Bundesliga

Oblany Egzamin dojrzałości

Aga @agaton_bvb

Fot: hpgruesen, CC0

Tagi

Już od kilku lat walka o Mistrzostwo Niemiec nie wzbudzała takich emocji, jak w tym sezonie. Podekscytowanie, które towarzyszyło tegorocznemu Der Klassiker było zauważalne również w Polsce. Niektórzy kibice określili go mianem najważniejszego starcia Bayernu Monachium z Borussią Dortmund od pamiętnego finału na Wembley z 2013 roku. 

W 2013 roku to drużyna Juppa Heynckesa sięgnęła po upragniony Puchar Champions League, pokonując Dumę Westfalii (2:1). Robert Lewandowski i Mats Hummels byli wtedy zawodnikami BVB, a w sobotę 6. kwietnia, ubrani już w czerwone trykoty, w znaczący sposób przyczynili się do zwycięstwa na Allianz Arena. Niemiecki magazyn Kicker ich występ w meczu z poprzednim pracodawcą ocenił na 1, co w tutejszej skali ocen oznacza klasę światową.

Zastanawiam się dzisiaj, co było przyczyną tak słabej postawy Borussii Dortmund w tym spotkaniu. Przecież to piłkarze trenera Favre mieli dużo szczęścia, chociażby w Dortmundzie, gdy dwie bramki na wagę trzech punktów zdobywał Paco Alcacer czy w Berlinie, gdzie trafienie Marco Reusa na 2:3 pozwoliło nam uwierzyć, że Dortmund jeszcze nie powiedział w tym sezonie ostatniego słowa. Przecież do składu meczowego wrócił świeżo upieczony tata - kapitan, a Łukasz Piszczek (talizman Dumy Westfalii) wznowił treningi biegowe po przerwie spowodowanej urazem stopy i wrócił do wyjściowej jedenastki. Co prawda, w Monachium zabrakło chociażby hiszpańskiego napastnika, który jesienią był gwarantem bramek dla BVB, a Achraf Hakimi musiał przedwcześnie zakończyć sezon 2018/19 z powodu złamanej kości śródstopia. Ale przecież to Borussia Dortmund miała być drużyną, która pokaże całej Europie, że nie taki ten Bayern straszny. Że po tylu latach rutyny i hegemonii Bayernu w Niemczech nastąpi zmiana lidera. Czego w takim razie zabrakło w ten sobotni wieczór? Pewności siebie, prawdziwej woli walki, zaangażowania, przekonania o swojej wartości i wiary we własne siły. I chociaż za chwilę ktoś odezwie się i powie, że sfera mentalna nie mogła mieć aż tak wielkiego wpływu na grę Borussii Dortmund w tym dniu, będę uważała inaczej.

W meczach z takim rywalem jak Bayern Monachium nie możesz pozwolić sobie na chwilę słabości. I chociaż drużyna Niko Kovaca nie zachwyca w tym sezonie, co wielokrotnie mogliśmy zaobserwować oglądając poczynania Bayernu w Champions League czy Bundeslidze, to wciąż nie ma sobie równych w walce o Mistrzostwo Niemiec. Ona takie spotkania wygrywa już na doświadczeniu i dzięki przekonaniu o własnych możliwościach. Mamy Lewandowskiego i nie zawahamy się go użyć, bla bla bla. I może nawet Borussia Dortmund uzbiera wystarczającą liczbę punktów i podniesie paterę na zakończenie sezonu, ale wciąż to klub z Monachium będzie drużyną, z którą będą liczyli się w Europie. 6. kwietnia na Allianz Arena w Monachium zobaczyliśmy starcie dwóch drużyn, które walczą o miejsce numer jeden w Bundeslidze. I chociaż w tabeli dzieli ich dzisiaj tylko jeden punkt to w rzeczywistości ta różnica jest dużo większa. Głównie w mentalności i celach, które zostały postawione przed drużynami przez pracodawcę. Bayern walczy na trzech frontach o trzy trofea, a BVB o miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach. I na tym właśnie polega ta różnica.

Piłkarze trenera Favre wyglądali wówczas jak drużyna, która przyjechała do Monachium przez zupełny przypadek. Zawodnicy Dumy Westfalii zostali zdominowani przez zespół gospodarzy. W drużynie z Dortmundu nie widzieliśmy tej energii i szybkiego konstruowania akcji, którą prezentowała jeszcze jesienią. To była zupełnie inna drużyna. Apatyczna, pozbawiona pomysłu na to, w jaki sposób rozerwać szyki obronne rywala, a na pewno nie wyglądała jak team, który walczy o Mistrzostwo Niemiec. Pozostaje więc zadać sobie pytanie czy Borussia Dortmund rzeczywiście walczy o miejsce pierwsze, czy druga pozycja w tabeli również będzie tutaj sukcesem. Czy pasmo zwycięstw i pochwały, które spłynęły w kierunku zawodników BVB nie zaspokoiły już ich ambicji na cały sezon? A może w Dortmundzie już każdy jest zadowolony? Może cele na ten sezon zostały już w pełni zrealizowane, a mistrzostwo miało być tylko taką wisienką na torcie, ale jeśli go nie będzie to nawet nikt nie uroni łezki? Jedno jest pewne, Borussia nie powinna odpuszczać na samym finiszu rozgrywek. Odpadła już z Pucharu Niemiec, z walki o puchar Champions League, a w Bundeslidze ma tylko 1 punkt straty do Bayernu Monachium. Dlaczego więc dzisiaj nie zagrać vabank i nie zostać bohaterem w swoim własnym domu? Nie przeżyć niezapomnianych chwil z kibicami podczas tych meczów, które pozostały jeszcze do rozegrania w tym sezonie. Dlaczego by nie wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i na tej energii nie powalczyć do końca. Borussia już dzisiaj nic nie musi, bo jestem przekonana, że cały zarząd, z Joachimem Watzke na czele, już chłodzi szampany na maj bez względu na końcowy rezultat. Ale ta drużyna wciąż tak wiele może i nie musi oglądać się na rywali i wciąż spoglądać w kierunku Monachium.

Wiem, że to strasznie naiwne, ale w głębi serca wierzę w to, że Borussia Dortmund ma w sobie ten gen zwycięzcy. I nawet jeśli w tej drużynie on dopiero kiełkuje i jest stale: "w budowie", to na pewno nie możemy się tej drużyny wstydzić. My jako kibice BVB, możemy czuć dumę i radość, że piłkarze w Czarno-Żółtych trykotach w kwietniu wciąż liczą się w walce o Mistrzowską Paterę i jeszcze nie składają broni. Bayern z pewnością nie zgarnie pełnej puli punktów, bo do zakończenia rozgrywek pozostało jeszcze 6 kolejek. I jak to mawia klasyk: "dopóki piłka w grze", wszystko zdarzyć się może. Wspierajmy więc Dumę Westfalii w tych ostatnich spotkaniach. Śpiewajmy najgłośniej jak potrafimy. A tak naprawdę to najważniejszy mecz jeszcze przed nami: Revierderby Zagłębia Ruhry i niech nikt nie próbuje tego kwestionować.


Aga

@agaton_bvb

Zakręcona na punkcie kibiców i futbolu????????⚽. Opolskie Stowarzyszenie kibiców BVB1909.

Komentarze