Reprezentacje

Jerzy Brzęczek Wielki? No jeszcze nie.

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: sportowefakty.wp.pl, sportowefakty.wp.pl

Tagi

Mamy 12 punktów po czterech meczach. Cel minimum został więc wykonany. Minimum, bowiem z tej grupy trzeba wycisnąć maksimum punktów. Podopiecznych Jerzego Brzęczka czeka jednak sporo do poprawy.

Po meczu z Izraelem wielu wpadło w euforię. Nic dziwnego. 4-0 to bowiem najwyższy wynik reprezentacji, prowadzonej przez Jerzego Brzęczka i najlepszy mecz w wykonaniu Biało-czerwonych od ponad roku. Po "męczeniu buły" z Austrią, Łotwą i Macedonią Północną, wreszcie przyszedł mecz, po którym polscy kibice mogą być dumni z piłkarzy. Czy na pewno?

W piątek obserwowaliśmy starą dobrą reprezentację. Grającą nudną piłkę, minimalistyczną, tylko po to, żeby osiągnąć cel, którym były trzy punkty. Spotkania w Skopje nie dało się oglądać. Gra skrzydłowych z Przemysławem Frankowskim na czele wołała o pomstę do nieba. Widać było, że Frankowski zamiast w Skopje wciąż błądzi bo Southcie w Chicago. Podobnie Piotr Zieliński, który zarówno w meczu z Macedonią Północną, jak i Izraelem udowodnił, że póki co może zastąpić Pawła Brożka w byciu młodym, zdolnym i perspektywicznym zawodnikiem. Jedyne co Brzęczkowi wyszło, to decyzja o wpuszczeniu Krzysztofa Piątka. Napastnik Milanu przy pomocy Kamila Glika dał Biało-czerwonym bramkę, dającą skromne zwycięstwo. Bramka Piątka to jeden z niewielu pozytywów w tamtego spotkania. Akcji ofensywnych było jak na lekarstwo. Nie wykorzystaliśmy nawet gry w przewadze. Nic dziwnego, że w meczu z Izraelem nikt nie oczekiwał cudów.

Początek spotkania na Narodowym upłynął pod znakiem piłkarskich szachów. Obie drużyny bały się odważniej zaatakować. Zarówno Polacy, jak i Izraelczycy próbowali uderzeń z dystansu. Eran Zahavi, którego obawialiśmy się najbardziej został zneutralizowany przez polską defensywę. Nawet jeśli Jan Bednarek i Kamil Glik popełniali błędy, to podobnie jak w meczu z Macedonią Północną naprawiał je Łukasz Fabiański. W 35.minucie Piątek dopiął swego. Snajper Milanu dostał podanie od Tomasza Kędziory i umieścił piłkę w siatce. Wszyscy liczyli, że Piątek pokaże swoją cieszynkę, jednak zawiedli się. Polityka zwyciężyła. Górę nad nią wzięła jednak gra reprezentacji. Pozytywnie zaskoczył też Robert Lewandowski, który próbował wielu indywidualnych akcji. Nie zawsze wybory kapitana Biało-czerwonych okazały się trafne. Szczególnie w drugiej połowie, kiedy na murawie pojawił się Damian Kądzior, który nie dość, że zdobył bramkę, to bardzo dobrze ustawiał się na boisku. Niestety, Lewandowski koniecznie chciał pokazać, że jest nie tylko napastnikiem, który czeka na piłkę w polu karnym i kopie prosto do bramki.

Mecz z Izraelem udowodnił też, że Jerzy Brzęczek powinien zacząć grać dwoma napastnikami. Wtedy Lewandowski jest bardziej widoczny. Nie czeka na piłkę, tylko bierze na siebie rolę playmakera. Tej, której nie potrafi udźwignąć Zieliński. Oprócz Piątka, kolejnym wygranym czerwcowego zgrupowania jest Kamil Grosicki. Wielu może się z tą opinią nie zgodzić, ale TurboGrosik był najbardziej widocznym polskim piłkarzem w meczach z Macedonią Północną i Izraelem. W piątek próbował wyleczyć podcięte skrzydła Biało-czerwonych, kilkukrotnie przedzierając się pod bramkę Macedończyków i oddając strzały. Z Izraelem też było podobnie. Choć skrzydłowy Hull City miał kilka strat, to jego rajdy i współpraca z Bartoszem Bereszyńskim, który nie grał na swojej nominalnej pozycji wyglądała przyzwoicie. Starania Grosickiego zostały nagrodzone w 56. i 59.minucie. Najpierw wywalczył rzut karny, a potem sam znalazł się na liście strzelców. Wydaje się, że Brzęczek znalazł też pomysł na Arkadiusza Milika. Napastnik Napoli idealnie spisał się w roli jokera i playmakera, zastępując na tej pozycji Lewandowskiego, który po zejściu Piątka zajął pozycję klasycznej dziewiątki.

Co jest do poprawy? Na pewno gra w defensywie oraz znalezienie pomysłu na Zielińskiego. Pewnością w grze, zarówno w piątek, jak i w poniedziałek nie błyszczał Grzegorz Krychowiak, któremu zdarzyły się nonszalanckie zagranie. Pomocnik Napoli potrzebuje zaś większej stabilizacji w ofensywie. W meczu z Macedonią Północną widać było, że do gry potrzebny jest drugi napastnik, a Zieliński w roli kreatora gry Biało-czerwonych dotychczas się nie sprawdził.

Brzęczek może być jednak zadowolony. Wreszcie uciszył głosy krytyków. Wysoka wygrana była mu bardzo potrzebna. Do ideału sporo jednak brakuje. Chwila odpoczynku na pewno się należy. Nawet selekcjonerowi. Choć akurat on będzie musiał zakasać rękawy i szybko zabrać się do pracy. A jak we wrześniu również będzie sześć punktów, może pomyśleć o kupnie białego konia, na którym wjedzie przed ostatnim meczem reprezentacji Polski w eliminacjach EURO 2020.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze