Ekstraklasa

Nie ma strzałów, nie ma bramek. Jak sobie radzi Artur Sobiech?

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Lechia Gdańsk, Lechia Gdańsk

Tagi

Artur Sobiech Lechia Gdańsk Bramki Skuteczność Statystyki Lotto Ekstraklasa

Kiedy Artur Sobiech przychodził do Lechii Gdańsk niektórzy kibice i dziennikarze (zwłaszcza po tym, jak strzelił trzy bramki Zagłębiu Lubin) określali go mianem Króla Artura. Czas mija, a były napastnik Hannoveru jakoś nie może na stałe założyć królewskiej purpury. Zdecydowanie częściej jego występy są nijakie, pozbawione wyrazu i błysku. Poza jednorazowym wyskokiem z Zagłębiem Sobiech strzelił bramkę jeszcze tylko w jednym meczu. Nie wygląda to najlepiej. Po piłkarzu z przeszłością w Bundeslidze i reprezentacji Polski oczekiwano chyba w Gdańsku więcej.

Po przyjściu do Lechii Sobiech miał bardzo duże zaległości treningowe. Minęło trochę czasu od jego transferu zanim w ogóle pojawił się na boisku. Zagrał trzy spotkania w podstawowym składzie, w których zaliczył trzy bramki (z Zagłębiem) i asystę (z Wisłą Kraków), ale był to najsłabszy okres Lechii w tym sezonie, w którym zanotowała ona dwie porażki i remis. Sobiech na dłużej wypadł z podstawowego składu. Jego przygotowanie do sezonu było gorsze, niż się wydawało. Na dobre do pierwszej jedenastki wrócił dopiero w 20 kolejce i znowu odpłacił się golem i asystą. Niestety dla niego, w tym roku, po przepracowaniu w pełni okresu przygotowawczego już tak kolorowo nie jest. W czterech spotkaniach ligowych i jednym pucharowym Sobiech zaliczył jedną asystę, bramki nie strzelił. Co gorsza oddał w sumie cztery celne strzały. Przypomnę, że mówimy tu o środkowym napastniku. W innych statystykach wcale nie jest dużo lepiej. Sobiech wygrał 36% swoich pojedynków w tym roku. Zanotował za to aż 48 strat. Żeby nie było. Nie są to liczby, po których można Sobiecha wysyłać do jakiegoś klubu drugiej ligi. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że zawodnik gra trochę na zaciągniętym hamulcu ręcznym.

W statystykach napastnika Lechii zwraca uwagę to, że oddaje on bardzo mało strzałów. W sumie w czterech kolejkach zaledwie siedem uderzeń. To raczej liczby środkowego obrońcy, a nie najbardziej wysuniętego piłkarza lidera ligi. Co gorsza, w dwóch spotkaniach (z Wisłą i Pogonią) nie uderzył na bramkę rywala ani razu! Za to z Koroną strzelał aż pięciokrotnie, zawiodła tylko skuteczność, z którą ten zawodnik problemy ma nie od dziś. Skąd takie różnice. Otóż w Kielcach Sobiech przyjął 53 podania. Jak to wyglądało w pozostałych spotkaniach? 26, 27 i 25. Różnice są znaczące. Wygląda więc na to, że napastnik lidera Lotto Ekstraklasy nie strzela, bo po prostu nie dostaje piłek. Z czego to wynika? Ano prawdopodobnie z tego, że Sobiech rzadko przebywa w polu karnym rywali. Lechia tylko w meczu z Koroną była stroną dominującą. Atakowała z rozmachem i dzięki temu kreowała sporo sytuacji. W pozostałych spotkaniach grała w stylu prezentowanym przez Stokowca. Raczej oszczędnie, raczej wyczekując na błędy rywali. Nie jest to styl wymarzony przez środkowego napastnika, który wszak żyje z podań. Tymczasem poza wyjątkowym meczem z Koroną w pozostałych spotkaniach Sobiech był zmuszony do cofania się po piłkę, czym wprawdzie robił miejsce dla Flavio, czy Kubickiego, ale brakowało go w szesnastce rywali.

Można więc uznać, że Sobiech jest zakładnikiem taktyki ustalanej przez swojego trenera. Byłoby to chyba jednak spore nadużycie. Ten zawodnik nigdy nie był wyjątkowo skutecznym graczem. Najlepsze statystyki osiągał na polskich boiskach. Na ligowych boiskach w Niemczech w 143 meczach zdobył zaledwie 22 bramki (18 w pierwszej i 4 w drugiej Bundeslidze). Jasne, jego karierę często powstrzymywały kontuzje, niemniej jednak nadal mówimy o środkowym napastniku, a to raczej liczby przyzwoite dla pomocnika. Z drugiej jednak strony większość swojego pobytu w Niemczech Sobiech spędził w Hannoverze, a to nie jest klub z czołówki ligi, który tworzy mnóstwo sytuacji i promuje kolejnych napastników.

Na koniec sprawdziłem jeszcze jedną statystykę. W całej swojej karierze Artur Sobiech strzela średnio 0,23 bramki na mecz. W tym sezonie w 16 spotkaniach strzelił 4 gole. Wygląda więc na to, że ten zawodnik po prostu tak ma i nie można być zaskoczonym jego skutecznością w bieżącym sezonie. Co więcej, jeśli liczby tym razem nie kłamią, spodziewałbym się, że w najbliższych dwóch spotkaniach będziemy świadkami bramki strzelonej przez naszego dzisiejszego bohatera. Okazje po temu raczej będą, bo Lechia najpierw gra u siebie z broniącą się przed spadkiem Wisłą Płock, a później jedzie do ostatniego w tabeli Zagłębia Sosnowiec. Obowiązkiem lidera będzie zdobycie w tych dwóch spotkaniach kompletu punktów, a ich środkowego napastnika strzelenie przynajmniej jednego gola.   


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze