Ekstraklasa

Podsumowanie ostatnich przejść Legii Warszawa

Łukasz Karpiak @Karpiukutno

Fot: Sofik

Tagi

Od zakończenia sezonu polskiej ekstraklasy minęło już kilka dni. Emocje opadły, zapewne kibice Piasta zdążyli już wyleczyć kaca. W międzyczasie pojawiła się dyskusja – Czy to gliwiczanie zdobyli mistrza, czy to Legia go straciła?

Piłkarska wiosna wskazuje, że to Piast zdobył mistrzostwo. „Piastunki” zdobyły aż dwanaście punktów więcej od Legii, nie stracili żadnego punktu u siebie, w rundzie finałowej pokonali zarówno Lechię, jak i Legię. Prawie idealna runda Piasta, który w najważniejszym momencie pokazywał dojrzałość piłkarską, jakby regularnie zdobywali Mistrzostwo Polski. Waldemar Fornalik wydobył praktycznie maksimum z piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie walczyli o utrzymanie.

Imponująca runda zespołu z Gliwic mogłaby nie wystarczyć, gdyby Lechia i Legia punktowały na poziomie z jesieni (Legia w grudniu miała osiem punktów przewagi nad Piastem, a Lechia aż jedenaście!). Piast oczywiście wykorzystał liczne potknięcia rywali, ale czy piłka nożna nie jest grą błędów, a tytuły wygra zespół, który ich po prostu popełni najmniej? Piast zdobył mistrza, bo był najrówniejszy, nie można umniejszać sukcesu zespołu „Waldka Kinga”.

Z drugiej strony jest Legia, która na przestrzeni całej wiosny zawodziła. Daleki jestem od tego, by powiedzieć, że to drużyna z Warszawy straciła mistrzostwo. W tym przypadku można jednak spersonalizować zarzuty – to Dariusz Mioduski oraz Aleksandar Vukovic stracili mistrzostwo Legii, a nie Legia.

Ten sezon to pasmo wielkich, co gorsze dla warszawiaków, powtarzających się błędów właściciela ich klubu. Co gorsze, każda decyzja pociągała za sobą jeszcze gorszą reakcję na błąd, co najbardziej odczuwa klubowa kasa.

Pierwszym błędem było podpisanie umowy z Klafuriciem. Co prawda klub pod jego wodzą zdobył mistrzostwo i Puchar Polski, ale a) Legia zazwyczaj nie zawodziła w fazie mistrzowskiej, b) Klafurić ograniczył się do nieprzeszkadzania piłkarzom. Klafurić wystawiał najlepszy możliwie skład, bez szaleństw taktycznych. Oglądając kulisy ze spotkań warszawiaków, można było odnieść wrażenie, że ograniczył się do motywowania i ściągania presji z piłkarzy. Na tamten moment to wystarczyło, by klub zdobył podwójną koronę. Mioduski po sezonie podjął ryzykowną decyzję, by Chorwat przygotowywał zespół do następnego sezonu, oraz co ważniejsze dla finansów Legii, do walki o grę w fazie grupowej europejskich pucharów.

Ktoś może powiedzieć – skoro zaliczył taką końcówkę sezonu, to warto było dać mu szansę. Z jednej strony tak, z drugiej Legia, o której mówiło się, że zaczyna mieć pewne problemy finansowe, nie miała czasu na eksperymenty. Dariusz Mioduski podjął jednak taką, a nie inną decyzję, wierząc że niedoświadczony trener zdoła przygotować klub do europejskiej batalii.

Nie przygotował.

Zaczęły się eksperymenty z taktyką 3-5-2 (swoją drogą, to nie pierwszy trener, który przez próbę przejścia na tę taktykę, co kończyło się słabymi wynikami, traci pracę. Podobna sytuacja była w łódzkim Widzewie), które dla klubu zakończyły się odpadnięciem ze Spartakiem Trnava, oraz porażką w meczu domowym z Dudelange. Trener na lata był trenerem do sierpnia.

Kolejna, cokolwiek dziwną decyzją, było zatrudnienie Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk, który nigdy w swojej karierze nie spędził w klubie roku, miał być ratownikiem Legii. Zaraz po zatrudnieniu pojawiły się informacje, które powinny dać do myślenia zarówno kibicom, jak i działaczom klubu. Głównie tyczyły się charakteru byłego piłkarza Sportingu, a mianowicie miała być to osoba kłótliwa, wybuchowa, nielubiąca dziennikarzy. Kibice się ucieszyli, Portugalczyk miał „wziąć za ryje” piłkarzy, którzy przegrali z mistrzem Luksemburgu.

Legia Portugalczyka miała bardzo obiecujący początek – regularnie wygrywała lub przynajmniej remisowała. Pierwszą porażkę pod wodzą Pinto doznali dopiero w listopadzie – podczas wyjazdowego spotkania z Pogonią. Za okres od sierpnia do grudnia Legia zajmowała trzecie miejsce. Po przepracowaniu zimowej przerwy piłkarze mieli się prezentować dużo lepiej i spokojnie zmierzać po mistrzostwo.

Przygotowania można by spuentować słowami – zamknięte sparingi. Sa Pinto starał się ukryć zespół przed dziennikarzami, dokręcał również śrubkę piłkarzom (nie twierdzę, że to źle). Dodatkowo na zgrupowaniu pojawił się Dariusz Mioduski, ba oficjalne konto Legii na Twitterze pokazało spotkanie między oboma pani, z czego jeden nie był w najlepszym stanie fizycznym…

Na wiosnę Pinto prowadził zespół tylko w siedmiu spotkaniach, w których zdobył dwanaście punktów (Piast w tym czasie odrobił tylko 3 punkty do Legii). Po przegranym spotkaniu z Wisłą Sa Pinto został zwolniony, a zespół objął Aleksandar Vukovic. Serb miał „otworzyć okno” w szatni Legii. I faktycznie, udało mu się to – w pierwszych czterech spotkaniach Legia zdobyła dwanaście punktów.

W tzw. międzyczasie Vukovic zapomniał, że jeżeli zbyt długo trzyma się otwarte okno, to można złapać przeziębienie lub – co gorsza – grypę.

Zauroczony wynikami „Vuko” Mioduski podjął decyzję o podpisaniu kontraktu i przekazania mu na stałe prowadzenia pierwszej drużyny. Zarządzający Legią jednak chodził twardo po ziemi, nie opowiadał o trenerze na lata a o „oby do października”.

Ten ruch pokazał, że Mioduski nie uczy się na błędach – znów powierzył prowadzenie zespołu niedoświadczonemu szkoleniowcowi, który dał się poznać jako człowiek, o dosyć specyficznym charakterze. Mioduski przekonywał jednak o wielkiej zmianie, którą przeszedł Vukovic (a o tym później).

Różnica między Klafuriciem a Vuko jest jedna – w najważniejszej fazie sezonu ten pierwszy nie kombinował z taktyką, tylko starał się grać w to, co piłkarze umieli. Vukovic chciał udowodnić, że jest lepszym trenerem niż Pinto, więc zaczął kombinować – a to wyszedł na Jagiellonię bez napastnika, a to odstawił Medeirosa, który w pewnym momencie był najgroźniejszym piłkarzem Legii. W rundzie mistrzowskiej Legia zagrała najlepsze 45 minut, gdy na ławce trenerskiej nie było Vukovica, co stanowi również pewne podsumowanie tej rundy w wykonaniu Serba.

Vukovic po ostatniej kolejce sezonu wybuchł. Nie znalazł błędu w ustawieniu taktycznym piłkarzy, w beznadziejnych zmianach, tylko w dwóch kwestiach – byciu legionistą i zapie…niu. Tak jakby obie kwestie była w jakiś sposób kluczowe w naszej lidze. Ba, ciepło wspominamy wśród kibiców Legii Vadis rzadko zapierd…ł, jednak piłkarsko przewyższał ligę, co wystarczyło do ciągnięcia za uszy „Wojskowych”. Swoim wywodem musiał też wprawić w zakłopotanie właściciela, który tak bardzo przekonywał, że Vukovic jest już kompletnie innym człowiekiem. Nie jest, choć bardzo starał się to ukryć. Jest cały czas raptusem, któremu bliżej do kibicowskiej oceny zdarzeń, niż do analizy merytorycznej. Najgorsze dla kibiców Legii jest to, że część piłkarzy, między wierszami, nie ukrywali zdziwienia i zdenerwowania. Modelowy przykład, jak jedną wypowiedzią stracić szatnie.

Duży problem ma też sam Mioduski – kolejny jego wybór okazał się nietrafiony, ale nic nie wskazuje na to, by przed rozpoczęciem nowego sezonu nowy szkoleniowiec pojawił się przy Łazienkowskiej. Vukovic zawiódł, a podczas ostatniej konferencji zrzucał winę na wszystkich, tylko nie znalazł jej u siebie. Jeżeli wprowadzi swoje słowa w życie, w Legii będzie dużo „prawdziwych legionistów”, którzy będą „zapie..ać”, piłki nożnej może być w tym mało.

Mioduski i Vukovic – te dwie osoby w dużej mierze przegrały Legii mistrzostwo. Jeden swoimi decyzjami i powielaniem błędów niczym dziecko, który wsadza palec w kontakt i po pięciu minutach sprawdza, czy raz jeszcze kopnie go w prąd. Vukovic uwierzył w swoją nieomylność tak bardzo, że nie słuchał rad osób, którym dobro Legii leżało na sercu. A dla Piasta szacunek – sztuką jest wykorzystać w taki sposób błędy rywala.


Łukasz Karpiak

@Karpiukutno

Widzew, Football Manager, Ryby, Piłka nożna. Czasami coś napiszę #1z10 http://Pilkakarpia.pl http://WidzewToMy.Net http://rtswidzew.pl ????

Komentarze