Retro Piłka

Święty Marian

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: offtheball.com, offtheball.com

Tagi

Pahars Southampton Łotwa Premier League Skonto Ryga

Podobnie jak dzisiaj, także na przełomie wieków Southampton biło się o utrzymanie w Premier League. Pomimo swojej przeciętności, "Święci" trwali w elicie dzięki takim piłkarzom jak Matt Le Tissier, czy Marians Pahars, którego bramki niejednokrotnie ratowały Southampton z opresji.

Niewysoki, mierzący 173 centymetry wzrostu napastnik, prawdopodobnie najlepszy łotewski piłkarz w historii urodził się nie na Łotwie, ale na Ukrainie, w obwodzie czerkaskim. Stamtąd przeniósł się jednak do Rygi, gdzie kształtował swoją karierę w takich klubach jak Paradaugava Ryga i Skonto Ryga. To w tym drugim klubie wypłynął na szerokie wody. Wraz z drużyną ze stolicy Łotwy występował w europejskich pucharach, ściślej, kwalifikacjach do Ligi Mistrzów i Pucharu UEFA (o występach Skonto w Europie więcej TU), jednak furory tam nie zrobił. W 14 meczach nie strzelił gola. Nieco lepiej szło mu w lidze. W latach 1995-1997 w 59 spotkaniach zdobył 25 bramek. Przełomowy dla Paharsa był rok 1998. Zaczął strzelać w Europie. W 1.rundzie Pucharu UEFA trzykrotnie pokonał golkipera Dynama Moskwa, jednak nie zapewnił zwycięstwa swojej drużynie. Skonto przegrało w dwumeczu 4-5. Pahars wreszcie zaczął seryjnie trafiać w lidze. W 26 spotkaniach 19 razy trafił do siatki.

W styczniu 1999 roku adresem Paharsa było już Southampton. "Święci" pozyskali Łotysza za ogromną jak na łotewskie warunki kwotę 1,2 mln euro (przeliczając na dzisiejsze pieniądze). W barwach "Świętych" Pahars zadebiutował w przegranym 0-1 meczu z Coventry City. Już w drugim meczu w Southampton zapisał się na listę strzelców. W meczu z Blackburn Rovers pojawił się na boisku w 78 minucie, zaś osiem minut później strzelił gola, dającego remis 3-3. Niemal cały sezon 1998/99 "Święci" okupowali strefę spadkową. Zespół prowadzony przez Dave'a Jonesa do końca musiał obawiać się o ligowy byt. Utrzymanie się w elicie zapewnił Pahars, który w ostatnim meczu sezonu, z Evertonem zdobył dwie bramki. Pierwszy, niepełny sezon Pahars zakończył z trzema golami w sześciu meczach. A to był dopiero początek...

Sezon przełomu wieków był już zdecydowanie lepszy. Zarówno w wykonaniu Paharsa, jak i ekipy z St. Mary's Stadium. W letnim okienku transferowym Święci dokupili drugiego Łotysza, kolegę Paharsa ze Skonto i reprezentacji Imantsa Bleidelisa. Pochodzący z Rygi pomocnik ani trochę nie dorównał Paharsowi. Bleidelis spędził w Southampton trzy sezony, rozgrywając raptem dwa mecze. Na boiskach Premier League spędził... 8 minut! Mniej niż Ali Dia, jeden z największych oszustów w historii futbolu, grający w Southampton w 1996 roku, który w meczu z Leeds United przebywał na boisku 51 minut. Pahars nie zrównał się do poziomu Bleidelisa i został najlepszym strzelcem Southampton. W 33 meczach zdobył 13 bramek. Szczególnie dał się we znaki golkiperom Manchesteru United i Wimbledonu, którym strzelał gole w każdym ligowym meczu sezonu 1999/2000. Szybki i zwinny Łotysz zaskarbił sobie sympatię kibiców Southampton. Pahars został nazwany "Łotewskim Michaelem Owenem". Napastników łączyły gra w Premier League, styl gry, jaki prezentowali, a także jednakowy wzrost. Pewnie i dorobek bramkowy obu panów byłby podobny, gdyby nie różnica klas klubów, w jakich występowali.

Pahars dwoił się i troił, by swoimi golami zapewnić Southampton ligowy byt. Sezon 2000/01 był pod tym względem gorszy. "Łotewski Owen" w 31 meczach strzelił tylko 9 goli. Znów skarcił jednak Manchester United, strzelając im gola w wygranym przez Świętych 2-1 meczu 34.kolejki Premier League. Warto dodać, że na początku XXI wieku oprócz Paharsa kilku Łotyszy próbowało zawojować angielskie boiska. Zarówno jeśli chodzi o Premiership, jak i o niższe ligi. Oprócz wspomnianych Paharsa i Bleidelisa do Arsenalu trafił Igors Stepanovs, szeregi Crystal Palace zasilili Aleksandrs Kolinko i Andrejs Rubins, do Fulham trafił Andrejs Stolcers, a do Bristol Rovers przeszedł Vitalijs Astafjevs. Wyżej wymienieni zawodnicy nie zbliżyli się jednak do osiągnięć Paharsa, który stał się prawdziwą gwiazdą Świętych.

