Europejskie Puchary

Najlepsze mecze polskich pucharowiczów w XXI wieku

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: Wisła Kraków, Wisła Kraków

Tagi

Trwają kwalifikacje do kolejnych edycji Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Wraz z początkiem nowego sezonu odżywają wspomnienia. Polskie drużyny w europejskich rozgrywkach radziły sobie raz lepiej, raz gorzej. Były spektakularne triumfy nad klasowymi rywalami, ale nie brakowało też kompromitujących wpadek. Poniżej prezentuję swoje subiektywne zestawienie 10 najlepszych występów polskich drużyn w europejskich rozgrywkach w XXI wieku.

10. Wisła Kraków 1:0 FC Barcelona (26 sierpnia 2008 r.)

Przesadzony wybór? Nic bardziej mylnego! Rzeczywiście, w pierwszym meczu Wisła poległa na Camp Nou 0:4 i zwycięstwo w rewanżu nie dało jej upragnionego awansu do Ligi Mistrzów. No ale która drużyna w Polsce nie chciałaby mieć w swojej historii zwycięstwa nad FC Barceloną? I to w dodatku z FC Barceloną, która parę miesięcy później zgarnęła wszystkie możliwe trofea. Warto zaznaczyć, że „Biała Gwiazda” nie grała z rezerwami „Dumy Katalonii”, tylko z jej wyjściowym składem. Na murawę przy ul. Reymonta wybiegły takie gwiazdy jak: Eto'o, Henry, Xavi, Iniesta, Puyol, Yaya Toure.. Istotny jest również fakt, że Wiślacy zgarnęli ważne punkty do Rankingu UEFA, co dla polskich drużyn nie było takie proste w ostatnich latach. Zwycięskiego gola dla gospodarzy zdobył Cleber, oddając strzał głową po dośrodkowaniu Jirsaka z rzutu rożnego.

9. Lech Poznań 4:2 Austria Wiedeń (2 października 2008 r.)

Dreszczowiec. Na samą myśl o tym widowisku człowiek odczuwa gęsią skórkę. Rywalem była Austria Wiedeń. Zespół, który dla polskich drużyn okazywał się prawdziwym katem. W XXI wieku Austria aż czterokrotnie mierzyła się z przedstawicielami Ekstraklasy. Jedynie Lechowi udało się wyjść z tych starć zwycięsko. Po porażce w Wiedniu 1:2 „Kolejorz” przystąpił do rewanżu na własnym stadionie. Za każdym razem, gdy Poznaniakom udawało się zyskać przewagę to rywale z Austrii odrabiali straty. Do wyłonienia zwycięzcy konieczna była dogrywka. Lechowi z pewnością pomogła czerwona kartka dla Franza Schiemera w 105. minucie spotkania. „Kolejorz” całą drugą połowę dogrywki grał w przewadze. W końcu przyszła 120. minuta meczu. Po zamieszaniu w polu karnym na strzał z dystansu zdecydował się Rafał Murawski. Gol! Przy ul. Bułgarskiej wybuchła prawdziwa euforia. Poznaniacy tego dnia zostawili na murawie krew, pot i łzy. Faza grupowa Pucharu UEFA zawitała do stolicy Wielkopolski.

8. Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski 1:0 Hertha BSC Berlin (15 października 2003 r.)

Od drużyny z Wielkopolski nie oczekiwano cudów. Nadzieję dawała jednak bardzo słaba postawa Herthy w Bundeslidze. Zespół ze stolicy Niemiec przez cały sezon bronił się przed spadkiem z ligi. Słaba forma przełożyła się również na występy w Pucharze UEFA. Piłkarze Dyskobolii chcieli to wykorzystać. Po bezbramkowym remisie w Berlinie przyszedł czas na rewanż. Spotkanie było naprawdę zacięte. Obaj bramkarze, Gabor Kiraly i Mariusz Liberda, mieli pełne ręce roboty. W końcu przyszła 83. minuta meczu. Po odbitym przez bramkarza strzale Piechniaka do piłki dopadł Niedzielan i zagrał ją do Rasiaka. 1:0! Groclin gra dalej!

7. Wisła Kraków 5:0 Beitar Jerozolima (6 sierpnia 2008 r.)

Podopieczni Macieja Skorży przystępowali do walki o upragnioną Ligę Mistrzów. Przeciwnikiem był zespół z Izraela, który w swoich szeregach posiadał kilku graczy mających w swojej karierze styczność z poważną piłką: Cristiana Alvareza (River Plate), Dereka Boatenga (Panathinaikos, FC Koeln i Getafe), Idana Tala (Everton i Bolton) czy Sebastiana Abreu (Deportivo La Coruna i River Plate). Wiślacy musieli odrabiać straty po wyjazdowej porażce 1:2. „Biała Gwiazda” zagrała pewnie i zdecydowanie. Gospodarze górowali nad przeciwnikiem w każdej strefie boiska. Do przerwy było 3:0 dla drużyny z Krakowa. Wiślacy szli za ciosem. Skończyło się 5:0. Gospodarze byli wyjątkowo bezlitośni. W kolejnej rundzie eliminacyjnej już czekała wspomniana wyżej FC Barcelona.

6. Lech Poznań 6:0 Grasshopper Club-Zurych (14 sierpnia 2008 r.)

Poznaniacy mierzyli się z rywalem, który może nie był z najwyższej półki, ale też nie zaliczał się do najsłabszych. Swego czasu przekonała się o tym Wisła Płock, która uległa w dwumeczu z Grasshopperem w sezonie 2005/2006. Piłkarze Lecha nie dali się zaskoczyć tak, jak zrobili to Płocczanie. 6:0. Chyba nikt nie spodziewał się tego, że Poznaniakom pójdzie aż tak łatwo. Był to i tak najniższy wymiar kary. Szwajcarzy mogli być wdzięczni piłkarzom Lecha za łaskawość, ponieważ równie dobrze „Kolejorz” mógł ustrzelić dwucyfrową liczbę goli. Zespół z Poznania pokazał w tym meczu pełnię swoich ofensywnych umiejętności. Oddał 19 strzałów na bramkę, z czego 13 było celnych. Spektakularne widowisko. Gdyby konieczne było wystawienie szkolnej oceny za to spotkanie to podopieczni Franciszka Smudy dostaliby 6+.

5. Wisła Kraków 4:1 AC Parma (14 listopada 2002 r.)

Drużynie z Krakowa przyszło się mierzyć z przeciwnikiem z włoskiej Serie A. W składzie Parmy mogliśmy dostrzec kilka znanych nazwisk, które były powszechnie kojarzone w światowym futbolu, np. Adriana Mutu, Adriano i Hidetoschi Nakatę. Po rozegraniu wyjazdowego meczu przyszedł czas na przenosiny z ziemi włoskiej do Polski. W stolicy Małopolski Wisła musiała odrabiać straty po wyjazdowej porażce 1:2. Już na samym początku meczu Parma prowadziła 0:1 po indywidualnej akcji Adriano . To jednak nie załamało gospodarzy. Wiślacy ruszyli do ofensywy. Upór i liczne ataki przyniosły skutek. W 79. minucie meczu udało się wyjść na prowadzenie. Wiślacy nie rezygnowali i dalej szli za ciosem. W dogrywce udało się zdobyć kolejne dwie bramki. Parma została rozbita. 4:1. Ogromna w tym zasługa Macieja Żurawskiego i Kamila Kosowskiego, którzy kreowali większość akcji ofensywnych. Piłkarze z Włoch tego dnia byli nieporadni, a Wiślacy zapisali piękną kartę w historii swojego klubu.

4. Lech Poznań 3:1 Manchester City (4 listopada 2010 r.)

Dowód na to, że pieniądze nie grają. Po przegranym meczu w Manchesterze przyszedł czas na spotkanie w Poznaniu. Zawodnicy „Kolejorza” pokazali, że praca zespołowa i wyciąganie wniosków z popełnianych błędów potrafią zdziałać cuda. Możliwe były one nawet w starciu z rywalem, którego skład budowany był za dziesiątki milionów euro. Piłkarze Lecha totalnie zdominowali środek pola. Nie pozwalali zawodnikom z Anglii na rozwinięcie skrzydeł. Gdy gracze Manchesteru próbowali przeprowadzić jakiś atak to od razu podchodziło do nich trzech Poznaniaków, którzy zawężali im pole do manewru. Lech odważnie atakował. Były momenty, gdy w akcję ofensywną angażowało się nawet pięciu zawodników „Kolejorza”. Na przemian widoczne były indywidualne przebłyski (np. rajdy Jacka Kiełba) i wymienność podań (np. szybka kontra przeprowadzona przez Djudrevica, Stilica i Krivca przy golu na 1:0). Wprawdzie tamtejszemu Manchesterowi City było daleko do poziomu, który prezentuje dzisiaj, ale i tak zwycięstwo z takim rywalem jest powodem do dumy.

3. Legia Warszawa 4:1 Celtic Glasgow (30 lipca 2014 r.)

Virgil Van Dijk niepotrafiący upilnować Miroslava Radovicia i Michała Żyro? Dzisiaj brzmi to jak nieśmieszny żart. Jednak to się działo naprawdę. Holender był piłkarzem Celticu, gdy jego drużyna schodziła pokonana z murawy przy ul. Łazienkowskiej. Nie można jednak go w pełni winić za taki rezultat, ponieważ nieraz uchronił Celtic przed utratą kolejnych bramek. Strach pomyśleć jakim wynikiem zakończyłoby się to spotkanie, gdyby nie jego skuteczne interwencje w obronie. Dla Legii był to bardzo dobry mecz. Zyskała solidną zaliczkę przed rewanżem w Szkocji, mimo tego, że nie uchodziła za faworyta w przedmeczowych zestawieniach bukmacherskich. Sam mecz nie zaczął się najlepiej dla Warszawiaków. Już w 7. minucie spotkania stracili bramkę i przegrywali 0:1. Po raz kolejny jednak na ratunek przybywał Miroslav Radović. Czarnogórzec jeszcze przed przerwą zdobył dwa gole dla gospodarzy i dał Legii prowadzenie. Do tego momentu mecz był bardzo wyrównany. Obie drużyny na przemian stwarzały sobie okazje strzeleckie. Punktem zwrotnym była 44. minuta meczu, kiedy to Efe Ambrose zobaczył czerwoną kartkę za faul na Kucharczyku. Legia całą drugą połowę grała w przewadze. Bramka Celticu była non stop szturmowana. Po jednym trafieniu dołożyli jeszcze Żyro i Kosecki. Zakończyło się 4:1, a mogło znacznie wyżej. Ivica Vrdoljak nie wykorzystał dwóch rzutów karnych. Z kolei Żyro i Brzyski byli blokowani przez bramkarza, gdy dochodzili do akcji sam na sam. Piłkarze Legii mogli czuć się komfortowo przed wyjazdem do Szkocji. W rewanżu odnieśli kolejne zwycięstwo, tym razem 2:0. Niestety, wpuszczenie na murawę niezgłoszonego do rozgrywek Bartosza Bereszyńskiego skończyło się dyskwalifikacją z dalszej walki o Ligę Mistrzów. Pomimo dwóch zwycięstw na murawie to Celtic grał dalej, a Legia musiała się zadowolić występami w Lidze Europy.

2. FC Schalke 04 1:4 Wisła Kraków (10 grudnia 2002 r.)

Po wyeliminowaniu Parmy przyszedł czas na kolejny dwumecz. Podopieczni Henryka Kasperczaka tym razem mierzyli się z przeciwnikiem, który w zeszłej rundzie Pucharu UEFA wyeliminował Legię Warszawa. Po remisie w Krakowie w pierwszym meczu przyszedł czas na rewanż na otwartej przed rokiem nowoczesnej Arena AufSchalke w Gelsenkirchen. Wisła wyszła na ten mecz bez jakichkolwiek kompleksów i zdeklasowała rywala. „Biała Gwizda” w bezlitosny sposób wykorzystywała wolną przestrzeń i błędy w obronie zawodników Bundesligi. Żurawski, Kosowski, Kuźba, Uche i Szymkowiak zagrali tego nie tylko efektywnie, ale również efektownie. Wiślacy odważnie pochodzili pod bramkę przeciwnika dużą liczbą zawodników i z wielką łatwością wymieniali piłkę na połowie rywala. Zespół Schalke nie potrafił wykorzystać błędów popełnianych przez defensywę gości i zszedł z murawy upokorzony. Nie pomogła mu bramka Tomasza Hajty. Wisła godnie uczciła swój jubileuszowy 50. występ w europejskich pucharach.

1. Legia Warszawa 3:3 Real Madryt (2 listopada 2016 r.)

Jak to?! Zremisowany mecz uznawany za najlepszy?! Dokładnie tak! W końcu to Liga Mistrzów, a Legia mierzyła się z jej ostatnim zwycięzcą i zarazem z przyszłym triumfatorem. Ile pamiętacie spotkań z ostatnich lat, w których Real wypracował sobie dwubramkową przewagę nad rywalem i następnie musiał odrabiać straty? Zapewne niewiele było takich przypadków. Warszawiacy po 34 minutach meczu przegrywali już 0:2. Większość drużyn straciłaby wiarę w odwrócenie losów meczu. Legia jednak dalej walczyła. Wykorzystała rozluźnienie, jakie zapanowało w grze rywali. Jeszcze przed przerwą kontaktowego gola zdobył Vadis Odjidja-Ofoe. Po przerwie wyrównał Radović. Legii wciąż było mało. Wolała iść za ciosem zamiast zadowolić się bieżącym stanem rzeczy. Przyszła 82 minuta meczu. Po czwórkowej akcji Kucharczyka, Odjidji-Ofoe, Prijovica i Moulina padła bramka na 3:2. Warszawiacy w podręcznikowy sposób rozmontowali defensywę „Królewskich” i zdobyli gola dającego prowadzenie. Ktoś, kto dopiero włączył telewizor mógłby sobie pomyśleć, że to Real gra odziany w białe koszulki, a Legia jest ubrana na czarno. Nic z tych rzeczy! Chwilę później Real wyrównał. Remis ten był kluczowy dla całego układu tabeli. Legii udało się zyskać niezwykle istotny punkt, który umożliwił jej stoczenie boju ze Sportingiem o awans do Ligi Europy. Z kolei Real przez ten remis zajął drugie miejsce w grupie.


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze