Serie A

S - jak spaghetti, P - jak pasta. Włoskie wakacje z Pio.

Hubert Duplaga @DuplagaHubert

Fot: Antonio Saia, PressFocus

Tagi

Piątek serie A serie B Polacy

Zapiski z pamiętnika pisanego włoskim piórem z Wenecji. Co warto zobaczyć we Włoszech? Milan z Piątkiem w składzie i to jest danie główne tego posiłku.

Polscy Makaroniarze – buon appetito!

Półwysep Apeniński od zawsze zapierał dech w piersiach, a dla Polaków jest miejscem niezwykle atrakcyjnym. Szczególnie podczas wakacyjnych urlopów czy nawet kilkudniowych wypadów. 

Ciepły klimat, dobre jedzenie i piękne Włoszki stanowiły kuszącą ofertę nie tylko w okresie lipiec-sierpień, ale również wtedy, kiedy w Polsce można zmarznąć, a tam ogrzać się na plaży pełnej zadowolonych turystów.

Równie wspaniała, co pogoda jest architektura Włoch: dzieła Michała Anioła oraz pieta Rafaela Santi. Zwiedzanie Wenecji, Rzymu, Turynu czy stolicy mody – Mediolanu jest zawsze wydarzeniem wyjątkowym. Piękne miejsca i czar Wiecznego Miasta pozostawia w wielu szczere chęci do tego, by powracać jak najczęściej.

"Może zostaniesz na obiad? A może zostaniesz na zawsze?"

Jest jednak spora grupa, która wracać nie chce – bo nie musi. Wielu polskich zawodników wybrało Włochy jako optymalny kierunek i świadomie kieruje swoją karierą na Półwysep.

O tyle jest to niesamowite, że w samym Serie A mamy tylu rodaków, ile Arek Milik strzelonych bramek w tych rozgrywkach, a w Serie B tylu Polaków, ile goli zdobył w tym sezonie Piotrek Zieliński. Wszyscy, za wyjątkiem Marcjanika i Recy, grają jeśli nieregularnie, to przynajmniej co jakiś czas.

Polska przejmuje tę ligę.

Serie A:

Piotr Zieliński (Napoli/ 34 spotkania/ 5 bramek/ 2333 minuty)
Arkadiusz Milik (Napoli/ 30 spotkań/ 15 bramek/ 1 asysta/ 128 minut na gola/ 1917 minut)
Wojciech Szczęsny (Juventus/ 28 spotkań/ 2520 minut)
Krzysztof Piątek (Milan/ 28 spotkań/ 2250 minut/ 87 minut na gola/ 26 bramek/ 1 asysta)
Łukasz Skorupski (Bologna/ 26 spotkań/ 2340 minut)
Mariusz Stępiński (Chievo/ 26 spotkań/ 1860 minut/ 310 minut na gola/ 6 bramek/ 1 asysta)
Karol Linetty (Sampdoria/ 24 spotkania/ 1775 minut/ 10 ż.k. - lider)
Thiago Cionek (Spal/ 23 spotkania/ 1841 minut)
Bartosz Bereszyński (Sampdoria/ 20 spotkań/ 1692 minut)
Bartosz Salamon (Frosinone/ 15 spotkań/ 1274 minuty)
Paweł Jaroszyński (Chievo/ 14 spotkań/ 1015 minut)
Łukasz Teodorczyk (Udinese/ 10 spotkań/ 245 minut)
Bartłomiej Drągowski (Empoli/ 5 spotkań/ 404 minuty)
Arkadiusz Reca (Atalanta/ 3 spotkania/ 108 minut)

Serie B:

Radosław Murawski (Palermo/ 21 spotkań/ 1270 minut)
Paweł Dawidowicz (Hellas Verona/ 20 spotkań/ 1368 minut)
Tomasz Kupisz (Livorno/ PP/ 15 spotkań/ 785 minut)
Przemysław Szymiński (Palermo/ ŚO/ 11 spotkań/ 782 minuty)
Michał Marcjanik (Carpi/ 0 spotkań)

Już od następnego sezonu próby włożenia włoskiego buta podejmą się kolejni śmiałkowie: Sebastian Walukiewicz (Cagliari), Szymon Żurkowski (Fiorentina) oraz Filip Jagiełło (Genoa).

„A to bestia nienasycona."

To jest rzeczywistość. Polacy rządzą we Włoszech, a kolejne weekendowe kolejki i dobre spotkania dowodzą twierdzeniu, że Polak za granica ciężko pracuje. Nasi piłkarscy emigranci dokonują rzeczy wyjątkowych.

O Piątku nie potrafię powiedzieć nic nowego, bo powiedziano o nim wszystko. Może to, że urodził się na Dolnym Śląsku w Dzierżoniowie. Tam tez rozpoczynał karierę, grając w lokalnej Dziewiątce, a od 2011 roku w Lechii. Przymierzano go już chyba z każdym. Zestawienia van Bastenem, Inzaghim, Ronaldo czy Messim są we włoskich gazetach niemal codziennością. Powoli przyzwyczajamy się do sytuacji, w której polski piłkarz zdobywa bramki z niespotykanym wręcz zacięciem. Właściwie to on nas przyzwyczaja do swojej regularności.

Ale uwaga: Mamy w Polsce piłkarza, który strzela gola co 87 minut! Kiedy na niego patrzę, mam wrażenie, że on nadal jest głodny, bardzo głodny – starve powiedzieli by Anglicy. Coraz głodniejszy robi się po każdym kolejnym wyczynie strzeleckim i to do doprowadza kibiców do szału radości, a Włosi szał - i radości, i złości - opanowany mają do perfekcji.