Sezon 2001/02 był najlepszym, jaki Łotysz rozegrał na St. Mary's Stadium. Opuścił tylko dwa spotkania ligowe. Strzelił 14 goli i trzeci raz z rzędu został wybrany najlepszym piłkarzem Southampton. Z właściwą sobie regularnością, jedną z bramek strzelił, a jakże, Czerwonym Diabłom. Niestety przed mundialowy sezon był ostatnią dobrą kampanią w wykonaniu Paharsa. Latem 2002 roku przeszedł operację przepukliny, przez co stracił niemal cały sezon 2002/03. Zdołał rozegrać 9 meczów, zdobywając zaledwie jedną bramkę. Przerwa spowodowana operacją spowodowała, że zbytnio nie przyczynił się do historycznego awansu Łotyszy na EURO 2004. Rozegrał jednak trzy mecze w eliminacjach (grał m.in. w słynnym meczu z Polską wygranym 1-0 po golu Jurisa Laizansa), a w barażowym meczu z Turcją pojawił się na boisku w ostatnich minutach meczu zremisowanego 2-2. Do poważnego grania wrócił w listopadzie 2003 roku. Na gola w Premier League doczekał się miesiąc później. Wybrał sobie znakomity moment, bo trafił do siatki w meczu ze znienawidzonym rywalem "Świętych", Portsmouth. Jak się okazało był to przedostatni gol Paharsa w Premier League. Ostatniego strzelił na 1,5 miesiąca przed startem EURO 2004, w przegranym meczu z Boltonem.

Pomimo kontuzji i nierównej formy Pahars znalazł się w kadrze na portugalski turniej. Napastnik trzykrotnie wybierany najlepszym piłkarzem drużyny grającej w najlepszej lidze świata powinien być najlepszym piłkarzem takiej reprezentacji jak Łotwa. Nic z tych rzeczy. Choć "Łotewski Owen" zagrał we wszystkich meczach Łotyszy, w każdym z nich wchodził z ławki rezerwowych. Łącznie spędził na boisku godzinę. Pahars schował się w cień Marisa Verpakovskisa, głównego architekta awansu Łotwy na EURO 2004. Napastnik Skonto strzelił jedynego gola dla podopiecznych Aleksandrsa Starkovsa podczas portugalskiej imprezy, m.in. dzięki temu przeszedł za 2 mln euro do Dynama Kijów.

Łotysze po dwóch porażkach z Czechami i Holandią oraz bezbramkowym remisie z Niemcami pożegnali się z Mistrzostwami Europy. Pahars wrócił do Southampton. Zamiast grać, znowu się leczył. Kontuzja w przedsezonowym meczu ze Swindon Town spowodowała, że "Łotewski Owen" stracił trzeci sezon z rzędu. Próbował wrócić, ale problemy zdrowotne dawały o sobie znać. Stracili także "Święci", którzy spadli do Championship. Pahars zdołał uporać się z kontuzjami pod koniec września. Właśnie wtedy pojawił się na boisku, w zremisowanym bezbramkowo meczu z Reading. "Łotewski Owen" zmienił na boisku Kamila Kosowskiego, jednego z czterech Polaków, którzy w sezonie 2005/06 zasilili Southampton. Mimo powrotu na boisko, Pahars nie był już ważnym ogniwem "Świętych". Rozegrał tylko 10 spotkań (8 w lidze, dwa w Pucharze Anglii) i strzelił jednego gola (w przegranym 3-4 meczu z Leeds United). Pahars opuścił St. Mary's Stadium w czerwcu 2006 roku. Łotysz został pożegnany owacjami na stojąco.

Pomimo niespełna 30 lat na karku kariera Paharsa zmierzała ku końcowi. Przez półtora roku występował na Cyprze, w Anorthosisie Famagusta, skąd odszedł tam, gdzie się wypromował. Przez rok grał w Skonto, zaś karierę zakończył po rocznym pobycie w FK Jurmala-VV (obecnie Daugava Ryga).

Po zakończeniu kariery wziął się za trenerkę, gdzie idzie mu bardzo przeciętnie. Najpierw był asystentem Starkovsa w Skonto, by później samemu poprowadzić ten klub. Największym osiągnięciem Paharsa jest Puchar Łotwy w sezonie 2011/12, zdobyty z nieistniejącą już ekipą ze stolicy Łotwy. Jako szkoleniowiec Skonto rywalizował z Wisłą Kraków w 2.rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, jednak odpadł, przegrywając w dwumeczu 0-3. Potem zatrudniła go LFF (Latvijas Futbola Federacija), gdzie najpierw był trenerem kadry U21, by potem objąć posadę selekcjonera pierwszej reprezentacji. Tą funkcję piastował przez 3,5 roku. Został zwolniony po pięciu porażkach z rzędu. Czarę goryczy przelała klęska 0-5 w sparingu z Gruzją. Pahars zrobił sobie roczną przerwę od ławki trenerskiej. W czerwcu ubiegłego roku został szkoleniowcem FK Jelgawa, gdzie radzi sobie nie najlepiej. Wygrał tylko cztery mecze, zremisował jeden, a przegrał aż 14 razy. Ten sezon będzie dla niego kluczowy. Jeśli nie odmieni w nadchodzącej kampanii gry Jelgawy zapewne pożegna się z posadą szkoleniowca. Czy na długo? Taka osoba jak Pahars w takim kraju jak Łotwa szybko znajdzie zatrudnienie.

Łotewskiej piłce brakuje dziś takiego piłkarza jak Pahars. I zapewne przez wiele lat nie będą go mieć.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze