Ekstraklasa

Raport z trybun: Piast Gliwice – Lechia Gdańsk (13.07.2019 r.)

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: Własne, Własne

Tagi

Piast i Lechia mają za sobą sezon, który mogą uznawać za najlepszy w swojej klubowej historii. Gliwiczanie zdobyli Mistrzostwo Polski, a Gdańszczanie Puchar Polski. Oba zespoły stanęły przed szansą wygrania kolejnego trofeum. Tym razem batalia toczyła się o Superpuchar Polski. Zgodnie z przyjętym w Polsce zwyczajem, spotkanie to rozegrano na stadionie Mistrza Polski. Postanowiłem odwiedzić Gliwice i podzielić się wszystkimi obserwacjami i przemyśleniami z dnia meczowego.

Miasto z bogatą przeszłością i ciekawą teraźniejszością

Proszę państwa, przed nami wieczór, jakiego dotąd w Gliwicach jeszcze nie było! - takimi słowami Andrzej Sługocki, spiker Piasta Gliwice, poprzedził pierwszy gwizdek arbitra. Nie ma w zasadzie w tym niczego dziwnego. Gliwice nigdy wcześniej nie organizowały meczu o Superpuchar Polski. Tak samo żaden klub z tego miasta dotychczas nie uczestniczył w starciu o to trofeum. Przez wiele lat większy sukces sportowy w Gliwicach był czymś niespotykanym. Górnośląską miejscowość częściej kojarzono z produkcją browaru, handlu chmielem, sukiennictwem i rozwiniętym przemysłem zbrojeniowym niż z wybitnymi piłkarzami. Gliwice mogły się pochwalić posiadaniem najwyższej na świecie konstrukcji drewnianej, jaką jest wieża nadawcza ulokowana przy zabytkowej Radiostacji Gliwickiej, ale nie miały możliwości, by poszczycić się sukcesami w świecie futbolu. Taki stan rzeczy powodował, że mieszkańcy Gliwic często decydowali się na wyjazdy do oddalonego o 10 km Zabrza, by kibicować utytułowanemu Górnikowi, zamiast miejscowemu Piastowi. 

Przełom w świecie dokonań sportowych nastąpił dopiero w ostatnich latach. Po długim czasie oczekiwania Piastowi udało się sięgnąć po Wicemistrzostwo Polski (sezon 2015/2016) i Mistrzostwo Polski (sezon 2018/2019). Dodatkowo trzykrotnie startowali oni w kwalifikacjach do europejskich pucharów. Teraz Piast miał szansę zdobycia Superpucharu Polski, co byłoby kolejnym wielkim osiągnięciem dla tego zespołu. Na przeciwko stanęła Lechia, która już raz triumfowała w meczu o Superpuchar Polski (1983 r.). Ostatecznie górą był zespół z Gdańska. Podopieczni Piotra Stokowca wygrali 3:1. W minioną sobotę wszystko działało na niekorzyść Piasta. Słabo zaprezentowali się zarówno piłkarze, jak i kibice. O ile tych pierwszych da się jeszcze jakoś usprawiedliwić, tak dla fanów gliwickiego klubu nie ma jakiejkolwiek taryfy ulgowej.

Fatalna frekwencja

Na sobotnim meczu Piasta z Lechią zjawiło się zaledwie 6791 kibiców. Ciężko wytłumaczyć taki stan rzeczy. Piast nigdy nie słynął z przyciągania tłumów na stadion, ale w minioną sobotę duża liczba pustych krzesełek po prostu biła po oczach. Brak kompletu widzów na tak ważnym spotkaniu podczas najlepszego okresu w dziejach klubu? Niezapełnione trybuny na meczu, który dawał szansę zdobycia drugiego trofeum w historii? Tego nie da się zrozumieć. 

Sytuacja wydaje się tym bardziej dziwna, gdy uświadomimy sobie, że spotkanie Piasta z Lechią miało miejsce w trakcie weekendu w środku lipca. Ceny wejściówek nie były zbyt wysokie (30 zł za normalny bilet). Termometry wskazywały 21 stopni. Na dwie godziny przed meczem przestało padać. Opady deszczu nie pojawiały się zresztą już ani w trakcie spotkania, ani po nim. Kibice Piasta, co z Wami?! Czy w Polsce z frekwencją jest aż tak źle? Ludzie nie potrafią zapełnić 10-tysięcznego obiektu w mieście liczącym ponad 180 tysięcy mieszkańców? Najbardziej absurdalny wydaje się fakt, że kibice Lechii stawili się liczniej w sektorze gości niż miejscowi fani na trybunie dopingowej. Sympatyków Piasta można jedynie pochwalić za głośny doping przez całe spotkanie. Nawet przy stanie 0:3 nie milkły śpiewy Gliwiczan.

Dobry wyjazd kibiców Lechii

Przedmeczowe nastroje fanów z Gdańska były zupełnie inne niż u sympatyków Piasta. Mobilizacja na wyjazd na Górny Śląsk trwała już od pewnego czasu. Kibice Lechii zorganizowali na tę wyprawę pociąg specjalny. Wielu sympatyków biało-zielonych podróżowało też na własną rękę. Już od wczesnych godzin popołudniowych można było zobaczyć odzianych w barwy klubowe przybyszy z Gdańska, którzy byli obecni w niewielkich grupkach w okolicach dworca, rynku i stadionu w Gliwicach. Goście byli dodatkowo licznie wspierani przez sympatyków Śląska, którzy również na ten mecz wybierali się pociągiem specjalnym. Kibice przyjezdni wykorzystali większą część z przyznanej im 2-tysięcznej puli biletów i przez cały mecz prowadzili głośny doping. Zaprezentowali także jedną oprawę z użyciem białych i zielonych chorągiewek oraz napisu podświetlanego od dołu stroboskopami. Na stadionie panowała życzliwa atmosfera i wzajemny szacunek do rywala. Fani Lechii opuszczali obiekt w lepszych nastrojach, nucąc przy tym melodię z piosenki Maria, autorstwa Scootera.

Niezłe widowisko i niepokojące sygnały dla Piasta

Sam mecz mógł się podobać. Obie drużyny poszły na otwartą wymianę ciosów. Już podczas pierwszej akcji Gdańszczan padła bramka na 0:1. Było szybkie tempo, częste ataki skrzydłami i dużo walki w środku pola. Bezustannie akcja przenosiła się z jednej połowy na drugą. Lechia górowała nad Piastem w większości aspektów i odniosła zasłużone zwycięstwo.

Radość zwycięzcówŹródło: Marzena Bugała-Azarko

Gołym okiem dało się zauważyć, że Gliwiczanie myślami są już przy środowej konfrontacji z BATE w ramach eliminacji do Ligi Mistrzów. W porównaniu z meczem rozegranym Borysowie w składzie gospodarzy zdecydowano się na 6 zmian. Zespół Piasta zagrał naprawdę słabo i ciężko znaleźć tutaj jakieś większe pozytywy. Jeśli już należy takie wskazać to na pewno będzie to dobra postawa Jakuba Czerwińskiego. Stoper Gliwiczan zaliczył bardzo stabilny występ. Nie zawinił przy żadnej z bramek i skutecznie przeciwdziałał atakom Flavio Paixao i Artura Sobiecha. Czerwiński wygrał wiele pojedynków w powietrzu i przeciął niejedno podanie. Pewny punkt w defensywie Piasta. Jego postawa może być kluczowa w konfrontacji z BATE.

Dobrą zmianę dał też Patryk Sokołowski. Od momentu jego wejścia Piast zaczął bardziej zdecydowanie atakować bramkę Lechii. Sokołowski sprawił trochę kłopotów środkowym pomocnikom Lechii i ustrzelił honorowego gola dla gospodarzy. Wprowadzenie go na boisko nieco poprawiło grę gospodarzy, ale nie pomogło w odwróceniu losów meczu.

Nie można za to dobrych słów powiedzieć na temat Mikkela Kirkeskova. Duńczyk nie potrafił upilnować Lukasa Haraslina przy utracie dwóch bramek. Biorąc pod uwagę fakt, że Kirkeskov zawinił też przy stracie gola z BATE to dostajemy pierwszy niepokojący sygnał. Obrońca Piasta ponosi odpowiedzialność za utratę trzech bramek w dwóch ostatnich spotkaniach. Nie wygląda to za dobrze. Duńczyk miał również problemy z przeprowadzeniem skutecznej akcji ofensywnej. Często tracił piłkę, a jego podania nie docierały do adresatów.

Fatalny występ zaliczył też Joel Valencia. Ekwadorczyk został wprowadzony na drugą część spotkania, by odmienić losy meczu. Już na samym starcie zaliczył niecelne podanie prosto pod nogi Haraslina. Słowak nie zwykł marnować takich okazji i skończyło się to trzecim golem dla Gdańszczan. Ponadto Valencia wielokrotnie tracił piłkę w łatwy sposób.

Słabo wypadł Gerard Badia. Hiszpan w starciach z Filipem Mladenovicem był nieporadny do takiego stopnia, że w trakcie drugiej połowy przestawiono go z prawej na lewą stronę boiska. Badii wprawdzie udało się wykreować parę sytuacji strzeleckich, ale od zawodnika tej klasy oczekuje się więcej.

Niezadowalająco zaprezentowali także Jorge Felix i Piotr Parzyszek. Pierwszy z nich raził nieskutecznością. Drugi był dobrze pilnowany przez defensorów Lechii, mając przy tym duże problemy z dojściem do sytuacji strzeleckiej. Z kolei Jakub Szmatuła pokazał, że nie bez powodu jest rezerwowym bramkarzem Piasta.

Miejmy nadzieję, że porażka z Lechią podziała na Gliwiczan jak zimny prysznic i pomoże wyciągnąć odpowiednie wnioski przed środowym meczem.

Obiecująca Lechia

W porównaniu z zeszłym sezonem w wyjściowym składzie Lechii znalazło się trzech nowych zawodników – Żarko Udovicić, Maciej Gajos i Mario Maloca.

Zaledwie jednej minuty potrzebował Żarko Udovicić, by zaliczyć pierwszą asystę w nowym klubie. Serb dawał Lechii to, czego potrzebowała ostatnimi czasy najbardziej – jakość na skrzydle. Były zawodnik Zagłębia Sosnowiec dużo biegał, często brał na siebie ciężar kreowania akcji ofensywnych i umiejętnie zmieniał się pozycjami z Filipem Mladenovicem. Udovicić wyglądał bardzo dobrze pod względem fizycznym, mimo ciągłego ruchu nie dawał większych oznak zmęczenia. Serb przeprowadził kilka udanych akcji lewą stroną boiska. Debiut można śmiało zaliczyć do udanych.

Równie dobrze w nowych barwach zaprezentował się Maciej Gajos. Były zawodnik Lecha bez kompleksów brał na siebie ciężar rozgrywania, a większość jego zagrań trafiała prosto do adresata. Dobrze wyglądała również jego praca w defensywie. Gajos niejednokrotnie przerywał Gliwiczanom akcje ofensywne, zaliczając przy tym skuteczne odbiory. Miał również swój udział przy bramce na 0:2, kiedy to zanotował asystę przy bramce Jarosława Kubickiego.

Nieco słabiej zaprezentował się powracający do Lechii Mario Maloca. Chorwat zaliczył poprawny występ, ale było daleko od ideału. Maloca miał wprawdzie wiele udanych interwencji w obronie, ale zdarzały się momenty, gdy gubił krycie albo przegrywał pojedynek w powietrzu. Było przyzwoicie, ale mogło być lepiej. Dużo pracy jeszcze przed nim.

Skoro o powrotach mowa to nie można pominąć wejścia Sławomira Peszki. Były reprezentant Polski pojawił się na murawie przy stanie 0:3. Śmiało może zaliczyć swój występ do udanych. Peszko bardzo często wywierał pressing na przeciwniku, zmuszając go do szybszej wymiany piłki i nerwowych wybić. Zaliczył również parę udanych interwencji w obronie.

Całościowo za mecz należałoby wyróżnić jeszcze Lukasa Haraslina i Jarosława Kubickiego. Słowak miał udział przy wszystkich trzech bramkach zdobytych przez Lechię. Swoimi akcjami ofensywnymi często siał popłoch w obronie rywali. Niejednokrotnie się cofał i wspomagał kolegów z środka pola, zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Widać, że Haraslin w końcu odzyskał formę, której brakowało mu na wiosnę. Z kolei Kubicki miał pełną kontrolę nad całą środkową strefą boiska. Wszędzie było go pełno. Rozgrywał i rozbijał akcje rywali. Do tego dołożył bramkę na 0:2. Według mojej opinii Kubicki był graczem meczu.

Źródło:Polsat Sport

Podczas starcia w Gliwicach Lechia miała tak naprawdę jeden mankament. Był nim brak jakości w ataku. Bardzo słaby występ zaliczył Flavio Paixao. Portugalczyk kompletnie nie radził sobie ze stoperami Piasta i regularnie przegrywał z nimi pojedynki. Ponadto miał problemy z dojściem do sytuacji strzeleckiej i stosunkowo łatwo tracił piłki. Zdecydowanie najsłabsze ogniwo w barwach Lechii. Nie pomogło też wprowadzenie Artura Sobiecha. Wprawdzie były zawodnik Hannoveru nieco lepiej zaprezentował się od Flavio, ale również miał problem z dojściem do sytuacji strzeleckiej. Sprowadzenie nowego napastnika to dla biało-zielonych priorytet.


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze