No category

#3

Marek Osypiuk @OsypiukM

Fot: Własne

Tagi

Legia Astana LM

Miał być dobry mecz, który przybliży Legię do awansu, a wyszło… No właśnie lepiej nie mówić co. Wyjazd do Kazachstanu zakończył się może nie tragedią, ale wielkim zawodem i zmniejszeniem szans na awans i to znacznie. Duet napastników Junior Kabananga – Patrick Twumasi był zagrożeniem na które obrona Legii nie miała najmniejszego pomysłu.

Kabananga – obrona na długo zapamięta to nazwisko

Wysoki, silny, a przede wszystkim nie do zatrzymania dla legionistów. Dla zespołu z Warszawy reprezentant Demokratycznej Republiki Konga był postacią na którą nie mogli znaleźć żądnego lekarstwa. A to w jaki sposób strzelił on pierwszą bramkę, kiedy to na małej przestrzeni oddał strzał, po którym piłka odbiła się od nogi Michała Pazdana i wpadła do bramki Arkadiusza Malarza. Przez cały ten mecz Kabananga był po prostu doskonały, a może to Legia była taka słaba? To już każdy kto oglądał to spotkanie musi odpowiedzieć sobie sam. W drugiej połowie Kabananga również trafił do siatki, ale na szczęście dla legionistów był na pozycji spalonej, mimo to dał im się mocno we znaki, zaliczając asystę przy trzeciej bramce dla swojego zespołu. Zatrzymanie tego zawodnika może nie było kluczem do ogarnia Astany, ale to że robił co chciał z warszawską defensywą ograniczyło szanse na pozytywny wynik bardzo znacznie.

Gdzie była obrona Legii?

Chyba w lesie i to kazachskim. Jędza od dawna jestem cieniem samego siebie i co mecz można mieć do niego pretensję co dawno się nie zdarzało. Ale poziom gry w spotkaniu z Astaną Adama Hlouska był jeszcze bardziej dramatyczny. Czech był objeżdżany na lewej stronie przez Twumasiego w każdy możliwy sposób, na dodatek zawalił przy pierwszej bramce dla rywali i trzeba postawić pytanie gdzie był kiedy Legia traciła trzecią bramkę? Kolejny wyróżniony im minus to Maciej Dąbrowski. On tez będzie chciał jak najszybciej to spotkani wymazać z pamięci. Przegrywał większość pojedynków biegowych z napastnikami Astany, w powietrzu również kompletnie sobie nie radził. Do spółki z Pazdanem i Hlouskiem przyczynił się do utraty pierwszej bramki, a przy trzecim golu nie powinien dać obrócić się z piłką Kabanandze. Po prostu występ na mniej niż zero jak w przypadku Hlouska. Pazdan nie był wcale lepszy, ale kilka razy zablokował groźne akcje i chwała mu za to bo byłby większy dramat. Mimo wszystko blok defensywny Legii zawalił to spotkanie, nie bójmy się powiedzieć, że zagrali beznadziejnie.

Niewykorzystane okazje lubią się mścić

Stare piłkarskie porzekadło mówi, że jeśli nie wykorzystuje się stuprocentowych okazji to potem bardzo szybko to się może zemścić. W tym przypadku może nie szybko, ale się zemściło. W 29. i 30. minucie Legia mogła i powinna strzelić przynajmniej jednego gola! Najpierw Michał Kucharczyk strzelił wprost w nogi bramkarza. Natomiast chwilę później po dośrodkowaniu Krzysztofa Mączyńskiego z rzutu wolnego uderzenie głową Kuchego świetnie wybronił Aleksandr Mokin. A dlaczego tu mówię, że to się zemściło? Jest to nawiązanie do 94. min kiedy Legia straciła gola, którego stracić nie mogła. Oby to nie była bramka, która przesądzi o awansie. W sytuacji kiedy się przegrywa jedną bramką i to na wyjeździe trzeba za wszelką cenę dowieźć ten wynik. Legia nie pomyślała o obronie, bardziej skupiła się na grze do przodu, a efekt jest jaki jest.

Jaki będzie rewanż?

Trzeba wygrać 2-0 aż lub tylko. Legię stać by strzelić te dwa gole, nawet w tej obecnej formie. Pytanie tylko czy legioniści a, szczególnie ich obrona ustrzeże się błędów aby nic nie stracić? Astana z pewnością nastawi się na kontry, a to ze Kabananga i spółka umieją kontrować już wiemy. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem tylko trzeba walczyć. Jacek Magiera musi pozbierać zespół do kupy, wstrząsnąć z nimi i walczymy. Bo do póki piłka w grze…


Marek Osypiuk

@OsypiukM

Fan rodzimej Ekstraklasy, głównie Legia Warszawa. Dodatkowo sledzacy niemiecka Bundeslige

Komentarze