Blaugrana od rana

Blaugrana od rana #27: Kompromitacja.

Łukasz Wąchała @luk_wac

Fot: własne, własne

Tagi

Barcelona Liverpool Liga Mistrzów nie dla Barcy

Wydawało się, że po ubiegłorocznej katastrofie w ćwierćfinale z AS Romą, zawodnicy Barcelony wyciągną wnioski i nie dopuszczą do tego, by wysoka zaliczka z pierwszego spotkania została roztrwoniona. Piłkarze Ernesto Valverde pokazali jednak, że wolno się uczą. Przegrany półfinał z Liverpoolem jest kataklizmem na całej linii.

Rezerwy nie dały rady.

Celta Vigo podtrzymała swoją serię ligowych meczów bez porażki na własnym stadionie w starciach z FC Barceloną. Gospodarze wygrali 2:0, a zawodnicy Dumy Katalonii nie zdołali zdobyć nawet honorowej bramki. Wynik ten nie zasmucił sympatyków Barcy, ponieważ trener zdecydował się na ogromną rotację składem, nie powołując większości zawodników pierwszego zespołu nawet do meczowej kadry. Ernesto Valverde zdecydował się na ten krok, aby kluczowe postaci w drużynie wypoczęły i mogły wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności w rewanżowym meczu z Liverpoolem. Niestety na nic się to zdało, gdyż gwiazdy hiszpańskiego futbolu miały inne plany na to spotkanie.

Wstyd, Żenada, Kompromitacja, Hańba, Frajerstwo.

Napisałbym, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem, ale skłamałbym, bo niewiele ponad rok temu zawodnicy FC Barcelony dokonali tej samej niełatwej sztuki w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Zmarnować trzybramkową przewagę trzeba umieć. Podopieczni Ernesto Valverde potrafią ośmieszać siebie, klub i kibiców jak mało kto. Niełatwo jest być kibicem jednego z największych klubów na świecie – sukcesy są wymagane i zdobywanie kolejnych trofeów jest na porządku dziennym. Niedosyt wzbudza niemożność triumfu w określonych rozgrywkach (w tym przypadku Ligi Mistrzów), a każda porażka oznacza, że trzeba liczyć się z krytyką i żartami ze strony miłośników piłki nożnej. Fakt, że przegrywa się tylko kilka spotkań w sezonie, nie oznacza, że kibic takiego zespołu cierpi mniej niż sympatycy słabszych i częściej przegrywających klubów. Tutaj zawód po przegranej jest kilkukrotnie większy i trudniejszy do zniesienia. Mimo tego, każdy fan nawet największej i najpotężniejszej drużyny, powinien potrafić z pokorą zaakceptować niekorzystny wynik, przełknąć tę gorzką pigułkę i iść dalej.

Jednak to co zrobili piłkarze FC Barcelony nie mieści się w głowie i jest blamażem na skalę światową.

Porażka jest zdecydowanie zbyt łagodnym określeniem. Nawet słowa „kataklizm” czy „armagedon” wydają się opisywać zaledwie częściowo to, co zaprezentowali we wtorek zawodnicy Barcy. Wypoczęci, mogący odpuścić sobie rozgrywki ligowe, w których już zwyciężyli, mający w swoich szeregach gwiazdy z najwyższej półki, dysponujący pokaźną zaliczką trzech bramek, potrafili zostać zmiażdżeni przez zespół, który poza Ligą Mistrzów w dalszym ciągu walczy o krajowy triumf - co więcej, jest osłabiony przez kontuzje dwóch ważnych zawodników! Niewyobrażalna i pod żadnym pozorem niewytłumaczalna klęska. Wielu piłkarzy przeszło obok spotkania, jakby reprezentowanie barw katalońskiego klubu nic dla nich nie znaczyło. Napluli w twarz wszystkim osobom związanym z FC Barceloną – zarówno klubowym legendom, które zawsze zostawiały mnóstwo zdrowia na boisku, jak i kibicom, którzy kochają i całym sercem wspierają Dumę Katalonii. Jak można było, mając w pamięci katastrofę sprzed roku, doprowadzić do tak żenującej klęski? Czy strzelenie jednej bramki wykracza poza umiejętności gwiazd inkasujących za swoje popisy wielomilionowe kwoty?

Najwidoczniej tak. Wtorkowy obraz nędzy i rozpaczy niech stanie się ważną lekcją dla osób działających w klubie. Brak zaangażowania i postawa niektórych piłkarzy są ujmą dla Barcelony. Należy zadać sobie pytanie, czy poszczególni zawodnicy zasłużyli na znajdowanie się w tym miejscu, w którym są. To oni piszą historię wielkiego i dumnego klubu, i to oni zapaskudzili kolejną kartę w kronice FC Barcelony plamą, której nie da się zmyć.

Mecz o nic.

Dzisiejsze ligowe spotkanie z Getafe należy do kategorii spotkań „o pietruszkę”. Nie ma sensu się rozpisywać, oczywiście będę oglądał to starcie, ale spodziewam się, że wywoła we mnie dokładnie te same emocje, co mecz Polska – Japonia z Mundialu w Rosji. Obojętność.

Zapraszam za tydzień na kolejną odsłonę mojego cyklu.

Visca el Barca y Visca Catalunya!


Łukasz Wąchała

@luk_wac

Studiuję ekonomię. W wolnym czasie uwielbiam czytać książki (głównie fantasy) i oczywiście oglądać mecze. Jestem koneserem rodzimej Ekstraklasy. Od dzieciństwa kibicuję FC Barcelonie.

Komentarze