To samo, co były zawodnik Cracovii, robił kilka lat temu Robert Lewandowski. Parę wiosen temu to Lewy gościł na okładkach pierwszych stron gazet, strzelając pięć bramek w dziewięć minut, a dziś dziennikarze myślą, jak wypchnąć kapitana z kadry by zrobił miejsce nowemu El Pistolero. 

Dawniej Lewy był na okładce Przeglądu Sportowego – dziś gości na łamach Super Expressu. A to pokazuje, jak niewdzięcznym zajęciem jest profesja napastnika. 

Wystarczy przyzwyczaić gawiedź do tego, że co mecz to w sieci i potem każdy mecz bez gola jest się: polaczkiem/porażką/gwiazdką/ przereklamowanym gościem od szamponu*. *Niepotrzebne skreślić.

Emocje podczas meczu, a szczególnie atmosfera stadionu, mają to do siebie, że wyzwalają emocje i stany wcześniej zupełnie u człowieka nie występujące. Można na początku meczu nienawidzić, następnie pokochać tylko po to, by w końcówce spotkania znów znienawidzić tę samą osobę. Albo cały klub. Albo prezesa. Nie istotne – ważne jest, by włączyć emocje, rozładować napięcie z całego tygodnia – wykrzyczeć wszystkie swoje bolączki. 

Dlatego piłkarscy bogowie potrafią spadać w dół z prędkością słupków Nowoczesnej w roku 2017. Choćby Pince Boateng – król moonwalk i mediolańskich dyskotek po kolejnych, mówiąc delikatnie, nieudanych spotkaniach przystani szukał daleko od Włoch. 

Środowisko kibiców piłkarskich jest niezwykle specyficzne, a Ci którzy maja szczęście być kochanymi zazwyczaj są nieliczni i trwa to stosunkowo krótko. Jest kilka wyjątków, ale to białe kruki typu Iniesta – w końcu strzelił w finale Mundialu – jak go nie kochać?!

Polish Army

Wracając do Polaków na Półwyspie. „Ależ nam się zrobiła awantura” można powtórzyć za spikerem na Legii, Jurasem. Kto stoi za tą awanturą? Lista wydaje się długa i wstydem było by kogoś pominąć – jednak podejmę się tej próby z kategorii - jak wytresować smoka.

Po pierwsze primo szlaki we Włoszech należało jedynie odświeżyć. Wiele lat temu pewien rudowąsy jegomość pracował na swoje nazwisko bardzo ciężko. Zdobył parę ładnych bramek, a Tiziano Crudeli wtedy zaczynał pracować jako komentator. 

Dziś Zbigniew Boniek pełni rolę nieoficjalnego rzecznika prasowego polskich zawodników i agenta w jednym, a prezesi włoskich klubów raz po raz odzywają się, pytając o opinie na temat wybijającego się talentu.

Po drugie primo wpływ na obecny stan rzeczy ma rozwój agencji menadżerskich. Są one napędzane coraz większymi kwotami od transferów poszczególnych graczy, bo Polacy mimo, że dla Włochów są tani – to na polskim rynku są towarem niemalże luksusowym. Prosty przykład: kogo z Ekstraklasy stać dzisiaj na Żurkowskiego? Nikogo. Jak więc widać Fabryka futbolu czy agencja Marcina Kubackiego zajmują się interesami zawodników na prawdę dobrze.

Po trzecie primo ultimo sami zawodnicy zadbali o wyrobienie własnej marki. Szansa, jaką otrzymali Szczęsny czy Skorupski była drogowskazem: tutaj, we Włoszech ciężka praca popłaca. Milik i Zieliński to kolejne przykłady walki o miejsce w pierwszym składzie. Zielu ma 5 bramek, co jak na jego rozmaite zmiany pozycji jest osiągnięciem dobrym, ale Milik ma tych bramek 14.

Wydaje się więc, że dwa pierwsze prima są istotne, ale to jak wysoko są w hierarchiach poszczególnych drużyn Polacy jest zasługą przede wszystkim ich samych. Jak mówi Mariusz Pudzianowski: "samo nic się nie zrobi" – choć akurat on lekko nadużywa tego stwierdzenia, można przymknąć na to oko – bo to prawda. 

Polacy gryzą trawę, walczą, nie odpuszczają, nie odstają technicznie – co jeszcze kilka lat temu było nagminne.

"Inaczej wygląda ten świat niż przed laty"

Minęły już czasy Rasiaka – miejmy nadzieje bezpowrotnie. Jednak historia uczy, żeby nie składać tak wiążących deklaracji. Sporo się w Polsce pozmieniało za sprawą m.in. Zbigniewa Bońka czy trenerów takich jak Michał Probierz, Adam Nawałka czy Piotr Stokowiec.

A po czwarte – Polacy maja jedną ogromną zaletę, której nie ma na przykład żaden Chorwat – ich ceny na rynku są dla Włochów okazją, niczym Black Friday w Biedronce. W porównaniu do nacji bardziej "piłkarskich" są opcją mniej ryzykowną. 

Lepiej, żeby nie sprawdził się młodziak za milion euro, niż ten za piętnaście.
O Polaków w Serie A jestem spokojny. Nastały dla piłkarskiej Polski lepsze czasy, a większość z tytułowych polskich makaroniarzy to pracusie, którzy łatwo nie dadzą za wygraną. 

Boję się tylko o staruszka z Włocha – Piątek może doprowadzić do najpiękniejszej możliwej śmierci dla komentatora – podczas komentowania swojej ulubionej drużyny.


Hubert Duplaga

@DuplagaHubert

Komentarze