Ekstraklasa

Ekstraklasa(w zwalnianiu).

Hubert Duplaga @DuplagaHubert

Fot: wp.pl, wp.pl

Tagi

ekstraklasa

[...]choć już troszeczkę piłki liznął to mimo swojego „doświadczenia” z fotelu prezesa nie miesza trenerowi w składzie wsadzając na miejsce Cabrery swojego pociotka.

"Ekspresem do krokodyli".

Czas grillowania zbliża się wraz z wiosną nieubłaganie. Coraz cieplejsze dni pozwalają przy zimnym piwku na kiełbaski i burzliwe dyskusje o piłce. Nie inaczej jest w Ekstraklasie, gdzie sezon na grilla właśnie wystartował.

„I choćby przyszło tysiąc atletów, i choćby zjadło tysiąc kotletów….”

Powstało tysiące hipotez, co jest w polskiej piłce źle i co trzeba zrobić żeby ten stan rzeczy odmienić. Nie mam zamiaru podejmować się próby wyjaśnienia dlaczego jest tak, a nie inaczej. Gołym okiem widać, że problemów jest wiele i nie rozwiąże się ich ot tak, pstrykając palcem (np. wprowadzając przykaz młodzieżowca z 98 roku w Ekstraklasie)

W dobie wszechobecnych social media’ów* coraz więcej głupstw piszą/mówią/sugerują prezesi i to nie jest nic normalnego. Bardzo dobrze, że po zwolnieniu Sa Pinto prezes Mioduski poszedł do programu „Sekcja Piłkarska”. Bardzo dobrze, że chciał powiedzieć kilka mądrych rzeczy. Gorzej, że powiedział same idiotyzmy.

Jeżeli ktoś, a szczególnie prezes uważa, że w ataku wystarczy – i tutaj cytat: „dobrze podać, strzelić, przedryblować” to możemy mieć spore kłopoty na linii prezes-taktyka. Prezesie – jeśli nie znasz się na piłce – to uwaga! – nie musisz. Zatrudnij dyrektora sportowego, który się zna. Zatrudnij ludzi, którzy mogą pomóc, bo potrafią to zrobić. Nie graj w Football Menagera.

Mit Nawałki. Tylko dla dzieci.

Skoro w ciągu roku z Lecha prowadziło sześciu trenerów, a w Legii po raz trzeci rolę trenera tymczasowego przejmuje Aleksandar Vuković to chyba coś jest nie tak. Panuje w polskiej piłce diabelski młyn. Jeśli ktoś wierzy, a śmiem twierdzić, że pan Mioduski w to właśnie uwierzył, iż popularny Vuko okaże się kimś takim dla Legii jak Solskjear dla United to radził bym się mocno puknąć w głowę.

Mocno wierzyłem, że Nawałka dostanie w Lechu więcej czasu niż te kilka miesięcy. Wydaje się, że kłopot z byłym selekcjonerem polegał na niedoścignionej wizji, której wdrożenie w realiach obowiązujących w polskiej lidze przerosły jego samego. Niezrozumienie na linii prezes (czyt. właściciel) było tak duże, że dalsza współpraca okazała się niemożliwa.

Nie ma wątpliwości, że to wyniki zwolniły trenera. Miałem jednak sporą nadzieję, że będzie to pierwszy trener, który swoim mitem przekona właścicieli do projektu pomimo kiepskich rezultatów. Nie udało się, i ku mojemu zdziwieniu, przekonał on ich do zwolnienia siebie w trybie ekspresowym.

Co teraz z Nawałką? Nie sądzę by miał kłopoty ze znalezieniem pracodawcy. Wiadomo powszechnie, że zdecydowanie bliżej mu do despoty niż dobrej wróżki, jednak mimo to nie wydaje mi się by ktoś z takim CV w następnym sezonie nie znalazł zatrudnienia. Być może nawet za granicą, bo tam pewnie droga była by mniej kręta niż w polskim piekiełku. 

W kraju Adam Nawałka sam jest sobie winien. Porysował swój pomnik, szczególnie na konferencjach, bo jak wiadomo: „są dwie drużyny, a my jesteśmy dobrze przygotowani, wypełnialiśmy plan...” etc.

Idąc dalej patrzymy na Cracovię, która regularnie punktuje. Jak to możliwe? Jeszcze dwa lata temu była kandydatem do pierwszej ligi. Może mówienie o mistrzostwie jest na wyrost, jednak to, że w Ekstraklasie wszystko może się zdarzyć już wiemy.

Kolejnym klubem, który podąża drogą trudną, ale zdecydowaną jest największy zwycięzca ostatnich miesięcy. Jeszcze niedawno opisywałem perypetie z Sarapatą i nieuchwytnym Vannem Ly, a dziś Biała Gwiazda to bardzo poważny klub. Ba! Ma nawet prezesa, trenera i zawodników, którzy robią różnicę.

Gdybyśmy rozmawiali kilkanaście miesięcy wcześniej, pewnie nikt by nie podejrzewał, że chwalić będzie można, a nawet trzeba: Wisłę i Cracovię, może ze szczyptą coraz lepszego Zagłębie Lubin. Daleko w tyle zostaje kiepsko grająca, acz punktująca Legia oraz grający bezproduktywnie Lech Poznań. Swoją drogą uważam, że zawodnicy Lecha chcieli jak najszybciej pozbyć się samowładczego Nawałki i zastąpić go trenerem-dobrym duchem drużyny. Swój cel osiągnęli, a teraz kolejne punkty są w zasięgu ich możliwości.

Jest to ewenement w skali światowej – zawodnicy United grający by zwolnić Jose Mourinho. Rzecz w futbolu dotąd niesłychana. Piłkarze zwalniający szkoleniowca. 

Gracze Lecha dostali takiego Solskjeara, na jakiego ich stać. I oby dla nich Dariusz Żuraw okazał się odpowiedzią na bolączki Lecha, choć bardziej niż długoterminowe leczenie przypomina mi to podanie doustnie kilku tabletek przeciwbólowych. 

Sytuacja prowadzi mnie do konkluzji, że brak jest w Ekstraklasie działania długofalowego i przemyślanej strategii zatrudniania takich, a nie innych szkoleniowców. Jeśli popatrzeć, na niektóre przewijające się nazwiska to ma się wrażenie, że zwyczajnie Ci szkoleniowcy byli dostępni na rynku i nikogo nie obchodzi czy aby na pewno dany trener poradzi sobie w określonych realiach konkretnego klubu, czy może zmienia kluby z taką częstotliwością jak Cristiano Ronaldo samochody.

Wyjątkiem od reguły jest kilka linijek wyżej chwalona przeze mnie Cracovia i Michał Probierz, który stał się ojcem jej stabilnej formy.

Poznań miastem doznań?

Wracamy do Poznania. Co warto docenić w Lechu? Sporą rolę odgrywa akademia: liczba wychowanków i piłkarzy przechodzących przez jej szczeble oraz znajdujący później miejsce w Ekstraklasie (albo dalej) jest porażająca. Kilka przykładów: Możdzeń (tak, ten sam, co strzelał Manchesterowi City), Gumny, Bereszyński, Bednarek. Nie ma sensu wymieniać wszystkich – zarządzanie akademią jest o szczebelek wyżej niż zarządzanie klubem. Kropka.

Jeśli pan Rutkowski w ten sam sposób zajmował się klubem co akademią, to Lech nie zwalniałby trenerów z częstotliwością Krzysztofa Piątka naładowanego niczym beczka z ołowiem. Nie wiem jak wy, ale ja mam już dość prezesów udających ekspertów od futbolu. 

Większość z nich nie jest, nie była i raczej nie będzie już piłkarzami, choćby z racji wieku. Większość z nich nie jest, nie była i nie będzie już trenerami, z racji ograniczonych w tym kierunku możliwości. Większość z ich jest, była i będzie prezesami. 

I niech nimi będą – świetnie i doskonale – ale uprasza się uprzejmie o nieudawanie ekspertów od futbolu. Uprasza się o dbanie o płynność finansową klubu, zaplecze tj. stadiony, kompleksy treningowe i akademie dla młodzieży. To wszystko. Tak niewiele potrzeba do szczęścia.

Nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś miał pretensje do prezesa za to, że nie zajmuje się piłką od strony taktycznej, że nie próbuje dobierać zawodników. On nie jest od tego! Jeśli jakiś prezes chce być trenerem – nic prostszego. Na stronie PZPN podane są wszelkiej maści potrzebne ku temu informacje, jak, gdzie, kiedy i co trzeba zrobić, żeby dostać poszczególne licencje.

I znów cholernie dobrym przykładem jest Cracovia (uprasza się kibiców Wisły o wytrzymanie napięcia). Profesor Filipiak, choć już troszeczkę piłki liznął to mimo swojego „doświadczenia” z fotelu prezesa nie miesza trenerowi w składzie wsadzając na miejsce Cabrery swojego pociotka. Można mieć czwarte miejsce, kibiców na stadionie i zdolną młodzież? Można. I nie trzeba do tego zwalniać trenera po pierwszych pięciu porażkach pod rząd. 


Hubert Duplaga

@DuplagaHubert

Komentarze