La Liga

Fernando Torres - Goodbye El Niño

Victor Morawski @MorawskiVictor

Fot: Marca, Marca

Tagi

Dnia 21 czerwca 2019 roku, 35-letni Fernando Torres ogłosił zakończenie piłkarskiej kariery. Z tej okazji wspomnimy dziś jego karierę, początki w Atletico, rozkochanie w sobie Anfield, złamanie serc kibicom „The Reds” gdy odszedł do Chelsea, powrót do Madrytu, sukcesy z kadrą Hiszpanii. Z pewnością miał jego kariera była barwna - zapraszam więc do lektury.

Fernando Jose Torres Sanz urodził się 20 marca 1984 roku w Fuenlabradzie, położonej 22,5 kilometra na południe od Madrytu. Torres interesował się piłką od najmłodszych lat i nie wyobrażał sobie życia bez tego sportu.

„Jeśli piłka byłaby narkotykiem, umarłbym z przedawkowania”

Mając 5 lat dołączył do swojej pierwszej drużyny - Parque 84, a jego dziadek zaszczepił w nim miłość do Atletico Madryt. Zaczynał jako bramkarz, jednak w wieku 7 lat zaczął grać jako napastnik w halowej drużynie Mario’s Holland. W wieku 10 lat trafił do zespołu Rayo 13, gdzie w jednym sezonie strzelił 55 bramek. Przykuł w ten sposób uwagę skautów klubu któremu kibicował i w wieku 11 lat, dołączył do ich zespołu juniorskiego.

Fernando błyszczał tam na tyle, by pierwszy profesjonalny kontrakt podpisać w wieku 15 lat! Na debiut w seniorskiej piłce musiał jednak czekać trochę dłużej. 27 maja 2001 roku, w 55 minucie spotkania drugiej ligi Hiszpańskiej między Atletico Madryt a CD Leganes, Fernando Torres w końcu pojawił się na boisku. Miał wtedy 17 lat. Tydzień później, w meczu z Albacete, również wszedł z ławki rezerwowych, tym razem jednak, strzelił swoją pierwszą bramkę – dała ona cenne zwycięstwo 1:0. W sezonie 2001/2002, Torres zaczął grać regularnie, w 37 występach strzelił 7 bramek a „Los Rojiblancos” awansowali do La Liga. To w tamtym okresie przybrnął do niego przydomek „El Niño” co z Hiszpańskiego oznacza - dziecko. Kolejne 5 sezonów spędził z Atletico w La Liga, w każdym strzelał powyżej 10 ligowych bramek, a już w wieku 19-lat został kapitanem. Świetną grą przykuł uwagę klubów w Premier League. Ostatecznie, przed sezonem 2007/2008 został piłkarzem Liverpool FC. W swoim pierwszym okresie gry dla Atletico rozegrał 142 spotkania i strzelił 81 bramek.

Nie zajęło mu długo zostanie ulubieńcem Anfield. W pierwszym sezonie zdobył 33 bramki w 46 występach w wszystkich rozgrywkach, jego gra była wspaniała, ludzie byli gotowi przychodzić na mecze, tylko po to by zobaczyć jak Hiszpan wkręca w ziemie obrońców, zdobywa cudowne bramki, a jego współpraca ze Stevenem Gerrardem rozbija defensywę rywali. Kolejny rok liczbowo był gorszy, ale Torres swoją świetną grą prowadził Liverpool do tytułu Premier League, kibice szaleli na jego punkcie, ostatecznie jednak, musieli zadowolić się wicemistrzostwem. W tym też sezonie, w ramach FA Cup, w derbowym meczu przeciwko Evertonowi zanotował jedną z najwspanialszych asyst w historii futbolu - przyjął górną piłkę, podbił ją, i piętką skierował do Steven Gerrarda, kreując mu sytuację bramkową. Rok później „El Niño” wciąż grał dobrze, ale Liverpool nie dał rady nawet nawiązać walki o trofea.

Na Anfield zagrał jeszcze pół roku, by w styczniu 2011, w poszukiwaniu trofeów przenieść się do Chelsea. Był to dzień kiedy złamał serca wielu kibicom LFC, można mówić że piłkarze przychodzą i odchodzą, ale Torres był kimś wyjątkowym, nadzieją na lepsze jutro, zawodnikiem który w każdym meczu dawał radość z oglądania go, był piłkarzem którego tłumy po prostu kochały. Niektórzy fani LFC do dziś nie mogą wybaczyć mu odejścia, innym po prostu łza kręci się w oku gdy wspominają te wszystkie momenty kiedy „El Niño” ich zachwycał, i ten okropny dzień gdy opuścił ich na rzecz ligowego rywala, jednak ci którzy pamiętają czasy jego gry, na pewno nie traktują go jako jednego z wielu piłkarzy którzy przyszli i odeszli. Dla „The Reds” rozegrał 142 spotkania w których strzelił 81 bramek. Tamtego dnia jednak, odszedł również najlepszy Fernando Torres, choć jeszcze wielokrotnie pokazywał się z dobrej strony, miewał wzrosty formy, i poszczególne piękne zagrania, nigdy nie grał tak dobrze, jak na Anfield.

Jego przygoda z Chelsea trwała 4 lata, nigdy nie strzelił dla niej 10 bramek w jednym sezonie Premier League, wygrał z nią jednak FA Cup, Ligę Mistrzów i Ligę Europy w finale tej ostatniej, strzelając jedną z bramek. Grał regularnie i był ważną postacią drużyny, lecz nigdy nawet nie zbliżył się do statusu jaki miał w Liverpoolu, a często był krytykowany za pudła, czy gorsze mecze. Zdobył jednak jedną pamiętną bramkę. W sezonie 2011/12, kiedy Chelsea wygrała Ligę Mistrzów, w półfinale mierzyła się z Barceloną, po zwycięstwie 1:0 na Stamford Bridge, w Katalonii to „Blaugrana” prowadziła 2:1. Choć ten rezultat i tak dawał awans Londyńczykom, to akcja z 92 minuty, kiedy Torres zebrał wybitą piłkę, przebiegł pół boiska, położył na ziemi Valdesa i umieścił piłkę w pustej bramce wyrównując na 2:2, stała się kropką nad, i w drodze Chelsea do finału. Z „The Blues” zdobył trofea, których nie potrafił uzyskać w mieście Beatlesów. Ostatecznie rozegrał dla Chelsea 172 spotkania strzelając 45 bramek, nim przed sezonem 2014/15 trafił na dwuletnie wypożyczenie do Milanu.

Dwa lata w Mediolanie minęły bardzo szybko, tak naprawdę w niecałe pół roku, zagrał 10 spotkań strzelił 1 bramkę i „Rossoneri” skrócili wypożyczenie odsyłając go do Londynu. W Chelsea wciąż go nie chcieli, więc udał się na kolejne wypożyczenie. Wrócił do domu, do Atletico, które najpierw go wypożyczyło, a potem wykupiło. Na Estadio Vincente Calderon, a w ostatnim sezonie na Wanda Metropolitano, Torres znów zaczął regularnie grać, pomógł dojść „Los Colchoneros” do finału Ligi Mistrzów (przegranego z derbowym rywalem-Realem) oraz wygrać Ligę Europy. Po tym sukcesie opuścił Hiszpanię. Podczas drugiego epizodu w Atletico rozegrał 160 spotkań i strzelił 38 bramek, łącznie dla „Los Rojiblancos” rozegrał 404 spotkania i strzelił 129 bramek.

Ostatnie dwa lata spędził w Japonii broniąc barw Sagan Tosu. Kraju Kwitnącej Wiśni nie podbił w 32 występach zdobywając 4 bramki.

Jeśli chodzi o reprezentację, zaczynał w drużynach młodzieżowych, i już wtedy osiągnął sukces. W 2001 roku był gwiazdą Mistrzostw Europy do lat 16, strzelając 7 bramek, w tym zwycięską w finale, został królem strzelców turnieju i poprowadził Hiszpanie do złota. Podobnie było rok później na Euro do lat 19. Torres strzelił 4 bramki, w tym zwycięską w finale, został królem strzelców i dał Hiszpanii złoto. W seniorskiej kadrze zadebiutował mają 19 lat, w 2003 roku.

Komplementował go David Villa z którym na lata stworzył duet napastników Hiszpanii.

„Bardzo dobrze się uzupełniamy, Oboje gonimy po boisku, wywieramy presję i walczymy, aby stworzyć sobie nawzajem szansę”

W 2004 roku pojechał na Euro w Portugalii, „La Furja Roja” nie wyszła jednak z grupy, a Torres nie strzelił bramki.

Na Mundialu w 2006 roku strzelił 3 bramki, jednak Hiszpania odpadła w 1/16. Najpiękniejsze dopiero nadchodziło.

Euro 2008 i puchar zdobyty przez Hiszpanię po raz pierwszy od 1964 roku, Torres zdobył 2 bramki, i tak jak w turniejach juniorskich - jedna była zwycięską w finale.

2010 - Mistrzostwa Świata i pierwszy historyczny triumf „La Fura Roja”, choć Torres nie zdobył bramki, pomógł drużynie sięgnąć po złoto.

2012 - obrona tytułu Mistrza Europy, Torres z 3 trafieniami zostaje jednym z królów strzelców (6 zawodników z tym samym dorobkiem), oraz strzela w finale - tym razem nie zwycięską bo Hiszpania wygrywa 4:0.

Dla reprezentacji rozegrał 110 spotkań i strzelił 38 bramek co czyni go 9 zawodnikiem z największą ilości występów, i 3 najlepszym strzelcem kadry w historii.

Nieprawdopodobny drybling, skuteczność, dobra gra w powietrzu. Torres był po prostu wspaniałym piłkarzem, napastnikiem, jakiego każdy trener chciałby mieć w swojej drużynie. Zdobył wiele pięknych bramek, porwał swoją grą tłumy, oglądanie go było dla wszystkich ogromną przyjemnością.

Jako, prywatnie kibic Liverpoolu, zakończę ten tekst jednym zdaniem.

Fernando Torres - You’ll Never Walk Alone!


Victor Morawski

@MorawskiVictor

Kibic #LFC oraz reprezentacji Danii i maniak piłki nożnej. Uwielbiam kraje Nordyckie, ale Futbolem interesuję się na całym świecie.

Komentarze