jak bardzo różni się norweska eliteserien od naszej ekstraklasy?

Sofa GOL @Sofa_news

Fot: thefootballstadiums.com, thefootballstadiums.com

Tagi

Wiele osób porównuje naszą ekstraklasę do innych lig europejskich. Aleksandra Karczewska wraz z Pawłem Grzywaczem, wzięli pod lupę ligę norweską, porównując ją właśnie do naszej najwyższej klasy rozgrywkowej. Jak im poszło? Oceńcie sami.

Aleksandra Karczewska: Spotkania rozgrywane w ramach wyłonienia mistrza Norwegii mają miejsce już od 1936 roku. Obecna nazwa, Eliteserien, powstała w sezonie 2017. Przedtem była to liga 1.Divisjon, Hovedserien czy Norgesserien.

Obecnie w tabeli możemy znaleźć szesnaście drużyn na czele z Rosenborgiem. Liga norweska cieszy się ogromną popularnością w swoim kraju mimo równie popularnej krytyki. Ci, którzy nie są kibicami uważają, że Eliteserien jest najzwyczajniej w świecie nudna. Nic w tym dziwnego. W latach 1992 – 2004 niezmiennie górował bowiem Rosenborg. Dopiero w 2005 roku passę przerwała Vålerenga. Od tamtej pory spotkania między tymi dwiema drużynami nazywane są derbami.

Paweł Grzywacz: Można więc stwierdzić, że pomiędzy ligą polską, a norweską nie ma wielu różnic. Również nasza liga (przynajmniej dla postronnego widza) może być nudną kopaniną na bardzo słabym poziomie. Również w naszym kraju mamy 16 drużyn, a to nie ostatnie podobieństwo. Kolejnym jest fakt dominacji podobnie jak tam Rosenborg, tak u nas dominowała Wisła Kraków, a dziś dominuje Legia Warszawa.

AK: Co ciekawe mimo tego, że norwescy kibice, jak i cały kraj, słyną ze stoickiego spokoju, to kiedy mecze ich ukochanej ligi były rozgrywane w poniedziałki, zakończyło się to protestami. Kibice zdecydowali się nie wspierać swoich drużyn w pierwszych 10 minutach spotkań, a niektóre grupy kibicowskie zrezygnowały z chodzenia na mecze całkowicie, dopóki nie przywrócono ligi w weekendy.

PG: Jak widać norweskim kibicom nie jest wcale tak daleko do naszych jak mogło się by wydawać. Oczywiście są o wiele bardziej fanatyczni, w Norwegii raczej nie dochodzi do ganianek kibiców, a na meczach nie widzimy potężnych racowisk. Jednak polscy kibice tak samo potrafią protestować. Nie wyobrażam sobie przy okazji by w trakcie meczu norweskiej ekstraklasy doszło do przerwania gry z powodu wbiegnięcia kibiców na murawę.

AK: Teraz fani mogą powrócić z lekkim sercem do na przykład używania pirotechniki, którą tak bardzo kochają, i która jest używana legalnie od 2011 roku. To właśnie wtedy kibice doszli do kompromisowego porozumienia z władzami. Używają rac, ale robią to tylko osoby, które przeszły stosowne szkolenie.

PG: Jest to coś czego z jednej strony możemy zazdrościć Norwegom. Ponieważ w Polsce zostanie złapanym z racą może skończyć się zakazem stadionowym i kibice od dawna domagają się by korzystanie z rac w trakcie meczów było legalne. Z drugiej jeżeli w naszym kraju kibice potrafią racami spalać własne flagi, albo ostrzelać z rakietnicy inny sektor… to może lepiej żeby nie legalizować tych rac?

AK: Mało kto wie, ale patrząc na niższe ligi, a konkretnie na szóstą, możemy ujrzeć w tabeli Polonię Stavanger. Jest to amatorski zespół polskiej Polonii norweskiej, który w ramach odprężenia po pracy zbierał się żeby pograć. Skończyło się to tym, że obecnie podbijają norweskie boiska i mimo tego, że zespół powstał dwa lata temu to zdołali już awansować.

PG: Nie jest to oczywiście jedyny taki klub na świecie. W Anglii mamy znaną Victorię Londyn, a sporo Polaków gra też w małym Eagle Football Club. W Stanach Zjednoczonych występuje chociażby Polonia Chicago, a w Austrii Polonia Wiedeń. Trzeba jednak przyznać, że cieszy się znacznie mniejszym rozgłosem niż wspominane przed chwilą drużyny.

AK: Fenomenem jest też Levanger FK, które od sezonu 2014/15 grało w drugiej lidze. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że jest to zabita deskami mieścina, w której piłkarze swoje mecze rozgrywają na boisku przy jedynym tamtejszym liceum umiejscowionym pomiędzy polami uprawnymi i liczącą ledwie ponad kilometr drogą główną, która idzie przez całą miejscowość.

PG: Cóż to i tak nic w porównaniu z naszą Niecieczą. Stadion w polu kukurydzy w miejscowości liczącej nawet nie 1000 mieszkańców, a przecież Bruk-Bet Termalica jeszcze niedawno występował w Ekstraklasie. Poza tym w przeszłości w Ekstraklasie występowała też chociażby Amica Wronki. Jednak oba te kluby mają piękne, nowoczesne stadiony. Ciężko sobie wyobrazić by w Polsce klub występujący na szczeblu centralnym grał na przyszkolnym boisku.

AK: Mimo to nawet w takim miejscu Skandynawowie mają wspaniałe warunki do gry nawet zimą. Boiska, także wiejskie, są oświetlane do późna. Leżą też na nich zawsze piłki dla zapominalskich, piłki których nikt nie chowa i nikt nie kradnie.

PG: W Polsce wystarczyłoby zostawić te piłki na widoku i po jednym dniu by ich nie było. Do tego w naszym kraju dochodzi do takich patologii, że choć mamy piękne obiekty typu „Orlik” to są one często własnością szkół i po tym jak te kończą swoją pracę, obiekty te są zamykane na klucz. Zimą zaś w wielu przypadkach takie boiska nie są odśnieżane, więc nie da się na nich grać. Jak widać pod tym względem Norwegowie mają o wiele lepiej od Polaków.

AK: Levanger było tak dumne z awansu do wyższej ligi, że w miasteczku znajduje się restauracja przeznaczona swoim tematem Levanger FK, przy której zawsze wiszą flagi klubu. Do tego cała główna uliczka w dni meczu jest ozdobiona balonami o barwach klubowych.

PG: W Polsce ciężko sobie wyobrazić takie lokale poza najbliższą okolicą stadionów. Nie wyobrażam sobie bowiem by przykładowo na rynku we Wrocławiu znajdowała się poświęcona Śląskowi restauracja, a ulica Grabiszyńska była obwieszona w kolory klubu. W Polsce byłoby to niemożliwe z powodu częstych animozji między kibicami. Wyobraźmy sobie, że na rynku w Krakowie powstała by restauracja o nazwie „Pasy” która byłaby poświęcona Cracovii. Przecież góra po tygodniu kibice Wisły by doprowadzili do jej zniknięcia.

AK: Niestety na tego typu okazach wsparcia kończy się euforia. Skandynawowie są skorzy do wieszania flag swoich klubów przy domach w dniu spotkań, są skorzy do przyozdabiania miast, do zamieniania wszystkiego w koło w barwy klubowe, ale kiedy już są na boisku można usłyszeć ludzi rozmawiających na drugim końcu stadionu. Panuje cisza, jest istny piknik. Nikt nie krzyczy, nikt nie hałasuje, nikt nie przeklina ani się nie śmieje. Można usłyszeć być może sześć kibicujących osób i tak są one wtedy słyszane przez wszystkich na stadionie.

Jak to napisał jeden zagraniczny fan piłki będący gościem na meczu w Stavanger: „W Norwegii nawet psom nie chce się szczekać, a co dopiero kibicować.”. To bardzo trafne i w pełni dosadne podsumowanie tego jak wygląda kibicowanie w Eliteserien.

PG: Wątpię by te 6 osób krzyczało swojskie „å knulle, knulle den norske fotballforeningen” które dominuje na polskich stadionach. W Polsce taki doping jest niemożliwy, głównie ze względu na to, że w naszym kraju dominują ultrasi. Kibicowanie w taki piknikowy sposób jest u nas po prostu niemożliwe.


Sofa GOL

@Sofa_news

Redakcja Sofa GOL - spotkajmy się po lepszej stronie futbolu!

Komentarze