Ekstraklasa

Zwycięstwo w męczarniach. Upału i własnej gry.

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: MKS1973fan, public domain

Tagi

Korona Legia Papadopoulos Novikovas Gvilia

Po zwycięstwie w kiepskim stylu nad Kuopion Palloseura piłkarze Legii Warszawa chcieli zatrzeć negatywne wrażenie wygraną w dobrym stylu nad Koroną Kielce. Zadanie nie było łatwe, bowiem Złocisto-krwiści są drużyną nieobliczalną. Podopieczni Aleksandara Vukovicia osiągnęli cel. W męczarniach upału i własnej, kiepskiej gry.

Początek meczu był niemrawy. Obu drużynom doskwierała wysoka temperatura, która na boisku była o wiele bardziej odczuwalna. Zarówno Korona, jak i Legia grały tak, jakby zamiast korków mieli na nogach klapki i inne elementy stroju plażowego. W 6.minucie Legioniści popisali się nieudaną wrzutką z rzutu wolnego. Piłka bita przez Domagoja Antolicia nie znalazła żadnego adresta i wyszła za linię końcową. W 11.minucie gospodarze stworzyli pierwszą podbramkową sytuację, ale Radosław Majecki dobrze wyszedł. Chwilę później odpowiedziała Legia. Wojskowi nie oddali strzału, lecz Michael Gardawski musiał wybić piłkę sprzed bramki na rzut rożny. Po pierwszym kwadransie dało się zauważyć niedokładność w rozegraniu. Zarówno w przypadku Złocisto-krwistych, jak i Legionistów. W 17.minucie Korona miała doskonałą szansę na otworzenie wyniku. Jakub Żubrowski podał do Mateja Pucko, którzy wygrał walkę z Inakim Astizem. Pomocnik kielczan podał do Vato Arveladze, lecz ten przestrzelił w doskonałej sytuacji. Wicemistrzowie polski próbowali odpowiedzieć, ale bezskutecznie. Gospodarze na ich tle wyglądali o wiele lepiej. W 21.minucie mieli kolejną szansę, niewykorzystaną. Zmarnowane okazje Korony zemściły się cztery minuty później. Paweł Stolarski ładnie przedarł się lewą stroną i dograł w pole karne. Przytomnością wykazał się Arvydas Novikovas. Litwin zgubił krycie obrońców Złocisto-krwistych i pokonał Pawła Sokoła. Chwilę później doszło jednak do kontrowersyjnej sytuacji w polu karnym Legii. Korona za wszelką cenę chciała odrobić straty. W 30.minucie Artur Jędrzejczyk zablokował strzał Gardawskiego. 240 sekund później kapitan Wojskowych znów sprawdził się w tej samej roli. Tym razem uderzał Pucko. Podopieczni Gino Lettieriego dążyli do wyrównania. Przy okazji kibice gospodarzy okazali wyraz niezadowolenia dla pracy sędziego Mariusza Złotka. Nic jednak nie mogli zrobić, a Korona nadal próbowała. W 44.minucie bliski strzelenia gola był Papadopoulos. Majecki skutecznie wypiąstkował futbolówkę na rzut rożny. Co się odwlecze, to nie uciecze. Czech kilkanaście sekund później zdobył swoją pierwszą bramkę dla kielczan. Końcówka pierwszej połowy mogła być znakomita dla gospodarzy. Kolejną szansę miał Arveladze, ale Gruzin przegrał pojedynek z Majeckim.

Choć pierwsza część spotkania nie porwała publiczności, to z każdą minutą widowisko na Suzuki Arenie rozkręcało się z minuty na minutę. Druga połowa zapowiadała się emocjonująco.

Gra w drugiej części spotkania rozkręciła się od 51.minuty. Marcin Cebula przedarł się w pole karne Legii, ale został zatrzymany. Podopieczni Aleksandara Vukovicia błyskawicznie odpowiedzieli. Paweł Sokół wyszedł z bramki. Golkiper Korony został jednak uprzedzony przez Adnana Kovacevicia, który zażegnał niebezpieczeństwo. Temo gry spadło. Obie drużyny znowu przeniosły się na plażę i ani trochę nie było im w głowie poważne granie. Dowodem może być celny, acz bardzo lekki strzał w światło bramki w wykonaniu Artura Jędrzejczyka. W 62.minucie Legioniści skonstruowali ładną akcję, którą zamknął Andre Martins. Uderzenie Portugalczyka pewnie obronił Sokół. Kilkadziesiąt sekund później dobrą okazję do indywidualnej akcji miał wprowadzony chwilę wcześniej Jose Kante. Reprezentant Gwinei zmarnował jednak szansę, podając na lewą stronę. Wojskowi po raz kolejny spróbowali. Tym razem z rzutu wolnego. Valeriane Gvilia uderzył niecelnie. Arbiter po raz kolejny odgwizdał wolnego. Tym razem szczęścia próbował Martins. Portugalczyk kopnął na tyle dobrze, że Sokół musiał wybijać piłkę na róg. Ataki podopiecznych Gino Lettieriego były mało efektywne. Korona nie potrafiła oddać strzału na bramkę Legii. Minuty upływały, a obie drużyny były już pogodzone z wynikiem. Mimo to w 90.minucie Majecki musiał interweniować. Pomimo braku pracy przez niemal całą drugą połowę, wykazał się przytomnością. W doliczonym czasie gry wicemistrzowie Polski mogli rozstrzygnąć to spotkanie. Gvilia wrzucił w pole karne z wolnego, piłka trafiła na głowę Igora Lewczuka, lecz obrońca Wojskowych minimalnie chybił. Podopieczni Aleksandara Vukovicia dopięli swego. W ostatniej akcji meczu Paweł Stolarski wrzucił z autu, futbolówka dotarła do Gvilii, a ten niczym rasowy napastnik pokonał Sokoła.

Legia wygrała pierwszy mecz w tym sezonie PKO Ekstraklasy, ale jej gra nie porwała publiczności. Po raz kolejny. Na rewanż do Kuopio jedzie przypieczętować awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy, choć styl gry z meczu z Koroną nie napawa optymizmem kibiców Wojskowych.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze