Extra

Niespełnione talenty według Sofy. Część pierwsza.

Sofa GOL @Sofa_news

Fot: Tsutomu Takasu CC 2.0

Tagi

Niespełnione talenty Bojan Bojan Krkić Adriano Flamengo Inter Fiorentina Stoke Barcelona

W historii mieliśmy wiele niespełnionych talentów, czy też zawodników, którzy pomimo tego, iż wydawało się, że niesamowicie się rozwijają, nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Zdecydowaliśmy się na to, żeby przedstawić Wam, naszym zdaniem piłkarzy, którzy mogli wycisnąć o wiele więcej ze swych karier, aniżeli to zrobili. Przed Wami pierwsza część, w której podzielą się swoimi zdaniami na ten temat Łukasz Wąchała oraz Jonatan Niepogoda.

Łukasz Wąchała:

Bojan Krkić, czyli Serbsko-hiszpański „lepszy” Messi.
Zmarnowanych talentów w piłce nożnej jest cała masa. Bardzo często zdarzają się wśród Brazylijczyków i początkowo rozważałem opisanie jednego z nich. Ostatecznie zdecydowałem się na piłkarza porównywanego ongiś do Messiego, którego miał pewnego dnia przewyższyć – Bojana Krkicia. Hiszpański napastnik serbskiego pochodzenia zachwycał już w młodzieżowych drużynach FC Barcelony, dla których strzelił setki bramek z szalonym współczynnikiem ponad trzech na mecz. W krajowej lidze w barwach Dumy Katalonii zadebiutował w wieku zaledwie 17 lat i 9 dni, zyskując miano najmłodszego debiutanta w rozgrywkach ligowych w historii klubu. Trzy dni później wzbogacił swoje CV o podobny tytuł, z taką tylko różnicą, że ligę hiszpańską trzeba zamienić na tę najbardziej prestiżową - Ligę Mistrzów. Jeśli komuś byłoby mało, to dodajmy, że miesiąc później ponownie stał się najmłodszym – tym razem zdobywcą gola ligowego – w historii FC Barcelony. Przy tym niezwykle ważnym trafieniu asystował mu jego największy idol - Thierry Henry. W swoim pierwszym sezonie ligowym w seniorskiej piłce pobił rekord (a jakżeby inaczej!) Raúla Gonzáleza, który w wieku 17 lat zdobył 9 bramek. Bojan strzelił jedną więcej, co więcej, potrzebował na to mniej minut, niż legendarny zawodnik Realu Madryt.

Jest tylko kilku piłkarzy posiadających magiczny dotyk. I Bojan jest jednym z nich.

Takimi słowami Krkicia opisał Pep Guardiola. Jednak to decyzją właśnie tego trenera, młody talent grał coraz rzadziej w ukochanym klubie. Ostatecznie napastnik zmuszony był opuścić Barcę, gdyż pragnął czegoś więcej, niż bycia rezerwowym.

Z perspektywy kibica to najlepszy trener na świecie, ale pewne rzeczy, jakie mi się przytrafiły, były krzywdzące. Nie był sprawiedliwy w kilku sytuacjach, to jeden z powodów, dla których zdecydowałem się odejść.

Tak rozpoczęła się tułaczka i stopniowy upadek Bojana Krkicia. Zawodnik próbował swoich sił w Romie, następnie był Milan, powrót do Barcelony, oraz epizody w Ajaksie, Mainz, Alaves i Stoke City, w którym występuje do dziś. W obecnym sezonie zanotował jedynie 843 minuty w zespole „Garncarzy” zdobywając zaledwie jedną bramkę. Co prawda piękną, ale nie zmieni to faktu, że jedno trafienie w 22 meczach jest wynikiem fatalnym. Bojan nie zrobił też kariery w reprezentacji Hiszpanii, dla której zdecydował się grać, odrzucając możliwość występów dla Serbii. W barwach „La Furia Roja rozegrał zaledwie jeden mecz (a właściwie 25 minut) nie okraszając go ani bramką, ani nawet asystą. Powodem braku większej ilości spotkań w reprezentacyjnym trykocie były ataki paniki, które uniemożliwiały Krkiciowi wyjście na boisko. Gdy odrzucił powołanie na Euro 2008 media nie pozostawiły na nim suchej nitki. 25 marca bieżącego roku udało mu się pokonać stany lękowe i wyjść na murawę w towarzyskim spotkaniu reprezentacji Katalonii z Wenezuelą, gdzie otworzył wynik meczu, który ostatecznie jego drużyna wygrała 2:1.

W tym roku skończy 29 lat, więc ma jeszcze przed sobą trochę grania, choć nie oszukujmy się – najlepszy czas ma już dawno za sobą. Po kosmicznym wejściu w świat piłki nożnej nadszedł czas zapomnienia i postępującego upadku. Moim zdaniem jeden z najbardziej zmarnowanych talentów w futbolu. Kto wie ile radości mógłby przynieść kibicom na całym świecie. Tego nie dowiemy się nigdy.

Jonatan Niepogoda:

Mój wybór pada na Brazylijczyka. Może i zrobił karierę, ale na pewno nie taką, jaką mu wróżono. Napastnik, silny, dobrze zbudowany, ze świetną techniką, a także dysponujący fantastycznym uderzeniem z rzutów wolnych. Adriano Leite Ribeiro, bo o nim mowa, mógł zdecydowanie więcej wycisnąć ze swojej kariery. Urodził się w biednej dzielnicy Rio de Janeiro, a to już może wiele mówić o tym, czemu jego kariera nie potoczyła się tak, jak powinna.

Zaczął karierę we Flamengo, jednakże już w wieku 19 lat kupił go Inter. Wypożyczył go do Fiorentiny, by mógł ograć się w Serie A, a następnie sprzedał do Parmy, w której na boiskach ligi włoskiej zrobił furorę. Inter swej decyzji pożałował i w 2004 roku po raz drugi zdecydował się na kupno Adriano. W barwach Interu (chociaż momentami pokazywał nieprawdopodobne umiejętności), tak naprawdę nigdy nie potwierdził potencjału na miarę bycia drugim Pele, choćby przez 90 minut meczu. Miał fantastyczne bramki, przebłyski, ale jednak były to można powiedzieć, pewnego rodzaju momenty, pomiędzy tymi, gdy zmagał się z nadwagą i swoimi własnymi, wewnętrznymi demonami.

Co myślę, gdy w głowie pojawia mi się jego nazwisko? Przede wszystkim do głowy przychodzi myśl o tym, jak bardzo żałuję, że nigdy władze, trenerzy, czy osoby, które miały na niego wpływ, nie zdecydowały się mu pomóc. Oczywiście, były w stosunku do niego zastrzeżenia i uwagi, ale właśnie, były to problemy władz Interu w stosunku do zawodnika, aniżeli próby ich rozwiązania.

Gdy myślę o Adriano, przychodzi mi na myśl kilka bramek, choćby taka jak ta, zdobyta w sezonie 2003/04 przeciwko Juventusowi, gdy wychodzącemu do piłki poza pole karne golkiperowi ‘’Starej Damy’’ założył ‘’siatkę’’, a następnie spokojnie wpakował piłkę do pustej bramki.

Jest też fenomenalne trafienie z rzutu wolnego przeciwko Ascoli w kampanii 2005/06, gdzie z około 25 metrów, wpakował piłkę obok bezradnego bramkarza, gdyż piłka najpierw uderzyła o poprzeczkę, następnie o murawę, a dopiero później zatrzepotała w siatce.

Adriano miał to ‘’coś’’. To ‘’coś’’ co sprawiało, że mogłem oglądać go w nieskończoność. Przy około 190 centymetrach wzrostu, miał niesamowite przyspieszenie, a także ‘’klej’’, przez co z piłką przy nodze wyglądał tak, jakby miał ją po prostu przyklejoną do korków. Przede wszystkim, pomimo bajecznej techniki, potrafił trzymać się na nogach, nie zważając na to, iż dosłownie, rywale go ‘’cięli’’. On jak gdyby nigdy nic, biegł dalej i co robił? A, no właśnie. Zdobywał bramkę, na przykład idealnym strzałem przy słupku, albo gdy chciał się zabawić, podcinał ją nad bramkarzem. Zdarzało się też, iż powalał bramkarza świetnym balansem lub zwodem, a następnie pakował futbolówkę do pustej bramki.

W jego przypadku, w sumie jak większości zmarnowanych piłkarzy, głowa nie szła w parze z umiejętnościami. Miał problemy z imprezowaniem, nadwagą, nie potrafił zamknąć starych rozdziałów w swoim życiu, uwolnić się od ludzi, którzy ciągnęli go za sobą na samo, nie tylko piłkarskie, ale także życiowe dno.

Adriano dosyć wcześnie zakończył swą karierę, pomimo wszystko i tak bogatą w sukcesy, gdyż między innymi zdołał zdobyć Mistrzostwo Świata do lat 17, Puchar Konfederacji, Copa Americe, 2 razy Mistrzostwo Brazylii, 3 razy Superpuchar Włoch, 2 razy Puchar Włoch, 4 razy wygrał także Serie A, a poza tym, indywidualnie 3 razy został królem strzelców( po razie w Pucharze Konfederacji, Copa Americe, a także Lidze Brazylijskiej). Jednakże pomimo tylu sukcesów, moim zdaniem nie wycisnął nawet 50% potencjału, który w nim drzemał. Według plotek, po zakończeniu kariery w 2016 roku w Miami United, wrócił do rodzinnej Brazylii, gdzie oddał się życiu w fawelach...

Parafrazując powiedzenie: ‘’Możesz opuścić fawele, ale fawele Ciebie nie opuszczą nigdy’’.

Szkoda, po prostu szkoda. Myślę, że gdyby Adriano zechciał pokazać nam choć trochę więcej swojego radosnego, piłkarskiego kunsztu, być może nie zachwycalibyśmy się tak Ronaldinho, którego kochaliśmy za styl gry.

Jak widzicie, można świetnie zacząć, być uważanym za ogromny talent, ale bez ciężkiej pracy, świetnej sfery mentalnej, a także choćby małej ilości szczęścia sam talent nie wystarcza, aby być zapamiętanym jako nikt inny, niż kolejne, niespełnione, stracone, dziecko piłki nożnej.


Sofa GOL

@Sofa_news

Redakcja Sofa GOL - spotkajmy się po lepszej stronie futbolu!

Komentarze