Premier League

Ali Al-Habsi - strażak z Omanu w Premier League

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: zimbio.com, zimbio.com

Tagi

Al Habsi Oman Bolton Wanderers Wigan Athletic Reading FC Al Hilal Riad

Piłkarze z Półwyspu Arabskiego rzadko grają w europejskich klubach, o czołowych ligach nie wspominając. O ile Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt, czy Bahrajn mogą pochwalić się udziałem w Mistrzostwach Świata i ligami, w których grają podstarzałe gwiazdy, stanowiące niegdyś o sile topowych drużyn ze Starego Kontynentu, to Oman i Jemen na ich tle wypadają jak typowi ubodzy krewni. Ci pierwsi jednak mogą pochwalić się piłkarzem, który ponad dekadę występował w Premier League i Championship.

Ali Abdullah Harib Al Habsi. Znany angielskim kibicom jako Ali Al-Habsi. Przez 11 lat balansował pomiędzy Premier League i Championship, strzegąc bramki Boltonu Wanderers, Wigan Athletic i Reading FC. Al-Habsi nie jest jednak dzieckiem imigrantów, którzy przybyli na Wyspy Brytyjskie w poszukiwaniu lepszego życia. Urodził się 30.grudnia w stolicy Omanu, Maskacie. Swoją karierę zaczynał w wieku niespełna 17 lat w klubie Al-Midhaibi. Tu rozegrał 35 meczów w ciągu czterech lat, co jak na młodego bramkarza jest całkiem niezłym wynikiem. W 2002 roku trafił do jednego z lepszych omańskich zespołów, Al-Nasr Salalah. Nie zrobił jednak furory. Spędził tu rok. Zagrał w czterech spotkaniach, po czym wyruszył na podbój Europy.

Droga do Anglii prowadziła przez Norwegię. Trafił do trzeciej drużyny Eliteserien, wówczas Tippeligaen w sezonie 2002, Lyn Oslo. W pierwszym sezonie w Norwegii rozegrał 13 spotkań, z czego w czterech zachował czyste konto. Całkiem nieźle jak na debiutanta z egzotycznego kraju. W bramce Lyn bronił na zmianę z doświadczonym Thomasem Andre Odegaardem (niespokrewnionym z cudownym dzieckiem norweskiej piłki, Martinem). Warto również zaznaczyć, że w Al-Habsi występował również w Pucharze UEFA. Wraz z Lyn dotarł do 1.rundy. W dwumeczu z Paokiem Saloniki, przegranym 1-3 nie pojawił się jednak na boisku. W kolejnych sezonach to Al-Habsi był podstawowym golkiperem ekipy ze stolicy Norwegii. W sezonie 2004 opuścił tylko dwa ligowe spotkania. Na 24 rozegrane mecze, 1/3 kończył bez straty gola. Wystąpił również w dwóch meczach Pucharu Norwegii. Lyn dotrało w nim do finału, lecz przegrało w nim z Brann Bergen 1-4. Przełomowy dla Omańczyka był sezon 2005. Pauzował tylko w jednym meczu Tippeligaen, przegranym 0-1 z Lillestroem. 10 razy zachowywał czyste konto. Pomógł Lyn zająć trzecie miejsce w lidze. Warto również wspomnieć, że w swoim ostatnim sezonie w Norwegii występował z Johnem Obim Mikelem, późniejszym zawodnikiem Chelsea. Przez trzy sezony jego klubowym kolegą był również Tomasz Sokołowski, urodzony w Szczecinie syn dwukrotnego reprezentanta Polski, Kazimierza Sokołowskiego, który w 1992 roku wyjechał do Norwegii. Jakby mało było polskich akcentów, Al-Habsiego w ostatnim sezonie w Lyn prowadził znany z pracy w Legii Warszawa, Henning Berg.

Omańczyka przygarnął Bolton Wanderers. "Kłusacy" nie zapłacili Lyn ani pensa. Swój pierwszy sezon na Reebok Stadium spędził w zespole U23. Rok później był już pełnoprawnym członkiem pierwszego zespołu. Był jednak tylko trzecim bramkarzem. Nie miał bowiem szans wygrania rywalizacji z doświadczonym Ianem Walkerem i Finem Jussim Jaaskelainenem (więcej o nim pisaliśmy TU). W sezonie 2006/07 miał za kolegów trzech Polaków. Bramkarza Przemysława Kazimierczaka, obrońców, Jarosława Fojuta i Błażeja Augustyna i napastnika Bediego Buvala, reprezentanta Matyniki, który w sezonie 2010/11 występował w Lechii Gdańsk.

Wracając jednak do Al-Habsiego, to we wspomnianej kampanii nie wystąpił on w żadnym spotkaniu. Trzy razy znalazł się za to na ławce. Raz w Pucharze Anglii i dwa w Pucharze Ligi. O wiele lepszy był dla niego kolejny sezon. Dzięki szóstemu miejscu w Premier League, Bolton awansował do Pucharu UEFA. Al-Habsi wystąpił w czterech spotkaniach Pucharu Pocieszenia. "Kłusacy" dotarli do 1/8 finału, gdzie ulegli Sportingowi Lizbona. Omański golkiper bronił w obu tych spotkaniach. Po zakończeniu kariery w grudniu 2008 roku przez Walkera, Al-Habsi stał się etatowym zmiennikiem Jaaskelainena. Dzięki kontuzji Fina, w marcu wskoczył do bramki Boltonu. Rozegrał 10 meczów w Premier League oraz po jednym spotkaniu w FA Cup i EFL Cup. Do bramki "Kłusaków" wskoczył w trudnym momencie. Bolton zajmował bowiem miejsce w strefie spadkowej i musiał do samego końca bić się o utrzymanie. Al-Habsi przyczynił się jednak do pozostania Boltonu w elicie. Czterokrotnie zachowywał czyste konto i dzięki serii pięciu meczów bez porażki, drużyna z Reebok Stadium zajęła 16.miejsce. Pomimo dobrej postawy w lidze, po powrocie Jaaskelainena, Omańczyk znów usiadł na ławce. W kolejnych dwóch sezonach rozegrał tylko dwa mecze. Oba w sezonie 2009/10. Jeden w FA Cup, wygrany 1-0 z Lincoln City i jeden w EFL Cup, przegrany 0-4 z Chelsea. Al-Habsi rozegrał również trzy spotkania w rezerwach Boltonu.

Nie widząc przyszłości w Boltonie, Al-Habsi odszedł na wypożyczenie do Wigan Athletic. Dopiero tutaj mógł poczuć, co to znaczy być pierwszym bramkarzem. W pierwszym sezonie w barwach "The Latics" rozegrał 34 mecze. Siedem razy udało mu się zachować czyste konto. Miał niebywałe szczęście, bowiem przesiedział na ławce pierwsze mecze sezonu 2010/11 z Blackpool i Chelsea, przegrane 0-4 i 0-6. Udało mu się również zanotować asystę przy golu Hugo Rodallegi, w zremisowanym 1-1 meczu z Fulham. Oprócz regularnej gry w Premier League, Al-Habsi rozegrał również cztery mecze w FA Cup, gdzie Wigan odpadło w ćwierćfinale i jeden w EFL Cup, gdzie wyeliminował ich...Bolton. Po bardzo dobrym sezonie ekipa z DW Stadium wykupiła Omańczyka z 4,3 mln euro. Opłaciło się. Pomimo iż Al-Habsim zainteresowany był Liverpool, to Omańczyk zdecydował się pozostać na DW Stadium. Słusznie. W kolejnym sezonie Al-Habsi nie opuścił ani jednego ligowego meczu, w każdym grając od pierwszej do ostatniej minuty! Podopieczni Roberto Martineza musieli jednak do ostatniej kolejki walczyć o utrzymanie. Wszystko przez pierwszą, katastrofalną część sezonu. Na 19 ligowych meczów, "The Latics" wygrali tylko trzy. Utrzymanie zapewniły dwa wygrane mecze z Manchesterem United i Arsenalem. W starciu z "Czerwonymi Diabłami" Al-Habsi zachował czyste konto. Jedno z ośmiu w tamtym sezonie. O wiele gorzej spisywał się jednak w pucharach. W FA Cup podopieczni Martineza odpadli w trzeciej, a w EFL Cup już w drugiej rundzie. Sezon 2012/13 dla Wigan był słodko-gorzki. Z jednej strony, "The Latics" spadli z Premier League, zaś z drugiej wywalczyli jedyne w swojej historii trofeum. Puchar Anglii. Można tłumaczyć, iż ekipa Martineza miała łatwą drogę do finału, bowiem na swojej drodze napotkało Bournemouth, Macclesfield, Everton i Millwall, jednak wygrana w finale z potężnym Manchesterem City po golu rezerwowego Bena Watsona budzi podziw. Al-Habsi rozegrał w tamtym sezonie tylko dwa mecze w FA Cup, z Bournemouth i Millwall. W obu zachował czyste konto. Dołożył do tego trzy spotkania w Pucharze Ligi, gdzie "The Latics" odpadli w 1/8 finału po karnych z Bradford City. Nieco mniej grał w Premiership. O ile, w poprzednim sezonie był nie do wygryzienia, to w połowie marca stracił miejsce w bramce na rzecz Joela Roblesa. Omańczyk wrócił do bramki Wigan na ostatni mecz sezonu. Jak się okazało, był to również ostatni mecz "The Latics" w Premier League. Podopieczni Martineza zremisowali z Aston Villą 2-2 i pożegnali się z elitą.

Tamto spotkanie było również pożegnaniem Al-Habsiego z Premier League. Już nigdy później nie wrócił na salony angielskiej piłki. Choć próbował. Rok po spadku, Wigan zajęło 5.miejsce w Championship. Warto dodać, że nowym kolegą Omańczyka w Wigan został Thomas Rogne, obecnie obrońca Lecha Poznań. W pierwszej połowie sezonu Omańczyk nie był jednak pierwszym bramkarzem "The Latics". Nowy trener Wigan, Owen Coyle wolał stawiać na byłego bramkarza Liverpoolu i reprezentacji Anglii Scotta Carsona. Uczestnik MŚ 2006 był również podstawowym golkiperem Wigan w Lidze Europy. Dlatego też Omańczyk rozegrał 24 spotkania na zapleczu Premiership, z czego w dziesięciu nie dał się pokonać. Al-Habsi zagrał również cztery mecze w Pucharze Anglii. Wigan było bliskie powtórzenia sukcesu sprzed roku. Znów ograło Manchester City, tym razem w 6.rundzie i w półfinale trafiło na Arsenal. Tu jednak ulegli "Kanonierom" przegrywając po karnych 3-5. Oba te spotkania Al-Habsi obserwował jednak z ławki rezerwowych. Podobnie było w przypadku baraży o awans do Premier League. Omańczyk znów usiadł na ławce, a "The Latics" przegrali w półfinałowym dwumeczu z Queens Park Rangers 1-2 po dogrywce. Powrót do bramki Wigan Omańczyk może zawdzięczać tylko i wyłącznie Uwe Roeslerowi. Były reprezentant NRD i legenda Manchesteru City prowadził "The Latics" niespełna rok. Mimo przywrócenia Al-Habsiego do bramki w sezonie 2013/14, to w kolejnej kampanii znów dał o sobie znać Carson. Anglik usadził Omańczyka na ławce, dla którego sezon 2014/15 był chyba najdziwniejszy w historii. Nie mogąc doczekać się na swoją szansę, odszedł na wypożyczenie do Brighton&Hove Albion. W drużynie "Mew" spędził...niespełna miesiąc! Jak to się stało? Otóż władze klubu z południowej Anglii byli niezbyt zadowoleni postawą niedoszłego reprezentanta Anglii Davida Stockdale'a. Wypożyczyli więc Al-Habsiego, który dla Brighton rozegrał jedno spotkanie. "Mewy" przegrały z Bournemouth 2-3 i Omańczyk już więcej dla Brighton nie zagrał. Wrócił do Wigan, gdzie zdążył jeszcze wystąpić w 11 spotkaniach, dwukrotnie zachowując czyste konto. Paradoksalnie stracił miejsce w bramce decyzją swojego niedawnego kolegi z drużyny, Gary'ego Caldwella, który znów postawił na Carsona. Wigan zajęło przedostatnie, 23.miejsce w Championship i spadło do League One.

Pomimo spadku "The Latics", Al-Habsi pozostał na zapleczu Premier League. W ramach wolnego transferu przeszedł do Reading. W klubie z podlondyńskiego miasteczka spotkał się tym razem z dwoma napastnikami, którzy w zeszłym sezonie robili furorę w Ekstraklasie, Denisem Rakelsem i Orlando Sa. Omańczyk na Madejski Stadium spędził dwa udane sezony. W pierwszym rozegrał 32 ligowe spotkania, do czego dołożył pięć w Pucharze Anglii i trzy w Pucharze Ligi. O miejsce w składzie musiał walczyć z głodnym gry, 22-letnim Jonathanem Bondem. W pierwszej części sezonu Al-Habsi siedział na ławce. Do bramki Reading wskoczył w październiku, po czym dwa miesiące później znów stracił w niej miejsce. Wrócił w styczniu, po czym nie oddał już miejsca. Siedmiokrotnie zachowywał czyste konto. Nieco gorzej było w pucharach, gdzie ta sztuka udała mu się tylko dwukrotnie. Warto również wspomnieć, że Al-Habsi znów bardzo dobrze zaprezentował się w FA Cup. Ekipa z Madejski Stadium dotarła do 6.rundy. Tam musiała uznać wyższość Crystal Palace, które pokonało Reading FC. Drugi sezon w wykonaniu Al-Habsiego był bliźniaczopodobny do sezonu 2011/12, kiedy był golkiperem Wigan. Rozegrał 46 meczów w Championship i wszystkie od pierwszej do ostatniej minuty! Niespełna 1/3 z nich była na zero z tyłu. Reading pod wodzą Jaapa Stama zajęło trzecie miejsce na koniec sezonu zasadniczego. To oznaczało, że Omański golkiper po raz drugi stanął przed szansą powrotu do Premier League. Reading dotarło do finału play-offów. W decydującej batalii przegrali z Huddersfield 3-4 po karnych. Omańczyk obronił strzał Michaela Hefele, jednak przez pudła Liama Moore'a i Jordana Obity marzenia o powrocie do elity zostały odłożone na później.

Al-Habsi zapewne nie zna powiedzenia "do trzech razy sztuka". Mógł zostać w Anglii, jednak wrócił w swoje rodzinne strony. Zasilił szeregi Mistrza Arabii Saudyjskiej Al-Hilal Riad. W pierwszym sezonie po powrocie na Półwysep Arabski miejsce w bramce dzielił z reprezentantem Arabii Saudyjskiej Abdullahem Al-Muaioufem. Obaj rozegrali po 13 spotkań w Professional League. Obaj zachowali również po cztery czyste konta. To jednak Al-Habsi grał więcej, bowiem wystąpił jeszcze dwukrotnie w Pucharze Króla i czterokrotnie w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Tu ekipa ze stolicy Arabii Saudyjskiej nie spisała się najlepiej. Podopieczni Ramona Diaza odpadli już w fazie grupowej, nie wygrywając żadnego spotkania. Na domiar złego, Omańczyk ani razu nie zakończył meczu bez straty gola i dostał drugą w swojej karierze czerwoną kartkę (pierwszą otrzymał, grając w Lyn Oslo). Było to w przegranym 0-1 meczu z irańskim Esteghlalem FC. Osłodą było zdobycie drugiego trofeum w karierze. Al-Habsi i spółka po raz piętnasty wywalczyli mistrzostwo kraju. Drugi sezon w Al-Hilal Omańczyk rozpoczął od wygrania Superpucharu Arabii Saudyjskiej. Podopieczni Jorge Jesusa wygrali 2-1 z Al-Ittihad, a doświadczony golkiper rozegrał całe spotkanie. Al-Habsi został też pierwszym bramkarzem drużyny ze stolicy Arabii Saudyjskiej. Rozegrał 21 meczów w lidze, z czego w sześciu nie dał się pokonać. Dorzucił do tego trzy spotkania w King's Cup, gdzie czyste konto zachował tylko raz. Al-Hilal z Al-Habsim w bramce doszło do półfinału. Przegrało jednak aż 0-5 z Al-Taawon. Zespół z Riadu stracił też tytuł mistrzowski, przegrywając jednym punktem z Al-Nasr. W końcówce sezonu omański bramkarz stracił również miejsce w składzie. 17.lipca odszedł z Al-Hilal. Pozostaje bezrobotny.

Al-Habsi był również etatowym reprezentantem Omanu. Przez wiele lat był jej największą i jedyną gwiazdą. W kadrze rozegrał 126 meczów, wiele z nich jako kapitan. Zadebiutował w 2003 roku, w przegranym spotkaniu z Norwegią. Wraz z reprezentacją trzykrotnie występował w Pucharze Azji, w 2004, 2007 i 2015 roku. Za każdym razem Oman kończył swój udział na fazie grupowej. Były golkiper Boltonu, Wigan i Reading miał szansę wystąpić również w tym roku. Ekipa prowadzona przez Pima Verbeeka awansowała do 1/8 finału, gdzie przegrała 0-2 z Iranem. Al-Habsi stracił turniej tylko ze względu na kontuzję. W innym razie byłby zapewne podstawowym golkiperem i kapitanem swojej drużyny.

Al-Habsi jest jednym z najpopularniejszych ludzi w Omanie. Jest współzałożycielem organizacji Safety-First, która zajmuje się bezpieczeństwem ruchu drogowego w Omanie i dąży do zminimalizowania ofiar wypadków samochodowych w tym kraju. W krajach arabskich, gdzie nikt nie dba o bezpieczeństwo na drodze, a używanie klaksonu jest czymś normalnym, jest to niezwykle ważne. 126-krotny reprezentant kraju ukończył również studia. W trakcie gry w ojczyźnie pracował jako strażak na lotnisku w Maskacie. W wywiadzie dla Al-Jazeera Sports powiedział, że gdyby nie był zawodowym piłkarzem, zapewne nadal pracowałby jako strażak. Można jednak powiedzieć, że później zgasił wiele pożarów, ratując swoje drużyny z poważnych tarapatów. Grając w takich drużynach, jak Bolton, Wigan, czy Reading często musiał podejmować akcje ratownicze. W większości przypadków skuteczne. Al-Habsi dużo zawdzięcza również religii. Jest praktykującym muzułmaninem. Wielokrotnie podkreśla, że wiara pomaga mu być lepszym piłkarzem i człowiekiem.

Kariera Aliego Al-Habsiego jest przykładem dla wielu piłkarzy z Półwyspu Arabskiego i Bliskiego Wschodu. Pokazuje, ile plusów może dostarczyć gra na najwyższym światowym poziomie, daleko poza granicami swojego regionu. Takich piłkarzy, jak Al-Habsi w Omanie, jak również państwach sąsiadujących z nim nie ma. I pewnie długo nie będzie.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze