Piłka nożna

Piłkarz - zagadka

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: getty images, getty images

Tagi

Andrzej Kubica Maccabi Tel Aviv Rapid Wiedeń Austria Wiedeń OGC Nice Standard Liege Zagłębie Sosnowiec Polska U21 Legia Warszawa Urawa Red Diamonds Oita Trinita Beitar Jerozolima FC Ashdod

Rapid Wiedeń, Austria Wiedeń, KSV Waregem, Standard Liege, OGC Nice, Maccabi Tel Aviv, Urawa Red Diamonds, Oita Trinita i FC Ashdod. To lista klubów zagranicznych, w których grał jeden z najbardziej tajemniczych piłkarzy, jacy pojawili się w polskim futbolu. Pomimo bogatej kariery zagranicznej, która przypadła na przełomy wieków, nie było mu dane zagrać w reprezentacji.

O kim mowa? O Andrzeju Kubicy. Piłkarzu, którego kariera wręcz obligowała do tego, by zagrać przynajmniej kilka meczów w Biało-czerwonych barwach. Za granicą radził sobie całkiem nieźle, szczególnie w Izraelu. Pomijany przez kolejnych selekcjonerów, zwiedził kilka lig na świecie. Karierę zaczynał jednak w Polsce. Występował w małych klubach, Błękitnych Sarnów, Sarmacji Będzin i CKS Czeladź. W połowie sezonu 1991/92 trafił do Zagłębia Sosnowiec. Start w nowym klubie nie był najlepszy w wykonaniu Kubicy. W 17 meczach tylko raz trafił do siatki i Zagłębie spadło z Ekstraklasy. Po spadku zespołu z Sosnowca do drugiej ligi, Kubica został w zespole. Opłaciło się. Rosły napastnik wywalczył sobie miejsce w reprezentacji U21, z którą wystąpił w Mistrzostwach Europy w 1994 roku. Kubica zagrał w obu spotkaniach z Portugalią. Warto zaznaczyć, że na stronie, która podaje wynik obu tych spotkań Andrzej Kubica figuruje jako "Kubicka". Łącznie w kadrze U21 wystąpił w 13 meczach, strzelając 6 goli.

Karierę za granicą Kubica rozpoczął w sezonie 1993/94. Zasilił szeregi Rapidu Wiedeń, gdzie występował wspólnie z Maciejem Śliwowskim, którego zespół ze stolicy Austrii ściągnął z Legii Warszawa. Kubica wraz ze Śliwowskim stworzył niezły duet środkowych napastników. Ten pierwszy został najlepszym strzelcem zespołu. W 32 meczach zdobył 10 bramek. Wraz z Rapidem występował również w Pucharze Intertoto. Tu w trzech spotkaniach strzelił jednego gola. Wyjątkowego, bo trafił w zremisowanym 1-1 meczu z Zawiszą Bydgoszcz. Po roku odszedł do lokalnego rywala Rapidu, Austrii. Była to kiepska decyzja. W 19 spotkaniach tylko czterokrotnie pokonywał bramkarzy przeciwników. Warto jednak dodać, że Kubica miał małe szanse w wygraniu rywalizacji o miejsce w ataku z Norwegiem Monsem Ivanem Mjelde i reprezentantem Austrii Andreasem Ogrisem. Po dwóch sezonach w Austrii Kubica wrócił do ojczyzny. Nie na długo. W lipcu 1995 roku zasilił szeregi Legii Warszawa. W zespole Mistrza Polski spędził niespełna pół roku. Wystąpił w 10 ligowych meczach, strzelając 4 gole. Dwukrotnie zagrał też w meczach fazy grupowej Ligi Mistrzów. Kubica zagrał w pierwszej połowie spotkania z Rosenborgiem Trondheim i wszedł na 7 minut w starciu ze Spartakiem Moskwa.

W połowie grudnia znów postanowił poszukać szczęścia za granicą. Odszedł do belgijskiego KSV Waregem. Zagrał tu 15 razy, zdobywając przy tym 7 bramek. Tym wyczynem zaimponował szefom Standardu Liege, którzy postanowili ściągnąć Kubicę do siebie. W zespole z Walonii występował półtora roku. Mimo to zagrał tylko w rundzie jesiennej sezonu 1996/97. Warto dodać, że w zespole z Liege grał wraz z Waldemarem Jaskulskim, który podobnie jak Kubica trafił do Standardu w tym samym czasie. Wracając jednak do Kubicy, w Standardzie rozegrał 13 meczów, strzelając dwa gole. Po raz trzeci wystąpił w Pucharze Intertoto. Dotarł do finału, ale nie pomógł zbytnio swojej drużynie, która przegrała w dwumeczu z Karsluher SC 2-3. W całych rozgrywkach zagrał trzy razy, nie zdobywając bramki. Władze Standardu bez żalu oddały go na wypożyczenie do OGC Nice. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Choć Kubica zdobył tylko dwie bramki, a drużyna z południowej Francji spadła z Ligue 1, to wraz z Niceą sięgnął po Puchar Francji. Kubica zagrał 120 minut w meczu finałowym z Guingamp. Nice wygrało 5-4 po rzutach karnych, ale polski napastnik nie podszedł do jedenastki. Mógł się jednak cieszyć z pokonania w finale zespołu, w którym występował jego rodak, Marek Jóźwiak i późniejszy bramkarz Wisły Kraków Angelo Hugues. Kubica do dziś może odczuwać pewną satysfakcję, bowiem jest jedynym Polakiem, który grał w OGC. Po tym sukcesie wrócił do Standardu, lecz nie zagrał tam już ani razu.

Przełomem okazał się transfer do Izraela. W 1998 roku przeszedł do Maccabi Tel Aviv. W pierwszym sezonie w lidze izraelskiej wywalczył tytuł króla strzelców. W 30 meczach, strzelił 21 goli. W 1999 roku doczekał się również powołania do pierwszej reprezentacji Polski. Selekcjoner Janusz Wójcik postanowił zabrać go na turniej towarzyski o Puchar Króla Tajlandii. Kubica ostatecznie do Azji nie pojechał. Dlaczego? Historię opisuje w swojej książce Igor Sypniewski: - Już sam wyjazd zaczął się kuriozalnie, bo już na lotnisku Okęcie...zginął nam piłkarz. Konkretnie Andrzej Kubica, napastnik. Kojarzę go jak przez mgłę, grał wtedy w jakimś izraelskim klubie. W każdym razie, w autobusie jadącym na lotnisko był, na odprawie był, na kontroli celnej był, a w samolocie...już go nie było. Rozumiałbym, gdyby to zdarzyło się w drodze powrotnej - o tak, wtedy niejeden mógłby się zgubić - ale w Warszawie? Samolot już miał startować, gdy nagle któryś z chłopaków powiedział, że nie ma Kubicy. Trener Wójcik zmusił pilota, by wpuścił go jeszcze na chwilę na teren lotniska i zaczęło się nerwowe bieganie. Kubicy jednak nie znaleziono, więc w końcu polecieliśmy bez niego. Już na miejscu dowiedzieliśmy się, że dostał zaproszenie na testy do jakiegoś francuskiego klubu i w ostatniej chwili zdecydował się polecieć tam, a nie z nami, ale nie miał odwagi nikomu tego powiedzieć. Śmieszne trochę.

To zdarzenie ostatecznie sprawiło, że Kubica już nigdy nie został powołany do reprezentacji Polski. Mimo to dalej błyszczał skutecznością, choć już nie tak, jak w pierwszym sezonie w Izraelu. W kolejnej kampanii rozegrał 26 meczów dla Maccabi, strzelając 8 goli. Postanowił poszukać szczęścia na Dalekim Wschodzie. Konkretnie w Japonii. W kraju Kwitnącej Wiśni spędził rok. Od lipca do grudnia 2000 roku występował w Urawie Red Diamonds. Dziś w klubie z J1 League, wtedy występującym na jej zapleczu. W barwach Urawy zagrał w 35 meczach, zdobywając 11 bramek, wydatnie przyczyniając się do ich powrotu do japońskiej elity. Po półrocznej przygodzie w Urawie Kubica postanowił poszukać szczęścia w Oicie Trinita. Tu jednak spisywał się znacznie gorzej. Zagrał tylko w 12 meczach (11 w lidze, 1 w Pucharze). Strzelił za to 6 goli. Mimo to nie pomógł drużynie awansować do J1 League.

Po rocznej przygodzie w Japonii wrócił do Izraela. Reprezentował kolejno FC Ashdod, Beitar Jerozolima i ponownie Maccabi Tel-Aviv. Znów błyszczał. W barwach Ashdod dziewięciokrotnie trafiał do siatki w 15 meczach, a w Beitarze ta sztuka udała mu się dwunastokrotnie. Nieco gorzej było w Maccabi. Tu zaledwie cztery razy pokonywał bramkarzy przeciwników. Potrzebował na to aż 24 spotkań, co chluby napastnikowi, który w Izraelu miał wyrobioną markę chluby nie przyniosło.

Po odejściu z Maccabi przez pół roku był bezrobotny. Przygarnął go Górnik Łęczna. W drużynie z Lubelszczyzny występował przez dwa lata. Dla klubu, który dopiero zaczynał swoją przygodę w Ekstraklasie ściągnięcie piłkarza, który zwiedził kilka europejskich lig oraz grał z Azji było to nie lada wzmocnienie. Kubica nie zawodził. W rundzie wiosennej sezonu 2004/05 strzelił 5 goli w 13 meczach, dokładając do tego 4 asysty. Pomógł tym samym Górnikowi zająć 7.miejsce, najwyższe w historii występów łęcznian w Ekstraklasie. Kolejny sezon nie był już tak dobry w wykonaniu Kubicy. Choć był podstawowym zawodnikiem Zielono-czarnych, to w 29 spotkaniach, tylko 4 razy trafił do siatki, notując do tego jedną asystę. Ostatni mecz dla Górnika Kubica zagrał w październiku 2006 roku. Po zakończeniu rundy jesiennej odszedł z klubu, kończąc profesjonalną przygodę z futbolem. Po zakończeniu kariery kopał jeszcze piłkę w A-klasowym klubie Błękitni Sarnów. Po zawieszeniu butów na kołku nie został jednak trenerem, ani komentatorem, bowiem prowadzi firmę consultingową.

Mając takie CV, brak meczów w pierwszej reprezentacji Polski jest bardzo dziwny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, jaki poziom prezentowali Biało-czerwoni w drugiej połowie lat 90., brak powołań dla Kubicy jest kompletnie niezrozumiały. Kubica poniekąd sam jest sobie winien. Gdyby tylko wsiadł do samolotu, lecącego do Tajlandii. Może wtedy nie zapisałby się w historii polskiego futbolu jako piłkarz-zagadka...


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze