Ekstraklasa

Kapryśny budżet ekstraklasowy – jak nad nim panować?

Patryk Kwapis @PatrykKwapis

Fot: nieznany, CC0 Public Domain

Tagi

Co łączy rywalizację na boisku i konstruowanie budżetu klubowego? Praktycznie wszystko. Walka – o przewagę nad innymi klubami, o dogodne kontrakty, o serce kibiców. Taktyka – gdzie wstawić wzmocnienia, co działa bez zarzutu, a gdzie przydałaby się zmiana polityki. Pomyłki – indywidualne błędy odbijają się na całym teamie, a naprawa wizerunku może trwać wiele sezonów. Dziś przyjrzymy się najważniejszym składowym budżetów klubów Ekstraklasy.

Polska liga – mimo tego iż nie jest najbardziej rozchwytywaną ligą świata – jest stosunkowo „bogata”. Daleko nam w przychodach do potęg, jakimi są: Anglia (blisko 5 miliardów Euro) czy Niemcy (2,7 miliarda Euro), ale na tle Europy nie mamy kompleksów – jesteśmy tuż za Austrią (161 milionów Euro) i Szkocją (149 milionów Euro). Mało tego – gdybyśmy nie uwzględniali premii finansowych od FIFA, nie tylko przeskoczylibyśmy Austrię, ale i następną w kolejce Danię. Jednak żeby gdybać i myśleć o przychodach, trzeba odpowiednio rozplanować wpływy i wydatki, skonstruować budżet, podpisać umowy, znaleźć sponsorów… – żmudna, często i niewdzięczna praca. A żeby więc bawić się w miliony, musimy poznać 5 żelaznych zasad, których nieprzestrzeganie może skończyć się karną degradacją do 3. Ligi.

1. Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr

Pierwsza zasada, którą poznaje każdy księgowy. Pierwsze zajęcia pierwszego semestru studiów ekonomii. Stąd moje pytanie – jakim cudem (albo jakim prawem) finansiści Legii Warszawa zaplanowali wpływ z tytułu awansu do Ligii Mistrzów? Pycha i duma przesłoniła oczy, a lekcji pokory – nie tylko piłkarskiej, ale i ekonomicznej – udzielili piłkarze najpierw Spartaka Trnavy (cena za lekcję: blisko 5 mln Euro), a potem Dudelange (cena za lekcję: ok. 6 mln Euro). To 1/5 budżetu klubowego mistrzów Polski, a więc całkiem potężne straty i dysproporcje między planami. Dlatego – ucząc się na błędach Legii – nie można zakładać z góry czegoś, co nie jest zagwarantowane kontraktem, umową czy inną klauzulą prawną. Wszak lepiej wykazać dodatkowy zysk w postaci 15 mln Euro (tyle można otrzymać od UEFA za awans do Ligi Mistrzów drogą eliminacji), niż wpaść w tak potężną dziurę budżetową.

2. Szanuj kibica swego – mogłeś mieć obojętnego

Raporty Deloitte podkreślają 3 główne źródła finansowe klubów – „Dzień meczu” (czyli sprzedane wejściówki, zysk cateringowy, itp.), „Transmisje” (czyli wpływy z tytułu audycji radiowych i transmisji telewizyjnych) oraz „Komercyjne” (czyli wpływ ze sprzedaży klubowych pamiątek i przychodów w postaci reklam na stadionie, umów sponsorskich, itp.). W każdym z tych trzech źródeł istotną rolę odgrywa właśnie kibic. Kibic, który kupi bilet na mecz, w przerwie zje hot-doga i popije piwem. Kibic, który obejrzy mecz w telewizji lub przeczyta relację tekstową w Internecie. Kibic, który kupi szalik i koszulkę klubową, być może wykupi baner na stadionie dla swojego przedsiębiorstwa. Dlatego warto, a nawet trzeba brać pod uwagę głos kibiców w każdej sferze życia klubowego. Łatwiej jest wysłuchać ich postulatów i ustosunkować się do nich, niż łatać dziury w budżecie spowodowane bojkotem dnia meczowego (w zależności od frekwencji, może to być od 70 do nawet 890 tysięcy PLN) .

3. 60% w wynagrodzeniach – symbol finansowego powodzenia

Optymalizacja kosztów oraz utrzymywanie przewagi przychodów nad kosztami są podstawą każdego przedsiębiorstwa, nie tylko klubowego. Największym wydatkiem klubowym są wynagrodzenia piłkarzy, dlatego ważne jest racjonalne podejście przy ustalaniu kwot wpisywanych na kontraktach. Przyjęło się, że idealny poziom kosztów utrzymania graczy zestawiając z przychodami to 60% (na każde 10 zł przychodu 6 zł przeznaczane jest na wypłaty dla sportowców). Zachowawczo przyjmuje się margines +-3% i ten pułap w zeszłym sezonie osiągnęło raptem 5 klubów (Legia – 60%, Śląsk – 59%, KGHM – 58%, Jagiellonia – 58% i Pogoń – 57%). Przekroczenie progu 75% stanowi niebezpieczeństwo nadwyżki kosztów (Lechia – 87%, Górnik – 81%), natomiast absolutnie niedopuszczalne jest przekroczenie progu 90% – oznacza to rychłe naruszenie budżetu (Wisła Płock – 114%). Pamiętajmy, że piłkarze to nie jedyny wydatek – trzeba zadbać o wynagrodzenie dla sztabu szkoleniowego, pracowników okołopiłkarskich, utrzymanie stadionu i inne, kluczowe aspekty finansowe.

4. Zadbaj o odpowiednich sponsorów, by nie mieć na głowie asesorów

Hojny sponsor to nie wszystko. Od deklarowanej kwoty sponsoringu ważniejsza jest jego wypłacalność oraz płynność finansowa (czyli to, czy klub nie będzie miał przestojów z przelewami i może faktycznie dawać tyle, ile oferuje). Tutaj najbezpieczniejsze są fundusze pozyskane od spółek z kapitałem państwowym (ponieważ część funduszy bezpośrednio pochodzi ze Skarbu Państwa jako częściowego właściciela spółki). Równie bezpieczne, lecz nieco bardziej kłopotliwe są fundusze pozyskane od jednostek samorządu terytorialnego (np. urzędów miast, dotacji gminnych, itp.). W pierwszym przypadku najbardziej komfortową sytuację ma Zagłębie Lubin (Skarb Państwa jest właścicielem KGHM w ok. 32%) i Lechia Gdańsk (Skarb Państwa jest właścicielem Energii w ok. 51,5%). W drugim przypadku najwygodniejszą sytuację ma Piast Gliwice i Arka Gdynia (w obu przypadkach sponsorem strategicznym jest Urząd Miasta). Ciekawą sytuację zagwarantował sobie Śląsk Wrocław – spośród klubów otrzymał największe przychody od JST (13 mln PLN, drugi Piast otrzymał 11,7 mln PLN, kolejne kluby nie przekroczyły bariery 6 mln PLN), a mimo to sponsorem tytularnym jest forBet, czyli ani kapitał JST, ani Skarbu Państwa.

5. Dbaj o mądre transfery, żeby nie było afery

Najbardziej chodliwym „towarem” są piłkarze w przedziale 20-24 lata, którzy przejawiają talent i mają potencjał, ambicje i zapał do pracy. Tacy piłkarze jak Jan Bednarek, Dawid Kownacki, Krzysztof Piątek czy Filip Jagiełło są zdecydowanie dobrym przykładem na to, jak ważną „fabryką” są akademie piłkarskie (w tym wypadku akademia Lecha Poznań i Zagłębia Lubin). Inwestycje nie zawsze się zwracają, ale o wiele korzystniejsze jest kształcenie piłkarza zgodnie ze swoją filozofią niż sprowadzanie graczy z innych klubów. A skoro o sprowadzaniu mowa – w parze ze sprzedażą idzie kupno. Tu należy pamiętać o zasadzie „jakość, nie ilość”, ale jednocześnie nie można stawiać wszystkiego na jedną kartę – przecież nawet najdroższy piłkarz nie ma magicznej aury „niełapania” kontuzji.

Na koniec chciałbym wyrazić głęboki podziw i szacunek ekonomom i księgowym klubowym (może nie wszystkim, ale odpuśćmy sobie uszczypliwości). Kawał solidnej, stresującej i odpowiedzialnej roboty, dzięki której przychody Ekstraklasy w ciągu mniej niż 10 lat wzrosły z 202,5 mln PLN do 579 mln PLN. A jak wiadomo – wpływa to na atrakcyjność naszej ligi za granicą.


Patryk Kwapis

@PatrykKwapis

Fan US Citta di Palermo. Z wykształcenia" ekonom, z pasji kucharz, z powołania jeszcze nie wiadomo kto, ale ktoś, kto lubi pracować z ludźmi. W wolnym czasie czyta kryminały, z(a)głębia techniki negocjacyjne i dłubie na SofaGol. Największy fan "Helikoptera w Ogniu" i "Leona Zawodowca"

Komentarze