Ekstraklasa

Czy Peszko doda Wiśle skrzydeł?

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Piotr Tomaszewski, fly4pix.pl (CC 4.0)

Tagi

Sławomir Peszko Wisła Kraków Lechia Gdańsk Piotr Stokowiec

Długo oczekiwane przez niektórych (a najbardziej chyba przez samego zainteresowanego) odejście Sławomira Peszko z Lechii Gdańsk stało się faktem. Były reprezentant Polski zasilił szeregi krakowskiej Wisły i wydaje się, że jest to ruch ze wszech miar słuszny. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że przejście popularnego „Peszkina” do Białej Gwiazdy to transfer marzenie. Wszyscy powinni być zadowoleni. Przyjrzyjmy się zatem bliżej kto i dlaczego powinien się cieszyć.

Po pierwsze Peszko.

W sezonie 2018/19 skrzydłowy ten zagrał zaledwie 30 ligowych minut. Wszedł na boisko w meczu pierwszej kolejki w Białymstoku, zrobił nieco szumu (po faulu na nim drugi żółty kartonik obejrzał Guilherme) i jeszcze przed końcowym gwizdkiem musiał je opuścić z czerwoną kartką na koncie. Na ten temat napisano i powiedziano już mnóstwo, więc nie ma sensu go dalej drążyć. W mojej ocenie najdziwniej wówczas zachował się Piotr Stokowiec. Zawodnik nie otrzymał wsparcia od swojego szkoleniowca. Wręcz przeciwnie. Trener Lechii uznał, że Peszki w swoim składzie nie chce i dał do zrozumienia, że póki on jest w Gdańsku, to skrzydłowy w Lechii grał nie będzie. Jest to tym dziwniejsze, że poza świetnym Lukasem Haraslinem wszyscy skrzydłowi w Lechii mocno jesienią zawodzili. Tak czy inaczej były reprezentant Polski nie nagrał się zbytnio w tym sezonie ligowym (jeśli już występował, to w rezerwach). Mówiło się o tym, że jest niezadowolony ze swojej roli w drużynie i z tego jak został potraktowany przez Stokowca. Z tego też względu wydaje się, że przenosiny w inne środowisko zrobią zawodnikowi bardzo dobrze. Po pierwsze idzie do drużyny, w której na pewno będzie grał (o ile nie nałapie głupich kartek), a po drugie idzie do drużyny, w której prym wiodą jego starzy znajomi – Wasilewski i Błaszczykowski. Wygląda więc na to, że są to idealne warunki, żeby udowodnić, że jeszcze trochę w piłkę grać się potrafi.

Po drugie Wisła.

Wygląda na to, że dramat w kilku aktach pod tytułem „Upadek Wisły Kraków” zakończył się niespodziewanym happy endem. Zespół przystąpi do rozgrywek, a nowi właściciele starają się ze wszystkich sił, żeby Biała Gwiazda nie była tylko pozornym uczestnikiem ligowych zmagań. Jasne, kilku kluczowych graczy odeszło i pewnie jeszcze ktoś odejdzie, ale jednak przyjścia Błaszczykowskiego, Burligi, czy właśnie Peszki każą patrzeć na Wisłę jak na wciąż groźny zespół. Zwłaszcza, że zawodnicy ci nie idą pod Wawel po pieniądze. Każdy z nich swoje już zarobił, a teraz najważniejsze cele są inne. Biała Gwiazda straciła dwóch skrzydłowych. Zarówno Kostal, jak i Imaz byli ważnymi ogniwami w ofensywnym łańcuchu krakowskiej drużyny. Jednak może się okazać, że akurat na ich pozycjach krakowianie wcale się nie osłabili. Na skrzydła przychodzą wszak wielokrotni reprezentanci Polski, z przeszłością w Bundeslidze. Sam Peszko kiedy grał w Lechii często bywał jej motorem napędowym. Jak sam o sobie mówi umiejętności ma przeciętne, ale ambicji i woli walki nigdy mu nie brakowało. W sytuacji, w której znalazła się Wisła te cechy charakteru mogą okazać się kluczowe.

Po trzecie Lechia.

Peszko w Gdańsku zarabiał, jak na polskie warunki, bardzo dobrze. Jego odejście to przede wszystkim oddech dla napiętego gdańskiego budżetu płacowego. Lechia nie będzie musiała wypłacać sporego kontraktu zawodnikowi, który gra tylko w rezerwach. Odejście byłego reprezentanta Polski wpisuje się w trend, który w Gdańsku widać od przyjścia Stokowca. Z Gdańska odeszli już Marco Paixao, Sebastian Mila, Grzegorz Kuświk, Jakub Wawrzyniak, Milos Krasić i ostatnio Ariel Borysiuk. Wszyscy jak jeden mąż doświadczeni gracze, którzy zarabiali w Lechii niemałe pieniądze, a Piotr Stokowiec z różnych względów nie widział ich w swoim zespole. Spośród tych, których chciano się pozbyć został więc już tylko Grzegorz Wojtkowiak i piłkarz, który wprawdzie często gra, ale też zdążył już trenerowi podpaść głośnym wyrażaniem własnego zdania – Dusan Kuciak. Dla budżetu Lechii odejście skrzydłowego, który zarabiał niemało jest więc działaniem planowym, ale przede wszystkim korzystnym ze względów finansowych.

Po czwarte Piotr Stokowiec.

Trener lidera Lotto Ekstraklasy prowadzi swoją drużynę twardą ręką. Nie znosi żadnych odstępstw od przyjętych reguł, nie zwykł też zmieniać zdania. Jednak w kontekście słabej formy Michała Maka i Konrada Michalaka musiał kombinować z obsadą skrzydeł. Najczęściej przesuwał tam kogoś, kto nominalnie gra na innej pozycji. A to Flavio Paixao, a to Rafała Wolskiego. Było to o tyle niezrozumiałe, że w rezerwach Lechii grał zawodnik, który mógł biegać po obu stronach boiska. Odpowiadanie na pytanie „dlaczego nie gra Peszko” sprawiało trenerowi coraz więcej problemów. Odejście skrzydłowego sprawi, że nie będzie już konieczności odpowiadania wścibskim pytającym. Stokowiec postawił na swoim. Pozbył się krnąbrnego zawodnika i pokazał, że u niego nie ma świętych krów. Wzmocnił swój autorytet i chyba o to mu przede wszystkim chodziło.

Po piąte zagrożenia.

Jak każdy transfer, także i ten niesie za sobą pewne ryzyko. Najmniej jest nim obciążony sam zawodnik, który nie ma nic do stracenia. Wisła raczej też niespecjalnie ryzykuje, bo kontrakt piłkarza płaci zewnętrzny inwestor. Paradoksalnie najbardziej zagrożone są te strony, którym najbardziej na tej transakcji zależało, czyli Lechia i jej trener. Rafał Wolski złapał kontuzję, Flavio Paixao najlepiej czuje się jednak na wprost bramki i coraz mniej lubi grać na skrzydle. Oprócz Haraslina zostali jej więc Mak i Michalak. Pierwszy jest dość podatny na kontuzje (tak samo zresztą jak Haraslin), a poza tym pod koniec roku zgubił formę. Drugi w Lechii zagrał w sumie pół dobrego meczu (w dziesięciu spotkaniach zaliczył jedną asystę – w wysoko wygranym meczu z Górnikiem Zabrze). W odwodzie zostaje jeszcze młody Karol Fila, który jednak częściej grywał w lidze jako obrońca. Jak na drużynę mającą walczyć o mistrzostwo Polski nie jest to zbyt imponujący zestaw skrzydłowych. Doświadczenie i ambicja Peszki mogłyby się przydać. Lechia ryzykuje więc tym, że w razie urazów bądź słabszej formy nie będzie miała kogo wystawić na skrzydle. Sam Stokowiec zaś może szybko paść ofiarą swojego uporu i odstrzeliwania doświadczonych graczy. Nie trzeba przecież daleko szukać przykładów sytuacji, w której po kilku słabszych meczach zwalnia się trenera.

Nie ma co jednak na siłę szukać czarnych scenariuszy. Ten transfer dla wszystkich zainteresowanych stron ma zdecydowanie więcej plusów, niż minusów. Peszko idzie tam, gdzie będzie grał. Wisła zyskuje doświadczonego i ambitnego piłkarza. Lechia pozbywa się zawodnika z wysokim kontraktem, a Stokowiec wzmacnia swój autorytet i umacnia wizerunek twardego trenera. Nic tylko się cieszyć i czekać z utęsknieniem na występy Peszkina w koszulce Białej Gwiazdy.  


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze