Serie A

Sinisa Mihajlović ma ratować Bolonię przed spadkiem

Mateusz Adamek @MateuszAdamek93

Fot: i.eurosport.com, i.eurosport.com

Tagi

Okupowanie końcowych rejonów tabeli to dla kibiców oraz piłkarzy popularnych "Rossoblu" codzienność. Pod koniec stycznia bieżącego roku sytuacja stała się jednak na tyle kiepska, iż działacze klubu z Bolonii postanowili zastosować roszadę na stanowisku szkoleniowca pierwszego zespołu.

Dobrze zorientowany w realiach włoskiej piłki Sinisa Mihajlović, podjął się niezwykle trudnego zadania. Według włodarzy klubu z Bolonii ma on być receptą na kiepską grę i człowiekiem, który swoją twardą ręką zaprowadzi porządek w szeregach zespołu z północy kraju. Już pierwsze spotkania pokazały, iż nowo zatrudniony trener, doskonale radzi sobie w bolońskich realiach. Czy kolejnym krokiem będzie utrzymanie się we włoskiej ekstraklasie?

Specjalność: rzut wolny

50-letni Sinisa Mihajlović podczas swojej kariery piłkarskiej dał się poznać jako znakomity wykonawca stałych fragmentów gry. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pozycja na boisku urodzonego w Vukovarze zawodnika. Jako defensor kilku ekip na Półwyspie Apenińskim zdobył 28 bramek bezpośrednio z rzutów wolnych. Podobnym wyczynem może pochwalić się tylko Andrea Pirlo, który taką samą ilość razy znajdował drogę do bramki rywali ze stojącej piłki.

Podczas swojego pobytu na włoskich boiskach rozegrał ponad 300 spotkań w barwach czterech zespołów. Były to kolejno drużyny Romy, Sampdorii, Lazio oraz Interu. Z tymi drugimi miał również przyjemność pracować w roli szkoleniowca w latach 2013-2015. Początki jego pracy w charakterze trenera przypadają jednak znacznie wcześniej.

Trenerskie debiuty

Po zawieszeniu butów na kołku w roku 2006, zdecydował się pozostać w swoim ówczesnym klubie i przyjąć posadę asystenta niedawnego kolegi z boiska-Roberto Manciniego. Po dwóch latach pracy w Interze podjął decyzję o usamodzielnieniu, a jego nowym klubem została... Bologna FC. Jego pierwsza przygoda z siedmiokrotnymi mistrzami kraju nie była jednak zbyt udana. Do momentu objęcia posady szkoleniowca Sampdorii, jego epizody w klubach trwały zwykle dość krótko. Powrót do Genui Serb traktował zresztą w sposób bardzo sentymentalny i honorowy, gdyż jako piłkarz rozegrał tam ponad 100 spotkań.

Podczas wielu wywiadów przyznaje, iż podczas toczącej się w jego rodzinnych stronach wojnie domowej, nauczył się słuchania i poleceń i ogólnego posłuszeństwa. Tego wymagał także od swoich piłkarzy. Jako doskonały przykład szacunku jakim darzyli go zwykle piłkarze, może posłużyć przykład Zlatana Ibrahimovića. Szwed znany ze swojego specyficznego poczucia humoru, pozwalał sobie na żarty właściwie wobec każdego, kogo spotkał na swojej drodze. Wyjątkiem była jednak osoba Mihajlovića, wobec której nie pozwolił sobie nawet na najmniejszą uszczypliwość podczas ich wspólnej pracy w Mediolanie.

Jak łatwo się domyślić, zdarzały się także sytuacje, w których zawodnicy wykazywali się brakiem subordynacji wobec Mihajlovića. Takimi zawodnikami byli chociażby Samuel Eto podczas pracy w Sampdorii oraz Adrian Mutu w trakcie krótkiego pobytu Serba we Florencji. Jednak ogólny odbiór Serba jako szkoleniowca jest raczej pozytywny.

Deja vu

Po raz kolejny podczas swojej trenerskiej kariery urodzonemu na terenach byłej Jugosławii Mihajlovićowi, przyszło objąć zespół po młodszym z braci Inzaghi - Filippo. Ich pierwsze "spotkanie" odbyło się w roku 2015. Sinisa nie zaliczy jednak z pewnością tego epizodu do udanych, gdyż rozstał się z klubem z czerwono-czarnej części Mediolanu po zaledwie kilku miesiącach pracy. Włodarze klubu z północy Włoch liczą na to, iż w ich przypadku podobna zamiana będzie miała troszkę lepsze skutki.

Każde spotkanie które przyjdzie im rozegrać do końca obecnej kampanii, będzie tym z gatunku meczów o "sześć punktów". Kibice Bolonii gorąco wierzą w utrzymanie swojego ukochanego zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czy sztuka ta im się uda, przekonamy się za kilka tygodni.


Mateusz Adamek

@MateuszAdamek93

Futbolowy fanatyk. Od Premier League do IV ligi lubelskiej - iGol.pl

Komentarze