Ekstraklasa

Raport z Płocka

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: Bartek23ef, CC BY-SA 4.0

Tagi

Szybko skończyła się przygoda Lechii Gdańsk w eliminacjach do Ligi Europy. Podopieczni Piotra Stokowca nie zdołali utrzymać wypracowanej w pierwszym meczu jednobramkowej przewagi nad Brondby IF i odpadli z międzynarodowych rozgrywek. Przyszedł więc czas na powrót do szarej codzienności. W ramach 3. kolejki rozgrywek Ekstraklasy Gdańszczanie mierzyli się z Wisłą Płock. Oba zespoły dotychczas w lidze w tym sezonie jeszcze nie wygrały. Lechia miała za sobą dwa bezbramkowe remisy z ŁKS-em i Wisłą Kraków, a Płocczanie zanotowali do tej pory remis z Górnikiem Zabrze i dotkliwą porażkę z Lechem Poznań. Obie drużyny stanęły przed szansą zagrania o pierwsze ligowe zwycięstwo. W bezpośredniej konfrontacji na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku lepsza okazała się Lechia. Gdańszczanie wygrali 1:2.

Miasto dawnej świetności

Płock to jedna z najstarszych polskich miejscowości, która swego czasu odgrywała kluczową rolę w dziejach państwa i ziemi mazowieckiej. Właśnie w tym mieście rezydował w przeszłości książę Władysław Herman, podejmując tu najważniejsze decyzje związane z losami kraju. Później Płock był siedzibą książąt mazowieckich. Jak w wielu innych miastach trudniono się tu na co dzień handlem i rzemieślnictwem. Produkowano płótno i sukno oraz zajmowano się browarnictwem. Z biegiem lat miasto jednak traciło na znaczeniu. Teraz jest to jedynie stolica powiatu. Dla wielu ludzi Płock kojarzy się z rozbudowanymi zakładami rafineryjnymi Petrochemii. Koneserzy brzmień muzycznych odwiedzają mazowiecką miejscowość raz do roku przy okazji organizacji koncertów w ramach Polish Hip Hop Festiwal i Audioriver. Czy sportowo Płock również wypada okazale? Jeśli weźmiemy pod uwagę dokonania szczypiornistów to tak. Sekcja piłki ręcznej Wisły Płock może pochwalić się licznymi sukcesami. Znacznie gorzej to wygląda w przypadku piłkarzy nożnych. Największymi sukcesami Wisły jest zdobycie Pucharu Polski i Superpucharu Polski w 2006 r. Od tamtego czasu klubowi z Płocka wiodło się raz lepiej, a raz gorzej. Po latach niepowodzeń, skutkującymi pobytami w I i II lidze, Wiśle udało się powrócić do Ekstraklasy i zagościć w niej na dłużej. Do czasów świetności z 2006 roku jednak daleka droga.

Walka o dobre imię

Zeszły sezon był dla Wisły Płock zaciętą walką o utrzymanie w Ekstraklasie. Klubowi z Mazowsza ostatecznie udało się pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niewątpliwie wielką zasługa w tym trenera Leszka Ojrzyńskiego, który przejął stery drużyny w kwietniu bieżącego roku i wyciągnął Wisłę ze strefy spadkowej. Od tego czasu w klubie zaszło sporo zmian. Dotyczyły głównie przebudowy kadrowej. Za współpracę podziękowano m.in. Warcholakowi, Stilicowi, Dźwigale, Vareli, McGingowi i Borysiukowi. W ich miejsce ściągnięto kilku nowych piłkarzy, z których część ma uznane jak na polskie warunki nazwiska. Przyszli: Rzeźniczak, Marcjanik, Michalski, Tomasik, Milasius, Sahiti, Nowak i Wrąbel. Wydawać się mogło, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.

Nowe problemy Wisły

Wisła Płock nie weszła najlepiej w sezon. Mazowszanie zaczęli rozgrywki od remisu 1:1 z Górnikiem, po czym przyszła dotkliwą porażka z Lechem. Antybohaterem obu spotkań był z pewnością Bartłomiej Żynel. Bramkarz Płocczan dwukrotnie faulował zawodników przeciwnych drużyn, co skutkowało decyzjami o rzutach karnych dla rywali. W meczu z Górnikiem Żynel naprawił swój błąd broniąc "jedenastkę". W spotkaniu z Lechem tego szczęścia już nie miał. Nie można też powiedzieć dobrego słowa o grze defensywy Płocczan, która popełniała szkolne błędy w kwestiach krycia rywala, trzymania linii spalonego czy pojedynków w powietrzu. Symbolem totalnej bylejakości Wisły w obu spotkaniach był Mateusz Szwoch. Były zawodnik Arki gubił się zarówno w działaniach obronnych, jak i w akcjach ofensywnych. W meczu z Górnikiem Igor Angulo zdobył bramkę po jego stracie, a w spotkaniu z Lechem zmarnował doskonałą sytuację po dośrodkowaniu Tomasika. Honoru Płocczan próbował ratować Dominik Furman, jednak jego koledzy z szatni nie potrafili go odpowiednio wspomóc.

Problemy jednak dopiero miały nadejść. Po meczu z Lechem oficjalnie podano informację, że Leszek Ojrzyński przestaje pełnić funkcję trenera Wisły ze względu na bardzo poważne problemy natury osobistej. Dodatkowo zawieszono Alana Stevanovica za niesubordynację. Podczas spotkania z Lechią funkcję trenera Wisły tymczasowo pełnił Patryk Kniat. Po meczu oficjalnie ogłoszono, że nowym szkoleniowcem Płocczan będzie Radosław Sobolewski. Biorąc pod uwagę fakt, że nie pełnił on nigdy w żadnym klubie funkcji pierwszego trenera to możemy uznać, że zarząd Wisły podjął ciekawą, aczkolwiek ryzykowną decyzję.

Mecz do zapomnienia

Na stadionie w Płocku stawiło się łącznie 5511 widzów, w tym kilkuset kibiców Lechii. Biorąc pod uwagę średnią liczbę widzów zasiadającą na tamtejszych trybunach to nie było najgorzej. Kiepska forma i bieżącą sytuacja klubu to nie są czynniki zachęcające do oglądania na żywo meczów Wisły. Swoją rolę odgrywa też przestarzały i niezadaszony stadion. W niedzielne popołudnie nad Płockiem naprzemiennie świeciło słońce i zbierały się chmury. Momentami pojawiał się przelotny deszcz. Obecny stadion nie ułatwia oglądania meczu w takich warunkach. Fani Wisły zresztą niejednokrotnie głośnymi okrzykami przypominali miastu i zarządowi o żądaniach wybudowania nowego obiektu piłkarskiego.

Obie grupy kibicowskie prowadziły doping przez cały mecz. Nieobecni na trybunach jednak nie mają czego żałować. Piłkarze obu drużyn zaserwowali nam niskiej jakości kopaninę. Niedokładne podania i straty zdecydowanie przeważały nad ładnymi i składanymi akcjami. Samo widowisko było podręcznikowym przykładem antyreklamy.

Wiślacki marazm

Piłkarze z Płocka w niedzielnym meczu zaprezentowali się naprawdę źle. Na tle gości wyglądali słabo, a przecież Lechia nie zagrała wielkiego meczu.

Antybohaterem tego meczu był Damian Rasak. Pomocnik gospodarzy notował wiele strat i niedokładnych podań. Nie pozostawał też bez winy przy obu golach straconych przez Wisłę. Przy pierwszej bramce niewystarczająco dobrze krył Sobiecha, a przy drugim trafieniu Gdańszczan wykazał się kompletną bezradnością w pojedynku 1 na 1 z Wolskim.

Jeśli już szukamy winowajców straconych bramek to nie można zapomnieć też o Damianie Michalskim. Debiutant w zespole Wisły, grający na lewej obronie, przegrał pojedynek w powietrzu z Sobiechem, po którym napastnik Lechii skierował piłkę do siatki.

Słabo zaprezentowali się Merebaszwili i Ricardinho. Gruzin regularnie tracił piłkę podczas przeprowadzania swoich ataków na skrzydle. Brazylijczyk zaś przez pierwszą połowę spotkania był niewidoczny, a po zmianie stron nie robił z piłką żadnego pożytku, gdy tylko miał ją przy nodze.

Po raz kolejny symbolem bylejakości został Mateusz Szwoch. Były zawodnik Arki sprawiał wrażenie jakby na boisku znalazł się przez przypadek. Nie było z niego pożytku zarówno w ataku, jak i w obronie.

Nieco większym zaangażowaniem wykazywali się Cezary Stefańczyk i Oskar Zawada, ale też mieli sporo problemów. Pierwszy z nich powstrzymał kilka ataków Gdańszczan, przeprowadzanych lewą stroną boiska, ale gdy sam się brał za akcje ofensywne to wielkiego pożytku z nich nie było. Drugi zawodnik z kolei kompletnie nie radził sobie ze stoperami Lechii. Zdarzały się momenty, gdy Zawada dochodził do sytuacji strzeleckich, ale jego uderzenia nie sprawiały większych problemów Kuciakowi.

Nie pomogli też zmiennicy. Nowak, Garcia i Kuświk nie zrobili niczego, by odmienić wynik meczu.

Pozytywy? Nie za wiele ich było. Jeśli jednak trzeba pochwalić kogoś z zespołu Wisły to w pierwszej kolejności będzie to Dominik Furman. Kapitan "Nafciarzy" oddał kilka strzałów, które stwarzały zagrożenie pod bramką Lechii. Dodatkowo wykonał parę dośrodkowań ze stałych fragmentów gry, które sprawiały sporo problemów defensywie gości. No i to w końcu po wrzutce Furmana padła jedyna bramka dla Wisły w tym meczu. Wprawdzie Furman zagrał dość przeciętnie i ciężko mówić tu o dobrym występie, ale w porównaniu z resztą kolegów z zespołu wypadł bardzo przyzwoicie.

Zwycięska Lechia

Nie był to najlepszy mecz ekipy Stokowca, ale liczy się wynik. Lechia skutecznie neutralizowała ataki Płocczan i potrafiła zdobyć jedną bramkę więcej od przeciwnika

Pierwszeństwo do pochwał oczywiście mają jak zwykle obrońcy, chociaż i oni nie uniknęli gorszych momentów. Michał Nalepa i Błażej Augustyn po raz kolejny skutecznie kryli swoich rywali i wygrywali z nimi pojedynki w powietrzu. Nalepa niestety jest współwinny utraty bramki przez Lechię, kiedy to wykonał niepewny wyskok, mijając się z piłką i przeszkadzając Kuciakowi w skutecznej interwencji. U Augustyna główną wadą było fatalne wyprowadzanie piłki spod bramki. Co drugie jego podobanie zmierzało prosto pod nogi rywala albo szybowało za linię boczną.

Karol Fila i Filip Mladenović w obronie zrobili swoje. Wkradło się jednak wiele niedoskonałości w ich grze ofensywnej. Fila niechętnie włączał się w ataki skrzydłami. Pomimo poprawnego występu oglądaliśmy zupełnie innego Filę od tego, który grał w pierwszym meczu z Brondby.

Mladenović z kolei zaliczał wiele strat. Oczywiście należy docenić jego asystę przy bramce Sobiecha, ale znając ofensywny potencjał Serba można było oczekiwać więcej. Całkiem niezłe zawody zagrał Maciej Gajos. Były zawodnik Lecha zaliczył kilka udanych przerzutów, celnie podawał i notował niewiele strat. Miał też swój udział przy bramce Sobiecha.

Pochwała należy się też Jarosławowi Kubickiemu. Środkowy pomocnik Lechii wprawdzie przespał pierwszą połowę, ale po zmianę stron nieco się ożywił i uraczył nas kilkoma ładnymi zagraniami, w tym asystą przy bramce Wolskiego. No i trzeba wspomnieć właśnie o samym Rafale Wolskim. Zawodnik ten wszedł w 64. minucie meczu za Sławomira Peszkę i pokazał się z bardzo dobrej strony. Mocno angażował się w akcję ofensywne swojej drużyny. Strzelił gola po ładnej indywidualnej akcji, miał kilka otwierających podań, zaliczył parę udanych dryblingów i trochę postraszył rywali swoimi strzałami. Biorąc pod uwagę naprawdę dużą aktywność wykazaną w zaledwie 26 minut gry to właśnie Wolskiemu należy się miano gracza meczu.

Reasumując, nie był to najlepszy mecz w wykonaniu obu drużyn. Wisłę i Lechię czeka bardzo dużo pracy. Czego spodziewać się po tych klubach? Wisła na pewno będzie dążyła do lepszej gry, by skutecznie oddalić się od strefy spadkowej. Lechia z kolei najprawdopodobniej poczyni starania prowadzące do powtórzenia osiągnięć z minionego sezonu. Wiele zależeć będzie jednak od polityki transferowej klubu. Ciągłe brakuje dodatkowego napastnika. Do tego dochodzą pogłoski o ewentualnych odejściach Nalepy, Sobiecha i Haraslina. Czy to prawda? Czas pokaże co z tego wyjdzie.


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze