Ekstraklasa

Polska - Światowa stolica piłkarskiego frajerstwa.

Cezary Bednarczyk @El87WrocLove

Fot: Europa League, Europa League

Tagi

Wiem, nie powinno się wypowiadać lub pisać pod wpływem emocji, bo każdy, kto podnosi głos z automatu nie ma racji, ale ciężko nie zabrać głosu, gdy po raz kolejny polski klub reprezentujący nas na arenie międzynarodowej odpada jak frajer... i w słowie tym nie ma odrobiny przesady. Ale to postaram się w dalszej części artykułu pokazać.

Gdzie jesteśmy? I gdzie zaraz będziemy?

W rankingu ligowym UEFA jesteśmy na 27. miejscu za Kazachstanem, Azerbejdżanem czy choćby Białorusią, a za chwile odpadnie nam ze statystyk sezon 15/16, w którym głównie to warszawska Legia wypracowała współczynnik 5,5 dla Polski (bezapelacyjnie najwyższy z ostatnich 5 sezonów) i zostaniemy daleko z tyłu z 9,375 punktami na koncie, co spowoduje, że może nas wyprzedzić Liechtenstein (i to nie jest żart) albo Węgrzy, Rumuni, Słowacy czy Słoweńcy. Statystyki są dla nas okrutne, tak samo okrutne jak kolejne zespoły reprezentujące Polskę dla nas, kibiców łudzących się rok po roku że tym razem będzie lepiej...

O co tu chodzi?

Podczas transmisji mieliśmy okazję usłyszeć, że za samo przejście BATE na koncie Gliwiczan pojawiłoby się już około 3 mln złotych, co jak stwierdził redaktor Borek, kwota ta jest gwarancją wypłacenia już pewnych kontraktów za nadchodzący sezon bez kombinowania, sponsorów, błagania miasta itp. Oczywiste jest, że wszystkie jednostki składające się na budżet są ważne i dobrze, jeśli jest ich sporo (od reklam po sparingi czy dzień meczowy), ale pieniądze zawsze leżą na podłodze przed startem sezonu i naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, jak po raz kolejny polski zespół nie potrafi dowieźć korzystnego wyniku do końca.

Co tam się wydarzyło?!

To jest najlepsze, ale i najprostsze pytanie co do ostatnich 10 minut spotkania. Do tego czasu BATE nie oddało celnego strzału na bramkę! Jak zespół, który sparaliżowany potrafił w pierwszych dwudziestu minutach wymieniać piłkę między Czerwińskim, Kirkeskovem i Korunem sto razy mógł zapomnieć, by robić to samo w ostatnich dziesięciu minutach? Skoro mamy tak kreatywnych piłkarzy, którzy udowodnili, że potrafią wyjść spod pressingu, to po co zaczęliśmy kombinować? Ktoś kiedyś powiedział, mecze wygrywa się atakiem, a puchary obroną... i tę tezę udowodniło to spotkanie, choćby nie wiadomo jak ładnie chcemy lub umiemy grać musimy zrozumieć, że tak jak z dzieckiem jest czas na zabawę jest też czas na szkole i naukę. Ten uczeń (BATE) z ostatniej ławki, który rzuca kredą w nauczyciela zza 6 rzędów ławek, dzisiaj znowu miał szczęście, bo ważny sprawdzian zwyczajnie napisał za niego kujon (Piast). Umówmy się, przegrać się zdarza, ale jeśli popatrzymy na to przez pryzmat dwumeczu już tam w Borysovie sprawę awansu mogliśmy rozstrzygnąć, zremisowaliśmy. Trudno, ale drugi raz popełnić ten sam błąd i nie wziąć z tego nauki to już kryminał. Przypominam, że w europejskich pucharach gramy dla kibiców, historii, siebie, ale głównie dla pieniędzy, bo one mogą rozwiązać wiele bieżących problemów klubu lub mogą pozwolić na rozwój akademii, bez której w tych czasach ani rusz. Wracając do tematu, wolałbym słuchać po meczu o antyfutbolu w ostatnich 10 minutach i być w kolejnej rundzie niż teraz majaczyć o pięknej grze Piasta. Argumenty typu, jak się nie udało to trudno, bo w sumie było wiadomo już po losowaniu nie przemawiają do mnie bo właściwie wiadomo dla kogo? Czytam pomeczowe opinie na TT i jeden "mejwen" przez drugiego licytują się, jak szkoda i jak było to oczywiste tuż po wyciągnięciu kulki z nazwa Bate. Mały apel Panowie: zejdźcie na ziemie i poszukajcie informacji na temat klubów zamiast patrzeć na nazwy, bo La Coruna też w Lidze Mistrzów kiedyś grała ;)

Wybuch reaktora w Gliwicach...

Tak, to chyba najtrafniejsze stwierdzenie, bo Frantisek Plach jest trochę jak reaktor jądrowy i to ten, który wybuchł w końcu 26 kwietnia 1986 roku w Czarnobylu po już i tak kilku nieumyślnych próbach testów...

Teraz po meczu każdy jest mądry, choć zdrowy rozsądek każe myśleć nam kibicom, że naturalnym numerem jeden będzie Szmatuła,bo to głównie on zrobił mistrza w końcówce poprzedniego sezonu. Na dodatek Plach był kontuzjowany i właśnie tu zaczyna się polemika, bo skoro Waldemar Fornalik chciał, aby jego numer jeden wrócił do formy niech grzeje wszystko po 90' na tej pozycji kondycja nie ma aż takiego znaczenia ;) może grać co dwa dni... aż tu nagle w Superpucharze z gdańską Lechią między słupkami staje kto? Tak, Szmatuła.

Logicznych wyborów doszukać się tutaj nie można, bo o ile trener może to tłumaczyć gotowością obu i dbaniem o team spirit to jest to totalna bzdura. Każdy woli mieć ogranego jednego niż dwóch na pół gwizdka bramkarzy...

Co do naszego „reaktora” już w poprzednim sezonie błędów się nie wystrzegał. Dobre występy przeplatał tymi gorszymi i tu zapewne duża zasługa paru spotkań na zero w osobach Czerwińskiego i Sedlara, jakby nie było najlepszej pary stoperów ubiegłego sezonu...

Natomiast pokaz czystej nieodpowiedzialności, by nie nazwać tego głupotą, nie da się usprawiedliwić w żaden sposób sytuacja na 1-2 też obciąża jego, bo tego typu bita piłka musi skończyć w rękawicach bramkarza.

Myślę że adekwatnym do sytuacji porównaniem wyjścia Placha po piłkę i sprokurowaniem rzutu karnego będzie sytuacja tego rodzaju: 90 minuta meczu finał Mistrzostw Świata (jakimś cudem Argentyna w finale),  Messi chce wygrać to trofeum raz w życiu, bo inaczej nigdy nie przebije pomniku Maradony, jest karny podchodzi do piłki i kopie z zamkniętymi oczami, bramkarz łapie piłkę wyprowadza szybki kontratak i Argentyna przegrywa...

Jest to tak samo nierealny scenariusz jak to, co właściwie dziś stało się w Gliwicach czyli Plach Show. Obawiam się, że te wszystkie sygnały o świetnej grupie przyjaciół etc., były ostatnimi, bo odpadniecie z pucharów w takich okolicznościach może zepsuć atmosferę na zawsze, szczególnie, że to już drugi knockdown w tym sezonie (pierwszy superpuchar).

Pożegnań czas.

Teraz piłkarze Piasta muszą sobie przemyśleć, czy zostajemy i gramy dalej z Ryga w Lidze Europy, czy uciekamy, bo już po Lidze Mistrzów (co za tym idzie premie).

Nas, jako kibiców, boleć może natomiast to, co napisane zostało w tytule bo jak nie „blondynka” z Legii i akcja z Bereszyńskim, to odpadka z klubami z Luksemburga czy Mołdawii, tak teraz nie potrafimy jak cwaniacy potrzymać piłkę, przegrać od skrzydła do skrzydła, paść na murawę jak Grosicki na żądanie Nawałki.

W ostatnich latach udowadniamy sami sobie, że to tutaj, w Polsce, jest jądro piłkarskiego frajerstwa, a szkoda, bo niedługo spadniemy w rankingu tak nisko, że przygotowania do sezonu będziemy zaczynać jeszcze wcześniej...

Kiedyś słyszałem, że pieniądze leżą na ulicy i trzeba się tylko po nie schylić i to prawda, przynajmniej w kontekście Ligi Mistrzów, tylko widocznie nas bolą za bardzo plecy, by to zrobić...

Tylko po co później marudzić o niezamykających się budżetach, braku akademii czy nierównej rywalizacji z innymi krajami, bo nie stać nas na to czy na tamto skoro sami nie dajemy sobie szansy...

Po meczu kadry narodowej z Łotwą była duża dyskusja: przegrać ze stylem czy wygrać bez stylu? Sami odpowiedzmy sobie teraz czy dalej niektórzy z nas wolą opcję pierwszą. Bo ja nie.

Podsumowując 

Polskie kluby otrząśnijcie się, bo to ostatni gwizdek, by nie grać od rund wstępnych mając jednocześnie budżety większe niż 70% innych państw Europy! I apel do was, właściciele, bo to wam przepadają pieniądze, oczekujcie (!), zero głaskania, bo ten stan rzeczy to w wielu przypadkach wasza wina, jak i nas samych, bo zamiast być pazernym i iść w ogień, kiedy trzeba my na każdą porażkę mamy wymówkę. Dopóki nie wbijemy do głów naszym kopaczom DNA zwycięzcy można zbierać pieniądze na pogrzeb polskiej piłki klubowej, bo o zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów czy Ligi Europy ze względu na nowe zasady będzie jeszcze trudniej, by nie powiedzieć zwyczajnie nierealne.


Cezary Bednarczyk

@El87WrocLove

European Dealer Championship 2019 ????Mieszkajacy w Kopenhadze , Początkujący pokerzysta , mądrala na temat duńskiego futbolu , lubię boks

Komentarze