Ekstraklasa

Ekstraklasa czy Ekstraklapa?

Hubert Duplaga @DuplagaHubert

Fot: wikipedia.org, wikipedia.org

Tagi

ekstraklasa hajto probierz

„Jose Mourinho przed meczem Ligi Mistrzów prosi groundsmanów żeby przez trzy kolejne dni nie dbali o boisko. Przed meczem murawa dostaje sowitą porcję wody, jest w fatalnym stanie. Prawdopodobnie przypomina murawę Orłów Brzezimierz z VIII ligi zakarpackiej.”

Siódmy i dziesiąty czerwca. Macedonia Północna i Izrael. Mecz na wyjeździe i na stadionie Narodowym. Mająca sześć punktów Polska przewodzi w grupie G, wyprzedzając reprezentację Izraela oraz Macedonię(obie rep. 4 pkt), Słowenię(2 pkt), Austrię i Łotwę(obie nie wygrały żadnego spotkania).

Czy ta grupa jest silna? Czy może słaba? Obie tezy można w akademickiej dyskusji potwierdzić i obalić na kilka sposobów – ale moim zdaniem to zwyczajnie nie ma sensu. Znam jeden sposób i polega on na zakasaniu rękawów i wygraniu wszystkich meczów w grupie. Trzeba zapier*****, jak mówi klasyk, bo u mnie się zapier****.

„W Europie nie ma już słabych drużyn”. I choć brzmi to absurdalnie kiedy odpadamy w 3. rundzie el. Ligi Europy, a sytuacja kiedy miejsce w szeregu dziarsko wyprostowanym palcem pokazuje nam drużyna z Litwy się powtarza coraz częściej. Zbudowaliśmy ligę, która jest opakowana w piękny papier, jednak po otworzeniu okazuje się puszką Pandory.

Wypełzają z niej rozmaite sprawy czy to związane z przepisami i ich interpretacją, czy problemy z wypłacaniem pensji na czas. Przykłady można mnożyć, ale dwa najbardziej znaczące w ostatnim czasie to przypadki Wisły Kraków i Lechii Gdańsk. Piękne koszulki, sponsorzy i korki przykrywają rzeczywistość.

Wszystko jest w porządku. Tych piłkarzy stać od pierwszego do pierwszego. W większości przypadków nie są to kolosalne problemy finansowe dla zawodników. Ale jeżeli klub nie płaci zawodnikom to najprawdopodobniej to samo dotyczy ludzi zajmujących się murawą i całym zapleczem techniczno-gospodarczym.

O tym się nie mówi. Tytuł w gazecie: „Piłkarze Lechii nie dostali pensji od trzech miesięcy. Odmówili udziału w treningu”. Kompletnie nie ma mam z tym problemu, bo na mocy kontraktu należy im się każda złotówka na którą umówili się z klubem. Prawda, ale nie cała prawda, jak ktoś kiedyś powiedział. Bardziej martwią mnie ludzie, którzy dbają o zaplecze klubu, który im nie płaci.

Budowanie zespołu zaczyna się od samego dołu, od „pań parzących herbatę” powtarzając za FIFĄ. Tak działają najlepsi trenerzy, starannie dobierając sztab szkoleniowy, fizjoterapeutów aż po chłopców podających piłki. Klub mają tworzyć wszyscy. Każdy jest ważny i buduje sukces.

Brzmi zbyt pięknie? Przykład: Jurgen Klopp denerwujący się na chłopca od podawania piłek, który robił to zbyt wolno. Niby drobiazg. Ot, nerwus powiedzą niektórzy. Według mnie to obsesja doskonałości, tak niezbędna w osiąganiu korzystnych rezultatów. 

Każdy, nawet groundsman(a może szczególnie on) może przyczynić się do sukcesu. I dlatego tak ważne jest, by oprócz napinania muskułów inwestować w rozwój, a nie kolejnych zagranicznych obieżyświatów.

W Polsce zawód groundsmana raczkuje, ale jak jest istotny pokazuje poniższa historia. Jose Mourinho przed meczem Ligi Mistrzów prosi groundsmanów żeby przez trzy kolejne dni nie dbali o boisko. Przed meczem murawa dostaje sowita porcję wody, jest w fatalnym stanie. Prawdopodobnie przypomina murawę Orłów Brzezimierz z VIII ligi zakarpackiej. Mecz zakończył się 2:1 dla Barcelony, ale Mou nie zaprzestał stosowania takich praktyk.

Przed meczem zremisowanym z Barceloną 1:1 zakazał kosić trawę. Słynne słowa Xaviego do dziś brzmią mi w uszach. „Murawa była nie taka, jak powinna. Przeszkadzała w grze.” Można się z tego śmiać, bo w żaden sposób nie jest to wytłumaczenie. Jednak w piłce nożnej, grze polegającej na zdobywaniu dużych punktów, każdy szczegół jest istotny.

Kolejny klasyk: „to są te detale”. I rzeczywiście szczegóły w piłce nożnej mają kolosalne znaczenie. Dobór obuwia, strojów (słynne: „co mecz to on ma problemy ze spodenkami”), rękawic dla bramkarza ma kolosalne znaczenie. 

Ktoś powie, że „złej baletnicy przeszkadza rąbek w spódnicy”. Ale jeśli chcemy najwyższy poziom prezentować nie tylko podczas transmisji w TV, o takie detale musimy zadbać na samym początku. Inaczej wszyscy skończymy w zupie, jak mówi bajka.

Posługując się tą terminologią „swary” są obecne wszędzie, ale w trenerskim i piłkarskim światku gryzą się wszyscy i nie ma wyjątków. Artur Jędrzejczyk w rękawicach bramkarskich po meczu z Lechią, trener który dzwoni do Arisu Saloniki i ostrzega przed furiatem Probierzem, walka o przepis młodzieżowca . Nie ma zgody, nie ma chęci porozumienia, mówiąc bez ogródek, jest kopanie po jajach kiedy tylko się da i akurat nikt nie patrzy. Oficjalnie jest pięknie.

Probierz zły, bo krzyczy. Probierz zły, bo wymaga lotniska. Zły, bo ma odwagę mówić o błędach sędziowskich. Zły, bo chce budować akademie i bazy. Zły, bo chce a nie tylko jest.

W Polsce mamy problem z szanowaniem szkoleniowców, którzy coś rzeczywiście potrafią. Nie wiem skąd się to bierze: Jacek Magiera, który opuszcza Legię tylnymi drzwiami, a w konsekwencji bliżej niezidentyfikowanego procesu myślowego zachodzącego u Dariusza Mioduskiego drużynę przejmuje trener piłki kobiecej, asystent trenera, a następnie szkoleniowiec, który nigdzie nie przepracował więcej, niż kilka miesięcy. Jak może być normalnie, skoro prezes Legii, która niewątpliwie zdominowała ligę w ostatnich sezonach, zaczyna grać w Football Managera na żywo.

Nie zawsze działa efekt nowej miotły, a nawet jeśli on zachodzi to czesto jest krótkotrwały. Zidane wraca do Realu Madryt. I co? I nic. Sezon spisany na straty. Koniec przygody w LM, Puchar Króla pogrzebany już chwilę wcześniej, a liga zakończona z 19. punktami straty do Barcelony.

Wracając na krajowe podwórko: ludzie tacy, jak trener Probierz są promykiem nadziei, że polska piłka przejdzie przemianę, której tak bardzo potrzebuje. Nie ma innej opcji: albo idziesz w górę, albo idziesz na samo dno.

Mamy w polskiej odmianie futbolu, bo chyba można się zgodzić, że w piłkę gramy inaczej, niż Hiszpanie czy Niemcy są dwa problemy, wydawało by się sprzeczne ze sobą w założeniu. Kompleks niższości i kompleks wyższości.

Kompleks niższości.

Nie cenimy swojej pracy. Za granicą pracuje jedynie kilku szkoleniowców. „Kiedyś to było”: pracował Górski, Gmoch czy Strejlau. Teraz polski trener wygrywa ligę turecką z Fenerbahçe, ale w piłce siatkowej.

Jadąc na zachód, w stronę Niemiec, polski piłkarz czuje się, niczym ubogi krewny zza wschodniej granicy muru berlińskiego. Chodzimy w trampkach po Syberii, udając że jest nam ciepło. Jeden polski trener, nie pamiętam który, opowiadał pewną historię.

Przyjechał na staż trenerski do Niemiec i miał możliwość podglądania treningów Joachima Löwa. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że była to trzecia liga niemiecka. Nie było by w tym nic dziwnego, przecież Löw to wielki szkoleniowiec. I dalej, nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że piłkarze przez ponad pół godziny podawali do siebie. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że robili to bez przerwy. Przyjęcie, podanie. Przyjęcie, zmiana kierunku, podanie. W biegu i w miejscu. Górą. Dołem. Przodem. Bokiem. Tyłem i Bóg wie, jak jeszcze. I robili to dobrze. 

Czasem mam wrażenie, że niektórym ekspertom wydaje się, że im bardziej zaawansowane ćwiczenie tym lepiej. Zasada jest inna: im prościej, tym trudniej. Kolejny paradoks. Podstawy. Piłka nożna to gra podstaw. Nie każdy ma umiejętności Ronaldinho.

Wbrew pozorom jest to gra bardzo prosta. Wygrywa drużyna, która popełni jeden błąd mniej od przeciwnika. Przyjąć, podać, wyjść na pozycję. Tymi cechami wyróżniał się przez cały sezon w ekstraklasie Joel Valencia. Efekt? Najlepszy piłkarz sezonu i mistrzostwo z Piastem Gliwice.

Łatwo się mówi? Na pewno łatwiej, niż robi, ale od czegoś trzeba zacząć. Przechodzimy katharsis. Pisałem o tym po odejściu Adama Nawałki z reprezentacji. Piszę o tym teraz. Kolejne etapy już były. Przeszliśmy drogę od łatwowiernego zwalniana trenerów i wierzenia, że każda ścięta głowa trenera da trzy punkty w następnej kolejce.

Wszyscy w lidze oprócz Legii mają to za sobą. Ale prezes Mioduski ma coś z rycerza, i tam niestety raczej niewiele oprócz maści bukowej jest w stanie pomóc. Do niego permanentnie nie dociera, że guzik zna się na piłce i to już czas żeby powiedzieć pas. A on na przekór wszystkim zostanie, i zniszczy Legię do końca, ale my nie o tym.

Przepis o młodzieżowcu to kolejny etap. Bardzo pozytywny. Jest chęć zmiany podejścia i reformy. Ja wiem, że reformy często mają to do siebie, że każda kolejna jest gorsza od poprzedniej, ale w tym wypadku moim zdaniem o to żeby było gorzej już nie można było się starać. Gorzej być zwyczajnie nie mogło.

Jako kraj byliśmy na 6. miejscu rankingu FIFA. Ile jest wart ten ranking pokazały nam Mistrzostwa Świata. Ale poczuliśmy prestiż. Wszyscy widzieli, że kraj Deyny i Bońka znów jest wysoko w rankingach. Motywacja. Renoma. Sława. I świetnie, jeśli takie prześwity są czynnikiem motywującym do dalszej pracy, gorzej kiedy stają się powodem do wyśmiewania Litwy czy innej wątpliwej futbolowej potęgi.

Kompleks wyższości.

Bo z tym kłopot jest niestety szerszy. O ile z naszej małości niektórzy wyrastają, to zdarza się im uciekać w szyderstwo wobec słabszych. Ale czy na pewno słabszych? Z Litwą przechodziliśmy katusze przez cały mecz, a bramkę strzeliliśmy w 80 minucie. Bo my mamy Lewandowskiego, a wy nie macie. Bo u nas zagranicą grają, a u was w Polsce. I właśnie z tymi piłkarzami litewskiego pochodzenia mieli nasi kadrowicze problem. To ja się pytam: gdzie sens, gdzie logika?!

Idealny przykładem obrazującym oba kompleksy jest teraz rzekomo (żartuję, bez „rzekomo”) ekspert, a kiedyś piłkarz Tomasz Hajto. Ile razy on się zapędził w swoich wypowiedziach i chciał być mądrzejszy od książki nie zliczy nikt. Kolejne gafy popełnia z prędkością Bugatti, czyli procedowania ustawy przez polski rząd. 

Natomiast nie jest żadną tajemnicą, że ma on słabość do tego, co niemieckie. Niemieckie = lepsze według Tomasza Hajty. A to nie zawsze jest synonim, i tutaj nie ferował bym zbyt szybko wyroków, bo nie wszystko co działało tam, zadziała tutaj. A ile spraw ważnych poruszył (mniej istotny jest sposobów w jaki to zrobił, to nie jest wypracowanie nt. Tomasz Hajto i jego maniery) to jest osobny temat.

Taki jest kłopot z byłymi piłkarzami. Ci, którzy mają na swoim koncie sukcesy z lat minionych nie ruszyli z futbolową machiną i zatracili zdolność właściwego postrzegania futbolu zmodernizowanego przez Guardiolę. Przykład: Grzegorz Lato, który kompletnie nie potrafi w dzisiejszym futbolu dodać dwa do dwóch. Niewielu jest takich, którzy swoje życie po życiu łączyli z futbolem, a zawieszenie butów na kołku łączyło się z futbolowa emeryturą. A środowisko potrzebuje byłych praktyków, jak sucha ziemia dżdżu.

Ale wracając do clou: Ekstraklasa jest kolosem na glinianych nogach. I to jest fakt przed, którym stajemy. Śmiejemy się z Ekstraklasy, z piłkarzy, z trenerów, z działaczy, z dziennikarzy. Ja też sobie pozwalam, ale odnoszę wrażenie, że jeśli nie możesz nic zrobić to pozostało się tylko śmiać. 

Śmiech jest wiec jedyną bronią przed kompletną kompromitacją, i obyśmy nie musieli jej używać zbyt często. Oby bolesne katharsis oczyściło Ekstraklasę i słynną już „polską myśl szkoleniową”.


Hubert Duplaga

@DuplagaHubert

Komentarze